Spojrzałam w jedno z wybitych okien. Robiło się coraz jaśniej. Nie za bardzo mi to odpowiadało, ale skoro Nez, czy jakkolwiek ma na imię, tak zdecydował.. To nie mam zamiaru się kłócić.
-Ej!-warknął chłopak. Drgnęłam, lecz nie odwróciłam spojrzenia od okna. Był bardzo niecierpliwą osobą.. Powoli przekręciłam głowę i spojrzałam na niego trochę niepewnie. Nabrałam powietrza w płuca i otworzyłam usta, by coś powiedzieć, ale jedyne co wydobyło się z mojego gardła do głośny szloch. Natychmiast odwróciłam głowę i przycisnęłam nadgarstki, na które naciągnęłam rękawy marynarki od szkolnego mundurka, do oczu. "Nie teraz... Tylko nie teraz." pomyślałam trochę panikując. Na szczęście chłopak nie wykonał żadnego ruchu, więc po dłuższej chwili, kiedy udało mi się stłumić w sobie część emocji razem z paniką i histerią popatrzyłam przed siebie. Kątem oka widziałam przyglądającego mi się Nez'a.
-To przez ten koszmar..-szepnęłam wpatrując się w plamę na ścianie na przeciwko-Jeden i ten sam.. Śni mi się.. Odkąd pamiętam-urwałam i zerknęłam nerwowo na bruneta.
-Jaki?-zaciekawił się Nez. Delikatny uśmiech podszedł mi na usta.
-To już kolejne pytanie-popatrzyłam na niego i szybko spojrzałam w bok.
-No..-mruknął chłopak wykładając się na kanapie.
-Nie powinniśmy się zbierać? Później może być gorzej z wyjściem..-zaproponowałam trochę nieśmiało. Nie bardzo chciałam się mieszać w jego plany. Zwłaszcza, że był sporo większy ode mnie.
-A masz jakiś pomysł?
Spojrzałam na niego i lekko kiwnęłam głową.
Staliśmy schowani za jakimiś większymi krzakami. Po drugiej stronie ulicy był sklep, do którego miałam iść. Mimo, że był bardzo wczesny ranek chodnikami po obu stronach ulicy chodziło mnóstwo ludzi, jednak nie było widać nigdzie policji. Na całe szczęście. Za to kilka razy zdawało mi się, że w tłumie widziałam znajome twarze..
-Tylko nie próbuj zwiewać-zasyczał Nez prosto do mojego ucha. Popatrzyłam na niego poważnie, lecz nie odezwałam się ani słowem. Spojrzałam w stronę sklepu i wsunęłam dłonie do kieszeni marynarki. Z wielką chęcią założyłabym na siebie coś innego niż szkolny mundurek, jednak nie miałam takiej możliwości. Ścisnęłam w jednej ręce pieniądze, a w drugiej pudełko z kolorowymi soczewkami. Miałam je przy sobie zawsze. To było takie moje lusterko typowej dziewczyny, dbającej tylko o wygląd. Spuściłam lekko głowę i wyszłam z krzaków w momencie, kiedy nikt nie mógł tego zobaczyć. Stanęłam na krawężniku i rozejrzałam się po jezdni. Nic nie jechało, więc szybkim krokiem przeszłam na drugą stronę. Minęłam starszą panią, która mruczała coś pod nosem do siebie, i pchnęłam drzwi do sklepu. Od razu uderzył mnie zapach świeżego pieczywa. Słodko pachnące drożdżówki, chrupiące bułeczki i świeżutki chlebek. Mmm.. To będzie coś za czym będę tęskniła. Nagle przy kasie usłyszałam jak ekspedientka rozmawia z jakąś dziewczyną. Poznałam jej głos, to była moja koleżanka z klasy. Spojrzałam w tamtą stronę. Obok niej stał wysoki niebieskooki blondyn. Szybko czmychnęłam między regały, modląc się o to, by szybko wyszli i mnie nie zauważyli. Jednak jak widać na darmo, bo po chwili usłyszałam jak ktoś woła moje imię. Skrzywiłam się pod nosem i ścisnęłam mocniej w dłoni pieniądze Nez'a. Wtem ktoś klepnął mnie w ramię. Odwróciłam się na pięcie i uśmiechnęłam się trochę sztucznie. Nie powiem, lubiłam Itachi'ego, ale pojawił się w nieodpowiednim momencie.
-Haneko, jak dobrze cię widzieć. Gdzie się podziewałaś całą noc? Twoja mama obdzwoniła całe miasto. Wszyscy się martwiliśmy. Dlaczego nikomu nie powiedziałaś gdzie jesteś ani gdzie idziesz?
-Itachi..-jęknęłam zerkając przez okno. Czy tylko mi się zdawało czy mignął mi mundur policyjny?-Spieszę się.. Naprawdę. Nie macie się co martwić-chyba największe kłamstwo jakie kiedykolwiek padło z moich ust. Nie lubiłam kłamać, ale przecież nie powiem mu, że zostałam "porwana" przez jakiegoś gościa w dredach, który ucieka przed policją.-Proszę cię.. Puść mnie, muszę iść..-zwinęłam do ręki trzy bułki i ruszyłam do kasy. A raczej chciałam iść, ale niebieskooki zastąpił mi drogę. Złapał mnie za ramiona i zbliżył twarz do mojej.
-Neko.. Co się z tobą dzieje ostatnio? Ciągle znikasz, jesteś jakaś nieobecna.. Nie da się z tobą pogadać. Uśmiechasz się, ale to nie ten uśmiech co wcześniej.. Co jest?
