sobota, 26 listopada 2016
Od Saiko
-To Umeko- wyjaśniła spokojnie, widząc jak badawczo przyglądam się twarzy dziewczyny.- Moja najlepsza przyjaciółka.
-Rozumiem Twój ból po stracie tak bliskiej Ci osoby- zaczęłam.
Cholera, znowu nie bardzo wiedziałam jak mam się zachować. Nigdy nie byłam dobra w pocieszaniu, ani wyrażaniu żalu. Wychodziło mi to niesamowicie drętwo i bardziej brzmiało jak grzecznościowo wypowiadana regułka, więc i tym razem wyszło jak zwykle.
-Już nieco mi przeszło. Teraz odważniej mogę spojrzeć na jej twarz- przysiadła na ziemi i zaczęła wpychać do toreb wszystko co była w stanie.
Dokładnie poinstruowani, razem z metalem zaczęliśmy robić to samo, a że wiele tego nie było, wróciliśmy w ciągu dwóch godzin.
Przebrnęliśmy obładowani niczym wielbłądy do mojego... naszego domu, gdzie walizki od razu wylądowały na podłodze, a nowa współlokatorka rzuciła się na pierwszy wygodniejszy mebel jaki był w zasięgu jej wzroku.
-Dzięki za wszystko, jeszcze raz. Nie wiem czy dałybyśmy rady bez Ciebie- oparłam się o ścianę, starając się mówić jak najciszej.
-Wiesz, że zawsze pomogę na tyle ile mogę. To ja nie będę wam przeszkadzać, widzimy się w szkole.
-No co ty, nie wygłupiaj się, zostań jeszcze.
-Nic tu po mnie. Musicie się rozpakować, a ja będę tylko zawadzał.
-Torby nie uciekną, z resztą widzisz w jakim jest stanie. Wcześniej jak po południu będzie umierała, więc będę siedzieć sama. Chyba nie pozwolisz mi na samotnie spędzać tak pięknej soboty, prawda?- zerknęłam na niego zawadiacko,
-Skoro tak stawiasz sprawę- przewrócił oczami, unosząc tym samym kąciki ust.
Zerknęłam jeszcze do Minori, która powoli przysypiała.
-Gdybyś czegoś potrzebowała, to zawołaj, dobrze? Będziemy w salonie- szepnęłam jej do ucha, na co ona jedynie mruknęła.
Zasłoniłam okna, by światło nie drażniło jej oczu, po czym wyszłam cicho z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Haruo zdążył w tym czasie zdjąć już swoje glany. Czekał w kuchni, popijając sok, który znalazł w lodówce.
-Przejebana sprawa, nie?- zasiadłam obok, podkradając mu szklankę.
-Zgodzę się. Jakim trzeba być człowiekiem, żeby wyrzucić własne dziecko z domu? Jest psychiczny.
-Mimo wszystko podziwiam ją, że przez tyle czasu się trzymała. Nie powiedziałabym, że ma problemy, gdybym nie dowiedziała się o zaistniałej sytuacji. Musi się teraz wyciszyć i odpocząć.
-Sai, ale to nie jest tak, że ty coś do niej...- szepnął, bojąc się, że ta może słyszeć całą rozmowę.
-Wiesz, że nie jestem osobą bezinteresowną. Nie zainteresowałabym się życiem pierwszej lepszej osoby. Zaimponowała mi wtedy w parku, a kolejne wydarzenia tylko uświadczyły mnie w tym przekonaniu.
-Żeby nie skończyło się to tak jak ostatnio- jego chłodne spojrzenie zatrzymał się na mojej twarzy.
-Wiem, to było głupie, nie wiem ile jeszcze razy mam Cię przepraszać. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Nie mówmy już o tym. Zróbmy coś do jedzenia i obejrzyjmy coś- zeskoczyłam z krzesła usadowionego przy blacie i ruszyłam w stronę lodówki, włączając po drodze muzykę w telefonie. Oboje zabraliśmy się za przygotowywanie posiłku, nie szczędząc sobie przy tym walki na produkty potrzebne nam do przyrządzenia dania, czy małego pojedynku na pałeczki. W tym tempie obiad był na 16, więc dumni ze swej pracy zasiedliśmy przed telewizorem, poszukując jakiegoś programu godnego uwagi. W końcu drzwi do sypialni otwarły się, a dziewczyna pojawiła się w progu salonu, gdzie siedzieliśmy pałaszując przygotowaną potrawę.
-No jesteś wreszcie! Jeszcze ciepłe, więc siadaj z nami- zawołałam ją gestem, a ta bez słowa przysiadła obok.- Lepiej się już czujesz, Tygrysku?
-Trochę- skwitowała to krótko, przyglądając się swojej porcji.
