poniedziałek, 30 listopada 2015
Od Naoko
O dziwo próbowała skupić całą moją uwagę na sobie, siadając na mnie. Z każdą chwilą przesuwała się milimetr po milimetrze, aż w końcu jej brzuch stykał się już niemalże z moim.
-Nie chcę, żebyś znikał..-dodała po raz kolejny, po czym wpiła swoje usta w moje, by mieć nadzieję, że nie zaprzeczę. Moja dłoń, powędrowała w okolice jej szyi, stopniowo schodząc niżej. Nawet nie zauważyłem, kiedy zsunąłem ją pod koszulkę, gładząc jej skórę. Ponownie chwyciłem ją za uda, kładąc na plecak. Tym razem nieco brutalniej niż ostatnio, jednak nie przerwało nam to. Klęczałem nad nią zgarbiony, opierając jedną dłoń o poduszkę, a drugą nadal miałem kontakt z jej ciałem. W końcu, gdy stanowczo chwyciła mnie za pasek, przyciągając do siebie, opamiętałem się.
Co ja kurwa robię? Nie mogę tego zrobić. Nie teraz.
Wyprostowałem się, zerkając na nią nieco chłodno.
-Co się stało?- spojrzała na mnie nieco zaskoczona.
-Nie mogę- odwróciłem wzrok.- Twoje dawne przeżycia mogą źle to zakończyć. Nie chcę zrobić Ci krzywdy, a tym bardziej pogłębić Twojego dawnego urazu. Wolałbym, żebyś nie musiała tego robić, ze mną.
-Czemu? Nie rozumiem.
-Dobrze wiesz kim jestem, znasz moją przeszłość, jaki był mój ojciec... przesiąkłem tą cholerną patologią. Mafią, brutalnością i przemocą. Nie jestem facetem dla Ciebie. Może teraz tego nie rozumiesz, ale to wszystko w końcu Cię złamie i odbije na Tobie. Nie chcę, żebyś skończyła jak moja matka, czy też Twoja. Potrafię zadać ból bez skrupułów, ale nie potrafię zadać go Tobie- usiadłem na łóżku, opierając łokcie o nogi.
-Wiem jaki jesteś, ale też wiem, że jesteś odpowiedzialny, opiekuńczy i nigdy mnie nie zranisz świadomie. Rozumiem, że to dla Ciebie za dużo jak na jeden dzień. Może rzeczywiście dla nas obu to zbyt duża zmiana, nowa sytuacja, do której musimy przywyknąć. Wiem też, że dawno nie byłam do nikogo tak przywiązana- uśmiechnęła się, siadając obok.
-Chodź tu mała- objąłem ją, kładąc się na łóżku.- Pójdę zapalić i będziemy się kłaść.
-Niech będzie- dodała życzliwie.- Mogę iść?
-Jeśli chcesz- narzuciłem na siebie bluzę, czekając na nią przy drzwiach.
Ta momentalnie naciągnęła buty, owijając się kocem.
-Tak pójdziesz?- skwitowałem z lekkim uśmiechem.
-Czemu nie?- odpowiedziała zadziornie, marszcząc przy tym nos.
Oboje wyszliśmy do restauracji, gdzie pani Satoshi myła blat.
-I jak wam minęło?- spytała troskliwie.
-Przyjemnie- Neko spojrzała na mnie spod grzywki.- Za moment wrócimy.
Nie czekając na odpowiedź, opuściliśmy lokal, kierując się za budynek, gdzie prawdopodobnie, znajdowała się ściana z naszym oknem.
-Tak sobie myślę- zacząłem, odpalając papierosa.- Może zostaniemy tu parę dni. W sumie mamy, gdzie spać, ciepłą wodę, jedzenie. W sumie moglibyśmy też przy tym nieco zarobić.
-Rozwiń proszę myśl- przekręciła głowę, bacznie mi się przyglądając.
-Codziennie przychodzą nowe dostawy, a pudła do lekkich nie należą, więc kobieta musi się pewnie sporo namęczyć, by wnieść je do środka, nie wykluczone, że samodzielnie. Może ja bym się tym zajął, a ty pomagała jej w kuchni. Ona w zamian, zaoferuje nam... jako takie warunki do życia, a i może coś nam do kieszeni wpadnie.
-A gdzie Twoja standardowa regułka, że nie możemy nigdzie zostawać zbyt długo?- zażartowała.
-Dalej tak sądzę, ale lepsze to niż, jakiś festyn, gdzie pałęta się setki osób. W dodatku Twoja noga nadal nie jest jeszcze w najlepszym stanie. A jeśli mamy dach nad głową, to można zebrać siły przed dalszą podróżą.
-Czemu nie? Porozmawiam z nią jutro na ten temat.
-To ustalone- pociągnąłem ostatni raz, rzucając niedopałek na beton.- Teraz chodźmy, bo jest kurewsko zimno.
Neko skinęła głową, idąc drogą powrotną. Oczywiście przywitał nas uprzejmy uśmiech kobiety, ale też i ponure spojrzenie rudej pracownicy, która wyglądała, jakby talerze, które miała w rękach miały zaraz stać się jej narzędziem zbrodni.
-Chcecie coś może zjeść, kochani?
-Chętnie, ale chyba będziemy się już kłaść. Zjemy najwyżej jutro- przeciągnąłem się.
-W porządku. Gdybyście zgłodnieli w nocy, możecie iść do kuchni i coś sobie przygotować. W razie co, obudźcie mnie. Mieszkam w 10.
Skinęliśmy głową, udając się do pokoju.
-Nie chcę mi się spać- usiadła na łóżku, uśmiechając się figlarnie.
-Chcesz, chcesz. Kładź się, bez dyskusji- zarządziłem, kładąc się obok niej.
-Nez... nie bądź taki- zaczęła mnie szturchać.- Nie zasypiaj!
-Połóż się skrzacie, albo Ci pomogę- mruknąłem, zamykając oczy.
Ona jednak nadal szarpała mnie za rękaw, mrucząc pod nosem. Chwyciłem ją za dłonie przyciągając do siebie.
-Męczący z Ciebie dzieciak- szepnąłem jej do ucha.
-Dzieciak? Zaledwie 3 lata młodsza jestem od Ciebie- prychnęła, próbując się uwolnić.
-Co nie zmienia faktu, że młodsza, a teraz spróbuj zasnąć.
-Tyle, że mi się wcale nie chce spać- jęczała, niezadowolona.
-To włącz sobie telewizor. Mnie to nie zrobi żadnej różnicy- zakryłem twarz dłonią.
-Same nudy. Horroru sama nie dokończę, a komedii nie mam ochoty oglądać drugi raz.
-To zróbmy tak- rzuciłem zrezygnowany- Masz dwadzieścia minut na robienie czego Ci się podoba, a potem kładziesz się obok i zasypiasz. Zgoda?
<Haneko?>
niedziela, 29 listopada 2015
Od Haneko
Wyślizgnęłam się spod chłopaka i na miękkich nogach podeszłam do drzwi. Serce waliło mi tak mocno, że miałam obawy iż pani Satoshi to usłyszy. Otworzyłam drzwi kobiecie zakładając za ucho niesforny kosmyk włosów. Właścicielka zmierzyła mnie uważnie spojrzeniem, po czym z ciepłym i triumfującym uśmiechem podała mi tacę wypełnioną przekąskami. Uśmiechnęłam się nieco zakłopotana.
-Dziękuję pani bardzo. Nawet pani nie wie ile jestem pani wdzięczna.