-Itachi, obiecuje..-jęknęłam próbując wyrwać się w jego uścisku-Obiecuje ci, że wytłumaczę ci wszystko, ale teraz puść mnie..-kolega ścisnął mnie za ramiona tak mocno, że to zaczęło boleć. Zaczęłam bardziej się szamotać, bojąc się reakcji Nez'a. Miałam tu wejść tylko na chwilę, a jestem tu już kilka minut, jeśli nie dłużej. Do moich oczu zaczęły napływać łzy, więc kiedy tylko Itachi to zobaczył natychmiast mnie puścił i cofnął się. Skinęłam delikatnie głową i szybko zapłaciłam, biorąc jeszcze papierosy dla bruneta. Do oczy napływało mi coraz więcej łez, więc szybko wybiegłam ze sklepu nie patrząc w ogóle czy coś nie jedzie. Usłyszałam tylko pisk hamowania i głośne trąbienie. Spojrzałam prosto w światła jakiegoś samochodu, który zatrzymał się gwałtownie uderzając mnie mocno zderzakiem w nogę. Czułam na sobie spojrzenia wszystkich na około. Całe oczy zapełniły mi się łzami, wstrząsnął mną silny szloch. Usłyszałam jakby z oddali wołanie. Pytanie czy wszystko w porządku. Ten głos był taki odległy.. Jakby z innego świata. Ignorując wszystko na około pobiegłam przed siebie prosto w krzaki, w których stał Nez. Minęłam chłopaka i przytuliłam się do ściany budynku, obok, którego staliśmy. Nie byłam w stanie dłużej powstrzymywać tych wszystkich emocji i uczuć, poza tym dopiero po dłuższej chwili dotarł do mojego mózgu impuls bólu z nogi, nie podejrzewałam, że samochód uderzył mnie tak mocno. Wiedziałam, że to nie odpowiednie miejsce i czas na to i byłam pewna, że ostro oberwie mi się za to od chłopaka.
Nez?
piątek, 30 października 2015
Od Naoko
Wyciągnąłem kolejnego papierosa z paczki, siadając na zniszczonym parapecie, a raczej tym co po nim pozostało. Dziewczyna spała w najlepsze, gdy latarnie zaczynały gasnąć. Teraz była najlepsza okazja, by ją zabić. W tym momencie pozbawienie jej tchu byłoby najlepszym dla niej, jak i dla mnie, a mimo to, coś kazało mi tego nie robić... przynajmniej teraz.
Patrzyłem jak jej ciało co jakiś czas wykonuje szybkie i nagłe ruchy, a oddech przyspiesza. Może by ją obudzić? E.. niech śpi.
Zdjąłem koszulkę wraz z bluzą, by podłożyć ją sobie pod głowę. Zapewne jeszcze trochę tu posiedzimy, więc można by było przez godzinę się zdrzemnąć. Chociaż nie... ta mała pewnie zwieje, gdy tylko zwęszy okazje. Nie mając nic lepszego do roboty, ułożyłem się na ziemi, wpatrując w młodą. Była ciekawsza niż grzyb na suficie, toteż obiekt mojego zainteresowania był oczywisty.
Nadal miała te odruchy charakterystyczne dla nieco bardziej emocjonujących snów. W końcu niewinne tiki, przerodziły się w szamotaninę, a oddech przybrał żwawsze tempo. Zbliżyłem się cicho wyciągając kolejnego papierosa. Gdy zaciągałem się drugi raz, ta zerwała się energicznie, wydając z siebie wrzask. Zerknęła na mnie, po czym szybko spuściła wzrok. Jej ciało zaczęło drgać, zapewne pod naporem wszystkich odczuć jakie jej towarzyszyły lub temperatury.
-Co masz zamiar teraz zrobić?- rzuciła w końcu, przerywając ciszę.
-Dokończyć papierosa- usiadłem na kanapie obok niej, zaciągając się po raz kolejny.
-A potem?
-Wszystko na spokojnie Neko- uśmiechnąłem się nieco sadystycznie- Pewnie będziesz głodna, więc skołujemy coś do jedzenia.
Zerknęła na mnie jak na wariata, unosząc jedną brew.
-Nie jestem bezdusznym psycholem, który każe Ci uciekać na głodniaka przez kilka dni. Trafiłaś na tego z bardziej normalnych- uśmiechnąłem się, może nieco sadystycznie, czochrając jej grzywkę.
-Czy... zamierzasz się dziś ubrać?- spytała nieco speszona.
-Jak sobie życzysz- zaśmiałem się pod nosem, naciągając koszulkę.- Czujesz się już nieco swobodniej?
-Powiedzmy.
-Dobrze, więc tego... gdzie tu jest jakiś sklep? Fajki mi się kończą, a i coś pasuje skołować do jedzenia.
Neko siedziała cicho, wpatrując w swoje kolana, a jej palce miętoliły kawałek jej garderoby.
-TY?! Mówię do Ciebie- podszedłem, stając ponownie nad nią.
Gdy spojrzała w górę, lekko przestraszonym wzrokiem, jej ciało zesztywniało. Ech... cudowny początek dnia.
-Niedaleko. Ale będziemy musieli przejść koło nieco bardziej zaludnionego miejsca.
-Kurwa-mruknąłem niezadowolony.
W ogóle nie przemyślałem jak się stąd wydostaniemy, nie mając kontaktu z ludźmi. Jeszcze policja...
-Chuj wie, czy te cioty mnie nie wydały.. i po jaką cholerę dalej siedzimy w tym jebanym mieście. Pierdolić... wytrzymasz jeszcze kilka godzin bez jedzenia?
-Mną się nie przejmuj. Długo pewnie i tak nie pożyję- westchnęła, nadal siedząc ze zwieszoną głową.
-Skąd te czarne myśli mała? Myśl o tym co dzieje się teraz. Możemy się całkiem dobrze bawić- usadowiłem się obok niej.
Ta nadal nie wykonała żadnego znacznego ruchu. Spojrzenie topiła w kolanach i była jakby... nieobecna.
-A ty coś taka?- spytałem w końcu.
-Tak sobie- wzruszyła ramionami.
-Może nie jestem jakoś specjalnie towarzyski, czy coś, ale głupi to na pewno nie. Więc?
-Po wczorajszej Twojej postawie wywnioskowałam, że lepiej, żebyśmy nie wiedzieli o sobie za wiele. Ledwo imię z Ciebie wyciągnęłam.