-Nie otrujesz się, wcinaj- wtrącił Haruo, chcąc zachęcić Minori do jedzenia.
<Minori?>
środa, 23 listopada 2016
Od Minori
Haruo i Saiko przepuścili mnie przodem w drzwiach co było małym błędem, ponieważ tuż za rogiem potknęłam się i runęłabym na ziemię, gdyby Sai w ostatniej chwili nie złapała mnie za nadgarstek.
- Nawet stać prosto nie umiesz... - mruknęła rozbawiona, na co ja posłałam jej na wpół przytomne spojrzenie. Czułam się koszmarnie. Bolało mnie wszystko co mogło mnie boleć. To co nie mogło też mnie bolało. W uszach dudniło mi i szumiało na zmianę, przez co byłam nieco przygłuchawa i kiedy skręcaliśmy przed domem, ruszyłam w przeciwną stronę niż chłopak i różowowłosa. Potem oczywiście mnie złapali i nakierowali na dobrą drogę, każąc iść między nimi. Tak dla bezpieczeństwa. Im bliżej mojego domu byliśmy, tym bardziej bolał mnie żołądek. Czułam jak wszystkie wnętrzności skręcają się ze zdenerwowania, a w gardle rośnie gula, która uniemożliwiała mi mówienie. Przez to wszystko zapomniałam, że przeszkadzał mi nadmiar tlenu w powietrzu. Patrzyłam jak blok, w którym mieszkałam siedemnaście lat, zbliża się do nas nieubłaganie. Zatrzymałam się tak gwałtownie, że idący za mną Haruo dosłownie wszedł mi na buty, wpadając na mnie całym ciałem. Skuliłam się nagle, co wywołało u mnie tylko większy ból głowy.
- Jesteś za mała, żeby widzieć, kiedy się zatrzymujesz... - mruknął ni to rozbawiony, ni to rozdrażniony. Uśmiechnęłam się lekko, wymamrotałam przepraszam, jednak nie ruszyłam dalej. Stałam wpatrując się w czubki swoich butów.
- Co jest? - Saiko zorientowała się, że za nią nie idziemy. Czułam na sobie jej przenikliwy wzrok.
- Nie mogę. - pokręciłam głową zbyt gwałtownie.
- Czego nie możesz?
- Iść tam. Nie dam rady.
Cofnęłam się o krok, gdy różowowłosa podeszła do mnie szybko i złapała mnie za ramiona, nachylając się w moją stronę.
- Nie gadaj głupot. Dałaś radę powalić Maiko, dałaś radę zalać się w trupa, więc dlaczego miałabyś nie dać rady zrobić tego? - intensywnie patrzyła mi w oczy niebieskimi tęczówkami. Zamrugałam kilka razy, po czym skinęłam głową. Nie byłam pewna w stu procentach, mimo to ruszyliśmy dalej.
W mieszkaniu, tak jak się spodziewałam, nie było ojca. Nie było nawet mojego brata ani matki. Niby było nam to na ręke, ale jednak poczułam w środku jakieś ukłócie żalu. Czyżbym naprawdę tak mało ich obchodziła, że zajmują się swoimi sprawami, jak gdyby nigdy nic? Z rozmyślań wyrwał mnie głos dziewczyny, która upominała się o informacje, które rzeczy ma spakować. Pakowanie zajęło nam jakiś kwadrans, moich rzeczy nie było dużo, toteż zostały nam dwie puste torby.
- A ja myślałem, że się nie zmieścisz... - powiedział rozbawiony Haruo, za co dostał przyjacielski cios w ramie od Sai. Uśmiechnęłam się delikatnie, wzruszając ramionami. Szybko opuściliśmy mieszkanie, w obawie, że zaraz pojawi się ktoś z mojej rodziny. W końcu była sobota, więc kto ich tam wiedział? Najdłużej zajął nam powrót do domu Saiko z torbami, które okazały się nieco cięższe niż przypuszczaliśmy. Kiedy tylko znaleźliśmy się w mieszkaniu dziewczyny, które od teraz należało także do mnie, od razu runęłam na najbliższe łóżko. Byłam smutna, rozdrażniona i zupełnie wyczerpana.
- Żyjesz jeszcze? - zaśmiała się dziewczyna. Zamruczałam coś pod nosem, zamykając natychmiast oczy.