-Jesteś dla mnie jak druga córka. A czego się nie robi dla rodziny?-uśmiechnęła się szerzej i życząc nam udanego wieczoru oddaliła się w stronę schodów. Zamknęłam drzwi przekręcając kluczyk i oparłam się na moment plecami o drewno. Wzięłam głęboki wdech próbując opanować bicie serca. Jednak kiedy tylko spojrzałam na Nez'a leżącego na łóżku, moje serce znowu przyśpieszyło. Odstawiłam tacę na stolik i popatrzyłam na towarzysza.
-Może będzie lepiej, jeśli zaczniemy oglądac ten drugi film..-rzuciłam nieco zakłopotana. Chociaż szczerze mówiąc z większą chęcią zbliżyłabym się do Naoko ponownie. Brunet spojrzał na mnie jednym okiem nic nie mówiąc. Spuściłam wzrok zbliżając się do łóżka. Kiedy już moje kolana stykały się z materacem przeniosłam spojrzenie na chłopaka. Żadne z nas nie miało odwagi się odezwać. Usiadłam na skraju łóżka, a po chwili położyłam się obok Nez'a. Przez długi czas oboje patrzyliśmy w sufit zastanawiając się nad czymś co było w sumie oczywiste. Przekręciłam się na bok i patrzyłam na twarz mojego kolegi, do momentu, w którym on spojrzał na mnie.
-Nie chce, żebyś znikał..-szepnęłam smutno.
-Nie myśl o tym teraz-powtórzył cicho moje słowa zbliżając nasze wargi do siebie. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz, kiedy chłopak przesunął dłonią po moim udzie. Przymknęłam oczy rozkoszując się ciepłem i miękkością jego ust. Nim się obejrzałam znowu znalazłam się pod jego umięśnionym ciałem. Przesunęłam delikatnie palcami po jego klatce piersiowej i brzuchu. Miał idealnie wyrzeźbione ciało. Nie miałam pojęcia jaki cudem powstrzymywałam się wcześniej przed zbliżeniem się do niego. W tamtym momencie jedyne czego chciałam i potrzebowałam była bliskość i dotyk Naoko. Po dłuższej chwili oderwaliśmy się od siebie by nabrać powietrza. Patrzyłam mu prosto w oczy drżąc na całym ciele. Nez uśmiechnął się lekko odgarniając mi kosmyk włosów z twarzy. Mimo uśmiechu widziałam w jego oczach coś innego. Oplotłam rękami jego szyję przyciągając go bliżej siebie. Poczułam na sobie jego ciężar, choć wiedziałam, że nie cały to było to naprawdę miłe uczucie. Nasze usta zetknęły się poraz kolejny tylko po to by nie odrywać się od siebie przez najbliższe kilka minut. W końcu chłopak odsunął się ode mnie nieznacznie i położył na boku tuż obok.
-Oglądamy ten horror?-spytał jakby od niechcenia. Popatrzyłam na niego i uśmiechnęłam się potakując. Zsunęłam się z łóżka i zmieniłam szybko płytę w odtwarzaczu. Wracając do łóżka zachaczyłam o stolik z przekąskami.
-Masz może ochotę na...-urwałam starając się jakoś nazwać przekąski, które tak dobrze znałam, ale nie potrafiłam sobie przypomnieć ich nazw. Jedyne co mi się wtedy kołatało po głowie to facet, który leżał na łóżku tuż przede mną. Dokładnie w tym momencie przypomniało mi się jak śpiewałam w samochodzie o miłości. Wtedy nie wiedziałam co to takiego, ale teraz... Chyba już wiem. Uśmiechnęłam się nieco speszona myślą, że mogę czuć do chłopaka coś tak silnego. Usiadłam obok niego wpatrując się w napisy początkowe filmu, który informował, że film powstał na podstawie prawdziwych zdarzeń.
-Co takiego?-pisnęłam przestraszona. Usłyszałam rozbawiony śmiech Nez'a. Spojrzałam na niego nieco zła, ale bardziej przerażona.
-Pamiętaj, nie pozwolę cię skrzywdzić-powiedział podając mi dłoń. Skinęłam głową kładąc się obok, a głowę kładąc na jego klatce piersiowej. Paznokciami delikatnie drapałam po jego umięśnionym brzuchu. Uniosłam lekko głowę, kiedy przypomniało mi się o czym wspominała pani Satoshi, gdy schodziłam do niej po przekąski.
-Nez.. Pani Satoshi wspomniała o jutrzejszym festynie. Powiedziała, że mogłabym wystąpić, żebyśmy zarobili trochę kasy na dalszą podróż..mówiłam cicho, bo miałam przeczucie, że ten pomysł nie przypadnie do gustu chłopakowi. Niestety moje przeczucie się nie pomyliło.
-Nie ma mowy. To niebezpieczne-powiedział stanowczo.
-Ale potrzeba nam kasy..-jęknęłam zerkając na niego.
-Jutro o tym pogadamy-mruknął, a ja mimo wszystko uśmiechnęłam się pod nosem i pocałowałam go lekko w usta. Zrobiłam to śmielej niż za pierwszym razem, ale jednak z jakąś obawą, że nasze wcześniejsze pocałunki były tylko wytworem mojej wyobraźni. Ułożyłam głowę na Nez'ie i powróciliśmy do oglądania filmu. Minęło może z 10 minut, kiedy pisnęłam po raz pierwszy. Kolejne kilkanaście minut oglądałam z zasłoniętymi oczami trzęsąc się ze strachu. Wiedziałam, że to tylko film, jednak w głowie cały czas miałam wiadomość z początku filmu. W końcu zdecydowałam, że skoro ja nie oglądam to on też nie będzie. Dźwignęłam się do pozycji siedzącej i usiadłam chłopakowi okrakiem na biodrach. Ten zdziwiony popatrzył na mnie. Uśmiechnęłam się pod nosem pochylając się nad nim. Czułam jak czarna koszulka zsuwa mi się z jednego ramienia. Uśmiechnęłam się lekko kiedy palce Nez'a przesunęły się po odsłoniętej skórze. Wpatrywałam się w jego oczy próbując ogarnąć myśli. Czy to działo się naprawdę? Nadal nie mogłam uwierzyć.. To było dziwne uczucie. Patrzeć komuś w oczy i czuć jak przepełnia cie szczęście tylko dlatego, że ten ktoś jest tak blisko. Wiedzieć, że ten ktoś zrobi dla ciebie wszystko czego tylko chcesz. Bo wszystko czego pragniesz to ta osoba. Uśmiechnęłam się do niego i zbliżyłam wargi do jego ust. Poczułam na nich jego oddech, nieco przyśpieszony. Wygięłam się pod dotykiem jego rąk, które przesuwały się po moich plecach jednocześnie przyciskając mnie corsz mocniej do Naoko.
-Nie chcę, żebyś znikał..-szepnęłam stykając nasze usta. Ponownie pogrążyliśmy się w tej cudownej przyjemności, której ja z każdą chwilą chciałam więcej i więcej.
Naoko?
Od Naoko
-No witaj. Dokąd się wybierasz?- rzuciła zza lady.
-Ciekawska jesteś- westchnąłem, dając jej do zrozumienia, że jest nieco nachalna.
-Jeśli chcesz dotrzymam Ci towarzystwa.
-Ty chyba jesteś w pracy- mruknąłem wychodząc z lokalu.
Długo błądziłem między półkami, starając się wyszukać jakiś film. Jak na złość, w moje ręce trafiały filmy klasy Z. Brakowało już tylko tandetnych bollywoodzkich produkcji, ale i te wkrótce przykuły moją uwagę. W końcu udało mi się znaleźć coś godnego uwagi. Horror, który od dłuższego czasu chciałem obejrzeć został znaleziony. Ruszyłem z nim do kasy, gdzie starszy mężczyzna skasował pudełku wyciągając losowe spod lady.
-A ten?
-Ten jest gratis. Mało kto tu zagląda, więc muszę pozbyć się starych filmów- rzucił- Poza tym dodatkowy film, to i noc dłuższa, nieprawdaż chłopcze?
Bez słowa zabrałem oba pudełka, wracając do lokalu.
-Nez, mam do Ciebie prośbę- wtrąciła pani Satoshi.- Mógłbyś przynieść mi skrzynkę z magazynu. Jest dla mnie nieco za ciężka.
-Niech będzie- rzuciłem, podążając za starszą kobietą.
W magazynie wskazała ogromne pudło, które rzeczywiście wyglądało na zbyt ciężkie, by drobna Satoshi dała rady je przenieść bez pomocy.
-To jak podoba wam się pokój?
-Sypialiśmy w gorszych miejscach, więc i tak jesteśmy wdzięczni za jakikolwiek- dodałem, starając się być przy tym uprzejmym.
-A jak czuje się Neko?
-Chyba w porządku. Co prawda została już bez czystych ubrań, ale i na to znalazła się rada- uśmiechnąłem się pod nosem, przypominając sobie jak stała pod drzwiami w czarnej koszulce.
-Dziękuję, że tak o nią dbasz chłopcze. Bardzo często przychodziła do nas na noc. Chętnie ją gościliśmy. Jej ojciec terroryzował rodzinę, z resztą nie tylko ją. Gdy spotykałam go pijanego na ulicy, ewidentnie szukał zaczepki. Neko potrzebuje teraz Twojej opieki- uśmiechnęła się ciepło.
-Znaleźliby się lepsi kandydaci na niańkę- mruknąłem odstawiając pudło.
-Dobrze Ci z oczy patrzy chłopcze. Gdy rano opuściłeś lokal, Neko wyglądała na bardzo przejętą. Dawno nie widziałam jej tak zatroskanej czyjąś nieobecnością.
Zastanowiłem się nad słowami kobiety. Czy, aby na pewno miała rację? Dopiero teraz też zauważyłem, że bluza przeszła słodkim zapachem mojej towarzyszki. Nie chcąc tracić dłużej czasu na zadumę, ruszyłem do pokoju. Moim wybawieniem stała się kobieta, która od razu zajęła czymś rudowłosą.
Cicho wślizgnąłem się do pokoju, w którym panował półmrok. Dziewczyna spała skulona na łóżku wśród kocy i poduszek. Starannie ułożyłem bluzę na oparciu krzesła, przeciągając się.
-Ech... dziwna kobieta- rzuciłem sam do siebie, przypominając sobie właścicielkę lokalu i jej słowa.
Usiadłem na łóżku obok niej, przyglądając dziewczynie.
-Wstawaj mała- rzuciłem cicho, ale nie uzyskałem odpowiedzi.
Dopiero mocniejsze szturchnięcie dało jakiś rezultat. Włożyłem płytę do odtwarzacza, po czym zasiadłem obok niej.
Spora część komedii zdążyła już minąć, a ja nadal nie wiedziałem o co chodzi w całym filmie. Jak to komedie, nigdy nie miały jakieś specjalnie rozbudowanej fabuły.
-Zgłodniałaś?- rzuciłem nagle.
-Troszkę- rzuciła wesoło.
-To daj mi moment- próbowałem się podnieść z łóżka, jednak dziewczyna chwyciła mnie za ramię.
-Może lepiej ja pójdę. Chyba nie masz zbytniej ochoty widzieć się z tą idiotką.
-To zasuwaj- rzuciłem z uśmiechem.- Mi również możesz coś załatwić.
Tak też się stało. Neko chwilę później wróciła do pokoju, informując, że ktoś przyniesie nam posiłek.
-Serio, byłaś w tym?- wskazałem na koszulkę, w której od dłuższego czasu paradowała.
Ta przyjrzała się sobie nieco speszona.
-Pasuje Ci, więc chyba nie spotkałaś się ze zbytnią krytyką.
-Z krytyką nie. Ale już chyba wiem, czemu pani Satoshi tak się uśmiechała.
-Jeb to. Chodź tu, bo film się już kończy.
Tak też się stało. Dziesięć minut później, na ekranie pojawiły się napisy końcowe, które przyniosły ze sobą wyłączenie telewizora. Jedyne okno znajdujące się w pokoju, nie dawało już światła, więc po omacku odnaleźliśmy jakąś lampkę.
-Widzę, że Ci się spodobało.
-Tak, dzięki. Dawno się tak nie uśmiałam.
-Cieszy mnie to, mała. Teraz do szczęścia brakuje nam tylko jedzenia- westchnąłem, kładąc się na łóżku. Gdy spojrzałem na dziewczynę, ta nie wyglądała już na taką zadowoloną. Jej twarz po raz kolejny przybrała ponury wyraz.
-Co jest?- spytałem podejrzliwie.
-Nic, tylko... dawno nie oglądałam komedii. W ogóle to bardzo dawno nie oglądałam telewizji, ani nie miałam tak przyjemnych dni. Staram się nie myśleć o tym, że wkrótce to wszystko się skończy, bo w końcu ojciec mnie znajdzie i...
-Ile razy mam Ci to powtarzać? Nikt Cię stąd nie zabierze. Obiecałem Ci, że się Tobą zajmę i odprowadzę do wujostwa. Pamiętasz co powiedziałem Ci dwa dni temu, kiedy dotarliśmy do siedziby Ame?
-Że mnie nie opuścisz dopóki nie będę bezpieczna i że będziesz mnie chronił- dodała ze łzami w oczach.
-Dokładnie. Więc zapomnij o ojcu, bo jeśli tylko wejdzie mi w drogę zobaczy do czego jest zdolny 19 latek, należący do mafii przez kilka lat- usiadłem obok niej.
-Dziękuję Nez. Dziękuję za wszystko- zalała się łzami, kryjąc twarz na mojej klatce piersiowej.
-No już dobrze mała. Nie becz, bo nie masz o co. Musisz być silna i nie ulegać tak łatwo emocjom, bo któregoś dnia może mnie po prostu zabraknąć i tylko ty będziesz w stanie sobie pomóc, a płaczem nic nie osiągniesz- uspakajałem ją, gładząc po głowie.
-Czemu mi pomagasz?- rzuciła w końcu.- Tyle dla mnie zrobiłeś, a nie musiałeś. Nigdy nie miałeś większego powodu, by w ogóle mnie prowadzić, aż tak daleko.
-Wiesz... obiecałem Ci to, ty uratowałaś mi dupę kilka razy, to chętnie się odwdzięczę. Nawet powinienem.
- Mam takie głupie przeczucie, że to nie o to chodzi- przygryzła wargę, zerkając na mnie nie pewnie spod grzywki.
Oparłem się o ścianę, robiąc teatralną pauzę.
-Bo... ja... ech... sam nie wiem. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Coś mi każe być przy Tobie, bo nie potrafię tak po prostu odejść, nie mając pewności, że nic Ci nie jest. Z resztą słyszałaś, jak jeden z moich starych znajomych mówił, że nigdy nie przyprowadziłem, żadnej dziewczyny, że nie chodziłem z nimi na panienki. Jest to dla mnie szczerze powiedziawszy prostackie i nie widzę potrzeby. Sama nawet nie wiesz jak mi ulżyło, kiedy znowu byłaś obok- mówiłem zmieszany.