-Nawet mojego imienia nie znasz, szczerze mówiąc, ale w takim razie zróbmy tak. Ja odpowiem na jedno Twoje pytanie, a ty na moje, pasuje Ci?
-Niech będzie- rzuciła nieco swobodniej.
-Więc ponawiam pytanie sprzed minuty- rozsiadłem się wygodniej
<Neko?>
Patrzyłem jak jej ciało co jakiś czas wykonuje szybkie i nagłe ruchy, a oddech przyspiesza. Może by ją obudzić? E.. niech śpi.
Zdjąłem koszulkę wraz z bluzą, by podłożyć ją sobie pod głowę. Zapewne jeszcze trochę tu posiedzimy, więc można by było przez godzinę się zdrzemnąć. Chociaż nie... ta mała pewnie zwieje, gdy tylko zwęszy okazje. Nie mając nic lepszego do roboty, ułożyłem się na ziemi, wpatrując w młodą. Była ciekawsza niż grzyb na suficie, toteż obiekt mojego zainteresowania był oczywisty.
Nadal miała te odruchy charakterystyczne dla nieco bardziej emocjonujących snów. W końcu niewinne tiki, przerodziły się w szamotaninę, a oddech przybrał żwawsze tempo. Zbliżyłem się cicho wyciągając kolejnego papierosa. Gdy zaciągałem się drugi raz, ta zerwała się energicznie, wydając z siebie wrzask. Zerknęła na mnie, po czym szybko spuściła wzrok. Jej ciało zaczęło drgać, zapewne pod naporem wszystkich odczuć jakie jej towarzyszyły lub temperatury.
-Co masz zamiar teraz zrobić?- rzuciła w końcu, przerywając ciszę.
-Dokończyć papierosa- usiadłem na kanapie obok niej, zaciągając się po raz kolejny.
-A potem?
-Wszystko na spokojnie Neko- uśmiechnąłem się nieco sadystycznie- Pewnie będziesz głodna, więc skołujemy coś do jedzenia.
Zerknęła na mnie jak na wariata, unosząc jedną brew.
-Nie jestem bezdusznym psycholem, który każe Ci uciekać na głodniaka przez kilka dni. Trafiłaś na tego z bardziej normalnych- uśmiechnąłem się, może nieco sadystycznie, czochrając jej grzywkę.
-Czy... zamierzasz się dziś ubrać?- spytała nieco speszona.
-Jak sobie życzysz- zaśmiałem się pod nosem, naciągając koszulkę.- Czujesz się już nieco swobodniej?
-Powiedzmy.
-Dobrze, więc tego... gdzie tu jest jakiś sklep? Fajki mi się kończą, a i coś pasuje skołować do jedzenia.
Neko siedziała cicho, wpatrując w swoje kolana, a jej palce miętoliły kawałek jej garderoby.
-TY?! Mówię do Ciebie- podszedłem, stając ponownie nad nią.
Gdy spojrzała w górę, lekko przestraszonym wzrokiem, jej ciało zesztywniało. Ech... cudowny początek dnia.
-Niedaleko. Ale będziemy musieli przejść koło nieco bardziej zaludnionego miejsca.
-Kurwa-mruknąłem niezadowolony.
W ogóle nie przemyślałem jak się stąd wydostaniemy, nie mając kontaktu z ludźmi. Jeszcze policja...
-Chuj wie, czy te cioty mnie nie wydały.. i po jaką cholerę dalej siedzimy w tym jebanym mieście. Pierdolić... wytrzymasz jeszcze kilka godzin bez jedzenia?
-Mną się nie przejmuj. Długo pewnie i tak nie pożyję- westchnęła, nadal siedząc ze zwieszoną głową.
-Skąd te czarne myśli mała? Myśl o tym co dzieje się teraz. Możemy się całkiem dobrze bawić- usadowiłem się obok niej.
Ta nadal nie wykonała żadnego znacznego ruchu. Spojrzenie topiła w kolanach i była jakby... nieobecna.
-A ty coś taka?- spytałem w końcu.
-Tak sobie- wzruszyła ramionami.
-Może nie jestem jakoś specjalnie towarzyski, czy coś, ale głupi to na pewno nie. Więc?
-Po wczorajszej Twojej postawie wywnioskowałam, że lepiej, żebyśmy nie wiedzieli o sobie za wiele. Ledwo imię z Ciebie wyciągnęłam.
-Nawet mojego imienia nie znasz, szczerze mówiąc, ale w takim razie zróbmy tak. Ja odpowiem na jedno Twoje pytanie, a ty na moje, pasuje Ci?
-Niech będzie- rzuciła nieco swobodniej.
-Więc ponawiam pytanie sprzed minuty- rozsiadłem się wygodniej
<Neko?>
Od Haneko - strach
Patrzyłam na niego uważnie w milczeniu. Chłopak nie był zbyt miły, a ja miałam za sobą długi dzień, wieczór i część nocy, dlatego postanowiłam nie ciągnąć tematu. Nie byłam pewna czy czekanie aż się rozjaśni to dobry pomysł, ale skoro Nez tak chciał... Jak na razie nie miałam większego wyboru niż podporządkowanie mu się. Przymknęłam po woli oczy, by po długiej chwili milczenia spytać cicho.
-Jak bardzo mam przerąbane?
-Hę?
-Uciekałeś przed policją. To nie oznacza nic dobrego. Chce wiedzieć gdzie mam bardziej przerąbane. U ciebie czy u policji.
-Jeśli myślisz o..
-Nie-przerwałam mu otwierając w tym samym momencie oczy. Nieco się zdziwiłam, bo Nez stał dużo bliżej niż zanim zamknęłam oczy. Mimo to uparcie patrzyłam mu prosto w oczy, tylko po to by po chwili odwrócić wzrok i przewrócić się na drugi bok. Mruknęłam pod nosem coś na wzór "dobranoc" i przymknęłam do połowy powieki. Podejrzewałam, że zabranie mnie ze sobą przysporzy chłopakowi więcej problemów, niż pomocy. Jednak postanowiłam mu o tym nie mówić. Zdecydowałam, że tak będzie lepiej. Wzięłam głębszy oddech i powoli wypuściłam z płuc powietrze zamykając oczy do końca. Powinnam panikować. Przecież zupełnie obcy mi chłopak, porwał mnie ze sobą, groził, że zabije. Ściga go, a mnie razem z nim, policja. Rodzina nie wie gdzie jestem. Nie wiem kiedy dostanę nóż w plecy. Powinnam. Jednak, z jakiegoś powodu byłam zupełnie spokojna. Nie martwiłam się o nic. Nie myślałam o rodzinie, O przyjaciołach. O konsekwencjach tego co robiłam. Nie przejmowałam się niczym. Lecz czaił się we mnie strach. Nie przed groźbą zabicia. Nie przed wizją schwytania przez policję. Przed chłopakiem. Nie wiedziałam dokładnie dlaczego wzbudza we mnie strach. Jednak coś w środku kazało mi się go obawiać. W końcu znam tylko jego imię...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ciemność. Jedyne co widzę w tej chwili. Nie wiem gdzie jestem, ale jestem pewna, że nie chce tu być. Nagle gdzieś w oddali zapala się światło. Uporczywie wpatruje się w oświetlone miejsce, próbując coś tam dostrzec. W jednej chwili pojawia się tam jakaś postać. lecz jest zbyt daleko, żebym mogła dostrzec kto to taki. Zrywa się silny wiatr. Materiał mojej spódnicy trzepocze cicho, a długie włosy plączą się w powietrzu. Do moich uszu dociera moje imię wykrzykiwane przez osobę stojącą w świetle. Po głosie poznaje swojego ukochanego brata. Uśmiecham się szeroko, ignorując płatki śniegu spadające na moje policzki. Zrywam się z miejsca i pędzę najszybciej jak potrafię do brata. Jestem już blisko. Bardzo blisko. Poznaje go, dostrzegam każde drgnięcie mięśni jego twarzy. Wtem zatrzymuje się w pół kroku. Nie mogę się ruszyć.. Nie mogę nawet odwrócić wzroku. Czuję tą cholerną bezsilność. Patrze choć, nie chce patrzeć. Przez całe moje ciało przechodzi silny dreszcz wywołany przeraźliwym krzykiem..
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Z krzykiem podniosłam się do siadu cała zalana potem. Przez dłuższą chwilę nie mogłam złapać oddechu, miałam wrażenie, że się duszę.. Jednak kiedy tylko podniosłam wzrok chłodne spojrzenie Nez'a przywróciło mi oddech. Chłopak stał i spoglądał na mnie z góry z papierosem w ustach. Bojąc się, że zaraz mnie uderzy szybko spuściłam wzrok. Mimo to nic się nie stało. Nie poczułam żadnego uderzenia. Żadnego bólu. Nieco zaskoczona spojrzałam na chłopaka z dołu. Czułam jak zaczynam się trząść. Wizja zebrania batów cały czas była przed moimi oczami. On nawet się nie poruszył. Patrzył na mnie z wyższością dokańczając papierosa. Dopiero po chwili zorientowałam się, że jest jaśniej. W końcu mogłam zobaczyć swojego "porywacza" w pełnej okazałości. Miał brązowe włosy zaplecione w dredy i podobnego koloru oczy. Spuściłam powoli wzrok na jego nagą klatkę piersiową. Speszona szybko odwróciłam wzrok. Uczucie strachu, przed powrotem do tego, przed czym uciekałam, powoli mijało. By odpędzić wszystkie złe myśli zapytałam cicho
-Co masz zamiar teraz zrobić?-nie mogłam opanować głosu, za bardzo mi się trząsł, co zdradzało mój strach. Ale chłopakowi najwyraźniej sie to podobało.
Nez?
-Jak bardzo mam przerąbane?
-Hę?
-Uciekałeś przed policją. To nie oznacza nic dobrego. Chce wiedzieć gdzie mam bardziej przerąbane. U ciebie czy u policji.
-Jeśli myślisz o..
-Nie-przerwałam mu otwierając w tym samym momencie oczy. Nieco się zdziwiłam, bo Nez stał dużo bliżej niż zanim zamknęłam oczy. Mimo to uparcie patrzyłam mu prosto w oczy, tylko po to by po chwili odwrócić wzrok i przewrócić się na drugi bok. Mruknęłam pod nosem coś na wzór "dobranoc" i przymknęłam do połowy powieki. Podejrzewałam, że zabranie mnie ze sobą przysporzy chłopakowi więcej problemów, niż pomocy. Jednak postanowiłam mu o tym nie mówić. Zdecydowałam, że tak będzie lepiej. Wzięłam głębszy oddech i powoli wypuściłam z płuc powietrze zamykając oczy do końca. Powinnam panikować. Przecież zupełnie obcy mi chłopak, porwał mnie ze sobą, groził, że zabije. Ściga go, a mnie razem z nim, policja. Rodzina nie wie gdzie jestem. Nie wiem kiedy dostanę nóż w plecy. Powinnam. Jednak, z jakiegoś powodu byłam zupełnie spokojna. Nie martwiłam się o nic. Nie myślałam o rodzinie, O przyjaciołach. O konsekwencjach tego co robiłam. Nie przejmowałam się niczym. Lecz czaił się we mnie strach. Nie przed groźbą zabicia. Nie przed wizją schwytania przez policję. Przed chłopakiem. Nie wiedziałam dokładnie dlaczego wzbudza we mnie strach. Jednak coś w środku kazało mi się go obawiać. W końcu znam tylko jego imię...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ciemność. Jedyne co widzę w tej chwili. Nie wiem gdzie jestem, ale jestem pewna, że nie chce tu być. Nagle gdzieś w oddali zapala się światło. Uporczywie wpatruje się w oświetlone miejsce, próbując coś tam dostrzec. W jednej chwili pojawia się tam jakaś postać. lecz jest zbyt daleko, żebym mogła dostrzec kto to taki. Zrywa się silny wiatr. Materiał mojej spódnicy trzepocze cicho, a długie włosy plączą się w powietrzu. Do moich uszu dociera moje imię wykrzykiwane przez osobę stojącą w świetle. Po głosie poznaje swojego ukochanego brata. Uśmiecham się szeroko, ignorując płatki śniegu spadające na moje policzki. Zrywam się z miejsca i pędzę najszybciej jak potrafię do brata. Jestem już blisko. Bardzo blisko. Poznaje go, dostrzegam każde drgnięcie mięśni jego twarzy. Wtem zatrzymuje się w pół kroku. Nie mogę się ruszyć.. Nie mogę nawet odwrócić wzroku. Czuję tą cholerną bezsilność. Patrze choć, nie chce patrzeć. Przez całe moje ciało przechodzi silny dreszcz wywołany przeraźliwym krzykiem..
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Z krzykiem podniosłam się do siadu cała zalana potem. Przez dłuższą chwilę nie mogłam złapać oddechu, miałam wrażenie, że się duszę.. Jednak kiedy tylko podniosłam wzrok chłodne spojrzenie Nez'a przywróciło mi oddech. Chłopak stał i spoglądał na mnie z góry z papierosem w ustach. Bojąc się, że zaraz mnie uderzy szybko spuściłam wzrok. Mimo to nic się nie stało. Nie poczułam żadnego uderzenia. Żadnego bólu. Nieco zaskoczona spojrzałam na chłopaka z dołu. Czułam jak zaczynam się trząść. Wizja zebrania batów cały czas była przed moimi oczami. On nawet się nie poruszył. Patrzył na mnie z wyższością dokańczając papierosa. Dopiero po chwili zorientowałam się, że jest jaśniej. W końcu mogłam zobaczyć swojego "porywacza" w pełnej okazałości. Miał brązowe włosy zaplecione w dredy i podobnego koloru oczy. Spuściłam powoli wzrok na jego nagą klatkę piersiową. Speszona szybko odwróciłam wzrok. Uczucie strachu, przed powrotem do tego, przed czym uciekałam, powoli mijało. By odpędzić wszystkie złe myśli zapytałam cicho
-Co masz zamiar teraz zrobić?-nie mogłam opanować głosu, za bardzo mi się trząsł, co zdradzało mój strach. Ale chłopakowi najwyraźniej sie to podobało.
Nez?
czwartek, 29 października 2015
Od Naoko- ostatnie zlecenie
- Podnoś się młody- szorstkie mruczenie, w którym słychać było tyle respektu co subtelności, obudziło mnie z krótkiej drzemki.
-Spierdalaj frajerze- zasłoniłem oczy ręką, przekręcając się na drugi bok.- Idź truć dupę komuś innemu.
Gruby i łysy idiota, który do teraz nie wiem czemu należy do naszej grupki, uchodził za jednego z największych kretynów z jakimi miałem do czynienia.
-Szef kazał Cię obudzić, bo znowu ma jakiś debilny kaprys. Wstawaj Naoko- szturchnął mnie w łokieć.
W jednej sekundzie podniosłem się, uderzając go w jego spasioną mordę, co posłało jego cielsko na podłogę z hukiem godnym bomby nuklearnej.
-Zapamiętaj to sobie... nigdy nie obrażaj Ame'go, bo dzięki niemu jeszcze żaden z nas nie władował Ci kulki w łęb, po drugie te "kaprysy" sprawiają, że masz za co wozić swoją spasioną dupę do burdelu, a po trzecie... jeszcze raz nazwij mnie "Naoko", a zagwarantuje Ci wycieczkę na drugi świat. Dotarło do Ciebie zakało?- warknąłem, przykładając mu nóż do gardła.
Ten pokiwał pokornie głową, wybałuszając oczy. Fakt, faktem nie spodziewałem się po tej ofierze losu innego zachowania. Trzymał się blisko nas, bo sam nie potrafił zadbać o własne interesy.
Mozolnie naciągnąłem na siebie ciuchy i ruszyłem do "salonu", gdzie spotykaliśmy się przed wypadami. Otrzymaliśmy jak zwykle dokładne informacje, po czym władowali do samochodów. Ame o dziwo kazał mi jechać ze sobą, a że była to jedna z dwóch osób przed, którymi czułem respekt, posłusznie skierowałem się do czarnego Mercedesa.
Szef co jakiś czas wypytywał o o to co robię po "pracy", jak dogaduje się z innymi członkami... było to dla mnie nieco dziwne, ale jak debil tłumaczyłem sobie, że to po prostu troska. W każdym razie po każdej odpowiedzi kiwał osobliwie głową, nasuwając na twarz jeszcze osobliwszy uśmiech.
-Jesteśmy. Wiesz co masz robić?- dodał w końcu, kładąc mi dłoń na ramieniu.
-Jak zawsze- skinąłem głową, opuszczając samochód.
-Doskonale Nez. Jak zawsze lojalny- mruknął przymrużając oczy.
Cóż było moim zadaniem? Osłaniać tych, którzy będą wyciągać pieniądze z sejfu. Tak, głupia robota, bo bank zamknięty i przed włączeniem alarmu, żaden gliniarz nie pofatyguje swojej dupy, żeby sprawdzić, czy za kilka godzin nie straci roboty. Jak zwykle wszystko miało być dopracowane perfekcyjnie... miało.
Gdy weszliśmy już do środka, alarm dał o sobie znać. Ale jak? Ponoć wszystko miało być zresetowane. Nie wiele myśląc puściliśmy się w długą, żeby jakoś ratować honor, ale gdy ledwo przecisnęliśmy się przez drzwi, które miały zostać zabarykadowane do przyjazdu glin, szef i reszta paczki, jak gdyby nigdy nic... odjechała.
-Co za skurwiele- mruknął jeden z tych, którym udało się uciec.
Niestety tu musiałem przyznać mu rację. Po jaką cholerę nie mogli poczekać tych kilku sekund dłużej? Domyśliliśmy się od razu. Dźwięk syren dotarł do naszych uszu momentalnie, a radiowozy wyłoniły się zza zakrętu zaraz po tym. Nie wiele myśląc każdy z nas pędem ruszył w stronę ciemnych uliczek, aby zgubić ogon.
Nie patrzyłem co dzieje się z tamtymi idiotami, ale pewnie kilku złapali. Sam zaś biegłem ślepo nie znając okolicy. Kto by przypuszczał, że o czwartej nad ranem będę potrzebował dokładnej znajomości topografii miasta. Skręcałem w losowe uliczki, nie specjalnie myśląc, gdzie dotrę.
W końcu mój prawy bok zahaczył o coś, przez co runąłem na chodnik. Spojrzałem nienawistnie w stronę kosza na śmieci, a raczej.. w stronę tego, co myślałem, że było koszem. Za mną leżała dziewczyna, wokół której rozsypane były różnego typu przedmioty.
-O kurwa, a co ty o tej godzinie tu robisz?- spojrzałem na nią zdumiony, jakbym pierwszy raz spotkał człowieka.
-Em... proszę?- spojrzała na mnie zmieszana.
-Jebać to, zbieraj się- rzuciłem oschle, podnosząc się z ziemi.
-Co? Ja nigdzie z Tobą...
-Nie powtórzę kolejny raz- warknąłem- ruszaj się!
Chwyciłem ją za nadgarstek, ciągnąc w kolejne uliczki.
-Gdzie tu jest jakiś opuszczony budynek- rzuciłem przez ramię.
-Za tym zakrętem- wskazała palcem, zdyszana.
Nie myśląc długo ponownie szarpnąłem ją, prowadząc we wskazane miejsce. Nie musieliśmy biec długo, by naszym oczom ukazał się budynek, który wyglądał jakby zaraz miał się zawalić. Ściany były czarne od sadzy, kilka okien wybitych, a drzwi jak zwykle zabite deskami... typowa melina.
Nie myśląc długo rozbiłem okno, każąc wejść dziewczynie do środka. Sam wskoczyłem za nią, prowadząc na trzecie piętro.
-Wydaj z siebie chociaż jeden głośniejszy dźwięk, a zatłukę jak psa- warknąłem, nakazując by usiadła w kącie, co też posłusznie zrobiła.
Sam rzuciłem swoimi zwłokami o podłogę, próbując złapać oddech. Kątem oka widziałem, że dziewczyna nie spuszcza ze mnie swojego przerażonego, a jednocześnie zaintrygowanego wzroku.
-Co?- rzuciłem w końcu
-Czemu mnie tu zaciągnąłeś?- rzuciła cicho.
-Byłaś jedyną osobą, która mnie widziała. potrzebowałem się gdzieś skitrać, a że nie znam miasta i wypada się Ciebie pozbyć, uznałem, że warto Cię ze sobą zabrać.
-Jak to... pozbyć?- wybałuszyła oczy.
-Normalnie. Robienie tego na środku miasta nie byłoby chyba mądrym posunięciem.
-Co?! Czemu?- rzuciła pełna strachu.
-Nie martw się Słonko.. to nic osobistego. Po prostu znalazłaś się w nieodpowiednim miejscu i porze- uśmiechnąłem się krzepiąco. - Nie martw się... przysłużyłaś mi się, więc zrobię to szybko.
Zadrżała, wciskając się w kąt. Wyjąłem nóż, po czym czule przejechałem ręką po jej karku, by móc ją chwycić. Wtedy po raz kolejny zobaczyłem niebieskie światła, które zwiastowały tylko i wyłącznie kłopoty. Przejeżdżali powoli, jakby w każdej chwili mieli się zatrzymać.
-Jebana mać- syknąłem cicho, odsuwając nóż od dziewczyny- Można stąd jakoś wyjść od tyłu?
-C-chyba nie...
-Chyba?-zerknąłem na nią poirytowany
-Nie mów tak do mnie. To nie Tobie ktoś kilka sekund temu, wsadzić nóż między oczy. Mam chyba prawo nie myśleć trzeźwo- warknęła upominająco, ale jednocześnie z lekkim przestrachem.
-Pomyśl spokojnie. Możesz mi się jeszcze przydać kilka dni- machnąłem ręką.- Przypominam tylko, że nie mamy wiele czasu na myślenie.
Dziewczyna podniosła się powoli, kierując do wyjścia. Podbiegłem do niej, chwytając za ramię.
-Nie rozpędzaj się tak mała. Idziemy razem, ja decyduje kiedy i gdzie. Jeden zły ruch i film Ci się urwie- szepnąłem jej do ucha.
-Tędy- ponownie wskazała palcem.
Zeszliśmy schodami przeciwpożarowymi do piwnicy. Było przeraźliwie ciemno. Włączyła latarkę, idąc przed siebie. Błądziliśmy przez dłuższą chwilę korytarzami, aż w końcu ponownie ruszyliśmy schodami w górę. Tym razem wszystko była jakby... mniej spalone. Zorientowałem się, że jest to inny budynek, a także, że latarka jest... komórką. Wyrwałem go pospiesznie dziewczynie.
-Co ty odpierdalasz?- rzuciłem wymachując nim na wszystkie strony
-Było ciemno, więc...
-Myślisz, że głupi jestem?! Wychodzimy stąd. Szybko!
Byłem tak wściekły na siebie, że nawet nie zauważyłem kiedy i jak wyszliśmy na zewnątrz. Krążyliśmy kilka minut w poszukiwaniu kolejnego schronienia. Kolejna melina. Pfff... kto by przypuszczał. Wbiliśmy do jednego z.. co lepiej zachowanych pomieszczeń, gdzie leżała stara kanapa. Obok niej znajdował się stolik, również w nie najlepszym stanie.
-Siadaj-poleciłem, wyciągając baterie z jej telefonu.