Saiko? Idk co dalej :c
wtorek, 22 listopada 2016
Od Saiko
Pierwszy raz od dawna było mi również głupio, nie wiedząc jak mam się teraz zachować. Po prostu patrzyłam na nią, czekając, aż się uspokoi. Z resztą każdy potrzebuje wyrzucić z siebie negatywne emocje, a odpowiedniejszej chwili chyba nie będzie zbyt szybko. Uniosłam się ciężko z posadzki, prowadząc dziewczynę do mojego pokoju, gdzie dostała losową, czystą bluzkę, która zalegała w szafie. Dostałą chwilę dla siebie, żeby móc się przebrać, a ja sama zajęłam się napełnieniem szklanki wodą, przy okazji biorąc się za robienie czegoś do jedzenia- w końcu nie ma lepszej pory na jedzenie. Weszłam cicho do pokoju, gdzie ledwo żywa Minori leżała z twarzą skrytą w pościeli.
-Nie próbujesz popełnić samobójstwa, prawda?- usiadłam obok, ale ta momentalnie podniosła wzrok.
-Zastanawiam się właśnie nad tym.
-Nie jęcz tyle, Tygrysku. Wcześniej, czy później i tak musiałaś zaliczyć swój pierwszy zgon. Trzymaj, musisz teraz dużo pić- podałam jej szklankę z wodą, po czym postawiłam talerz z kanapkami, by miała do niego równie łatwy dostęp co ja. -A teraz powiedz mi, kiedy ten zjeb wychodzi z domu.
-Mój ojciec? Chyba jutro, ale...
-Świetnie, więc jutro pójdziemy to Twoje rzeczy. Nie będziesz tam już musiała nigdy więcej wracać. Poproszę Haruo, żeby nam pomógł zabrać walizki.
-Raczej nie będzie tego dużo.
-Tym lepiej, mniej się nanosimy- dodałam, z uśmiechem.- Więc kładź się spać, bo koszmar czeka Cię dopiero rano.
-To będzie jeszcze gorzej?- padłą zrezygnowana, wpatrując się w sufit.
-Niestety, Tygrysku. Mówiłam, że jeszcze trochę pocierpisz.
-A co z Tobą?
-Ja mam coś jeszcze do zrobienia. Śpij, a ja za półgodziny dołączę do Ciebie- poczochrałam jej włosy, nurkując gdzieś w stercie ułożonej na biurku, by wygrzebać laptopa. Usadowiłam się na parapecie z resztką kanapek i odpaliłam stronę, która ukazała się w historii jako pierwsza.
-Mam nadzieję, że jeszcze nie śpisz
-Właśnie się kładę, a co się stało? Jak w ogóle nasza imprezowiczka?
-Bywało lepiej. Potrzebny nam będziesz jutro w przeprowadzce.
-Przenosicie się?! :o
-Ona. Zamieszka u mnie, prawdopodobnie na stałe. Długo by opowiadać.
-No dobra. Więc jutro jestem u Ciebie koło 11. Was*
-Dzięki, to do rana, duniu :*
-Dobrej nocy, Sai
Rozejrzałam się jeszcze za paroma rzeczami, zanim poczułam zmęczenie. Zamknęłam klapę laptopa, by chwilę później wślizgnąć się pod kołdrę obok dziewczyny. Mała naprawdę wiele przeszła, toteż nie dziwię się jej, że śpi jak zabita. Ranek przyszedł dość szybko. Wyczekiwana godzina spotkania zbliżała się równie prędko, więc przygotowałam się do wyjścia, a także leki dla Minori, która po przebudzeniu zaczęła skarżyć się na wszystko co tylko mogła- a dużo światła, ból głowy, za mało snu... wszystko źle. Przewróciłam jedynie oczami, informując o zbliżającej się wizycie. Nie pewnie stanęła na jeszcze miękkich nogach, chwiejnie idąc do łazienki, oczywiście z moją pomocą.
-Tu masz ubrania, ręcznik i pół godziny- wygramoliłam się z łazienki, zajmując przez ten czas własnymi sprawami.
W momencie, gdy drzwi do łazienki zaczęły się uchylać, zabrzmiał również dzwonek do drzwi. Haruo jak zawsze przywitał nas znudzonym spojrzeniem i nieco wymuszonym uśmiechem.
-Jak tam, młoda? Nie wyglądasz najlepiej- zaczął widząc jej bladą twarz.
-Nigdy więcej alkoholu- mruknęła, na co my wybuchnęliśmy śmiechem.
-Każdy tak mówi. Więc jak? Gotowe do wyjścia?
Zerknęłam porozumiewawczo na Minori, wręczając jej przy okazji dwie puste torby, do których miała się wpakować, a pozostałe trzy przejął chłopak, pozostawiając mi dwie ostatnie.
<Minori?>
poniedziałek, 14 listopada 2016
Od Minori
Siedząc tam, w łazience Saiko, oparta o ścianę, zastanawiałam się czy jeśli to przeżyję to faktycznie będę mieszkać z różowowłosą. O ile to przeżyje. Szczerze mówiąc, nie bardzo potrafiłam to sobie wyobrazić, ale nie wydawało mi się, żeby Sai była typem żartownisia, chociaż nie znałam jej jakoś dobrze. Oparłam głowe i plecy o chłodną ścianę, po czym półprzytomnym wzrokiem popatrzyłam na dziewczynę, która wpatrywała się we mnie wyczekującym spojrzeniem.
- Ojciec dowiedział się, że biłam się w szkole z Maiko. Nauczycielka do niego zadzwoniła i mu o tym powiedziała. Powiedział, że nie będzie trzymał w domu głupiego stworzenia, które jest zupełnie bezużyteczne, bo przecież nic nie robi. Jak zwykle darł się na całe gardło. Zwyzywał mnie, zbił - odruchowo dotknęłam policzka - i wyrzucił z domu. Powiedział, że nie mam już tam czego szukać. - mówiłam cicho, spokojnym głosem, chociaż w rzeczywistości trzęsłam się z nadmiaru emocji, a oczy miałam pełne łez. - Ale to jest on. Jeśli nie wróce do jutra do domu i nie będę na kolanach błagała go, żeby pozwolił mi wrócić to zacznie mnie szukać. I oberwie się nie tylko mi, ale i tobie. To jest po prostu on. - ostatnie zdanie wypowiedziałam szeptem, łamiącym się głosem, w chwili gdy z oczu popłynął gęsty potok łez. Saiko patrzyła na mnie w milczeniu, wzrokiem pełnym żalu i współczucia. Zaśmiałam się mimo łez.
- Nie patrz tak na mnie. Nie lubie współczucia. - odwróciłam wzrok w poszukiwaniu kubka z wodą. Kiedy wzięłam go do ręki, okazało się, że jest pusty, więc smutno popatrzyłam na włascicielke mieszkania.
- Już lepiej? Chodź, powinnaś się położyć, na pewno zrobi ci się wtedy lepiej. A ja pójde po wodę. - pomogła mi wstać i zaprowadziła do swojego pokoju, na środku którego stało wielkie łóżko. - Ale najpierw dam ci coś do przebrania - mruknęła nurkując w szafie. Już po kilkinastu minutach Saiko stukała naczyniami w kuchni, a ja w jednej z jej, oczywiście za dużych na mnie, koszulek, leżałam na łóżku i półprzymkniętymi oczami obserwowałam wejście do pokoju. Wtuliłam się mocniej w poduszkę, uśmiechając się lekko. Pościel bardzo pachniała właścicielką.
Saiko?
sobota, 5 listopada 2016
Od Saiko
-Więc co będziemy robić?- zagaił chłopak
-Jest piątek, toteż możemy odwiedzić nasze ulubione miejsce.
-Liczyłem na taką odpowiedź- westchnął z ulgą, unosząc przy tym kąciki ust.
Poruszyliśmy jeszcze wiele tematów, nim rozstaliśmy się pod bramą domu białowłosego. Szybkim krokiem ruszyłam do siebie, gdzie na wejściu rzuciłam torbą, a ta ślizgiem przedostała się w okolicę gabinetu, znajdującego się na końcu korytarza. Sama miałam niezłą ochotę na piwo, toteż wybór stroju nie zajął mi więcej niż pięć minut. Haruo chyba również zależało na czasie, bo godzinę później stał w moich drzwiach, nie mogąc doczekać się wieczora. Do tego czasu zdążyliśmy zrobić obiad, a i odebrać telefon od Kaito informujący o wykonaniu misji.
-Myślisz, że Maiko wywinie jeszcze jakiś numer? Chociażby dziś- zaczął, biorąc kawałek papryki do ust.
-Wątpię, za bardzo się mnie boi i tego jakie mogą być skutki jej kłamstwa. Sam dobrze wiesz, że zależy naszemu aniołkowi, na zachowaniu pozorów niewiniątka.
-Zastanawia mnie tylko jak ona się dogada z tą małą. Minori, nieprawdaż? Swoją drogą ciekawe czemu była taka dziwna.
-Też to zauważyłeś? Myślałam, że to może przez tą utarczkę.
Chłopak nie miał za wiele okazji, by pogadać z Nakabamą, jednak dobrze wyczuł zmianę jej nastawienia. Coś było nie tak i dopiero po tym spostrzeżeniu mam pewność, że to nie przez przewrażliwienie na jej punkcie odniosłam takie wrażenie.
-Eee... to chyba nie to- wyrwał mnie z zamyślenia.- Chociaż jej nie znam, więc mogę się mylić. Szkoda, że nie widziałaś wściekłości Maiko. Byłaby gotowa rozszarpać predatora.
Oboje roześmialiśmy się głośno, wyobrażając sobie jak drobna lolitka rozgniata ponad dwu metrowego wyszkolonego mordercę, niczym karalucha.
Tak mniej więcej zleciał nam czas, zanim na zewnątrz nie rozbłysły latarnie. Już przy samych drzwiach mieliśmy powodów do śmiechu, a był nim, a raczej były "odświętne" glany Haruo, które próbował nałożyć na nogi. Nie różniły się niczym od tych "codziennych", nie licząc dodatkowych dziurek, wydłużających but, praktycznie pod samo kolano i kilku klamer. Niechlujnie naciągnęłam kurtkę, co oczywiście zdążył mi wytknąć, czego efektem był strzał w jego ramię. W połowie drogi dostrzegłam odrobinę niższego od nas chłopaka, którego dobrze znałam.
-Nie wiecie, gdzie jest Minori?- podbiegł do nas, licząc na jakąkolwiek informacje.
-A... nie ma jej na sali? Coś tam wspominała, może poszła do domu- zaczął metal, zerkając na mnie nieco zdumiony.
-Byłem już wszędzie. W parku, bibliotece, pizzerii, pod szkołą, u niej w domu. Przepadła!- wyliczając, patrzył na mnie, licząc, że ja coś wiem.- Martwię się o nią, bo nawet nie odbiera.
-Spokojnie, nie wygląda na bezbronną panienkę. Na pewno nic się jej nie stało- uspokajał go, co trochę odprężyło Aratę.
-Wiecie... chyba wiem, gdzie się mogła zaszyć- zdębiałam na myśl o miejscu, gdzie mogła się znajdować.
-Dobra, młody- westchnął metal- Daj mi swój numer i obleć wszystko jeszcze raz. Jak się znajdzie to się zdzwonimy.
***
Normą było przejście między kolorowymi, obłąkanymi mieszkańcami tej niezbyt szanowanej dzielnicy. Otwarcie drzwi w momencie poskutkowało napełnieniem płuc zapachu dumy i perfum.
-Nie wierzę, że ją tu zabrałaś- metal spojrzał na mnie chłodno.
-Zakazałam jej tu przychodzić samej. Nie sądziłam, że postąpi tak głupio, by wlec się tu sama. Poza tym nie sądziłam, że zapamięta drogę. Każde z nas potrzebowało kilku wizyt tutaj, by trafić tu samodzielnie- zaczęłam się bronić, jednak to nie zdało się na wiele.
Mimo wszystko Haruo to Haruo- nigdy nie gniewa się do tego stopnia, by wszcząć między nami kłótnie, a teraz mieliśmy coś do zrobienia, a napięta atmosfera, mogłaby nam nieco zaślepić umysł.
-To nie ona?- wskazał palcem na niziutką postać, siedzącą przy barze wśród wysokich typów, zerkających na nią co chwilę. Już dawno nie byłam tak zła, gdy zidentyfikowałam jej sylwetkę pociągającą trunek ze szklanki. Gestem kazałam poczekać przyjacielowi, a sama ruszyłam po zgubę. Szarpnęłam ją za ramie, na co ta była w tak ciężkim szoku, że nawet nie protestowała, chociaż mogła to być również zasługa alkoholu. Nigdy jeszcze nie przebyliśmy tamtej alejki tak szybko, nie zamieniając przy tym nawet słowa.
Wychodząc stamtąd, Haruo doskonale zdawał sobie sprawę, że powinien odejść kawałek, co wykorzystał na zadzwonienie do drugiego chłopaka.
-Czy Tobie już do reszty odebrało rozum?- warknęłam na Minori, nie chcąc robić zbytniego widowiska dla przechodniów.- Chyba wyraziłam się jasno, żebyś tam nie przychodziła. Kto Ci w ogóle sprzedał tego drinka?
-Potrzebowałam tego- mówiła, nie podnosząc wzroku.
-Potrzebowałaś?! Jakie kurwa, potrzebowałaś! Masz jebane siedemnaście lat i ledwo metr pięćdziesiąt. Jesteś idealnym celem dla tych ludzi. Kazałam Ci tam nie przychodzić, nie dla własnego widzi mi się. Ci faceci obok... masz szczęście, że zdążyliśmy. Nikt się tam nie przejmuje takimi jak ty. Nawet jebany barman nie podniósłby wzroku, gdyby Cię stamtąd wyciągali za włosy- darłam się jak opętana, ignorując wzrok ludzi.- Tam są dealerzy, złodzieje, mordercy i handlarze ludźmi. Ty myślisz, że to jest zabawne?! Aż tak masz w dupie to, że Cię nafaszerują prochami i wywiozą w pizdu z kraju?!
