niedziela, 23 października 2016

Od Minori

Kiedy przytuliłam się do Saiko... Poczułam jakby cała złość i bezsilność uszły ze mnie, jak powietrze z dziurawej piłki. Ta pogładziła mnie po, i tak rozczochranych już, włosach. Odsunęłam się od niej ze śmiechem, wywołanym jej nietypowym porównaniem i zaczęłam wycierać oczy rękawami bluzy. W tym czasie do łazienki wrócił Arata, niosąc coś w rękach. Chłopak wymienił spojrzenie z różowowłosą, która zabrała od niego przyniesione rzeczy. Przejrzałam się przedmiotom, które okazały się opatrunkami i... Wodą aloesową? Spojrzałam na białowłosego i uśmiechnęłam się, ocierając resztki łez.
- Arata, jesteś kochany, ale to damska łazienka... - przypomniałam mu z cichym śmiechem. Na twarz mojego przyjaciela natychmiast wstąpiło zakłopotanie, jakby dopiero teraz to sobie uświadomił, po czym szybko opuścił łazienkę. Popatrzylam w lustro na swoje odbicie i delikatnie dotknęłam tam na szyi, z których sączyła się krew. Westchnęłam cicho i zerknęłam na Saiko, spokojnie popijającą wodę aloesową. A więc po to ona była...
- Chodź tu, trzeba Cię ogarnąć. No na razie wyglądasz, jakbyś wpadła pod kombajn. - powiedziała, rozpakowywując opatrunki. Zaśmiałam się, dmuchając nos, co nie było najlepszym pomysłem, ponieważ po chwili byłam cała osmarkana. - No brawo, Tygrysku. Jeszcze się cała osmarkaj, masz rację. Tego Ci brakuje. - sarkastycznie komentowała mój stan, a ja coraz bardziej się śmiałam, co tylko jeszcze bardziej ją nakręcało.
Po około dziesięciu minutach każda krwawiąca rana była zaklejona, a ja ostatecznie, po kilku nieudanych próbach wymagania się od tego, skończyłam z dwoma plastrami na twarzy. Jednym na policzku, a drugim na nosie. Przyglądałam się uważnie odbiciu dziewczyny, kiedy ta rozczesywała moje długie włosy palcami. Z braku szczotki, musiała to robić tak. Mówiłam, że sama mogę sobie związać włosy, jednak kłótnia z Saiko nie miała najmniejszego sensu, o czym przekonałam się przy kłótni o plastry. Gdy w końcu wszystkie moje włosy zostały zebrane i związane tasiemką, obie opuściłyśmy łazienkę, kierując się do sal, w których miałyśmy w tym momencie lekcje. Różowowłosa doprowadziła mnie pod moją salę i po chwili kroczyła już w stronę swojej. Kiedy miałam otworzyć drzwi, usłyszałam za sobą ostry głos jednej z nauczycielek.
- Minori, poczekaj chwilę.
Powoli odwróciłam się do kobiety, która pewnym krokiem szła w moją stronę. Miała surową minę, nie wróżyło to nic dobrego i miałam niemiłe przeczucie, że wiem o co jej chodzi.
- Coś się stało, proszę pani? - spytałam niewinnie, gdy nauczycielka stanęła przede mną.
- To Ty mi to powiesz. Zapraszam do mojego gabinetu. - odwróciła się na pięcie i szybkim krokiem ruszyła we wskazane miejsce. Zaklęłam pod nosem, podążając za nią ze spuszczoną głową.
Po ponad godzinnej rozmowie z nauczycielką w końcu wyszłam z dusznego pomieszczenia na... nie mniej duszny korytarz. Zdziwiona popatrzyłam na Aratę i Hideaki'ego, którzy najwyraźniej na mnie czekali. Białowłosy miał nawet w ręku moją torbę z książkami. Uśmiechnęłam się, uradowana z ich widoku, jednak uśmiech szybko zniknął, kiedy uświadomiłam sobie, że kogoś mi brakuje.
- A... Co się dzieje z Umeko...? Kiedy wróci...? - spytałam cicho, patrząc uważnie na dwójkę przyjaciół. Ci wymienili przestraszone spojrzenia i spuścili głowy, jakby bojąc się mojego wzroku.
- Nie chcieliśmy Cię wcześniej martwić... - zaczął Hideaki, spoglądając w bok i tam szukając pomocy. Poczułam jak coś ściska moje serce bardzo mocno, za mocno. Czułam jak wielka gula rośnie w moim gardle, nie pozwalając wypowiedzieć ani jednego słowa.
- Umeko miała wypadek wczoraj rano, trafiła do szpitala w ciężkim stanie i... - Arata patrzył na uważnie ze łzami w oczach, które widziałam bardzo wyraźnie. Zaczęłam powoli kręcić głową, czując jak moje oczy wypełniają się łzami. Moje nogi zaczęły się trząść, jakby w każdej chwili gotowe były się złożyć, nie mogąc utrzymać mojego ciężaru.
- Jej mama mówiła, że Umeko prosiła, żebyśmy nie płakali, w szczególności Ty, Minorin... - mimo szumu jaki panował na korytarzu, słyszałam każde słowo, które wypowiadał białowłosy, a mówił bardzo cicho. Popatrzyłam na niego, biorąc głęboki wdech i wytarłam oczy rękawem bluzy, posyłając chłopcom delikatny, wymuszony, chociaż w niewielkim stopniu szczery, uśmiech.
- Minori! - wydarł się ktoś tuż nad moją głową. Przestraszona spojrzałamw górę i zobaczyłam wielkiego chłopaka o zielonych oczach, który patrzył na mnie z szerokim uśmiechem. Kojarzyłam to z wyglądu, był ze starszej klasy, zdaję się, że był w wieku Saiko, ale nie byłam tego pewna. - Chcieliśmy Ci pogratulować, tego jak sprałaś Maiko. Nie każdy byłby do tego zdolny, większość nie potrafi jej nawet odmówić, a to co Ty zrobiłaś... No, mała, szacunecek od nas! - wyjrzałam zza wielkiego chłopaka i dostrzegłam niewielką grupkę równie dużych chłopaków. - Gdybyś kiedyś potrzebowała wsparcia przeciwko tej laluni, wołaj. Staniemy za Tobą murem - rozejrzał się po korytarzu - zresztą nie tylko my - uśmiechnął się, poklepał mnie po ramieniu wielką ręką, która zajęłaby pół moich pleców, i odszedł. Również się rozejrzałam i ze zdziwieniem stwierdziłam, że większość uczniów patrzy na mnie i kiwa głową z uznaniem lub woła coś odnośnie dzisiejszej walki z Maiko. Westchnęłam cicho, spuszczając głowę i stając obok Araty. Oplotłam ręce wokół jego ręki i trzymałam się go kurczowo przez resztę przerwy. Pozostałe przerwy spędzałam raczej w odludnych miejscach, unikając innych uczniów. Czekałam w spokoju na koniec lekcji, uparcie myśląc o tym, że znowu muszę podziękować Saiko. Czułam się tym trochę zażenowana, ale...

Saiko? Loooooool, 4 godziny snu, tak mało czasu na wyspanie się, tak bardzo nieogarnięcie ;_;

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz