poniedziałek, 24 października 2016

Od Minori

Jeszcze zanim skończył się dzień spotkało mnie kilka nieprzyjemnych rzeczy. Jedną z tych rzeczy była konfrontacja z dyrektorem, który wezwał mnie do siebie, kilka lekcji po rozmowie z nauczycielką. Arata trzymał mnie mocno za nadgarstek, kiedy dyrektor wezwał mnie do swojego gabinetu, jakby nie chciał odstąpić mnie na krok. Popatrzyłam w oczy chłopakowi i uśmiechnęłam się lekko, szepcząc, że dam sobie radę. Białowłosy niechętnie wypuścił mnie z uścisku i pozwolił się oddalić za przysadzistym mężczyzną w miejsce, w którym raczej nikt nie chciał nigdy iść. Szłam posłusznie za dyrektorem z uniesioną głową, co jakiś czas napotykając spojrzenia innych uczniów. Szybko znalazłam się za drzwiami gabinetu, wśród jasnych ścian, ciemnych mebli i puchatego dywanu na podłodze.
- Usiądź, proszę. - gestem ręki wskazał na krzesło po drugiej stronie wielkiego biurka. Spokojnie usiadłam na skrawku siedzenia i patrzyłam na niego, kryjąc pod maską niewzruszenia wszystkie uczucia jakie mną targały w tamtym momencie.
- Coś się stało, proszę pana? - spytałam, jednak szybko zostałam skarcona surowym spojrzeniem, które po chwili wylądowało N moim opatrunkach i przybrało wyraz wyrzutu. Spuściłam wzrok na kolana, nieco zawstydzona. Patrząc na to wszystko co dziś zrobiłam z perspektywy czasu... No cóż, było to głupie. Ale jestem osobą, która w większości działa pod wpływem emocji, co zazwyczaj źle się kończy.
- Chyba nie muszę Ci mówić, co się stało. - zapanowała chwila ciszy. - Minori, wiem, że twoja przyjaciółka... Że ona nie przeżyła wypadku i na pewno jest Ci z tym ciężko, ale nie może się to odbijać na tym co robisz w szkole. Rozumiem, że mogłaś być zdenerwowana, ale żeby od razu atakować inną dziewczynę? I to jeszcze starszą od siebie?
Odwróciłam tylko wzrok, nie mogąc wydusić z siebie słowa na swoją obronę.
- Jutro zaczyna się weekend. Będziesz miała dwa dni, żeby przemyśleć swoje zachowanie i przedyskutować je z rodzicami. Mam nadzieję,  że to coś pomoże i gdy przyjdziesz tutaj w poniedziałek, podasz mi swój pomysł na to, jak Cię ukarać. Mam nadzieję, że rozumiesz, że muszę to zrobić.
Parsknęłam tylko śmiechem i podniosłam się, podchodząc do drzwi.
- Minori. - zagadnął jeszcze, więc odwróciłam głowę w jego stronę. - Twoi rodzice zostaną poinformowani o tym.
Zacisnęłam dłoń w pięść i trzasnęłam za sobą drzwiami. Cudownie, jeszcze tego mi brakowało. Pokręciłam głową, nie zwracając uwagi na dziwne spojrzenia otaczających mnie osób. Pogrążyłam się w myślach i ruszyłam przed siebie, nie trwało to jednak długo, gdyż po kilkunastu krokach wpadłam na Momokę. To była dokładna kopia Maiko, tyle że w młodszej wersji. Z warknięciem cofnęłam się o krok i zła spojrzałam na dziewczynę spod byka. Długie, gęste czerwone włosy spoczywały spokojnie na jej ramionach, a niebieskie oczy rzucały piorunami na wszystkie strony.
- Mogłabyś uważać jak chodzisz - warknęłam i już chciałam ją wyminąć, kiedy Momoko powiedziała za dużo.
- Mogłabyś patrzeć przed siebie, skrzacie. - zaśmiała się, a jej dwie służące zawturowały jej. - Chociaż nie dziwię Ci się, oślepiła Cię moja zajebistość - odgarnęła włosy jak to takie panny mają w zwyczaju. Przewróciłam oczami i popatrzyłam na nią niewzruszona.
- Powiedz mi... Jak to jest, że w każdej szkole musi być panienka z toną makijażu na twarzy i rozwojem umysłowym na poziomie pantofelka? - uniosłam jedną brew, przez krótką chwilę oczekując jakiejś odpowiedzi, jednak kiedy jej nie dostałam, odwróciłam się na pięcie.
- Przynajmniej mam normalnego ojca, a nie to co twój - powiedziała z przekąsem. Poczułam dziwne ukłucie w środku, a po chwili w moich oczach pojawiły się pierwsze łzy. Zacisnęłam dłonie w pięści, słysząc w głowie słowa Saiko o nie okazywaniu bólu. Uśmiechnęłam się lekko i spojrzałam na dziewczynę.
- Może. Ale popatrz jaką amebę sobie wychował - mruknęłam i ruszyłam przed siebie bez zbędnych słów. Mimo to nadal w oczach miałam łzy, przez co nie widziałam wszystkiego wyraźnie. Jednak jakimś cudem udało mi się znaleźć Aratę i Hideaki'ego bez większych problemów.
- To co? Ostatnia lekcja. Jakieś plany na popołudnie? - zapytał Hideaki. Białowłosy pomyślał przez chwilę.
- Muszę dzisiaj iść pomóc siostrze w księgarni - odparł, spoglądając na mnie. No tak, siostra Araty - Hitomi, pracowała w księgarni, a jej brat czasem musiał jej pomagać.
- A Ty, Minorin? - zwrócili się do mnie, ale i tylko wzruszyłam ramionami. - W poniedziałek ma się odbyć pogrzeb Umeko, będziesz?
Popatrzyłam na nich pustym wzrokiem i skinęłam głową, myślami odbiegając do planów na popołudnie. Nie wiedziałam co będę robić, gdyż to zależało od tego jak zachowają się rodzice. Ale jednego byłam pewna. Po lekcjach musiałam złapać Saiko i znowu jej podziękować.

Saiko?

Od Saiko

Odebrawszy pakunek od młodszego ucznia, powróciłam na poprzednie miejsce, przyglądając się krótkiej wymianie zdań pozostałej dwójki. Szybko wyjęłam zieloną butelkę i przytknęłam do ust, upijając nieco słodkawego napoju.
Minori w tym czasie oglądała swe rany wojenne, dokładnie analizując każdą z nich, jakby nie wierzyła w ich obecność. Sprawnie zabrałam się za zakrywanie niekorzystnie wyglądających śladów, co oczywiście było co jakiś czas komentowane:
A to sugestia co do sposobu przyklejania, a to niewłaściwy rozmiar plastra.
-Bądź już cicho, Tygrysku, bo za moment zalepię Ci tę buźkę całą. Skończysz jak mumia, a z tego co mi wiadome, one nigdy nie mają byt wiele do powiedzenia- przewróciłam oczami podczas ostatniej uwagi.
Z roli pielęgniarki przeistoczyłam się w fryzjera, gdyż poszarpane włosy i ledwo trzymająca się kokarda nadawały jej wizerunek podręcznikowego bezdomnego.
-Gotowe. Może nie wyglądasz jakoś wybitnie uroczo, ale... ujdzie w każdym razie.
-Dzięki- rzuciła szybko, oglądając się w lustrze.
-No to chodź, zaraz lekcja się kończy, a zdaję mi się, że obie miałyśmy się na niej pojawić.
Podążałam u boku towarzyszki, odprowadzając ją pod prawie same drzwi, gdyż ja skręciłam trzy metry wcześniej w jeden z korytarzy, kryjący jedną z biologicznych sal. Opróżniłam butelkę, rzucając ją w stronę kosza, czego efektem był huk plastiku, obijającego się o metalowy kubeł.
-Witam, proszę wybaczyć spóźnienie- weszłam spokojnie do klasy, kierując się do ławki Haruo.
-Cóż Cię zatrzymało, panno Tomori? Czyżby to samo co Twą przyjaciółkę- kobieta wyjrzała za swych okularów, posyłając srogie spojrzenie.
-Chociaż raz wyglądam korzystniej od Maiko, toteż powody naszych spóźnień są chyba inne- śmiech klasy nie wzbudził żadnego zdziwienia z mojej strony. Pozwoliło mi to jedynie przemknąć na swe miejsce w nieco lepszej atmosferze, której towarzyszyło chichotanie i szepty.
Przysiadłam obok przyjaciela, grzebiąc po torbie, a zeszytem, jednak nie omieszkałam w tym czasie nawiązać kontaktu wzrokowego z poobijaną lolitą.
-Uważaj. Maiko jest Twoją przyjaciółką, ale nie będzie się wzbraniać przed kolejnym skandalem- Haruo szturchnął mnie łokciem.
-Wątpię, że zaryzykuje, aż tyle. Nie jest głupia i nie będzie pakowała się do walki z kimś, z kim sobie nie poradzi. Z resztą chyba czeka nas rozmowa, więc lepiej, by nieco się uspokoiła.
Niezbyt długo zagrzałam miejsce sali, gdyż chwilę później dzwonek wykurzył wszystkich z sal prosto na korytarze. Przechodząc z sali do sali, przeczesywałam tłum wzrokiem w poszukiwaniu Minorin, mając jednak blisko Maiko przy sobie, by nie rozsiewała więcej zamętu.
-Powiesz coś w końcu?- podjęła nieśmiało, jednak chłodne spojrzenie ponownie zamknęło jej usta.
-Pogadamy wieczorem, teraz lepiej mnie nie prowokuj- wycedziłam przez zęby, walcząc z całych sił, by nie dokończyć dzieła młodej.


<Minori?>

niedziela, 23 października 2016

Od Minori

Kiedy przytuliłam się do Saiko... Poczułam jakby cała złość i bezsilność uszły ze mnie, jak powietrze z dziurawej piłki. Ta pogładziła mnie po, i tak rozczochranych już, włosach. Odsunęłam się od niej ze śmiechem, wywołanym jej nietypowym porównaniem i zaczęłam wycierać oczy rękawami bluzy. W tym czasie do łazienki wrócił Arata, niosąc coś w rękach. Chłopak wymienił spojrzenie z różowowłosą, która zabrała od niego przyniesione rzeczy. Przejrzałam się przedmiotom, które okazały się opatrunkami i... Wodą aloesową? Spojrzałam na białowłosego i uśmiechnęłam się, ocierając resztki łez.
- Arata, jesteś kochany, ale to damska łazienka... - przypomniałam mu z cichym śmiechem. Na twarz mojego przyjaciela natychmiast wstąpiło zakłopotanie, jakby dopiero teraz to sobie uświadomił, po czym szybko opuścił łazienkę. Popatrzylam w lustro na swoje odbicie i delikatnie dotknęłam tam na szyi, z których sączyła się krew. Westchnęłam cicho i zerknęłam na Saiko, spokojnie popijającą wodę aloesową. A więc po to ona była...
- Chodź tu, trzeba Cię ogarnąć. No na razie wyglądasz, jakbyś wpadła pod kombajn. - powiedziała, rozpakowywując opatrunki. Zaśmiałam się, dmuchając nos, co nie było najlepszym pomysłem, ponieważ po chwili byłam cała osmarkana. - No brawo, Tygrysku. Jeszcze się cała osmarkaj, masz rację. Tego Ci brakuje. - sarkastycznie komentowała mój stan, a ja coraz bardziej się śmiałam, co tylko jeszcze bardziej ją nakręcało.
Po około dziesięciu minutach każda krwawiąca rana była zaklejona, a ja ostatecznie, po kilku nieudanych próbach wymagania się od tego, skończyłam z dwoma plastrami na twarzy. Jednym na policzku, a drugim na nosie. Przyglądałam się uważnie odbiciu dziewczyny, kiedy ta rozczesywała moje długie włosy palcami. Z braku szczotki, musiała to robić tak. Mówiłam, że sama mogę sobie związać włosy, jednak kłótnia z Saiko nie miała najmniejszego sensu, o czym przekonałam się przy kłótni o plastry. Gdy w końcu wszystkie moje włosy zostały zebrane i związane tasiemką, obie opuściłyśmy łazienkę, kierując się do sal, w których miałyśmy w tym momencie lekcje. Różowowłosa doprowadziła mnie pod moją salę i po chwili kroczyła już w stronę swojej. Kiedy miałam otworzyć drzwi, usłyszałam za sobą ostry głos jednej z nauczycielek.
- Minori, poczekaj chwilę.
Powoli odwróciłam się do kobiety, która pewnym krokiem szła w moją stronę. Miała surową minę, nie wróżyło to nic dobrego i miałam niemiłe przeczucie, że wiem o co jej chodzi.
- Coś się stało, proszę pani? - spytałam niewinnie, gdy nauczycielka stanęła przede mną.
- To Ty mi to powiesz. Zapraszam do mojego gabinetu. - odwróciła się na pięcie i szybkim krokiem ruszyła we wskazane miejsce. Zaklęłam pod nosem, podążając za nią ze spuszczoną głową.
Po ponad godzinnej rozmowie z nauczycielką w końcu wyszłam z dusznego pomieszczenia na... nie mniej duszny korytarz. Zdziwiona popatrzyłam na Aratę i Hideaki'ego, którzy najwyraźniej na mnie czekali. Białowłosy miał nawet w ręku moją torbę z książkami. Uśmiechnęłam się, uradowana z ich widoku, jednak uśmiech szybko zniknął, kiedy uświadomiłam sobie, że kogoś mi brakuje.
- A... Co się dzieje z Umeko...? Kiedy wróci...? - spytałam cicho, patrząc uważnie na dwójkę przyjaciół. Ci wymienili przestraszone spojrzenia i spuścili głowy, jakby bojąc się mojego wzroku.
- Nie chcieliśmy Cię wcześniej martwić... - zaczął Hideaki, spoglądając w bok i tam szukając pomocy. Poczułam jak coś ściska moje serce bardzo mocno, za mocno. Czułam jak wielka gula rośnie w moim gardle, nie pozwalając wypowiedzieć ani jednego słowa.
- Umeko miała wypadek wczoraj rano, trafiła do szpitala w ciężkim stanie i... - Arata patrzył na uważnie ze łzami w oczach, które widziałam bardzo wyraźnie. Zaczęłam powoli kręcić głową, czując jak moje oczy wypełniają się łzami. Moje nogi zaczęły się trząść, jakby w każdej chwili gotowe były się złożyć, nie mogąc utrzymać mojego ciężaru.
- Jej mama mówiła, że Umeko prosiła, żebyśmy nie płakali, w szczególności Ty, Minorin... - mimo szumu jaki panował na korytarzu, słyszałam każde słowo, które wypowiadał białowłosy, a mówił bardzo cicho. Popatrzyłam na niego, biorąc głęboki wdech i wytarłam oczy rękawem bluzy, posyłając chłopcom delikatny, wymuszony, chociaż w niewielkim stopniu szczery, uśmiech.
- Minori! - wydarł się ktoś tuż nad moją głową. Przestraszona spojrzałamw górę i zobaczyłam wielkiego chłopaka o zielonych oczach, który patrzył na mnie z szerokim uśmiechem. Kojarzyłam to z wyglądu, był ze starszej klasy, zdaję się, że był w wieku Saiko, ale nie byłam tego pewna. - Chcieliśmy Ci pogratulować, tego jak sprałaś Maiko. Nie każdy byłby do tego zdolny, większość nie potrafi jej nawet odmówić, a to co Ty zrobiłaś... No, mała, szacunecek od nas! - wyjrzałam zza wielkiego chłopaka i dostrzegłam niewielką grupkę równie dużych chłopaków. - Gdybyś kiedyś potrzebowała wsparcia przeciwko tej laluni, wołaj. Staniemy za Tobą murem - rozejrzał się po korytarzu - zresztą nie tylko my - uśmiechnął się, poklepał mnie po ramieniu wielką ręką, która zajęłaby pół moich pleców, i odszedł. Również się rozejrzałam i ze zdziwieniem stwierdziłam, że większość uczniów patrzy na mnie i kiwa głową z uznaniem lub woła coś odnośnie dzisiejszej walki z Maiko. Westchnęłam cicho, spuszczając głowę i stając obok Araty. Oplotłam ręce wokół jego ręki i trzymałam się go kurczowo przez resztę przerwy. Pozostałe przerwy spędzałam raczej w odludnych miejscach, unikając innych uczniów. Czekałam w spokoju na koniec lekcji, uparcie myśląc o tym, że znowu muszę podziękować Saiko. Czułam się tym trochę zażenowana, ale...

Saiko? Loooooool, 4 godziny snu, tak mało czasu na wyspanie się, tak bardzo nieogarnięcie ;_;

Od Saiko

Ledwo dotarliśmy, a jedna z nauczycielek porwała mnie do swej sali. Akurat dziś? Haruo, jak zawsze ruszył w poszukiwaniu pozostałej dwójki, by nie stać bezczynnie pod drzwiami gabinetu.
-I jak sobie radzisz?- zaczęła, siadając na wygodnym fotelu za biurkiem.
-Wciąż bez zmian. Chyba ma pani wgląd do moich ocen.
- Od kiedy jesteś pełnoletnia, moje prawa względem ciebie, są nieco... ograniczone. Tak zalecili Twoi rodzice.
-Mimo wszystko, nie wiedziałam, że osoby w mojej sytuacji są na równi z innymi.
-Dobrze wiesz, że nie o to chodzi. Po prostu jako pedagog, muszę mieć na oku takie rzeczy i w razie czego, poinformować o zaistniałej sytuacji. Muszę mieć na uwadze dobro i bezpieczeństwo innych uczniów.
-zaczynam zastanawiać się, czy te wszystkie środki ostrożności, nie są przeznaczone dla seryjnego mordercy po rekonwalescencji.
-Saiko, źle mnie zrozumiałaś. Proszę, nie utrudniaj tego sobie i innym. Jeżeli nie czujesz się dziś na siłach, by przeprowadzić tą rozmowę, zgłoś się do mnie jutro.
Opuściłam gabinet, myśląc, czemu z tłocznego korytarza zniknęła znaczna część uczniów. Kierując się za hałasem, dostrzegłam spore skupisko młodych osób, dopingującą walczących. Przecisnęłam się przez dwa rzędy, wyższych ode mnie ludzi, co wystarczyło, by dostrzegła inicjatora bójki.
Zakrwawiona twarz Haruo, trzymającego się za nos a drugą, zaciśniętą na nadgarstku poobijanej Maiko.
- Co tu się dzieję?- syknęłam chłodno, co spowodowało, że znaczna część świadków ulotniła się, chcąc uniknąć niewygodnych pytań. Z resztą nie potrzebowałam ich, gdy zobaczyłam triumf na twarzy blond lolitki.
-Przegięłaś i dobrze o tym wiesz- warknęłam, ruszając w ślad za Minori
-Należało się jej- zaczęła się bronić jednocześnie wyrywając z uścisku metalowca.
-To jeszcze dziecko, idiotko. Policzymy się później- rzuciłam na odchodne, kierując się do łazienki, gdzie ostatnio była.
Pod jedną z kabin stał młodszy chłopak, którego wczoraj spotkałyśmy. Z twarzą przyklejoną do drzwiczek, próbował uspokoić płaczącą dziewczynę. Widząc mnie, spojrzał porozumiewawczo, licząc, że nadal będzie mógł działać samotnie
-Daj nam chwilę- zaczęłam, chcąc by opuścił pomieszczenie.
-Poradzę sobie. Znam ją dłużej. Poza tym, to wszystko przez Twoją znajomą.
-Jeśli chcesz jej pomóc, to leć do apteki po opatrunki i wodę aloesową, chyba, że chciałbyś zobaczyć do czego ja jestem zdolna- szepnęłam mu do ucha, zachowując kamienną twarz.
Chłopak choć nie chętnie, odstąpił mi miejsca, kierując się do wyjścia.
-Co jest,Tygrysku?- przysnęłam się do kabiny, nasłuchując szlochu dziewczyny.
-Dobrze wiesz. Ta przygłupia blondyna!
-No tak, nigdy nie należała do zbyt ścisłych jednostek. Mam nadzieję, że to nie przez kilka ciosów od niej zalałaś się łzami. Jeśli Cię to pocieszy, ona wygląda dużo gorzej.
-Skąd wiesz, nawet mnie nie widziałaś. Nie było Cię tam!
-Fakt, więc pokaż żebym mogła ocenić, a przy okazji pogratulować urządzenia jej tak. Osobiście uważam, że się jej należało.
-Nie obchodzi mnie to. Chcę zostać sama. Nienawidzę jej! Zabiję ją.
-Mocne słowa, jak na siedemnastolatkę- skrzyżowałam dłonie, opierając się o umywalkę.
-Należy się jej. Po co się miesza? Jest jak cholerna grypa, nie potrafi się odpieprzyć.
-Wiem, Tygrysku. Czasem jednak trzeba walczyć i nie poddawać się. Musisz szukać pomocy i trzymać się jej kurczowo, by zniknęła na zawsze, szukając żywiciela, gdzie indziej. Wiem, że czujesz się teraz fatalnie, ale nie możesz dać jej satysfakcji. Jest spostrzegawcza, szuka czułego punktu. Mimo, iż boli, nie odsłaniaj go tak łatwo. Chodź tu i ogarnij się. Masz silną pozycję i tego nie przekreślaj, przez byle lolitkę.
Zapłakana Minori otworzyła niepewnie drzwi, wbijając czekoladowe oczy w podłogę, chcąc ukryć łzy. Siniaki zaczynały ukazywać się coraz śmielej w okolicy policzków, a zadrapania na szyi były idealnym ujściem dla krwi, barwiącą jej bluzę. Zerknęła na mnie niczym zbity pies. Spojrzenie to nie pokazywało strachu, lecz bezsilność, jednocześnie chęć mordu.
-Wiedziałam, że urządziłaś ją lepiej niż ona ciebie- dodałam, na co ta zaśmiała się słabo.
Otwarłam ramiona, w które niepewnie weszła, oplatając mnie tym samym dłońmi w talii, nadal próbując zapanować nad płaczem.
-Będzie dobrze. Zajmę się tym- pogładziłam ją po rozczochranych włosach.-A teraz nie płacz, bo wyglądasz gorzej niż rozjechany gołąb w trakcie rozkładu.
Ta pociągnęła kilka razy nosem, wycierając oczy rękawem. W tym samym czasie, wkroczył białowłosy kurier z opatrunkami.
-Nie ma za co- skierowałam się do chłopaka, gdy każde z nas patrzyło po sobie bez słowa.

<Minori?>

wtorek, 18 października 2016

Od Minori

Stałam w łazience i przyglądałam się swoim zaczerwienionym oczom, w myślach przeklinając tego, kto wywołał je poprzedniego wieczoru. Związałam włosy w kucyka i ochlapałam twarz zimną wodą, dla poprawy wyglądu oczu. Niewiele to dało, ale lepszy mały efekt niż żaden. Standardowo miałam na sobie bluzę i rurki. Na pierwszej lekcji miałam wychowanie fizyczne, a nauczyciel ostatnio obiecał mi, że dzisiejszego dnia pokaże mi kilka skutecznych ciosów kataną. Oczywiście tą drewnianą. Z tego tytułu schowałam swoją derwianą broń między bluzę a plecy i szybko wyszłam z domu, zabierając torbę z książkami. Po drodze do szkoły natknęłam się na Aratę, z którym przeszłam resztę drogi, rozmawiając o Umeko. Jak się dowiedziałam od białowłosego przyjaciela dziewczyna miała ciężki wypadek w drodze do szkoły, jej stan nie był stabilny i lekarze nie było pewni, czy Umeko z tego wyjdzie. Słuchałam go uważnie, zapisując w głowie każde słowo, które wypowiedział. Na koniec nic nie powiedziałam, jedynie zacisnęłam dłonie w pięści i w milczeniu, z jeszcze gorszym humorem niż rano, przebyłam resztę drogi.
W szatni na moment się rozdzieliliśmy, gdyż Arata miał swoją szafkę kilka rzędów dalej. W pomieszczeniu nie panował jakiś wielki tłok, dlatego też nie sposób było nie zauważyć blondwłosej dziewczyny, wpatrującej się we mnie morderczym wzrokiem.
- Tu jesteś, Ty mała... - wysyczała przez zęby. Zerknęłam na nią znudzona, nie miałam dziś humoru do użerania się z tą panienką i wszystkim co jej przeszkadzało.
- Nudna jesteś - mruknęłam, wkładając buty do szafki. Szybko założyłam te, w których ćwiczyłam i zamknęłam szafkę. Kątem oka widziałam jak obok Maiko staje Tomori i jej białowłosy, metalowy przyjaciel. Mimo ich obecności blondynka nadal kipiała złością.
- Odpłacisz mi się za... - metalowiec prawie natychmiast jej przerwał.
- Maiko, daj jej spokój. - powiedział coś jeszcze ściszonym głosem, jednak nie dosłyszałam co to takiego.
- Minorin? - odwróciłam się w stronę Araty i uśmiechnęłam słabo.
- Twoja rodzina też jest taka jak Ty? Twój ojciec to pewnie wszystkich bije, co?! - złośliwe docinki sprawiły, że znieruchomiałam. Mimo prób Haruo, Maiko nie odpuszczała. Prawdopodobnie nie pozwalała jej na to urażona duma, jednak cokolwiek to było, przesadziła. Spuściłam głowę, pozwalając by torba zsunęła się się mojego ramienia. Odwróciłam się do trójki starszych uczniów i popatrzyłam na nich, niebezpiecznie błyszczącymi oczami.
- Zapłacisz za to - powiedziałam lodowaty głosem, wyciągając drewnianą katanę zza bluzy.
- Minori! - Arata bezskutecznie próbował powstrzymać mnie słowami, a potem złapaniem za nadgarstek. Wyrwałam się i skoczyłam w stronę blondynki, która, wraz z przyjaciółmi, w ostatniej chwili schyliła się, przez co moja broń uderzyła w metalowe szafki. Huk rozniósł się po całej szatni i pewnie jeszcze połowie budynku. Dziewczyna natychmiast się podniosła i uderzyła mnie pięścią prosto w twarz. Cofnęłam się kilka kroków, oparłam drewno o ziemię i uniosłam nogę wysoko, kopiąc Maiko prosto w nos, z którego po chwili zaczęła kapać krew. Ta w ramach zadość uczynienia, wybiła mi z ręki katanę, przez co na moment straciłam równowagę. Maiko wykorzystała to tak jak powinna i przełożyła mi prosto w brzuch, najpierw jedną ręką, a potem drugą. Złożyłam się w pół, łapiąc rękami w talii, próbując jednocześnie nabrać więcej powietrza do płuc. Blondynka złapała mnie za gardło i przycisnęła do ściany, a kiedy Haruo próbował ją odciągnąć zarobił w nos łokciem. Złapałam ją obiema rękami za nadgarstek i podciągnęłam się nieco, by kopnąć ją w twarz najmocniej jak potrafiłam. Natychmiast zostałam wypuszczona z uścisku, wykorzystując chwilowe zdezorientowanie mojej przeciwniczki i przyłożyłam jej z całej siły z pięści prosto w policzek. Szybko powtórzyłam czynność drugą ręką i tak kilka razy. Z każdym ciosem dziewczyna cofała się w tył, aż potknęła się o moją torbę i runęła na ziemię. Pochyliłam się lekko nad nią, chcąc zakończyć to jednym ciosem, jednak Maiko powtórzyła sztuczkę z poprzedniego spotkania i po prostu przerzuciła mnie nad sobą. Pech chciał, że tym razem trafiłam plecami na ścianę, tylko po to by po chwili osunąć się na ziemię. Przewróciłam się z pleców na nogi i popatrzyłam pół przytomny wzrokiem na Maiko, którą za jedną rękę trzymał Haruo, a za drugą jej drugi przyjaciel.
- Twój ojciec jest pewnie tak samo pojebany jak Ty! - wydarła się na całą szkołę. Patrzyłam na nią bez słowa, czując jak w oczach zbierają mi się łzy. Poderwałam się nagle i potykając o własne nogi, uciekłam do najbliższej łazienki, gdzie zamknęłam się w kabinie, próbując ogarnąć.

Saiko?
To jest chyba najbezsensowniejsze opowiadsnie w dziejach xd

Od Saiko

Chodziła niczym dziecko we mgle, a po dwóch szklankach chmielowego napoju kompletnie zaginęła. Oj, faktycznie rzadko była pod wpływem, co nie uszło uwadze białowłosego chłopaka, wyglądającego na zadowolonego ze znalezienia przyjaciółki. Nie wtrącałam się do ich rozmowy, jednak zastanawiało mnie stwierdzenie "Ri-chan", o które oczywiście zapytałam.
Podążałam w ciszy za kasztanowłosą, bacznie obserwując okolicę. Nic dziwnego, że nie wpadałyśmy na siebie podczas powrotu ze szkoły- to były kompletnie różne dzielnice. Gdy tylko Minori zniknęła za drzwiami, naciągnęłam kaptur na głowę, kierując się do własnego lokum.
-No witamy! Gdzie się tyle szwendałaś?- Haruo stał z workiem na śmieci, próbując wyrzucić pakunek do kontenera.
-Nie przypominam sobie, żebym musiała zdawać Ci relacji z dnia- zaśmiałam się, widząc jego zdziwienie moją obecnością.
-Czuję, że nieźle się bawiłaś. Nie chcesz zostać u nas na noc?
-Nie, dzięki. Twoi rodzice chyba nie byliby zadowoleni z niezapowiedzianego gościa. Poza tym nie traktuj mnie, jak dziecka. Już zmądrzałam.
-Z tego co mówiłaś, po ostatniej sesji, raczej nadal trzeba Cię pilnować- skrzyżował ręce.
Zignorowałam go, machając na do widzenia.
Przekręciłam zamek w drzwiach, a te otwarły się cicho, ukazując puste, ciemne mieszkanie. Zdjęłam od niechcenia buty, kierując się do własnego pokoju, gdzie momentalnie rzuciłam się na łóżko. Lenistwo nie pozwoliło mi nawet na przykrycie się kołdrą, toteż musiałam zadowolić się bluzą, znalezioną na podłodze. Tak oto zakończył się dzień spędzony z młodą Nakabamą.

***

Gdyby nie budzik, włączający się automatycznie wraz z nadejściem świtu, zapewne spałabym smacznie do południa, jak to często bywa ze mną w weekendy. Niechętnie opuściłam poduszkę, udając się do największego wroga poranków- łazienki. Widząc w lustrze swoją bladą twarz i przekrwione oczy, przez moment poczułam jak wspomnienia powracają, chociaż szybko skarciłam się za to i niewyjęcie tych przeklętych soczewek. Ostrożnie usunęłam szkiełka z gałki ocznej, by przywrócić im naturalny kolor.
-Gotowa?- Haruo stał w drzwiach  kanapką dla mnie.- Wyglądasz strasznie.
-Dziękuję. Ty również z tą różnicą, że ja tylko dzisiaj- rzuciłam nieco złośliwie, wykradając mu pakunek z dłoni.
 Minął kwadrans zanim oboje opuściliśmy dom, by ruszyć w stronę szkoły, zastanawiając się co przyniesie dzisiaj. Jedyne czego mogliśmy być pewni to tego, że dzisiejsze zdolności mediacyjne chłopaka będą wystawione na próbę, gdy tylko Maiko zauważy Minori.


<Minori?>

Od Minori

Zesztywniałam, kiedy tylko słowa dziewczyny trafiły do moich uszu. Odprowadzić mnie? Ale jak, co, kiedy... Nie!
- Nie musisz mnie odprowadzać, dam sobie radę sama. Serio. Poradzę sobie. Nie mieszkam daleko, to blisko, sama pójdę... - zaczęłam mówić bardzo szybko, jednocześnie odchodząc od Saiko małymi krokami. Spanikowana machałam rękami na wszystkie strony. - No, to cześć, do jutra! - zawołałam i zrobiłam gwałtowny w tył zwrot, z zamiarem szybkiego pójścia przez siebie, jednak kiedy tylko zrobiłam jeden krok, różowowłosa złapała mnie za kaptur i przyciągnęła do siebie.
- Jaaaj! - zawołałam zaskoczona, starając się utrzymać równowagę, poprzez podniesienie jednej nogi, jednak nie na wiele się to zdało, gdyż po chwili runęłam tuż pod nogi starszej dziewczyny. Podniosłam na nią spojrzenie brązowych oczu, zdradzających moje chwilowe zdezorientowanie.
- Wstawaj, Tygrysku. Odprowadzę Cię i bez dyskusji. - złapała mnie za nadgarstek i pomogła wstać.
- Nie odpuścisz, co? - spytałam ponuro, otrzepując spodnie. Poprawiłam plecak, który zsunął mi się z ramion w czasie lotu i powolnym krokiem ruszyłam przed siebie.
- Nie. - odparła krótko i posłała mi serdeczny uśmiech. - Chce mieć pewność, że nie wpakujesz się po drodze pod jakiś samochód.
Westchnęłam cicho i spuściłam głowę, uparcie wpatrując się w chodnik przed sobą. Saiko naprawdę nie musiała mnie pilnować, nie wypiłam tyle, żeby mój umysł był zaćmiony, jednak musiałam przyznać, że kręciło mi się trochę w głowie.
- Uważaj. - usłyszałam tylko, po czym uderzyłam głową w słup. Jęknęłam cicho, cofając się kilka kroków i pocierając czoło prawą dłonią.
- Cholerny słup... - mruknęłam naburmuszona, po czym tym samym tonem zwróciłam się do Saiko. - Dlaczego mi nie powiedziałaś?
- Przecież mówiłam Ci - zaśmiała się, kładąc dłoń na mojej głowie. - Zresztą nie sądziłam, że alkohol zadziała na Ciebie tak mocno.
- To nie alkohol, zamyśliłam się... - burknęłam, odsuwając się gwałtownie od dziewczyny, która miała niezły ubaw ze mnie.
- Minorin! - usłyszałam znajomy głos, dobiegający z drugiej strony ulicy. Obie popatrzyłyśmy na źródło głosu, którym okazał się nie kto inny jak Arata. Uśmiechnęłam się szeroko i pomachałam do niego, a już po chwili białowłosy stał obok mnie.
- Ri-chan, co Ty tutaj robisz? - zwrócił się do mnie, po czym spojrzał na różowowłosą, kiwając głową, jakby nagle wszystko stało się jasne. - Czy Ty piłaś? I dlaczego nie odbierałaś, kiedy dzwoniłem? - patrzył na mnie tymi swoimi przenikliwymi oczami. Spuściłam na moment wzrok, po czym uśmiechnęłam się szeroko i jak gdyby nigdy nic, odparłam.
- Nie słyszałam, wybacz. Pogadamy jutro, dobrze? - nerwowo spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Arata westchnął cicho, po czym przytulił mnie mocno i odszedł, kłaniając się Saiko.
- Trzymaj się, Ri-chan. - uśmiechnął się blado i zniknął z pola widzenia. Wypuściłam głośno powietrze z płuc i popatrzyłam na różowowłosą, która przyglądała mi się badawczo.
- Ri-chan? - powtórzyła, na co ja tylko wzruszyłam ramionami.
- Możemy już iść? - zapytałam cicho, odwracając wzrok. Resztę drogi do mojego domu przebyłyśmy w ciszy.
Kiedy stanęłyśmy pod moim blokiem, odwróciłam się do Saiko z lekkim uśmiechem.
- Dziękuję, Saiko-san - skłoniłam się jej w ramach podziękowania. - Za odprowadzenie mnie, za to miłe popołudnie i ogólnie za wszystko. - uśmiechnęłam się, za co naturalny porządek moich włosów został zaburzony.
- Nie ma sprawy, Tygrysku. - odwzajemniła mój uśmiech. Odwróciłam się szybko i skacząc po kilka stopni, weszłam na swoje piętro, gdzie szybko dostałam sie do mieszkania. Gdy tylko przekroczyłam próg drzwi, moich uszu, jak i zapewne uszu wszystkich sąsiadów doszły krzyki tego skurwiela. Miałam tylko nadzieję, że Saiko tego nie słyszy i nie będzie mnie wypytywać o to następnego dnia.