-Tak! Mam gdzieś to co się ze mną stanie! Niech mnie wywiozą, poćwiartują, nawet jebaną karmę dla psów mogą ze mnie zrobić, a i tak nikt się mną nie przejmie. Nie mam gdzie mieszkać, mam problemy z Maiko, Umeko nie żyje, a do tego nie mam nawet kasy na życie. Nic o mnie nie wiesz, a jedyne czego teraz potrzebuje się upić i zaliczyć zgon. Nikomu na mnie nie zależy- potok łez spłynął po jej policzkach, czego nie starała się już nawet ukryć.
Patrzyłam na nią przez chwilę w osłupieniu. Nie wiele pojęłam z tego co mówiła, ale zrobiło mi się jej żal. Uniosłam jej podbródek, by ta zerknęła na mnie w końcu.
-Co ty pierdolisz, Tygrysku? Masz przecież Aratę, tego drugiego, no i mnie, a zwłaszcza mnie. W razie problemów zawsze możesz zgłosić się do mnie, a ja Ci pomogę na tyle, ile będę w stanie- otarłam jej policzek, co wywołało delikatny uśmiech na jej twarzy. W tym samym momencie Haruo zbliżył się do nas, grzebiąc coś po telefonie.
-Rozmawiałem z tym chłopakiem. Kazałem mu iść do domu i jutro będzie na ciebie czekał przy parku popołudniu.- zwrócił się do mnie, a następnie spojrzał łagodnie na Minori- A ty co, dzieciaku? Życie Ci nie miłe?
-Najwidoczniej źle oceniłam skalę zagrożenia- rzuciła, patrząc na niego.
-Ech, same problemy z Tobą- poczochrał ją po grzywce- Twój przyjaciel prosił, żebym Ci przekazał, że będzie czekał na ciebie jutro popołudniu przed parkiem. No i żebym Cię solidnie ochrzanił za niego. Chociaż Sai zrobiła to za nas wszystkich.
-Czy wszyscy teraz będą mnie ganić?- przewróciła oczami.
-Należy Ci się, Tygrysku. To co, chyba nici z dzisiejszych planów?
-Najwidoczniej. Nie szkodzi, przełożymy to na jutro. Odprowadzę was- wcisnął ręce do kieszeni, nadal zachowując swoją pogodnie posępną minę.
-Zbieraj się- klepnęłam ją w ramię, podążając za chłopakiem.
-Tyle, że ja... no nie mam, gdzie spać- mówiła niepewnie, wbijając wzrok w chodnik.
-Co ona znowu za głupoty wygaduje! Śpisz u mnie, to chyba jasne. Szybko, bo Cię ulokuje na wycieraczce.
***
Zatrzymaliśmy się pod moim domem, gdzie Haruo objął mnie na pożegnanie, umawiając się przy tym na jutro. Minori natomiast poklepał po głowie, rzucając kolejną przestrogę dotyczącą dzisiejszego wybryku.
-Mam dwa pokoje wolne. Śpisz, albo u mnie, albo w gościnnym. Zaraz dam Ci jakieś moje ciuchy, a jutro pójdziemy po Twoje rzeczy.
- Po moje?
-Noooo, przecież będziesz tu od teraz mieszkać. Jesteś może głodna?
-Raczej nie, chociaż... tak, w sumie, to jednak nie.
-Zdecyduj się, bo mi lodówkę rozmrozisz- spojrzałam na nią, jednak ta nie wyglądała najlepiej.
-Chyba... nie czuję się najlepiej- oparta o futrynę, zerkała na mnie nieco słabo.
-Oho... chyba Ci procenty strzeliły do głowy. Chodź ze mną, tu jest łazienka- zaprowadziłam ją szybko, wiedząc, że pierwszy raz zawsze jest najgorszy, zwłaszcza na pusty żołądek.
***
-Coś ty wzięła?- przysiadłam bok wanny, obserwując jak stara się walczyć z wymiotami.
-Najmocniejsze co było.
-Bardzo mądrze. To teraz trochę pocierpisz za swoją głupotę.
-Daj mi spokój. Ja tu walczę o życie- próbowała mimo wszystko zachować dobry humor.
-Coś mi się wydaje, że śpisz u mnie w pokoju. W przeciwnym razie wszystko mi zarzygasz- zaśmiałam się, widząc jej stan.
-Dziękuję Ci za pomoc.
-Daj już spokój z tymi podziękowaniami. To nic takiego, a już mi się nudno robiło wieczorami samej- machnęłam ręką- To teraz opowiedz mi jak to stałaś się nagle bezdomną.
-Wolałabym nie.