Neko patrzyła na mnie nieco otumaniona, jednak trzeźwo analizowała wszystko. Pierwszy raz miałem obiekcje co do tego, co chcę powiedzieć i najwidoczniej dziewczyna to wyczuła.
-Też byłam wtedy niezwykle szczęśliwa, że znowu byłeś blisko. Wczoraj, gdy zobaczyłam, że jesteś cały, również dało mi to wiele szczęścia- uśmiechnęła się ciepło, patrząc mi w oczy.
Przez dłuższy czas panowała grobowa cisza, podczas której nikt nawet nie śmiał się poruszyć.
-Muszę iść zapalić- rzuciłem w końcu, czując lekką dezorientacje i zmieszanie.
Gdy już miałem się podnieść, poczułem dłoń Neko na ramieniu. Zerknąłem na nią pytającą, na co ta, nie pewnie zbliżyła twarz do mojej.
-Nie chodź, proszę- szepnęła cicho, siadając na przeciwko mnie.
Chwilę później jej ciepłe wargi przytknęła do moich. Jej dłonie powędrowały w okolicę mojego brzucha. Chwyciłem ją delikatnie w tali przyciskając do siebie. Nie potrafiłem panować nad sobą. Pierwszy raz ogarnęła mnie potrzeba bliskości innej osoby. W Neko również dało się wyczuć tęsknotę czyjegoś dotyku. Z jej oczy nadal płynęły łzy, których było coraz mniej.
-Pożałujesz któregoś dnia tego, że się przywiązałaś- rzuciłem cicho.
-Nie myśl o tym teraz- szepnęła.
Czy, aby na pewno tego chciałem? Czemu dawałem jej zgubną nadzieję?
Ech co ja pierdolę? Czemu oszukuję sam siebie? Nie potrafiłem przyznać się samemu sobie, że Neko znaczyła dla mnie więcej niż kto inny. Była całym moim światem i nie potrafiłem znieść myśli, że może jej się coś stać.
Nie byłem w stanie dłużej tego ciągnąć. Chwyciłem ją pod uda, kładąc delikatnie na plecach. Uścisk jej dłoni na moim ramieniu nieco się nasilił, co od razu mnie ocuciło.
Z trudem oderwałem usta od jej.
-Ktoś... idzie- odchrząknąłem cicho, odwracając wzrok.
Rzeczywiście, delikatnie pukanie w drzwi rozległo się po pokoju.
-Mam tu coś dla was do jedzenia- stłumiony, ciepły głos wydobył się zza drzwi.
-Otworzę- uśmiechnęła się, wyślizgując spode mnie.
<Neko?>
Od Haneko
-Mała..-usłyszałam cichu szept. Otworzyłam powoli oczy i zobaczyłam pochylonego nad sobą Nez'a. Uśmiechnęłam się lekko i uniosłam na łokciach. Przeczesałam włosy palcami i przyjrzałam się chłopakowi. Jego bluza znowu wisiała na oparciu jednego z krzeseł. Natomiast mięśnie jego pleców kurczyły się i rozluźniały kiedy kombinował coś przy telewizorze. Patrzyłam na niego chowając się za kolanami.
-Mamy komedie i horror-mruknął podnosząc się z kucaka. Posłałam mu niepewne spojrzenie.
-Horror?-mój głos trząsł się nieznacznie.
-Nie lubisz?-spytał zawadiacko uśmiechając się do mnie.
-Lubię..-spojrzałam w bok-Ale to nie zmienia faktu, że się boję..
-Boisz się filmów?-zaśmiał się siadając obok mnie. Spuściłam wzrok. Kiedy on to wypowiedział poczułam się głupio. Pokiwałam głową potakując mruknięciem. Nez zaśmiał się serdecznie i poczochrał mi grzywkę.
-Nie masz się czego bać-powiedział wstając. Uśmiechnęłam się lekko patrząc za nim. -To co? Oglądamy najpierw komedie, a potem horror, co nie?
-Chyba tak będzie lepiej-pokiwałam głową. Brunet włożył płytę do odtwarzacza i po chwili na ekranie pojawiły się początkowe napisy. Naoko pokręcił się jeszcze chwilkę po pokoju i w końcu położył się na łóżku obok mnie. Oparłam policzek o jego ramię i zagadnęłam.
-Ile cie nie było?
-Czy ja wiem.. Z jakieś 30 minut. Dlaczego pytasz?
-Sama nie wiem..-wzruszyłam ramionami-Przysnęłam i straciłam poczucie czasu. Kiedy ja ostatni raz oglądałam film..-zaśmiałam się do siebie i przekręciłam głowę tak by patrzeć prosto na Nez'a. Czubek mojego nosa dotykał delikatnie policzka bruneta. Przyglądałam mu się przez chwilę czując coraz większą chęć pocałowania Naoko. Bycia blisko. Odchrząknęłam i odsunęłam się od niego opierając o ścianę za nami. Pozwalam sobie na zbyt dużo uczuć. Uparcie wpatrywałam się w ekran, po którym przesuwały się kolorowe obrazy. Jednak nie wiedziałam z tego nic. W głowie ciągle krążyła mi myśl o ustach Nez'a. W końcu zirytowana wbiłam paznokcie w swoje łydki i skupiłam się na fabule fimlu. Już po kilku minutach moja uwaga skupiła się w pełni na filmie i co chwila wybuchałam głośnym śmiechem.
Od Naoko
-Zmiękłeś idioto- syknąłem do siebie, zaciągając się ostatni raz, już chyba szóstą fajką.- Stanowczo za bardzo.
Schowałem praktycznie pustą paczkę do kieszeni, udając się z wolna w stronę budynku, gdzie zostawiłem towarzyszkę. Po okolicy krążyło sporo dzieciaków, drących się jak opętane. Głupie istoty. Nie dostrzegają prawdziwego świata, zamiast tego, kryjąc się w tym wykreowanych w pustych główkach.
Plątałem się po chodnikach, nie zmieniając kursu podróży, toteż chcąc, nie chcąc szybko znalazłem się pod drzwiami jadłodajni. Przyjrzałem się z wolna wnętrzu, zanim wkroczyłem do środka, jakbym szukał znajomej męskiej twarzy, która tylko czeka, by znowu dorwać się do Neko.
-Jesteś już- rzuciła dotąd nieznana mi dziewczyna, na którą tylko patrzyłem mrużąc oczy.- Jak udał Ci się spacer?
-Nie mogę narzekać- westchnąłem, wypatrując właścicielki lokalu.
-Znam miasto, więc jeśli chcesz, to chętnie Cię po nim oprowadzę. Powiedzmy tak, za... cztery godziny? Mam dłuższą przerwę, pokaże Ci co i jak. Mieszkam w sumie niedaleko, więc tam również możemy wstąpić na kawę- zaczęła, podchodząc nieco bliżej, na co tylko chwyciłem ją lekko za ramiona, przyglądając uważnie.
-Chwilowo wystarczy mi świeżego powietrza. Nie wiesz, gdzie jest kobieta?- mruknąłem.
-Na zapleczu- westchnęła, wołając kobietę.
-Pewnie szukasz Neko. Jest na górze, pokój nr 6- rzuciła z uśmiechem, wycierając ręce.
Bez słowa ruszyłem w stronę drzwi, prowadzących do pokoi. Nim, jednak udało mi się za nimi zniknąć, drogę zagrodziła mi ruda pracownica.
-To jak? Może w takim razie jutro się gdzieś przejdziemy we dwójkę? Cały dzień mam wolny- rzuciła uwodzicielsko.