Ona jak zawsze posłusznie wykonała polecenie i jak zawsze wpatrywała we mnie z tysiącem emocji.
Krążyłem nerwowo w jedną i drugą stronę. Dopiero teraz mogłem spokojnie zapalić papierosa.
-Chcesz?- spytałem, wyciągając w jej stronę paczkę
-Może kiedy indziej-dodała niepewnie.- Jak się nazywasz?
-Na co Ci to?- zaciągnąłem się.
-Sam mówiłeś, że mogę Ci się jeszcze trochę przydać. Skoro mamy spędzić ze sobą dwa dni, to chciałabym...
-Wystarczy Nez- przerwałem jej.
-Osobliwe imię. Ja jestem Haneko, ale może być nawet Neko.
-Ujdzie. To teraz spróbuj się przespać, bo niedługo znowu idziemy. Kanapę masz do dyspozycji.
Zagryzła wargę. Ułożyła się na boku, podkurczając nogi. Nie spuszczała ze mnie wzroku.
-Nic Ci nie zrobię, jeśli o to Ci chodzi. Może jestem chujem, ale nie wykorzystuje lasek w ten sposób, szczególnie małolat- dodałem z uśmiechem, widząc jej reakcję.
-Czemu uciekałeś?- zapytała po chwili
-A co ty taka ciekawska?- zbliżyłem się do niej, kończąc fajkę.
<Haneko?>
-Spierdalaj frajerze- zasłoniłem oczy ręką, przekręcając się na drugi bok.- Idź truć dupę komuś innemu.
Gruby i łysy idiota, który do teraz nie wiem czemu należy do naszej grupki, uchodził za jednego z największych kretynów z jakimi miałem do czynienia.
-Szef kazał Cię obudzić, bo znowu ma jakiś debilny kaprys. Wstawaj Naoko- szturchnął mnie w łokieć.
W jednej sekundzie podniosłem się, uderzając go w jego spasioną mordę, co posłało jego cielsko na podłogę z hukiem godnym bomby nuklearnej.
-Zapamiętaj to sobie... nigdy nie obrażaj Ame'go, bo dzięki niemu jeszcze żaden z nas nie władował Ci kulki w łęb, po drugie te "kaprysy" sprawiają, że masz za co wozić swoją spasioną dupę do burdelu, a po trzecie... jeszcze raz nazwij mnie "Naoko", a zagwarantuje Ci wycieczkę na drugi świat. Dotarło do Ciebie zakało?- warknąłem, przykładając mu nóż do gardła.
Ten pokiwał pokornie głową, wybałuszając oczy. Fakt, faktem nie spodziewałem się po tej ofierze losu innego zachowania. Trzymał się blisko nas, bo sam nie potrafił zadbać o własne interesy.
Mozolnie naciągnąłem na siebie ciuchy i ruszyłem do "salonu", gdzie spotykaliśmy się przed wypadami. Otrzymaliśmy jak zwykle dokładne informacje, po czym władowali do samochodów. Ame o dziwo kazał mi jechać ze sobą, a że była to jedna z dwóch osób przed, którymi czułem respekt, posłusznie skierowałem się do czarnego Mercedesa.
Szef co jakiś czas wypytywał o o to co robię po "pracy", jak dogaduje się z innymi członkami... było to dla mnie nieco dziwne, ale jak debil tłumaczyłem sobie, że to po prostu troska. W każdym razie po każdej odpowiedzi kiwał osobliwie głową, nasuwając na twarz jeszcze osobliwszy uśmiech.
-Jesteśmy. Wiesz co masz robić?- dodał w końcu, kładąc mi dłoń na ramieniu.
-Jak zawsze- skinąłem głową, opuszczając samochód.
-Doskonale Nez. Jak zawsze lojalny- mruknął przymrużając oczy.
Cóż było moim zadaniem? Osłaniać tych, którzy będą wyciągać pieniądze z sejfu. Tak, głupia robota, bo bank zamknięty i przed włączeniem alarmu, żaden gliniarz nie pofatyguje swojej dupy, żeby sprawdzić, czy za kilka godzin nie straci roboty. Jak zwykle wszystko miało być dopracowane perfekcyjnie... miało.
Gdy weszliśmy już do środka, alarm dał o sobie znać. Ale jak? Ponoć wszystko miało być zresetowane. Nie wiele myśląc puściliśmy się w długą, żeby jakoś ratować honor, ale gdy ledwo przecisnęliśmy się przez drzwi, które miały zostać zabarykadowane do przyjazdu glin, szef i reszta paczki, jak gdyby nigdy nic... odjechała.
-Co za skurwiele- mruknął jeden z tych, którym udało się uciec.
Niestety tu musiałem przyznać mu rację. Po jaką cholerę nie mogli poczekać tych kilku sekund dłużej? Domyśliliśmy się od razu. Dźwięk syren dotarł do naszych uszu momentalnie, a radiowozy wyłoniły się zza zakrętu zaraz po tym. Nie wiele myśląc każdy z nas pędem ruszył w stronę ciemnych uliczek, aby zgubić ogon.
Nie patrzyłem co dzieje się z tamtymi idiotami, ale pewnie kilku złapali. Sam zaś biegłem ślepo nie znając okolicy. Kto by przypuszczał, że o czwartej nad ranem będę potrzebował dokładnej znajomości topografii miasta. Skręcałem w losowe uliczki, nie specjalnie myśląc, gdzie dotrę.
W końcu mój prawy bok zahaczył o coś, przez co runąłem na chodnik. Spojrzałem nienawistnie w stronę kosza na śmieci, a raczej.. w stronę tego, co myślałem, że było koszem. Za mną leżała dziewczyna, wokół której rozsypane były różnego typu przedmioty.
-O kurwa, a co ty o tej godzinie tu robisz?- spojrzałem na nią zdumiony, jakbym pierwszy raz spotkał człowieka.
-Em... proszę?- spojrzała na mnie zmieszana.
-Jebać to, zbieraj się- rzuciłem oschle, podnosząc się z ziemi.