-Ej, to ja ci tu oferuję nocleg, a ty mi nie chcesz nawet zdradzić swojej pełnej historii? Raczej wolałabym mieć pewność, że z mordercą nie mieszkam, wystarczy, że jest tu już jeden psychol. Więc gadaj... oczywiście, jak zwrócisz kolejną porcję- chwyciłam ją za włosy, gdy ta ponownie zaczęła przybierać wszystkie możliwe kolory.
<Minori? Chyba mój najdłuższy wywód>
środa, 2 listopada 2016
Od Minori
Nieco nerwowo rozglądnęłam się po korytarzu, jakby bojąc się, że ktoś niepowołany może mnie usłyszeć. Spuściłam na moment głowę, a kiedy ją podniosłam miałam na ustach delikatny uśmiech.
- Chciałam Ci podziękować. Znowu... - na ułamek sekundy odwróciłam wzrok, po czym zerknęłam na białowłosego chłopaka. - Tobie również, Haruo-kun. - skłoniłam się w pół, a chłopak skinął głową.
- Nie masz za co - różowowłosa uśmiechnęła się miło. - Maiko mocno przegięła.
- Zdecydowanie. - poparł ją Haruo, który chyba po raz pierwszy odezwał się w mojej obecności. Wzruszyłam ramionami, patrząc gdzieś w bok. Szybko jednak przeniosłam pogodne spojrzenie na dwójkę starszych znajomych.
- Jakieś plany na jutro? Albo na niedziele?
- Pewnie to co zwykle - zaśmiała się dziewczyna - A co?
- Chcesz się przyłączyć? - nie zabrzmiało to jak pytanie, a raczej oskarżenie, mimo wszystko białowłosy patrzył na mnie dość pogodnie. Pokręciłam głową i popatrzyłam na zegarek w telefonie.
- Będę się już zbierać, mam jeszcze dzisiaj zarezerwowaną godzinę na sali treningowej. - Kłamstwo.
- Idziemy w tą samą stronę, może pójdziemy razem? - zaproponowała Saiko, jednak ja już w połowie zdania zaczęłam kręcić głową.
- Nie chce się narzucać. - Kolejne kłamstwo. - Poza tym śpieszę się. - Większe kłamstwo. - Także... Do zobaczenia w poniedziałek. - uśmiechnęłam się i pospiesznie opuściłam szatnie, chowając się w najbliższym zaułku, gdzie poczekałam aż Saiko i Haruo opuszczą szkołę. Nie było mi dobrze z tym, że ją okłamałam, ale musiałam. Znaczy... Uhh. Pokręciłam mocno głową, odpychając dręczące myśli. To jest tylko kolejna osoba, którą okłamujesz jak zawsze. Powinnaś się przyzwyczaić. Przyzwyczaiłaś się. Tylko dlaczego mi z tym źle...? Podniosłam się powoli i ruszyłam w stronę rzeki. Szłam wolno ze spuszczoną głową, wsłuchana w muzykę płynącą z słuchawek. Mimowolnie wyobrażałam sobie jak będzie wyglądał mój powrót do domu. Śmieszne. Jest piątek po południu. Normalni ludzie śpieszą się do domów, w końcu to juz weekend, czyż nie? A ja? A ja wlokę się najbardziej okrężną drogą, posuwając powoli nogę za nogą, próbując jak najbardziej opóźnić powrót. Żałosne.
Po około dwóch godzinach dotarłam pod drzwi do mojego domu. Przełknęłam nerwowo ślinę i zapukałam. Do moich uszu dotarły szybkie, ciężkie kroki. Po chwili drzwi otworzyły się z rozmachem, ukazując jego wielką postruę. Odsunął się o dwa kroki i wpuścił mnie do mieszkania, jednak kiedy tylko drzwi się za mną zamknęły, spełniły się moje najgorsze przeczucia.
Mój policzek pulsował po mocnym uderzeniu i piekł w miejscu, gdzie spływały łzy. Złapał mnie za ramie, otworzył drzwi i wyrzucił na klatkę jak szmacianą lalkę.