-Interesująca propozycja, z której pewnie bym skorzystał, gdybym przybył tu sam. Jak sama dobrze wiesz, towarzyszy mi pewna dziewczyna, której wolałbym nie zostawiać samej sobie. Poza tym jutrzejszy dzień, mogę mieć zajęty. Ona chyba też, jeśli rozumiesz o co mi chodzi- rzuciłem z chłodnym uśmiechem, przechodząc obok niej.
- Jesteście tacy sami- przewróciła oczami.- Gdybyś zmienił zdanie, to wiesz, gdzie jestem.
"Tacy sami"? Co ona pierdoli? Najwidoczniej narzucała się większej ilości klientów, ale w takim razie... co ona tu nadal robi? Chory dzień. Jego dopełnienie nadeszło, gdy przekręciłem klamkę w drzwiach. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to łóżko, na którym leżała... Neko?
Zdziwiłem się, bo wiele razy widziałem ją na nim, ale nigdy bez większej części garderoby.
Stałem jak wryty, przyglądając się jak na jej twarz powoli wkrada się rumieniec.
-To ja może... pójdę do łazienki- rzuciłem szybko, kierując się w jej stronę.
-Nie!- krzyknęła niepewnie- Bo wiesz... tam mam ubrania
-To może lepiej siedź, ja Ci je doniosę- dodałem szybko
-Są brudne- przygryzła wargę.
Stojąc już do niej plecami, zacząłem się śmiać. Z początku starałem się to ukryć, ale w końcu zacząłem się śmiać nieco głośniej. Bez słowa zdjąłem czarną koszulkę rzucając ją w stronę łóżka.
-Czego mnie jeszcze pozbawisz? Jeśli tak bardzo Ci zależy na tym, żebym zrzucił ciuchy, wystarczy powiedzieć- zażartowałem, znikając za drzwiami łazienki.
Kąpiel nie zajęła mi zbyt długo, natomiast spędziłem około kwadransa "piorąc" ubrania dziewczyny, która czekała już pod drzwiami łazienki z ociekającymi włosami.
-Mogę już wejść?- rzuciła niepewnie, zaciskając dłoń na materiale w okolicy brzucha.
-Wyprałem Ci ciuchy, więc chyba już nie ma potrzeby- machnąłem ręką.- może odpocznij w końcu, bo jak będziesz tak dreptać cały dzień, noga szybko nie wyzdrowieje.
Szybko padłem na łóżku, przykładając głowę do miękkiej poduszki. Neko, nie mając zbytniego pomysłu na siebie, również zbliżyła się do wyrka, powoli układając się na nim.
-Zmęczony?- zagaiła
-Poprzednia noc nie należała do najwygodniejszych.
-Zgodzę się. Pani Satoshi kazała przeprosić za to, że nie znalazła Ci nic na przebranie.
-Spoko... już się przyzwyczaiłem do tego, że ktoś permanentnie pozbawia mnie ciuchów- mruknąłem przyjacielsko.
-Tak... wybacz, ale poplamiłam rzeczy, które mi dała.
-Zauważyłem. Przynajmniej moją bluzę oszczędziłaś, za co Ci niezmiernie dziękuję, bo nie miałbym już w czym dziś chodzić. Ta ruda chyba zaśliniłaby cały lokal- zażartowałem.
-Przystawiała się do Ciebie?- spojrzała nieco bojowo.
-Niestety, ale szybko ją zbyłem, chociaż jest uparta i szybko nie odpuści.
-Co za głupia szmata- warknęła.
-Wszystko jest dla ludzi mała- pstryknąłem ją lekko w nos.- A co?
-No nic- mruknęła chłodno- Nie lubię po prostu takich dziewczyn, które za wszelką cenę wcisnąć się przystojnemu facetowi do łóżka.
-A więc uważasz, że jestem przystojny?- zamyśliłem się, chwytając się za podbródek.
Neko po raz kolejny okryła się czerwonym rumieńcem na twarzy.
-No... wiesz...skoro się Tobą... zainteresowała... to pewnie tak sądzi- jąkała się.
-A ty tak nie uważasz?- zacząłem ją podpuszczać, triumfując, gdy ta ponownie wpadała w zakłopotanie.-Bo w sumie przy każdej możliwej okazji starasz się mnie rozebrać.
-Nie prawda! To nie z mojej winy- zaczęła zaprzeczać.
-Wiadome- uśmiechnąłem się.
-Nez, ja mówię poważnie
-Oczywiście, wierzę Ci mała
Podczas, gdy ona z każdym zdaniem, wpadała w większe zakłopotanie, ja fundowałem sobie, coraz lepszy kabaret.
-Ależ ty jesteś irytujący.
-Sama chciałaś, żebym się uśmiechnął- przypomniałem jej.- No co ty. Nie obrażaj się księżniczko.
-"Księżniczko"? A gdzie zapodziała się moja stała ksywka?
-Niektóre panny wymagają specjalnego traktowania raz za czas. Szczególnie te, które sądzą, że jestem przystojny i kradną mi ciuchy.
-A ty znowu z tymi ciuchami- zakryła twarz dłońmi.
Śmiejąc się, podniosłem się z łóżka, wsuwając rękę pod jej kolana, podnosząc na rękach.
-Co ty robisz? Wywalimy się zaraz- zaczęła machać nogami.
-Jak się tak będziesz wiercić to na pewno- rzuciłem łobuzersko.- Stanowczo daleko Ci jeszcze do księżniczki.
W końcu i jej udzielił się nastrój. Oboje żartowaliśmy i dogryzali na wzajem. Stanowczo się rozluźniła, jakby z jej głowy zniknęła sceny sprzed 30 minut. W końcu opadliśmy na łóżko, nadal nie mogąc złapać tchu.
-A podoba Ci się ona?- rzuciła po krótszej chwili ciszy.
-Ta ruda? Niczego sobie, ale to nie mój typ. Nie lubię takich dziewczyn, które liczą, że ciałem zdziałają wszystko. Jest zbyt bezpośrednia i ma zbyt wysokie mniemanie o sobie. Nie wygląda również na zbyt rozgarniętą- wyjaśniłem.- Jej do ideału brakuje wiele.
-Ta? Pod tym kątem oceniasz wszystkie dziewczyny?
-Te, które mnie interesują na pewno. Nie interesowały mnie nigdy takie puste laski. Wolę te, których jest już nie wiele w tych czasach. Ładnych i inteligentnych już praktycznie nie ma.
-Ta... A takie jak pani Satoshi?
-Proponujesz mi związek z matką swojej przyjaciółki?
-Nie, pytam tylko,czy jej typ urody Ci odpowiada. Jest podobna do córki.
-Całkiem ładna.
Nie wiele myśląc, wstała z łóżka, szukając czegoś w telefonie, po czym ponownie zajęła miejsce obok mnie.
-A ta?- pokazała na zdjęciu jakąś dziewczynę. Zapewne znajome z klasy.
-Nie zbyt.
-A ta?
-Całkiem ładna, ale jej sposób "bycia" wygląda na podobny do tej rudej.
Tak też przeszliśmy chyba czterdzieści zdjęć najróżniejszych znanych postaci z telewizji i jej rówieśniczek.
-A któraś Ci się tu podoba?- pokazała mi zdjęcie, na którym była ona i kilka jej koleżanek.
-W sumie to dwie są całkiem niczego sobie- rzuciłem od niechcenia, przyglądając się dłuższą chwilę.
-Które?- spytała zaciekawiona.