-Co? Ja nigdzie z Tobą...
-Nie powtórzę kolejny raz- warknąłem- ruszaj się!
Chwyciłem ją za nadgarstek, ciągnąc w kolejne uliczki.
-Gdzie tu jest jakiś opuszczony budynek- rzuciłem przez ramię.
-Za tym zakrętem- wskazała palcem, zdyszana.
Nie myśląc długo ponownie szarpnąłem ją, prowadząc we wskazane miejsce. Nie musieliśmy biec długo, by naszym oczom ukazał się budynek, który wyglądał jakby zaraz miał się zawalić. Ściany były czarne od sadzy, kilka okien wybitych, a drzwi jak zwykle zabite deskami... typowa melina.
Nie myśląc długo rozbiłem okno, każąc wejść dziewczynie do środka. Sam wskoczyłem za nią, prowadząc na trzecie piętro.
-Wydaj z siebie chociaż jeden głośniejszy dźwięk, a zatłukę jak psa- warknąłem, nakazując by usiadła w kącie, co też posłusznie zrobiła.
Sam rzuciłem swoimi zwłokami o podłogę, próbując złapać oddech. Kątem oka widziałem, że dziewczyna nie spuszcza ze mnie swojego przerażonego, a jednocześnie zaintrygowanego wzroku.
-Co?- rzuciłem w końcu
-Czemu mnie tu zaciągnąłeś?- rzuciła cicho.
-Byłaś jedyną osobą, która mnie widziała. potrzebowałem się gdzieś skitrać, a że nie znam miasta i wypada się Ciebie pozbyć, uznałem, że warto Cię ze sobą zabrać.
-Jak to... pozbyć?- wybałuszyła oczy.
-Normalnie. Robienie tego na środku miasta nie byłoby chyba mądrym posunięciem.
-Co?! Czemu?- rzuciła pełna strachu.
-Nie martw się Słonko.. to nic osobistego. Po prostu znalazłaś się w nieodpowiednim miejscu i porze- uśmiechnąłem się krzepiąco. - Nie martw się... przysłużyłaś mi się, więc zrobię to szybko.
Zadrżała, wciskając się w kąt. Wyjąłem nóż, po czym czule przejechałem ręką po jej karku, by móc ją chwycić. Wtedy po raz kolejny zobaczyłem niebieskie światła, które zwiastowały tylko i wyłącznie kłopoty. Przejeżdżali powoli, jakby w każdej chwili mieli się zatrzymać.
-Jebana mać- syknąłem cicho, odsuwając nóż od dziewczyny- Można stąd jakoś wyjść od tyłu?
-C-chyba nie...
-Chyba?-zerknąłem na nią poirytowany
-Nie mów tak do mnie. To nie Tobie ktoś kilka sekund temu, wsadzić nóż między oczy. Mam chyba prawo nie myśleć trzeźwo- warknęła upominająco, ale jednocześnie z lekkim przestrachem.
-Pomyśl spokojnie. Możesz mi się jeszcze przydać kilka dni- machnąłem ręką.- Przypominam tylko, że nie mamy wiele czasu na myślenie.
Dziewczyna podniosła się powoli, kierując do wyjścia. Podbiegłem do niej, chwytając za ramię.
-Nie rozpędzaj się tak mała. Idziemy razem, ja decyduje kiedy i gdzie. Jeden zły ruch i film Ci się urwie- szepnąłem jej do ucha.
-Tędy- ponownie wskazała palcem.
Zeszliśmy schodami przeciwpożarowymi do piwnicy. Było przeraźliwie ciemno. Włączyła latarkę, idąc przed siebie. Błądziliśmy przez dłuższą chwilę korytarzami, aż w końcu ponownie ruszyliśmy schodami w górę. Tym razem wszystko była jakby... mniej spalone. Zorientowałem się, że jest to inny budynek, a także, że latarka jest... komórką. Wyrwałem go pospiesznie dziewczynie.
-Co ty odpierdalasz?- rzuciłem wymachując nim na wszystkie strony
-Było ciemno, więc...
-Myślisz, że głupi jestem?! Wychodzimy stąd. Szybko!
Byłem tak wściekły na siebie, że nawet nie zauważyłem kiedy i jak wyszliśmy na zewnątrz. Krążyliśmy kilka minut w poszukiwaniu kolejnego schronienia. Kolejna melina. Pfff... kto by przypuszczał. Wbiliśmy do jednego z.. co lepiej zachowanych pomieszczeń, gdzie leżała stara kanapa. Obok niej znajdował się stolik, również w nie najlepszym stanie.
-Siadaj-poleciłem, wyciągając baterie z jej telefonu.
Ona jak zawsze posłusznie wykonała polecenie i jak zawsze wpatrywała we mnie z tysiącem emocji.
Krążyłem nerwowo w jedną i drugą stronę. Dopiero teraz mogłem spokojnie zapalić papierosa.
-Chcesz?- spytałem, wyciągając w jej stronę paczkę
-Może kiedy indziej-dodała niepewnie.- Jak się nazywasz?
-Na co Ci to?- zaciągnąłem się.
-Sam mówiłeś, że mogę Ci się jeszcze trochę przydać. Skoro mamy spędzić ze sobą dwa dni, to chciałabym...
-Wystarczy Nez- przerwałem jej.
-Osobliwe imię. Ja jestem Haneko, ale może być nawet Neko.
-Ujdzie. To teraz spróbuj się przespać, bo niedługo znowu idziemy. Kanapę masz do dyspozycji.
Zagryzła wargę. Ułożyła się na boku, podkurczając nogi. Nie spuszczała ze mnie wzroku.
-Nic Ci nie zrobię, jeśli o to Ci chodzi. Może jestem chujem, ale nie wykorzystuje lasek w ten sposób, szczególnie małolat- dodałem z uśmiechem, widząc jej reakcję.
-Czemu uciekałeś?- zapytała po chwili
-A co ty taka ciekawska?- zbliżyłem się do niej, kończąc fajkę.
<Haneko?>
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)