- Nie masz tu czego szukać! - wydarł się i z hukiem zamknął drzwi. Przez chwilę patrzyłam na nie w osłupieniu, uświadamiając sobie powoli co się właśnie stało. Z moich oczu ponownie popłynęły gęsto łzy. Zacisnęłam dłonie w pięści i podniosłam się, wybiegając przed blok. Wyrzucił mnie... Wyrzucił mnie z domu... Momentalnie runęłam na kolana, zalewając się jeszcze większą ilością łez. To było dla mnie zdecydowanie za dużo. Spory z Maiko, choć to był najmniejszy problem, śmierć Umeko, problemy w domu, a teraz jeszcze nie mam gdzie się podziać... Szkoda, że nikt z rodziny nie mieszka tutaj. Pociągnęłam nosem i uderzyłam się otwartymi dłońmi w policzki. Minori, weź się w garść. To nie koniec świata. Ogarnij się. Podniosłam się powoli na równe nogi i popatrzyłam przed siebie. Robiło się już ciemno. Gdzie mogę pójść...? Odruchowo pomyślałam o Aracie, jednak nie mogłam się do niego zwrócić o pomoc. Dobrze wiedziałam, że nie miał dużego mieszkania, a ostatnio jego starszy brat wrócił ze studiów, to już w ogóle nie było miejsca. Hideaki... Nie, jemu się nie chciałam narzucać. Zresztą nie byłam z nim aż tak blisko jak z białowłosym. W głowie zaświtała mi pewna myśl, więc od razu ruszyłam w jej kierunku, bojąc się, że mogę się rozmyślić. Co prawda Saiko mówiła, że mam tam sama nie chodzić... ale w tym momencie było mi obojętne czy ktoś poderżnie mi gardło, czy może jednak zastrzeli.
Na szczęście w lokalu nie było różowowłosej ani nikogo znajomego. Podeszłam do barmana i uśmiechnęłam się miło.
- Najmocniejsze.
- Zetnie Cię z nóg. - popatrzył na mnie uważnie.
- To już mój problem. - wzruszyłam ramionami i usiadłam przy pierwszym lepszym stoliku, wyciągając telefon. 15 nieodebranych połaczeń od: Arata. Przewróciłam oczami i wsunęłam komórke do kieszeni spodni. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Nie miałam ochoty rozmawiać z kimkolwiek. Chciałam tylko coś wypić i odpłynąć. I to jak najszybciej.
Już po jednej szklance tego czegoś nie kontaktowałam tak jak powinnam. Nie wiedziałam nawet czy w dalszym ciągu mam przy sobię swoją trobę. Chociaż w sumie jebać.
Saiko?
wtorek, 1 listopada 2016
Od Saiko
-A więc co dziś robimy?- zapytała, próbując wybadać sytuację
-Ty wracasz do domu i jutro podzielisz się z nami tym, jak rozładować napięcie między waszą dwójką.
-Chyba żartujesz. Nie przeproszę jej za nic, a tym bardziej nie odpuszczę. To ona zrobiła ze mnie pośmiewisko!
-A ty rozcięła jej szyję swoimi szponami, więc jesteście kwita. Nie obchodzi mnie co zrobisz: przeprosisz, kupisz wiewiórkę, nie będziesz wchodzić jej w drogę. Wszystko mi jedno. Przez Twoją głupotę najprawdopodobniej oberwała, a ty jak zwykle wyszłaś bez szwanku. Dobrze, więc Ci radzę, zastanów się nad tym, chyba, że chcesz mieć odnotowane wszczynanie bójek w aktach.
Choć lolitka nie wyglądała na zadowoloną, nie próbowała walczyć. Zawsze zależało jej na nieskazitelnym świadectwie, a podobna notka mogłaby przekreślić drogę na prestiżowe studia, o których marzyła od dziecka.
Ostatni dzwonek rozbrzmiał w budynku. Jak każdego dnia, wszyscy uczniowie wypadli z sal, niczym bydło z wagonów. Nawet brama przez, którą mogłyby przejechać jednocześnie dwie ciężarówki, okazała się za mała, by wypuścić pierwszą falę rozwrzeszczanych dzieciaków.
-To... do jutra- Maiko zaczęła nie pewnie, zerkając na naszą trójkę.
-Na razie! Kai Cię odprowadzi i da mi znać, czy dotarłaś. Obym nie musiała dzwonić do Twojego domu, by się o tym przekonać.
Gdy tamta dwójka zniknęła z masie innych ludzi, ja wraz z Haruo zabrałam się ponownie do szkoły, gdzie zmiana naszych butów wymagała nieco więcej czau niż innych. Ta... uroki glanów. Jak zawsze wyścig z zaciskaniem sznurówek wygrał białowłosy, toteż miał te kilka sekund, by móc napawać się zwycięstwem.
-Saiko?- niepewny głos z końca korytarza, wzbudził naszą ciekawość.
Nie był to nikt innych jak Minori, powoli zmierzająca w naszą stronę.
-Witaj! Co ty tu jeszcze robisz, Tygrysku?- oparłam dłonie na biodrach, podprowadzając ją wzrokiem.
-Chwilowo jakoś mi nie spieszno do domu- mruknęła dosyć posępnie.- Wam widzę też nie. W każdym razie, chciałam z Tobą porozmawiać, oczywiście jeśli masz czas.
-Pewnie, nie ma problemu. O co chodzi?
<Minori? Z deka bezsens, nie? >