-Ta szatynka po lewej z zielonymi oczami...
-Rena- westchnęła- A druga.
-Ta się wyróżnia- machnąłem palcem, wskazując postać w czerwonych soczewkach i czarnych włosach.
-Myślisz, że jestem ładna?- założyła kosmyk włosów za ucho.
-Już mówiłem- przymknąłem oczy.- Niczego sobie jesteś, mała. Słuchaj, tak pomyślałem, że skoro tu trochę zostaniemy, a w pokoju mamy telewizor, to skoczę do wypożyczalni po jakieś filmy na wieczór. W sumie mogłabyś iść ze mną, ale wszystko masz jeszcze mokre.
-No.. dobra.
-Super. To tego... siedź spokojnie i postaraj się nie ubrudzić tego co masz na sobie, bo nie mam już zbyt wiele do zaoferowania jeśli chodzi o ubrania- zaśmiałem się, naciągając bluzę.
<Neko?>
Od Haneko
Od Naoko
Po krótkiej wymianie zdań, do której nie chciałem się zbytnio mieszać, usiedliśmy przy małym stoliku, nie chcąc rzucać się specjalnie w oczy. Gdy tylko kobieta zniknęła za drzwiami Haneko odpowiedziała na moje pytanie dotyczące owej osoby.
Satoshi przyniosła dwa nam dwa kubki, za które prawie od razu chwyciliśmy. Pierwszy raz od kilku dni, na twarzy Haneko pojawił się błogi wyraz. Z wolna obracałem kubkiem, zerkając to na niego, to przez okno. Ech, kolejny raz naszedł mnie ten cholerny stan zadumy i przemyśleń. Czyżby nawet wypicie kawy wiązało się z wątpliwościami i refleksją nad ogółem?
-Nez..?- Neko rzuciła wątle, przerywając rozważania, do których powróciłem zaraz po tym.
Widząc brak mojej reakcji, przemieściła się tuż obok, nadal nie zyskując tym mojej uwagi. Dopiero dalsze próby przyniosły zadowalający ją efekt.
Z wolna podążałem za nią wzrokiem, nie wypowiadając, ani słowa od momentu zniknięcia kobiety.
-Nez, uśmiechnij się.
Oparłem brodę o rękę, powracając do kubka z kawą.
-Co jest? Nie smakuje Ci? Wyglądasz na nieobecnego
-Wszystko w porządku- westchnąłem w końcu.- Mam po prostu kilka rzeczy, które nie dają mi spokoju.
-Może jestem w stanie Ci jakoś pomóc.
-Nie wydaje mi się. Mniejsza o to. Co proponujesz dalej? W końcu chodzi tu już wyłącznie o Ciebie.
Dziewczyna momentalnie przybrała melancholijny wyraz twarzy, wpatrując się w sok.
-Sama nie wiem. W sumie mogłabym tu zostać. Pomagać jej w pracy, a w zamian dostać posiłek i ciepły pokój. Z drugiej strony mam już u niej spory dług wdzięczności.
-W dodatku niedaleko stąd, jeden z ludzi Ame nas znalazł. Gdy tylko namierzą ciało, ruszą do pobliskiego miasta, by o Ciebie wypytać. Nie wiem, czy chciałabyś narobić problemów tej kobiecie- przypomniałem.
-Masz rację. Chciałabym jednak nabrać trochę sił i wypocząć przed podróżą. Zostać tu dzień lub dwa nie byłby głupim pomysłem, nie sądzisz?- zerknęła z lekkim uśmiechem, jednak i to pozostawiłem bez odpowiedzi.
-Proszę bardzo- wtrąciła wkrótce kobieta, niosąc talerze z ciepłym śniadaniem- Dla Ciebie kochana naleśniki. Takie jak robiłam wam w soboty, a dla Ciebie mój drogi... nie byłam pewna co lubisz, dlatego...
-Nie ma się czym przejmować- przerwałem jej odbierając talerz.
-No więc, jak się poznaliście? Opowiadajcie mi tu wszystko- rzuciła ciepło, przysiadając się do nas.
Neko zerknęła na mnie nieco nerwowo, nie wiedząc zbytnio co ma powiedzieć.
-Wpadliśmy na siebie przypadkiem- wtrąciłem ze stoickim spokojem.- Od słowa do słowa, wyszło na to, że zmierzamy w tym samym kierunku. Obiecałem jej, że odstawię ją, toteż nadal jesteśmy w drodze.
-Długo się znacie?
-Trochę już razem przeszliśmy- zaśmiała się, biorąc kęs naleśnika.
-A tak no... długo jesteście razem?- spytała nieco mniej śmielej, zerkając na naszą zdezorientowaną dwójkę.
Moja towarzyszka zrobiła ogromna oczy, za to ja ledwo przełknąłem to co miałem w ustach, próbując się nie zadławić.
-My nie... jesteśmy tylko znajomymi- zaczęła Neko, jednak kobieta miała już wyrobią teorię na ten temat.
-Dobrze,dobrze. To ja wam już nie będę przeszkadzać kochani. Jedzcie spokojnie, a ja za moment do was przyjdę- uśmiechnęła się szeroko, odchodząc od stolika.
-No to wtopa- zaśmiała się, na co ja tylko posłałem jej słaby uśmiech.- Nez co się dzieje? Zaczynam się martwić.
-Zupełnie nie masz o co mała- dodałem, odsuwając pusty talerz.- Muszę się przejść.
-Mogę iść z Tobą?
-Ty zostań, idź się przebierz i nie chodź nigdzie sama- poleciłem odchodząc od stołu.
-Dokąd idziesz?
-Fajki mi się skończyły. Muszę trochę pomyśleć.
-Nez nie chodź. Chcę iść z Tobą.
-Nie, mała- rzuciłem stanowczo.- Czekaj tu na mnie. Wrócę najpóźniej w południe, rozumiemy się?
Neko skinęła lekko głową, a ja opuściłem lokal. To wszystko zaczyna się robić coraz bardziej porąbane. Ame stanowczo przegina, w dodatku jej ojciec może dołączyć się do tej chorej akcji.
-Kurwa- syknąłem pod nosem.
Bez papierosów stanowczo nie da się myśleć. Najgorsze jest to, że wszystko próbuję ogarnąć w jednej chwili. Czując coraz większe zirytowanie, wszedłem do pierwszego lepszego sklepu, by zdobyć upragnioną paczkę. Rzucając wyliczoną kwotę na ladę, opuściłem sklep, błądząc po uliczkach miasta, które doprowadziły mnie do parku. Tam obrałem za cel jedną z ławek, gdzie odpaliłem papierosa. Ach, jaka ulga poczuć ich smak po tak długiej przerwie. Teraz w końcu mogę się wyciszyć.
<Neko?>
sobota, 28 listopada 2015
Od Haneko
-Co ja zrobiłam...?-z mojego gardła wydobył się ledwo słyszalny szept, po którym kolana się pode mną ugięły, a ja, próbując tłumić szloch, wylądowałam na mokrej ziemi. Jak ja mogłam kogoś zabić?! Przecież.. Ja bym tak nigdy nie postąpiła..! A... Może jednak..? Może nie znam siebie aż tak dobrze jak mi się zdaje..? Usłyszałam jak Naoko szura butami poirytowany. To sprawiło, że uspokoiłam się dosłownie natychmiast. Pomyślę o tym kiedy indziej. Nie lubiłam, kiedy Nez był na mnie zły. Miałam wtedy wrażenie, że nawet oddycham źle. Pokręciłam głową podnosząc się. Wtuliłam się bardziej w materiał i podeszłam do chłopaka.