Saiko?

Od Saiko

-To samo mogłabym Ci powiedzieć o sobie. Chociaż nie tyle ich niszczę co gorszę.
-Gorszysz?
-Dowiesz się w swoim czasie, tygrysku- zmarszczyłam nos, posyłając jej zawadiacki uśmiech.
-Dziwna jesteś- dziewczyna przewróciła oczami, zabierając się za kolejny łyk piwa.
Z uwagi na ciepło, alkohol szybko dał o sobie znać, tworząc już nieco opóźnioną projekcję obrazu. Nie zraziło mnie to, jednak do tego, by odpuścić sobie kolejny rytuał, towarzyszący wizycie naszej paczki w barze.
-Choć zatańczymy- pociągnęłam ją za nadgarstek, dzięki czemu prawie rozlała resztkę trunku.
-A rzeczy?
-Nie bój się, ten gość się tym zajmie- pomachałam w stronę staruszka, który od razu ruszył naburmuszony w stronę wskazanego stolika.
-Nie wiem, czy powinnyśmy- zaczęła się wykręcać, ale nim zdążyła zareagować nieco pewniej, stała wśród tłumu poruszającego się w rytm muzyki. Przymknęłam oczy, wsłuchując się w dźwięki, płynące z głośnika, więc gdy tylko zobaczyłam, że moja towarzyszka nieco się rozluźniła odpłynęłam całkowicie, kołysząc ciałem na boki. Nie wiele czasu minęło, bym  chwyciła ją za dłonie, zapraszając tym samym do duetu. To wystarczyło, byśmy obie zaczęły się śmiać i wygłupiać, nie zważając na ludzi obok. Zabawę zakończyłyśmy kwadrans później, udając się całe zgrzane do stolika, by nieco odsapnąć.
-Dziękuję bardzo- ukłoniłam się starcowi, wręczając mu kwotę potrzebną na najtańsze piwo.
Ten mrucząc coś, wygramolił się z siedzenia i ruszył do baru chcąc odebrać nagrodę.
-Kto to?
-Szczerze to nie wiem, ale przesiaduje tu całymi dniami i zawsze pilnuje nam rzeczy- wyjaśniłam spokojnie, dopijając resztki z dna szklanki.- Chyba będziemy się już zbierać. Robi się późno.
Minorin skinęła głową, sięgając po ostatni łyk piwa. Będąc na zewnątrz od razu chłodny podmuch otrzeźwił mój umysł, z resztą nie tylko mi.
-Mam nadzieję, że dobrze się bawiłaś, Tygrysku.
-Nie było najgorzej, w sumie mogłabym się tam jeszcze kiedyś zjawić.
-Miło, ale chciałabym, żebyś nigdy nie nie przychodziła tu z przyjaciółmi, a tym bardziej sama- szepnęłam jej do ucha, nie chcąc, by ktokolwiek był świadkiem tej rozmowy.- Jeśli nikogo tu nie znasz, łatwo polegniesz. To nie są typowi mieszkańcy Japonii. Tu toczy się ciągła walka charakterów i przeważnie nie jest ona czysta. Nic mi nie obiecuj, po prostu to uszanuj i pamiętaj.
-Niech Ci będzie- mruknęła, na co została "nagrodzona" poczochraniem włosów i serdecznym uśmiechem.
-Dokąd mam Cię odprowadzić, Tygrysku?- zaczęłam, gdy niesławna alejka została daleko w tyle.


<Minori?>

poniedziałek, 17 października 2016

Od Minori

Przyglądałam się wyrazom, którymi zapisane było kilka stron. Szczerze mówiąc, niewiele mi one mówiły, dlatego wskazałam na losowo wybraną nazwę i pokazałam ją kelnerowi, który natychmiast się oddalił.
- Więc co wybrałaś? - zagadnęła dziewczyna. Popatrzyłam najpierw na nią, a następnie na menu, zastanawiając się na co właściwie pokazałam.
- Nie mam pojęcia. Pokazywałam na oślep - zaśmiałam się krótko, podpierając głowę na dłoni i przyglądając się wnętrzu baru. 
- Kiepski pomysł - Saiko parsknęła śmiechem, podążając spojrzeniem za moim. Właściwie nie było tu nic ciekawego ani godnego uwagi, jednak lepsze to niż gapienie się na kogoś, gdy panuje niezręczna cisza. Chociaż musiałam przyznać, że nie przeszkadzała mi ona ani nie czułam z jej powodu jakiegoś zakłopotania, które przeważnie mnie wtedy ogarniało.
- Co tak nagle uleciało z ciebie życie, co? - różowowłosa trącnęła mnie przypadkiem w nogę. Leniwie przeniosłam na nią spojrzenie, wzruszając ramionami.
- Szybko dostosowuję się do sytuacji. A i humor często mi się zmienia. 
- Rozumiem... - mruknęła, kiwając głową. Po tej krótkiej wymianie zdań zaczęłam się zastanawiać co właściwie stało się Umeko, że wylądowała w szpitalu; ile czasu minie nim zaczną dzwonić do mnie rodzice i jak szybko Arata zacznie mnie szukać. Chociaż to ostatnie nie miało zbytnio sensu i tak nigdy by mnie tu nie znalazł. Nigdy jakoś nie zapuszczałam się w takie miejsca. Znaczy... Owszem kręciłam się czasem po najbezpieczniejszych częściach miasta, jednak nigdy z własnej woli. Zazwyczaj miałam tam jakieś sprawy do załatwienia, często nawet nie moje. 
- Co z Tobą? - ni stąd, ni z owąd spytała, co wprawiło mnie w lekkie zakłopotanie, gdyż nie miałam pojęcia o co pyta dziewczyna. 
- To znaczy...? - uniosłam jedną brew w pytającym geście. 
- No z twoją przyszłością. Masz już jakieś plany? - kelner przyniósł nasze zamówienia i postawił przed nami szklanki wypełnione chmielowym napojem. Zbliżyłam nos do naczynia, chcąc powąchać zawartość, jednak jedyne co udało mi się zrobić, to wpakować nos w pianę, którą przez przypadek wciągnełam. Zaczęłam się krztusić i śmiać jednocześnie, uderzając się dłonią w udo jak niedorozwinięta foka. Różowowłosa widząc co wyczyniam, również zaczęła się śmiać, lekko kaszląc, gdyż upiła już łyka swojego napoju. 
- Żyjesz? - zapytała, gdy zdołała opanować śmiech i kaszel. Uderzyłam się pięścią w klatkę piersiową, odchrząknęłam i, parskając śmiechem, pokiwałam głową. 
- Nie takie rzeczy się już przeżywało - posłałam jej szeroki uśmiech. - A co do mojej przyszłości... No cóż. Nie wiem nawet czy jej dożyję, więc na tą chwilę nie mam nic zaplanowanego. Chociaż kiedyś chciałam być psychologiem, ale nie jestem pewna czy ktoś taki jak ja, mógłby nim być - parsknęłam śmiechem i napiłam się piwa. Miało interesujący smak, zupełnie inny niż to poprzednie, ale też mi smakowało. 
- Ktoś taki jak Ty, to znaczy kto? - zainteresowana tematem, pochyliła się nieco w moją stronę. Uśmiechnęłam się się przekąsem. 
- Dowiesz się w swoim czasie. - mrugnęłam do niej porozumiewawczo - Ale szczerze mówiąc, nie życzę Ci tego. Podobno niszczę ludzi - zaśmiałam się, przypominając sobie oskarżenia moich przyjaciół, którzy udawali wielce obrażonych. 

Saiko? Zero pomysłu i brak.snu xd

Od Saiko

-Ależ proszę częstuj się. Powiedz mi wcześniej tylko, pod jaki adres będę miała Cię zanieść- oparłam podbródek o dłoń, badawczo przyglądając się dziewczynie.
-Może jestem młodsza, ale nie głupia. Nie zamierzam odpłynąć, przynajmniej dzisiaj. Więc czekam na Twoją biografię.
-Co tu opowiadać? Wiodę tak samo nudne życie, jak większość ludzi.
-Ja również nie mam, czym się chwalić, a jednak nieco się wysiliłam.
-Alkohol rozwiązuje język. Jestem pewna, że to kwestia czasu, zanim dowiem się więcej- zachowując minę pokerzysty, szukałam wzrokiem kelnera, którego zadaniem było przyniesienie karty dla dziewczyny i zebranie już pustych szklanek.-Poza tym to trudne opisać dobrze siebie, nie pomijając ważnych dla historii szczegółów.
Minorin nie dawała za wygraną. Niczym drapieżca, wyczekiwała odpowiedniej chwili, by wrócić do tematu. Uparta z niej bestia, co dodatkowo dało mi się przekonać. Że też mam słabość do takich ludzi.
-No więc imię już znasz, jednak pozwól, że przedstawie się jak należy. Saiko "Sai" Tomori. Nie mieszkam z rodzicami, toteż mam niewielki domek, gdzie wcześniej mieszkaliśmy wspólnie.
-Przykro mi.
-Co? Czemu? Spokojnie, oni żyją. Po prostu ojciec dostał lepszy angaż w sąsiednim mieście, a ja zostałam tu z uwagi na przyjaciół, szkołę i... lepsze życie- zacięłam się na moment, szukając dobrego słowa, mającego obejść niezręczny termin. - Więc jak już słyszałaś, pomieszkuję sobie sama. Obracam się z wąskiej grupie przyjaciół, chociaż z każdym mam niejako taki kontakt, czego jesteś przykładem. W dzieciństwie uczęszczałam na kursy, jednak szybko mi się znudziło, toteż wyniosłam z nich tylko szybszy refleks i umiejętność unikania ciosów, z uwagi na to, że przeważnie preferuję rozmowę od bezrozumnego okładania się pięściami. Jaka jestem? No cóż, tego nie jest w stanie określić Haruo. Dość zmienna ze mnie istotka. Jedna osobowość pragnie towarzystwa z ludźmi, z którymi mam ochotę żartować, a następnego dnia pragnę samotności, przez co bywam opryskliwa dla nachalnego człowieka. Nie potrafię Ci tego opisać, to po prostu trzeba widzieć, by zrozumieć. Lubię wyróżniać się z tłumu i czasem noszę soczewki jak dzisiaj i... chyba tyle.
-Nurtuje mnie jedno, a mianowicie stwierdzenie "lepsze życie". Co to dokładnie oznacza?
-Mogę wyjawić jedynie tyle, że przeprowadzka przyniosłaby więcej szkody, niż pożytku o czym doskonale wiedzieli moi rodzice, jak i ja, dlatego wspólnie zdecydowaliśmy, że dla własnego dobra ostanę w rodzinnym mieście i, kiedy będę gotowa, przeniosę się, chociaż to i tak jest nieuniknione, bo za niecały rok kończę to parszywe liceum.
-I myślałaś nad tym co będzie potem?
-Chcę wyjechać. Jestem zafascynowana Anglią, więc pewnie trochę tam posiedzę. Marzy mi się podróż po całym świecie, a potem osiądę, gdzieś samotnie na odludziu, skąd codziennie będę mogła podziwiać zachody Słońca i dziką naturę. Trochę porąbane, ale czyż to właśnie takie marzenia, nie ukazują tego co siedzi człowiekowi w umyśle?
Rozmowę przerwał kelner, niosący ze sobą kartę, wręczając ją chwilę później dziewczynie, zdumioną ilością pozycji w menu. Od niechcenia omiotłam wzrokiem pierwszą ze stron, obierając środkową nazwę za cel jakąś nową wizję barmana. Chociaż nie przepadam za zmianami, dziś postanowiłam zaszaleć z okazji zawarcia nowej znajomości.



<Minori?>

niedziela, 16 października 2016

Od Minori

Przez dłuższą chwilę przyglądałam się badawczo różowej pianie. Może i nie piłam w swoim życiu wielu piw, może dwa, ale na pewno nigdy nigdzie nie spotkałam się z różową pianą. Dziewczyna zachęciła mnie do spróbowania napoju. Ostrożnie wzięłam szklankę do ręki i upiłam trochę napoju. Patrzyłam na zawartość naczynia, zaintrygowana jego smakiem. W ułamku sekundy wypiłam prawie połowę szklanki, po czym odstawiłam ją na stół, oblizując się z piany. Mlasnełam kilka razy teatralnie i popatrzyłam na Saiko, która z uśmiechem patrzyła się na mnie.
- Co? - fuknęłam, czując jak wibracje telefonu rozchodzą się po całym moim siedzeniu.
- Miałaś coś opowiedzieć o sobie. - przypomniała. Mruknęłam coś na wzór potwierdzenia i zamyśliłam się na chwilę. Nie miałam w zwyczaju o sobie opowiadać, nikt nigdy nie pytał, a jeśli pytał to ja zmieniałam temat bądź piorunowałam tego kogoś wzrokiem co wystarczyło, by urwać temat. W tym przypadku jednak to nie zadziała, widziałam to dokładnie. Saiko była naprawdę mocno zainteresowana tym kim jestem. Odchyliłam się do tyłu i przeciągnęłam, nie spuszczając wzroku z różowowłosej.
- Ale co ja mam Ci powiedzieć? - spytałam, dziewczyna jednak tylko wzruszyła ramionami. Westchnęłam głośno ze zrezygnowaniem - No tak. Zawsze można liczyć na ludzi... - mruknęłam naburmuszona. Przez kolejne dwie minuty zastanawiałam się nad tym, co mogłabym powiedzieć dziewczynie. Coś co nie zdradzałoby prawdziwej mnie i jednocześnie nie było kłamstwem, chociaż ten drugi punkt mogłam sobie ostatecznie odpuścić i skłamać. - To, że jestem młodsza jakieś dwa lata, to wiesz? - postanowiłam zacząć od takich najbardziej ogólnikowych informacji. - Minori Nakabama, przez większość nazywana Minorin. Tylko Ty jesteś jakaś dziwna i upatrzyłaś sobie przezwisko Tygrysek, czego szczerze mówiąc, nie do końca pojmuję. Większość ludzi twierdzi, że jestem agresywna i wredna, ale to po prostu szczerość i nie pozwalanie na wchodzenie sobie na głowę. - po krótkim namyśle dodałam jeszcze - Chyba, że mam zły humor to wtedy jestem zwyczajnie złośliwa. - posłałam dziewczynie sztuczny uśmiech.
- A ten białowłosy chłopak, który trzymał Cię rano w szatni? - popatrzyła na mnie przenikliwym spojrzeniem.
- Hm? Ah.. Arata. - mruknęłam smętnie - Jest najlepszy, znam go... już od ponad piętnastu lat. Jest przewodniczącym mojej klasy, jedyna osoba, która naprawdę się do tego nadaje. Niby ja jestem jego zastępczynią, ale... - wzruszyłam ramionami. - Jestem głównie do uciszania klasy i wyciągania kasy, kiedy ktoś z ociąganiem wpłaca na jakąś składkę - zaśmiałam się przyjaźnie. - Jeszcze coś chciałabyś wiedzieć?
Saiko myślała przez moment, popijając resztki piwa, a następnie popatrzyła na mnie z triumfem w oczach.
- Umiesz nawet nieźle walczyć. Skąd?
Wzruszyłam ramionami, huśtając kubkiem na wszystko strony. Ciężko było mi odpowiedzieć na to pytanie, gdyż sama nigdy się nad tym nie zastanawiałam.
- Zapewne oczekujesz ckliwej histori o tym, jak to jakiś znany bokser zobaczył mnie w tłumie i stwierdził, 'Tak, to ona będzie następna mistyrzynią boksu', po czym zabrał mnie do siebie i trenował. - obie zaśmiałyśmy się z głupoty wypowiedzianych przeze mnie słów. - Jednak muszę Cię zawieść. Samo to jakoś tak wyszło. Nawet nie potrafię dokładnie określić kiedy i od czego się zaczęło. Tak czy inaczej, teraz czasem odwiedzam salę treningową w środku miasta, jednak zdarza się to wyjątkowo rzadko. Przeważnie moimi wiekami treningowymi są ludzie - uśmiechnęłam się do niej szeroko, mając przed oczyma jej blondwłosą znajomą. - Więc teraz Ty coś opowiedz i przy okazji zamówmy coś jeszcze... - poprosiłam, robiąc słodkie oczka.

Saiko?

Od Saiko

- Nie jest to nic nie uprzejmego, gdy widzisz jedynie nazwę osoby, która próbuję się do Ciebie dodzwonić- wyjaśniłam, popierając dłonie pod boki.- z drugiej strony jeszcze nie uprzejmiej jest, nie odebrać
Towarzyska podumała moment nad moją wypowiedzią, ale szybko dała sobie z tym spokój, chowając telefon głęboko do plecaka.
- Lubisz stawiać na swoim, prawda?- dodałam, na co dziewczyna skinęła pewnie głową.- Zaskakujesz mnie.
Zginęłyśmy w cieniu bocznych uliczek, gdzie roiło się od wszelakiego typu dziwnych osób, jakich nie można było ujrzeć w świetle dnia codziennego. Szłam pewnie przed siebie, utrzymując kontakt wzrokowy z każdym, kto śmiał stawić mi wyzwanie. Przeciwnie moja towarzyszka, która najwidoczniej nie przywykła do barwnych postaci o dziwacznych nie raz zamiarach. Plecak trzymała mocno za jedno z szelek, starając się utrzymać, jak najbliżej mnie.
-Spokojnie, staraj się ich ignorować, to dadzą Ci spokój- przestrzegłam ją, nachylając do ucha.
- Łatwo powiedzieć. Nie wyglądają na zbyt przyjacielsko nastawionych- mruknęła zerkając spode łba na istoty, pochodzące zbyt blisko w celu wybadania nowego gościa.
- Pierwszy raz zawsze jest ciężki. Miałam tak samo, gdy Haruo mnie tu przyprowadził, ale dla tak wybornego piwa warto- moje myśli krążyły już tylko wokół złotego alkoholu z przeróżnymi dodatkami.
-Skąd on zna takie miejsce? W życiu bym się tu nie zapuściła sama.
-Ta, ja też nie i szczerze mówiąc nie wiem, jak on je znalazł, zwłaszcza, że okolica nie szczyci się dobrą opinią- mruknęłam, podejmując kolejny kontakt wzrokowy z niechętnie nastawioną personą.
Niedługo później zatrzymałyśmy się pod drzwiami jednego z wtopionych w ścianę budynków, oświetlonych czerwonym, słabym światłem. Nacisnęłam na klamkę, prowadząc Minori do wnętrza, gdzie od razu uderzył w nas zapach dymu tytoniowego, alkoholu i dźwięk głośnej muzyki. Gośćmi było głównie towarzystwo z zewnątrz, toteż i tu nie można było odetchnąć do momentu, aż usadowiłyśmy się przy jednym z tych zamkniętych stolików, pozwalający na zniknięcie z pola widzenia gapiów.
Młody, chudy kelner w jednej sekundzie zbliżył się do nas, pytając o zamówienie. Ludzie, kto tak robi?! Nawet nie ma czasu się zastanowić. E tam, po cholerę się zastanawiać, jeśli doskonale wiesz, czego chcesz.
-Dwie czwórki spod piw, tylko puder orzechowy zamień na cytrynę- dodałam uprzejmie, by chwilę później wrócić do zaciekawionej dziewczyny.
-I jak wnętrze?
-Jest... niczego sobie- mruknęła, przyglądając się knajpce.- Co właściwie zamówiłaś?
-Na początek coś, co smakuję większości. Później wybierzesz coś dla siebie, bo jeśli byśmy go odesłały, to prawdopodobnie zapomniałby o nas. Czwórka to swego rodzaju tradycja. Pijemy ją zawsze po przyjściu tutaj. To piwo z czerwonej pomarańczy i granatu z sokiem malinowym i pudrem, który jest stanowczo za słodki, dlatego wymieniamy go na cytrynę, by zabić tę mdlącą słodycz. Kartę znam prawie na pamięć, więc w razie pytań jestem do Twojej dyspozycji. To jak z Tobą, Tygrysku?
-To znaczy?
-Nie zwykłam pijać z ludźmi, których nie znam. Miałoby było Cię nieco poznać, zwłaszcza, że na jednym piwie się na pewno nie zakończy.
Nim ta zaczęła, kelner przyniósł dwie szklanki, wypełnione po brzegi płynem i różową pianą. Od razu uniosłam ją do ust, pociągając dwa łyki, nie spuszczając wzroku z badającej sytuację dziewczyny.
-Śmiało. Zatrute raczej nie jest- zachęciłam ją, przez co ta nabrała więcej odwagi, by przyłożyć szkło do warg.- Zaraz po tym zamieniam się w słuch.





<Minori?>

Od Minori

Uważnie przyglądałam się zachodzącemu słońcu, które z mojego miejsca widoczne było przez ścianę wody, tryskającej z fontanny. Odpychałam się lekko piętami od ziemi, kołysząc wolno na huśtawce. Przymknęłam lekko oczy i wsłuchałam się w tekst piosenki, która płynęła z moich słuchawek. Przez ostatnie tygodnie była to moja ulubiona piosenka, którą słuchałam w kółko i w kółko, mając jednocześnie świadomość, że jeszcze tylko kilka dosłuchań dzieli mnie od znienawidzenia jej. Westchnęłam cicho i otworzyłam oczy, które natychmiast zamknęłam, oślepiona jasnymi promieniami. Odchyliłam się lekko do tyłu, zapominając jednak, że siedzę na huśtawce, która po chwili przechyliła się w tył. Z krótkim piskiem wylądowałam na plecach z nogami przewieszonymi przez siedzenie huśtawki. Różowowłosa popatrzyła na mnie zdziwiona i po chwili zaśmiała się, w dalszym ciągu kołysząc się delikatnie. Zakryłam twarz rękami i również zaśmiałam sie, starając się podnieść z niezbyt czystego podłoża. Kiedy w końcu mi się to udalo, wygięłam ręce w tył, by otrzepać plecy.
- Cholerne huśtawki... - mruknęłam pod nosem.
- Czemu w ogóle mi dziękowałaś? - spytała, zerkając na mnie kątem oka. Popatrsyłam na słońce, którego prawie nie było już widać.
- Dlaczego miałam tego nie zrobić? Pomogłaś mi, więc to chyba naturalne, że za pomoc się dziękuje, nie? - odparłam, zerkając na wibrujący telefon. Na ekranie blokady wyświetliła się wiadomość od Araty.
- No, tak, ale myślałam... - urwała, widząc jak powoli podnoszę głowę i szeroko otwartymi oczami patrze wprost przed siebie. Czułam jak cała zaczynam się trząść, a w głowie pojawia mi się milion różnych myśli i pytań, w których nie potrafię się odnaleźć. - Co się stało? - popatrzyłam w niebieskie oczy, nie wiedząc co powiedzieć. Odwróciłam wzrok gdzieś w bok, zmrużąc lekko oczy. Przecież to niemożliwe... To nie mogło się stać.
- Kolega robi sobie żarty, że przyjaciółka jest w szpitalu... - powiedziałam cicho, chociaż dobrze wiedziałam, że okłamuję samą siebie. Arata nigdy nie robił sobie takich żartów, to nie był jego styl. Czułam na sobie uważny wzrok Saiko, który nie był mi zbytnio na rękę. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech, po czym z szerokim uśmiechem odwróciłam się do starszej dziewczyny.
- Masz może ochotę się przejść? - spytałam życzliwie, licząc na pozytywną odpowiedź. Nie chciałam zostawać teraz sama, głównie ze względu na to, że póki jestem w towarzystwie to myśli nie dają zbytnio o sobie znać, co bezpośrednio wiąże się z dobrym humorem i brakiem zmartwień.
- W sumie to miałam dzisiaj iść ze znajomymi na piwo, ale nie wyszło. - wypowiadała słowa powoli, przyglądając mi się i obserwując moją zmieniającą się mimikę. - Możemy pójść na piwo. - odparła ostatecznie, a ja natychmiast podniosłam się z huśtawki i, potykając się o własny plecak, podeszłam do niej i mocno ją przytuliłam.
- Dziękuję! - zawołałam uradowana, po czym wyprostowałam sie i rozglądnęłam w około. - Tylko gdzie my pójdziemy? Nie znam za bardzo miejsc, w których można się napić... Głównie z tego powodu, że nie piję zbyt często. No i nie jestem pełnoletnia jeszcze. Ale o tym nie muszą wszyscy wiedzieć - nawijałam bardziej do siebie niż do Saiko, gestykulując mocno rękami.
- Spokojnie, Tygrysku - zaśmiała się różowowłosa, podnosząc się z huśtawki i kierując w stronę miasta.
- Grrrrr - wydałam z siebie dźwięk, który miał przypominać ryczenie tygrysa, ale chyba nie za bardzo mi to wyszło, co potwierdził śmiech dziewczyny. Uśmiechnęłam się szeroko, dotrzymując jej kroku i zupełnie zapominając o przykrej wiadomości. - To gdzie idziemy? - szłam tuż obok niej, spoglądając w górę na jej twarz i różowe, lekko podkręcone włosy. Jest słodka. Natychmiast odwróciłam od niej wzrok, kiedy tylko ta myśl pojawiła się w moim umyśle. Co jest dziś ze mną nie tak, do cholery? A czekaj, ze mną nigdy nie było wszystko w porządku...
- Do mojego ulubionego miejsca. Zazwyczaj przesiaduję tam z Haruo. - wzruszyła ramionami.
- Ten cały Haruo... To ten metal, prawda? - zerknęłam na nią, przywołując w pamięci obraz białowłosego chłopaka. Saiko mruknęła tylko coś na potwierdzenie, patrząc cały czas przed siebie. Poczułam jak telefon wibruje mi w kieszeni bluzy, więc wyciągnęłam to i popatrzyłam na wyświetlacz. Arata. Z gardła wyrwał mi się cichy pomruk niezadowolenia, kiedy odrzucałam połączenie.
- Czemu nie odbierzesz? - zagadnęła dziewczyna. Popatrzylam na nią zła i wbiłam jej dwa palce w żebra.
- Nie wiesz, że nie zagląda się ludziom do telefonów? - fuknęłam naburmuszona, jednak już po chwili śmiałam się głośno, widząc lekkie zdezorientowanie na twarzy Saiko.

Saiko?

Od Saiko

Nie musiałam patrzeć na przyjaciela, by wiedzieć, że jest tak samo zszokowany czynem Minori.
-Cóż za przemiana- uniósł brew, spoglądając z ukosa na znikającą dziewczynę.
Nie skomentowałam tego. Wolałam wysilić się na słaby uśmiech, niż udekorować tak przełomową chwilę słowami. Zniknęliśmy za drzwiami kolejnej sali, gdzie na ławce wylądował losowy zeszyt z torby.
"Za co właściwie Ci dziękowała" -Haruo szturchnął mnie, podając małą karteczkę.
"Zauważyłeś, jak wzorowo spięte miała włosy?" -Wystarczyło kilka sprawnych ruchów długopisu, by karteczka mogła wrócić do nadawcy.
"To teraz bawisz się w stylistkę? Wyczuwam, że znowu upatrzyłaś sobie ofiarę"
"Jest inna, dlatego coś mnie w niej intryguję. Chwilowo chcę wybadać co"
"Oby nie skończyło się to tak, jak ostatnio" -Tym razem na jego twarzy dostrzegłam zatroskanie, które momentalnie odwzajemniłam uśmiechem.
"Czyżbyś narzekał? Przynajmniej się nie nudziłeś"
"Bądź przez chwilę poważna. Sama dobrze wiesz, że niewiele brakło do tragedii"
"Oczywiście. Możesz być spokojny"
Białowłosy zmiął karteczkę w dłoni, chowając ją przy tym do wnętrza torby, co nie umknęło uwadze osób siedzących obok nas, a przynajmniej dziewczyny, wzdychającej do mego towarzysza.
Cały dzień był bezbarwnym i monotonnym popołudniem w szkole, chociaż pod koniec w końcu dotarła do nas anemicznie wyglądająca Maiko, oparta o Kaito.
-Jak dorwę tę małą, to będzie żałować swego dnia narodzin- wysyczała, prezentując siniaka na udzie.
-Majaczysz, jest młoda, sama dobrze wiesz ile my toczyliśmy wojen ze starszymi. Szczególnie ty, gdy obiektem Twoich westchnień stał się ten z ostatniej klasy. Jak mu to tam było...?- udałam przez chwilę zamyślenie, jednak zakłopotana dziewczyna zaczęła machać mi rękami przed twarzą, próbując mnie przekrzyczeć.

***

Ostatni dzwonek rozbrzmiał na korytarzach, wypluwając z sal tłumy młodych, pędzących do szatni, aby zdążyć zając najlepsze miejsca w autobusach. Jak zawsze nasza czwórka snuła się powoli, robiąc przy tym raban spowodowany rozbawieniem i licznymi tematami do rozmów.
Gdzieś tam w tle dostrzegłam czarną kokardę, plątającą się przy szafkach, jednak wolałam na dziś dać jej już spokój. Poza tym, mieliśmy iść do baru na opicie ostatniego roku, jednak towarzystwo dość szybko się zmyło.
Maiko z Kai' em uciekli, wykręcając się obowiązkami domowymi, natomiast Haruo bez ogródek stwierdził, że nie ma dziś zbytniej ochoty na włóczenie się po mieście. Pozostałam sama i chyba jako jedyna nie miałam zbytniej ochoty na powrót do domu. To był długi dzień, początkujący falę nieszczęść szkolnych, dlatego na zapas wolałam zażyć nieco przyjemności. Za cel obrałam sobie oczywiście park, gdzie nogi pociągnęły mnie na plac zabaw, skąd zachody Słońca były najpiękniejsze, gdy ostatnie promienie przechodziły przez strumień wody, wyrzucany z ogromnej fontanny.  O dziwo wokół nie było nigdzie śladów dzieci, co pojęłam, kiedy huśtawki wyczekiwały już w zasięgu wzroku.
-Coś często na siebie ostatnio wpadamy- przewiesiłam się przez jedną z nich, zerkając na sąsiadującą obok postać, która zerwała się energicznie, nie spodziewając towarzystwa.
-Rany, śledzisz mnie, czy co?- właścicielka kokardy, zerknęła na mnie podejrzliwie, wyjmując słuchawki z uszu.
-Mogłabym powiedzieć to samo, Tygrysku, ale wolałam sprawdzić co jest przyczyną zniknięcia wszystkich małolatów z okolicy. Chyba znalazłam przyczynę- ułożyłam się wygodnie na huśtawce, odpychając delikatnie nogami.- Jak Ci leci?
-Jakoś- rzuciła lakonicznie, nie odrywając spojrzenia od podłogi.- A Tobie?
-Jakoś- wzruszyłam ramionami, powtarzając jej kwestię.
-Niech zgadnę, zajęłam Ci miejsce?
-Nic z tych rzeczy. Ta huśtawka jest tak samo dobra, jak tamta. Plac zabaw ma swoje prawa " kto pierwszy ten się huśta", prawda?- dodałam, przypominając sobie zasady jakie panowały, gdy jeszcze byłam mała.- Poza tym, ja tylko na godzinę. Później możesz szaleć ile Ci się żywnie podoba.
-Czyżbyś obudziła w sobie wewnętrzne dziecko?- zerknęła na mnie pierwszy raz od mojego pojawienia się tutaj.
-Moje dziecko nigdy nie zasypia. Jest tylko dobrze skryte. Powiedzmy, że ze snu wybudził się ten wczorajszy poeta- podrapałam się po głowie, patrząc przed siebie.
Minori pragnęła jeszcze coś dodać, jednak uciszyłam ją dłonią, by móc delektować się w pełni spektaklem przygotowanym przez Słońce, szykującego się do kulminacyjnej sceny.
Zdezorientowana ruszyła wzrokiem w przestrzeń, którą sama teraz obejmowałam uważnym spojrzeniem i chyba szybko zrozumiała o co mi chodziło. Prawdopodobnie w tym momencie byłyśmy najszczęśliwszymi osobami w mieście, a przynajmniej ja, gdy mogłam obserwować zniekształconą kulę, chowającą się za wodą z fontanny, która gdzie nie gdzie połyskiwała tęczową poświatą.

<Minori?>

Od Minori

Po wyjściu Saiko stałam dłuższy czas przed lustrem i przyglądałam się temu co zrobiła z moimi włosami. Szczerze musiałam przyznać, że poradziła sobie z nimi lepiej niż ja kiedy mam zły dzień. Westchnęłam i zabrałam plecak z parapetu, wychodząc z łazienki. Korytarz był już prawie pusty, toteż znalazłam się pod salą lekcyjną niecałą minutę później. Cała moja klasa stała przed drzwiami do sali i rozmawiała ochoczo, jednak kiedy tylko się zbliżyłam, wszystkie spojrzenia wylądowały na mnie. Czyli już cała szkoła wiedziała o tym co stało się w szatni. Cudownie.
- Nie przejmuj się nimi - łagodny głos Araty dotarł do moich uszu. Obrobiłam się natychmiast i popatrzyłam uważnie na chłopaka.
- Czemu Ty zawsze wyrastasz spod ziemi? - zasyczałam, mrużąc oczy. - Zresztą... Nie przejmuje się. Przynajmniej nie nimi. Będzie gorzej, jeśli moja rodzinka się o tym dowie. - prychnęłam, przewracając oczami.
- Dlaczego mieliby się dowiedzieć? - granatowe oczy Yoshiro patrzyły na mnie w skipieniu.
- Dlaczego mieliby się nie dowiedzieć? - odparłam, krzyżując ręce na piersi. Ramię Araty objęło mnie na moment, jednak chłopak szybko powrócił do normalnej pozycji, kiedy pod drzwiami do sali pojawił się nauczyciel matematyki. Wszyscy bez słowa weszliśmy do sali, siadając w typowych dla siebie miejscach. Automatycznie zapisywałam słowa nauczyciela i zadania, będąc jednak myślami daleko poza szkołą. Po skończonej lekcji udałam się do szafek, przypomniawszy sobie, że zapomniałam czegoś z niej zabrać. Schodząc na dół, zastanawiałam się dlaczego Umeko nie pojawiła się na pierwszej lekcji, przecież zawsze kiedy miało jej nie być, dawała mi o tym znać, a dzisiejszego dnia nie dostałam od niej żadnej wiadomości. Westchnęłam cicho pod nosem.
- Też się o nią martwię. - usłyszałam tuż za sobą, na co podskoczyłam z piskiem. Odwróciłam się do Araty, który natychmiast oberwał kilkukrotnie z otwartej ręki.
- Nie strasz mnie tak! - zawołałam na całe gardło.
- Trzeba nie być takim tchórzem - zaśmiał się, za co został ponownie zdzielony. - Chodź już i przestań mnie bić! - zaśmiał się, chwytając mój nadgarstek i ciągnąc w stronę schodów. Po drodze do sali, w której mieliśmy mieć następną lekcję, w tłumie mignęła mi postać różowowłosej dziewczyny.
- Poczekaj chwilę - wyrwałam się koledze z uścisku i podeszłam do Saiko, mijając ludzi, którzy usuwali się z mojej drogi. Dziewczyna gadała z jakimś chłopakiem, który wyglądał jak typowy metal.
- Saiko-san? - zwróciłam się do dziewczyny, spoglądając na nią i jej kompana z dołu. Różowowłosa popatrzyła na mnie zdziwiona, jakby nie spodziewała się, że kiedykolwiek usłyszy z moich ust coś miłego. - Dziękuję. - skłoniłam się jej i po chwili zniknęłam między ludźmi, ponownie chwytając rękę Araty. Tym razem to ja go prowadziłam między ludźmi, którzy rozstępowali się przede mną jak morze przed Mojżeszem. Teraz mieliśmy mieć muzykę, więc za nic nie chciałam się spóźnić.

Saiko?

Od Saiko

Oparłam się o jedną z kabin, krzyżując dłonie na piersi. Przyglądałam się z błogim rozleniwieniem, jak dziewczyna szarpie się z kokardą. Gdy materiał zsunął się z jej włosów, aż cud, że nie wyrwała ich sobie przy tym gwałtownym szarpnięciu.
-Widzę, że sprzeczka z moją znajomą kosztowała Cię wiele nerwów- zaśmiałam się cicho.
-Jeszcze jakieś błyskotliwe spostrzeżenia?- fuknęła, przyglądając się mojemu odbiciu.
-Gównianie sobie radzisz z ludźmi, tak samo jak z włosami.
-Dzięki za radę. Chyba mam już ich wystarczająco.
Dłonie dziewczyny trzęsły się ze złości, frustracji i poirytowania. Nic, więc dziwnego, że czarna tasiemka po raz czwarty została zdjęta z soczystym przekleństwem.
-Daj to- wyrwałam jej materiał z dłoni, nadal nie zmieniając wyrazu twarzy.
Brązowowłosa przez dłuższą chwilę była w szoku, dlatego nie zdziwiło mnie, gdy stała niczym słup soli. W momencie chwycenia jej włosów i zebrania ich w kucyk, zaczęła się lekko szamotać, jednak od razu przestała, kiedy zrozumiała, że to powoduje tylko ciągnięcie mocno zebranej fryzury. Sprawnie owinęłam je wstążką, robiąc na niej supeł, a następnie pokaźną kokardę, co nie było trudne, bo doskonale było widać, gdzie ta jest splatana i zaciskana.
-Dałabym sobie radę sama- dodała w końcu, szukając najmniejszej wady w splocie.
-Nie wątpię, Tygrysku- zmrużyłam oczy, nadal czując rozbawienie jej postawą.
-Mówiłam Ci, skończ już z tym głupim przezwiskiem.
-Byłoby, więc łatwiej, gdybyś zdradziła mi imię.
-Raczej spasuje- prychnęła, poprawiając kaptur bluzy.
-Dobra, to na razie, Tygrysku- machnęłam dłonią, kierując się do wyjścia.
-Minori- westchnęła od niechcenia.-Teraz Twoja kolej.
Wraz z drugą częścią wypowiedzi, rozbrzmiał głośny hałas, kończący przerwę.
-Na mnie już pora. Do zobaczenia!
-Nie, to nie. Obejdzie się- przewróciła oczami poirytowana zaistniałą sytuacją.
-Saiko- uśmiechnęłam się do niej serdecznie, ale może też był to uśmiech wywołany ponownie jej zachowaniem- Trzymaj się, Tygrysku. Widzimy się później.
Opuściłam pomieszczenie, wchodząc na zatłoczony korytarz. Sprawnie poruszałam się w tłumie, odnajdując drogę do sali 646, gdzie właśnie miałam zacząć "fascynującą" przygodę z chemią. Jak zawsze nauczyciel nie zwiódł nas i opóźnił swoje przyjście do kwadransa co dało mi czas na porozmawianie z Haruo.
-I co z Maiko?- zaczęłam, widząc go pod ścianą z dłońmi upchniętymi do czarnego płaszcza.
-Kaito poszedł z nią do pielęgniarki, ale najbardziej musiała ucierpieć jej duma- wyjaśnił, unosząc kąciki ust o kilka cali, co było według niego przyjacielskim wyrazem twarzy.- Ta mała będzie mieć przesrane, jeśli uszkodziła jej sukienkę.
-Minori da sobie radę. Jest twarda.
-Widzę, że już się zaprzyjaźniłyście- uniósł brew z uznaniem- Mimo wszystko Maiko jest zawzięta, a wiesz, że urobi nie jednego, by nadstawił za nią karku.
-Kaito będzie jej pilnował. Swoją drogą, nie sądzisz, że pasują do siebie?- zmieniłam temat, wypatrując truchtającego nauczyciela, podtrzymującego papiery gotowe wypaść za kilka sekund z jego objęć.
Białowłosy jak w większości spraw podzielał moje zdanie, toteż i tym razem mnie nie zawiódł.
Oboje wkroczyliśmy do sali, zajmując miejsca przy oknie, usadowione, gdzieś w połowie sali. Jak zawsze nudny monolog nauczyciela, został starannie zapisany na kartkach każdego z nas. Co jakiś czas zerkałam w okno, oplatając wzrokiem teren szkoły.

<Nie wiem co dalej, więc twoja kolej :) >

sobota, 15 października 2016

Od Minori

Wyszłam z domu, kierując się do parku, gdzie miałam spotkać się ze znajomymi. Nie za bardzo miałam ochotę na spotykanie się z kimkolwiek, ale jeszcze bardziej nie chciałam siedzieć w domu i patrzeć na ten parszywy ryj, którego tak bardzo nienawidziłam. Oczywiście jak na złość w parku spotkałam ludzi, którzy to myślą, że park należy do nich i nikt nie ma do niego wstępu. Odzywki blondynki wytrzymałam ze spokojem, jednak gdy odezwał się chłopak, natychmiast ode mnie oberwał. Nie grzeszę nadmierną cierpliwością. Kiedy w końcu ostatnia z nich, różowowłosa dziewczyna, zniknęła z mojego pola widzenia, odetchnęłam głęboko, wypuszczając z płuc nagromadzone powietrze razem ze złością.
- Minorin! - zagłuszony przez głośną muzykę krzyk, dotarł do moich uszu. Podniosłam głowę i uśmiechnęłam się szeroko na widok trójki chłopaków i jednej dziewczyny. Najlepiej dogadywałam się właśnie z nimi, co przekładało się na to, że często spotykaliśmy się w takim gronie. Kiedy podeszli do mnie, schowałam słuchawki do kieszeni spodni, słuchając jednym uchem opowiadania niebieskowłosej dziewczyny o tym, co zdarzyło się dziś w metrze. Umeko wymachiwała rękami na wszystkie strony, zbulwersowana zachowaniem jakiegoś mężczyzny z metra. Przewróciłam oczami, rozbawiona jej złością, która była tak duża, że dziewczyna aż poczerwieniała na twarzy.
- Wiesz co się robi, kiedy facet patrzy Ci w cycki? - spytałam, kątem oka zerkając, na stojącego obok Umeko chłopaka. - Patrz. - mruknęłam i zamachnęłam się. Już po chwili Arata, który jeszcze kilka sekund temu stał obok niebiesko włosej i bezczelnie wlepiał wzrok w mój dekolt, leżał na ziemi, trzymając się za nos.
- Mogłaś mu darować - zaśmiał się Hideaki, spoglądając na kolegę, który próbował się pozbierać. Posłałam mu mordercze spojrzenie.
- Też chcesz oberwać? To, że jesteście wyżsi nie znaczy, że możecie bezkarnie gapić się na moje cycki! - wydarłam się na całe gardło, machając w powietrzu rękami.
- Minori, a porządku? - Umeko patrzyła na mnie, starając się wyglądać poważnie, jednak nie potrafiła tego zrobić. Po krótkiej chwili ciszy, zaśmiałam się pod nosem i podałam rękę Aracie.
- Wstawaj, pajacu. A mówiłam Ci, żebyś tyle nie pił! Mówiłam? Mówiłam! - zaczęłam gadać do siebie, zadowolona, że moi kompani śmieją się do rozpuku. - No i co było w tym takiego śmiesznego, co?
- Nie mam pojęcia. - odparł, milczący do tej pory Yoshiro - Ale to po prostu Ty. Spędzanie czasu z Tobą, tak działa - krztusił się ze śmiechu, a ja patrzyłam na niego wzrokiem mówiącym: 'nie mam pojęcia o co ci chodzi'. Kiedy w końcu moi rówieśnicy się uspokoili, mogliśmy spokojnie ruszyć do kina, przed którym byliśmy umówieni jeszcze z kilkoma osobami. Oczywiście po drodze nie obyło się bez obrywania w głowę, wrzasków, pisków i głośnego śmiechu, przez który mijający nas ludzie, rzucali nam zniesmaczone spojrzenia.
Następnego ranka leżałam w łóżku z zamkniętymi oczami i czekałam, aż usłyszę zgrzyt zamka od wejściowych drzwi. Kiedy tylko w mieszkaniu zapanowała cisza, wygrzebałam się z pościeli i podniosłam się leniwie, zerkając w lustro na kilka siniaków na ramieniu, które układały się w odcisk dłoni. Mruknęłam pod nosem niezadowolona i podeszłam do szafy, szukając ubrań, które mogłabym założyć do szkoły. Zastanawiałam się nad czymś bardziej eleganckim, jednak ostatecznie skończyłam w jeans'owych rurkach, białej bluzce z jakimś czarnym napisem i za dużej czarnej bluzie. Kwadrans później ubierałam czarne adidasy, kiedy mama stanęła obok.
- Weź sobie chociaż śniadanie, skoro nie chcesz nic jeść. - powiedziała i wyciągnęła w moim kierunku rękę z pudełkiem, w którym najprawdopodobniej była jakaś kanapka.
- Nie chce. - mruknęłam, wzięłam plecak i wyszłam na zewnątrz. Nie powinnam na nią narzekać, nie była złą matką, ale często miałam do niej żal o to, że nie odzywa się ani słowem, kiedy ja obrywam za nic. Zacisnęłam dłonie w pięści i westchnęłam cicho, starając się uspokoić. Nawet samo myślenie o tym... czymś, bo nie miałam zamiaru nazywać to człowiekiem, podnosiło mi ciśnienie.
Do szkoły na szczęście dotarłam w dużo lepszym nastroju, jednak nie utrzymał się on długo, ponieważ już przy szafkach zauważyłam tą samą blondynkę, z którą miałam spięcie poprzedniego dnia. Postanowiłam nie zwracać na nią uwagi. Spokojnie chowałam buty do swojej szafki, kiedy nagle czyjaś pięść wylądowała na drzwiczkach sąsiedniej szafki. Nie musiałam nawet patrzeć na właściciela ręki, żeby wiedzieć kim on jest.
- Myślisz, że możesz tak bezkarnie wchodzić na nasze terytorium i denerwować nas swoim brakiem szacunku? - patrzyła na mnie błyszczącymi niebezpiecznie oczami. Uniosłam brwi i wyjrzałam za dziewczynę, jednak poza nią nie kojarzyłam nikogo z incydentu w parku. Uśmiechnęłam się delikatnie. - Haruo jeszcze nie ma, więc nie powstrzyma mnie on przed zdarciem Ci z twarzy tego sztucznego uśmieszku. - warknęła. Ewidentnie kipiała ze złości, co bawiło mnie jeszcze bardziej niż same jej słowa i myśl, że wywrą one na mnie jakiekolwiek wrażenie.
- Gdybyś miała mózg, to on też byłby sztuczny. - odparłam spokojnie, zamykając szafkę, po czym popatrzyłam na blondynkę, którą na moment zamurowało. - Zresztą jak cała Ty. - odwróciłam się, lecz trzymałam głowę tak, że widziałam jak dziewczyna bierze zamach, co pozwoliło mi się schylić i uniknąć ciosu. Natychmiast się do niej odwróciłam i kopnęłam ją prosto w brzuch. Blondynka cofnęła się dwa kroki, jednak zdążyła chwycić mnie za kostkę i pociągnąć za sobą, tylko po to by przyłożyć mi z pięści prosto w lewy policzek. Poczułam w ustach posmak krwi, co tylko jeszcze bardziej mnie rozzłościło. Wyrwałam się przeciwniczce i skoczyłam na nią, chwytając dłońmi za gardło. Blondynka runęła na plecy, chwytając mnie za ramiona i kiedy już miała pewne oparcie pod plecami położyła stopy na moim brzuchu i przerzuciła mnie ponad sobą. Z cichym jękiem wylądowałam na brudnej ziemi, jednak szybko się podniosłam, podobnie jak dziewczyna.
- Minori!!
- Maiko!!
Oba głosy wymieszały się i odbiły echem po całej szatni. Po chwili poczułam jak ktoś chwyta mnie od tyłu w pasie i mocno ściska, tak, że nie mogę się już ruszyć. To samo stało się z blondynką, z którą w dalszym ciągu wzajemnie mierzyłyśmy się morderczymi spojrzeniami.
- Czyś wy jesteście normalne?! - zawołał Hideaki, spoglądając to na mnie, to na Maiko. Prychnęłam i odwróciłam wzrok. Już słyszałam w głowie to kazanie, które będzie mi prawił przez następne dwa dni.
- Mówiłam Ci, Tygrysku. - spojrzałam zła na różowowłosą. Nie wiem czy to jej głos czy przezwisko, którym się do mnie zwracała, sprawiło, że na nią popatrzyłam.
- Nie mów tak do mnie - warknęłam do niej, po czym wyrwałam się z objęć Araty. Może i białowłosy chłopak wyglądał jak chuderlak bez mięśni, ale nie mogłam powiedzieć, że nie miał siły. Jako jedyny z moich znajomych potrafił mnie unieruchomić, jednak tylko wtedy, gdy brał mnie z zaskoczenia i od strony pleców. A może była to po prostu zaleta jego wzrostu, bo jako jeden z niewielu był wyższy tylko o kilka centymetrów. 
- Minorin, uspokój się. - powiedział łagodnie, patrząc na mnie tymi swoimi szarymi oczami. Zmrużyłam oczy i odwróciłam się na pięcie, ignorując wołania moich znajomych, ruszyłam do łazienki na pierwszym piętrze, zabierając po drodze plecak. 
Ochlapałam twarz zimną wodą kilka razy i podniosłam głowę na lustro, opierając sie rękami na umywalce. W lustrze dostrzegłam odbicie różowowłosej dziewczyny, która z lekkim uśmiechem na twarzy przyglądała mi się badawczo. Wyprostowałam się i poprawiłam kokardę, patrząc na dziewczynę spod przymrużonych powiek. 
- Czegoś chcesz? - warknęłam. 
- Mówiłam ci, że się doigrasz - odparła rozbawiona. Odwróciłam się i podeszłam do niej, stając bardzo blisko i patrząc prosto w niebieskie oczy. 
- Nie potrzebuję kolejnej osoby, która zupełnie mnie nie zna, a mimo to poniża. - wysyczałam przez zaciśnięte zęby, po czym odsunęłam się od niej i zajęłam się poprawianiem włosów. Po namyśle stwierdziłam, że muszę ponownie je związać. 

Saiko?

Od Saiko

Wrzesień zawsze niósł ze sobą wiele złego. Jednym z jego minusów, był przerażający upał, topiący wszystko co upadło na chodnik. Nie znoszę zdejmować z siebie bluz, które zasłaniają przylegające do ciała bokserki, co nie raz pogrąża facetów w ich myślach.
Drugą przykrością jest niewątpliwie rok szkolny, który wiąże się z pozostawieniem bluzy w domu i wbiciem w estetycznie wyglądający mundurek. Przynajmniej trafiłam do szkoły, gdzie jest on wymagany wyłącznie podczas ważnych uroczystości państwowych, czy też szkolnych.
No i ostatnim problemem okazywała się nie tyle moja nauka, co przyjaciół, chcących zadowolić całą rodzinę, a to skutkowało tym, że pierwszy tydzień września jest zarazem ostatnim jaki spędzam w parku w miłym towarzystwie. Cała nasza czwórka upatrzyła sobie jedno jedyne miejsce, gdzie mały plac, był otoczony drobnymi drzewkami, dającymi cień. Nie dziwne jest, że z naszym nadejściem wszystkie dzieciaki znikały szybciej niż ciastka przed obiadem.
-Niewiarygodne jak to szybko zleciało. Ostatnie miesiące dzielą nas od studiów i bycia kimś ważnym- krótko ścięta blondynka, ułożyła się wygodnie na murku, przyglądając przechodnią.
-Czujesz się pomijana w społeczeństwie?- wysoki chłopak w okularach przyjrzał się jej podejrzliwie.
-Nie o to chodzi, nie rozumiesz, idioto!- warknęła, grożąc mu pięścią.
-Ja jestem idiotą? To ty masz chyba nie poukładane w głowie- uniósł głos, jednak szybko odpuścił gdy do akcji wkraczał mediator naszej grupy, a był to metal o wygolonych bokach i napuszonych, białych włosach, który jak zawsze potrafił uciszyć wszelkie spory.
-Maiko zapewne chodziło o to, że przestaniemy uchodzić za bezmyślne dzieciaki, a staniemy się kimś, kto jest już krok od dorosłości- zaczął swym ochrypłym głosem, obdarzając obu sennym spojrzeniem.- Osobiście się z Tobą zgodzę.Chcę mieć już za sobą egzaminy i dostać na architekturę, albo rysunek.
-Liczę, że znajdzie się dla mnie miejsce na projektanctwie- oczy Maiko zalśniły, wyobrażając sobie siebie na scenie wśród modelek, odzianych w jej kreację.
-Toś wymyśliła. Mnie to się marzy praca, gdzie będę mógł projektować samochody.
-Takiego idioty na pewno nie będą tam chcieli- blondynka fuknęła na bruneta.
-W takim razie projektantka z Ciebie równie mizerna- zakpił.
Po raz kolejny białowłosy musiał wkroczyć do akcji, zmieniając temat.
-A ty Saiko, gdzie chciałabyś iść?- oczy całej trójki zwróciły się w moją stronę.
Nie wiem dlaczego, ale to właśnie mnie upatrzyli sobie na lidera grupy. Dziwne, zawsze większe predyspozycję miał do tego Haruo jednoczący pozostałą dwójkę. Dopiero w tym momencie zdałam sobie sprawę, że to ostatni rok, wpływający na całe nasze życie.
-Bo ja wiem. Studia nie są dla mnie. Wolę wyjechać, zwiedzać świat i nie przejmować się tym co będzie- wzruszyłam ramionami, przyglądając się zdziwieniu Maiko i Kaito.
Westchnęli ciężko, użalając się nad moim losem. Chyba pierwszy raz od dawna w czymś się ze sobą zgodzili. I właśnie to, co zdarzyło się chwilę później, podniosło mnie na duchu.
Mała drobna istotka przechadzała się po okolicy, wkraczając na nasz teren. Jak gdyby nic zasiadła na drugim końcu murka, machając nogami w powietrzu.
-Przepraszam, nie zgubiłaś się przypadkiem?- Maiko zerknęła na nią chłodno, biorąc sobie do serca naruszenie przestrzeni.
-Raczej nie, dzięki, że pytasz- zerknęła na nią niczym nie wzruszona, wkładając jedną z słuchawek do uszu.
-Może nie wiesz, ale nie jesteś w tym momencie mile widziana, więc możesz się oddalić na tamtą ławeczkę. Tam są chyba nawet Twoi rówieśnicy- wskazała palcem na kilku dziesięciolatków, rzucających kamienie do wody.
-Jesteś tak zabawna, że, aż wcale- mruknęła znużona- Tu jest mi w miarę wygodnie i chyba tu zostanę.
Widziałam jak blondynka kipi ze złości, natomiast mnie, zaczynała intrygować jej osoba.
-Trochę szacunku dzieciaku. Widzę, że rodzice nie nauczyli Cię manier.
-Znam Cię. Jesteś niewiele starsza ode mnie. Może 2 lata, chociaż Twój wygląd może wskazywać, że 8 lat to minimum.
Maiko była bliska wybuchu. Nie jest przyzwyczajona do odmowy, natomiast młoda nie zamierzała odpuszczać.
-Spokojnie, szczeniaczku. Nasza koleżanka jest po prostu przewrażliwiona- brunet wtrącił się, chcąc załagodzić sytuację, ale też dostał po łbie od dziewczyny.
Haruo wraz ze mną, ruszył z pomocą w odpowiedniej chwili, bo dziewczyna chociaż harda, nie dałaby sobie zbytnio rady z rozwścieczoną lolitką.
-Chyba powinniśmy już uciekać. Niektórzy muszą się uczyć, żeby jakoś przetrwać semestr- metal, łagodnie pchnął rozgorączkowanych przyjaciół w stronę miasta, gdzie musieli zaopatrzyć się w resztę podręczników.
-Ty z nimi nie idziesz, niemowo?- fuknęła, zerkając na mnie.
Niewzruszona niczym, spojrzałam na brązowowłosą.
-Skąd ten pomysł, furiacie?- zaśmiałam się, rozbawiona jej bojową postawą.
-Więc będziesz pilnować sobie miejsca. Nie martw się, nie sprowadzę Ci tu gangu dzieciaków.
-Nic z tych rzeczy. Po prostu niektórzy nie przejmują się tym co przyniesie jutro.
-Jaki z Ciebie poeta- przewróciła oczami.
-Troszkę mniej bojowo, Tygrysku. Mnie Twoja oschłość raczej nie ruszy, ale w końcu możesz się doigrać z taką oto panną, która ma szpony dłuższe niż obcasy.
-Zapamiętam sobie- rzuciła od niechcenia, zamykając oczy.
Dziś był jeden z tych dni, gdzie pragnęłam towarzystwa. Ci niestety zmyli się dość nieoczekiwanie, toteż ruszyłam w miasto, czekając na Haruo, z którym spędzam najwięcej czasu. I tym razem, jak w zegarku pojawił się pod starą księgarnią, skąd zawsze ruszaliśmy do centrum, błądząc między wielkimi budynkami i lokalnymi sklepikami.

<Minori?>

Znowu porażka

Tak, pewnie nikt tego nie czyta, ale będzie piękną granicą między opowiadaniami. Wilkołaczo- łowcza miłość zaginęła w poszukiwaniu weny. No nic, Kuro i tak miał umrzeć.
*Ty potworze* he he he... wiem co za chamski spoiler. Przynajmniej wiadomo jak się miało zakończyć :)
Any way: Pozostawiamy zwykłe związki, gdzie męska część bohaterów zmieniała naturę na rzecz długowłosych piękności. Teraz czas na: (werble)





YURI!!!
Ta... cóż za urozmaicenie. Może za kolejne 3 miesiące przerwiemy serie i będzie Yaoi... chu to tam kogo, nie? To ten... nowa serie za 3... 2... 1...