-Co teraz..?-spytałam cicho. Brunet popatrzył na mnie i uśmiechnął się lekko.
-Idziemy coś zjeść, a potem... Sam nie wiem-wzruszył ramionami. Znajdowaliśmy się w beznadziejnej sytuacji, jednak cieszyła mnie jedna mała rzecz. Jeden fakt wywoływał na moich ustach uśmiech. Naoko stał obok mnie i, co najważniejsze, był żywy.
-Zabierajmy się stąd..-mruknęłam ciągnąc go za rękaw bluzki. Brunet popatrzył na mnie z uśmiechem i skinął głową. Z szopy wyszliśmy szybciej niż tam weszliśmy. Szłam kilka kroków przed Nez'em. Już nawet nie zwracałam uwagi na to, że kuleję. Po prostu szłam przed siebie z jedną myślą w głowie. Jestem cholernie głodna. Czułam jak żołądek ściskał mi się w środku z głodu. Coraz ciężej było mi się poruszać. Jedyne co pchało mnie na przód to fakt, że ściga nas mafia i mój ojciec. Na horyzoncie pojawiły się pierwsze budynki. Otworzyłam szerzej oczy i zerknęłam do tyłu na Naoko. Uśmiechnęłam się do niego lekko i przyśpieszyłam kroku.
Kiedy chciałam wyjść na główną ulicę brunet złapał mnie w pasie i ściągnął z powrotem w cisną uliczkę między dwa budynki. Miasteczko było małe, po chodnikach spacerowało naprawdę niewiele osób. A na przeciwko nas był niski budyneczek z wielkim szyldem jadłodajni. Próbowałam wyrwać się chłopakowi, jednak na darmo. W końcu zła odwróciłam się do niego przodem i spytałam
-No co?
-Przecież nie możesz tak tam wejść. Rozpoznają cię i..
-A co mnie to teraz obchodzi?-jęknęłam przerywając mu-Jestem tak głodna, że mogłabym iść prosto na posterunek policji. Więźniom przynajmniej dają śniadanie..-mruknęłam i wysunęłam się z ramion chłopaka. Stanęłam kilka kroków od niego i patrzyłam mu prosto w oczy z uniesioną głową.
-No dobrze..-uniósł ręce w geście poddania. Na moje usta od razu wpłynął szeroki uśmiech. Złapałam do za dłoń, która w porównaniu z moją była ogromna i pociągnęłam przez ulicę do drzwi budynku. Wraz z ich otworzeniem do naszych nozdrzy dotarł piękny zapach świeżych jajek, boczku i wielu innych pyszności, które można zjeść na śniadanie.
-Haneko?!-usłyszałam bardzo zdziwiony głos jakiejś kobiety. Popatrzyłam na kobietę, która z tacą stała przy jednym ze stolików umieszczonych między dwoma siedzeniami.
-Pani Satoshi!-zawołałam uradowana i puszczając rękę Nez'a skoczyłam w stronę kobiety. Ta rzuciła tacę na stolik i przytuliła mnie mocno. Pisnęłam, ponieważ kobieta ścisnęła mnie stanowczo za mocno. Po chwili odsunęła mnie na długość ramion i przyjrzała mi się uważnie.
-Haneko..-szepnęła bliska łez-Tak dawno cię nie widziałam.. Bardzo się zmieniłaś, dziecko!-oparła dłonie na biodrach-I dlaczego jesteś cała mokra? Jesteś może głodna? Kim jest ten młodzieniec, z którym przyszłaś? Wiesz może jak miewa się moja córka? Co ty robisz tak daleko od domu? Uwolniłaś się w końcu od tego tyrana? Masz gdzie się zatrzymać?
Zaśmiałam się serdecznie. Zdecydowanie za dużo pytań. Odwróciłam się i podeszłam do Naoko. Łapiąc go za skrawek bluzki przyciągnęłam go do starszej kobiety o blond włosach.
-To jest Na.. Nez-poprawiłam się szybko-Jest..-zerknęłam na chłopaka w poszukiwaniu pomocy.
-Jestem jej kolegą-skinął głową.
-Ah, tak..-mruknęła kobieta nie do końca wierząc w nasze słowa. Dlaczego dorośli nigdy nie wierzą w słowo "kolega"?
-Obiecuje, że wszystko opowiem pani ze szczegółami, ale czy najpierw mogłaby pani uraczyć nas śniadaniem? Ostrzegam, że nie mamy dużo pieniędzy..
-Ależ, skarbie, jesteś dla mnie jak druga córka-uśmiechnęła się szeroko kładąc mi rękę na ramieniu-Dostaniecie śniadanie za darmo. Tak samo jak pokój, do którego pójdziecie się przebrać zaraz po skończeniu jedzenia. No, a teraz usiądźcie sobie gdzieś. Zaraz przyniosę wam kawy na rozgrzanie-mrugnęła do mnie i zabierając tacę zniknęła za drzwiami prowadzącymi do kuchni. Z satysfakcją popatrzyłam na bruneta i pociągnęłam go w stronę stolika stojącego w kącie. Kiedy usiedliśmy po obu jego stronach Naoko pochylił się w moją stronę i spytał
-Kto to jest?
-To mama mojej przyjaciółki-spojrzałam w stronę kelnerki, która przyniosła nam dwa kubki. Podziękowałam jej z uśmiechem i popatrzyłam ponownie na bruneta-Kiedyś, jak jeszcze mieszkała z nią i jej ojcem, przychodziłam do nich codziennie. Większość czasu spędzałyśmy w towarzystwie jej mamy. Była dla mnie jak druga matka, choć z czasem przychodziłam do nich coraz rzadziej. Aż do momentu, w którym pan Satoshi, a teraz Soichiro, przyprowadził do domu swoją nową żonę. Pani Satoshi nie chciała być wyśmiewana przez inne kobiety w mieście dlatego uciekła zostawiając córkę z ojcem, który miał praktycznie wszystko. Ona musiała zaczynać od zera, ale jak widać..-rozejrzałam się-Udało jej się-uśmiechnęłam się do Nez'a, którego mina nie zdradzała praktycznie nic. Spojrzałam do środka swojego kubka, a mój uśmiech stał się jeszcze szerszy. Zastanawiało mnie jakim cudem ta kobieta przez tyle lat pamiętała, że nie znoszę kawy. Chwyciłam kubek w obie dłonie i napiłam się pysznego, świeżego soku pomarańczowego. Zerknęłam na kolegę, który ponuro mieszał kawą z swoim kubku. Przekrzywiłam głowę w lewo i przyjrzałam mu się uważniej.
-Nez..?-spytałam cicho, ale chłopak nie zareagował. Posmutniałam trochę. Martwiło mnie to co mogło teraz dziać się w jego głowie. Na jakiś czas byliśmy bezpieczni. Pani Satoshi nigdy nie pozwoliłaby na mój powrót do tego tyrana, jak to go sama określiła. Zmrużyłam lekko oczy i przesiadłam się na miejsce obok bruneta. Na to również nie zareagował, więc postanowiłam zwrócić jego uwagę w inny sposób. Zbliżyłam powoli twarz do jego policzka i najpierw trącnęłam go nosem, a po chwili delikatnie pocałowałam. Pod wargami czułam jego kilkudniowy zarost. Chłopak nawet nie drgnął. Jedynie jego oczy powoli przesunęły się w bok by na mnie popatrzeć. Zaśmiałam się pod nosem zakrywając usta obiema rękami.
-Nez, uśmiechnij się-powiedziałam radośnie, po czym przesiadłam się na swoje poprzednie miejsce.
Naoko?
Od Naoko
Ponure myśli ciągnęły się w nieskończoność. I dlaczego to robiłem? Czemu narażałem własną dupę? Dla Haneko... Nawet jeśli chciałbym ją zostawić, nie potrafiłbym tego zrobić dobrowolnie. Tak szczeniackie zachowanie mi nie przystoi. Przeszła wiele, być może więcej niż ja, a mimo to, nadal miała odwagę, by żyć i coś zmienić w swoim życiu.
Nawet nie wiem kiedy zasnąłem, ale wiedziałem, kto mnie obudził. O dziwo nie była to Neko, ale...
-Dzień dobry młody- znajomy głos dotarł do moich uszu.
-Czego chcesz?- syknąłem, dostrzegając postawnego "znajomego"
-Jak zwykle opryskliwy.
-Czego chcesz skurwielu?-syknąłem zniecierpliwiony, a jednocześnie przejęty brakiem dziewczyny.
-Jesteś w gorszym położeniu, więc proponuję, abyś współpracował. Ame stęsknił się za królewną, więc poprosił, bym ją przyprowadził. Jako, że jej nie spotkałem jej nigdzie w pobliżu, liczę, że ty mi powiesz, gdzie ją znajdę- ulżyło mi w tym momencie. Czyli nie zabrali jej ze sobą, więc gdzie ona jest?
-Ty idioto... myślisz, że po tym wszystkim mogłem z nią wytrzymać? Odesłałem ją w okolicę komisariatu i zgarnęli ją do domu- rzuciłem obojętnie.
-Nez... dobrze Cię znam. Nigdy nie przyprowadzałeś żadnych dziewczyn, a i na panienki nigdy z nami nie chodziłeś. To, że ją przyprowadziłeś, oznacza, że naprawdę coś dla Ciebie znaczyła, więc przestań mi tu pierdolić i gadaj, gdzie jest. Pytam ostatni raz, więc zastanów się nad odpowiedzią.
-Jak sam widzisz... nie tu- rzuciłem z cynicznym uśmiechem.
Gość zacisnął pięść, wyciągając pistolet. No cóż... w tym momencie ważne, by młoda zdążyła zwiać.
-Nie wiem gdzie masz swoją księżniczkę, ale znajdę ją bez twojej pomocy- rzucił, celując mi w głowę.
Huk wystrzału dotarł do moich uszu. O dziwo to nie ja oberwałem kulką, a... on sam? Facet padł trupem obok mnie, zalewając wszystko w okół krwią, ale... kto strzelił? Poczułem chłodny wzrok na sobie. Spojrzałem na drobną postać, pokrytą kroplami krwi. Zerwałem się szybko z podłogi, podchodząc do dziewczyny.
-Ty idiotko- chwyciłem ją, przyciskając do siebie.- Nawet nie wiesz, jak się o Ciebie bałem. Gdzie ty byłaś?
-Musiałam się przejść- rzuciła, wpatrując się w ciało mężczyzny.- Czego on chciał?
-Ame kazał Cię przyprowadzić.
-Więc chyba dobrze, że jednak mnie nie było. Przy okazji Cię uratowałam.
-Nie rób tak następnym razem. A jeśli masz zamiar, to przynajmniej mi o tym powiedz. Jeśli on nie wróci, Ame wyśle kogoś jeszcze. Nie mam ochoty po raz kolejny zastanawiać się, czy wybrałaś się na spacer, czy jesteś już z nim. Chcesz skończyć w takim miejscu w jakim było Ci spać jedną noc?
-Nie ma za co- zerknęła na mnie kątem oka.
-Przypnę Ci dzwoneczek do nogi. No nic, trzeba się zbierać- westchnąłem lustrując dziewczynę, a następnie zdjąłem bluzę.- Zdejmuj te mokre ciuchy.
Neko patrzyła na mnie podejrzliwie.
-No przecież nie możesz chodzić w mokrych rzeczach. Przeziębisz się, więc zdejmuj koszulę i ubieraj bluzę. Jak wyschnie to oddasz mi co moje.
-Nie wiem, czy...
-Nie dyskutuj młoda. Masz minutę, albo Ci pomogę- zaśmiałem się, czochrając jej grzywkę.- ruchy!
Zbliżyłem się do trupa, przeglądając jego kieszenie w poszukiwaniu chociażby i drobniaków.
<Haneko?>
wtorek, 24 listopada 2015
Od Haneko
Musing through memories,
Losing my grip in the grey.
Numbing the senses,
I feel you slipping away.
Fighting to hold on,
Clinging to just one more day
Love turns to ashes,
With all that I wish could say..
I'd die to be where you are.
I tried to be where you are.
Every night, I dream you still here.
The ghost by my side, so perfect so clear.
When I awake, you disappear,
Back to the shadows
With all I hold dear..
With all I hold dear..
I dream you're still here..
Hidden companion
Phantom be still in my heart
Make me a promise that
Time won't erase us
That we were not lost from the start.
I'd die to be where you are
I tried to be where you are
Every night, I dream you still here.
The ghost by my side, so perfect so clear.
When I awake, you disappear,
Back to the shadows
With all I hold dear..
With all I hold dear..
I dream you're still here..
I dream you're still here,
Ever slightly out of reach.
I dream you're still here,
But it breaks so easily.
I try to protect you,
I can't let you fade.
I feel you slipping..
I feel you slipping away..*
Zaśpiewałam całą piosenkę wpatrzona w strugi deszczu. Kiedy zamilkłam, głucha cisza, przerywana tylko stukaniem kropli o ściany, trwała jakby w nieskończoność. Mój umysł pogrążył się całkowicie w pustce. O niczym nie myślałam, niczego nie wspominałam.. Po prostu patrzyłam.
-Niczego sobie..-mruknął nagle Nez. Drgnęłam i odwróciłam gwałtownie głowę w jego stronę. Uśmiechnęłam się lekko.
-Jak myślisz, jak długo przyjdzie nam tu siedzieć?-zapytałam podciągając kolana pod brodę.
-Nie mam pojęcia. Ale nie zapowiada się na to by miało szybko przestać padać-mruknął, niezbyt zadowolony z tego faktu. Westchnęłam cicho przymykając oczy. Od lat się tak nie nudziłam. Uderzyłam głową kilka razy w ścianę i nagle mnie olśniło. Otworzyłam szeroko oczy i z uśmiechem popatrzyłam na bruneta. Przesunęłam się tak by siedzieć na przeciwko niego. Chłopak patrzyła na mnie lekko zdziwiony.
-Skoro mamy tu siedzieć to milej czas nam upłynie na rozmowie-uśmiechnęłam się-Ale z uwagi na to, że jesteś dość gburowaty..-z naciskiem powiedziałam to słowo.
-Ejj..-mruknął niby ponuro.
-To raczej ja będę mówić-pokazałam mu język.
-A co ci się tak humor poprawił?
-Stwierdziłam, że jeśli i tak w końcu ojciec mnie znajdzie to chce najpierw wykorzystać w pełni swoją wolność-zaśmiałam się pod nosem i zaczęłam opowiadać Nez'owi jedną ze szkolnych historii. O dziwo temat zainteresował mojego rozmówcę, który co jakiś czas zadawał pytania, gdy zbyt odbiegałam od głównego wątku. Historie praktycznie nie miały końca, bo zawsze jedna wiązała się w jakiś sposób z drugą. Co jakiś czas wybuchałam głośnym śmiechem, który był zagłuszany przez szum deszczu. Naoko uśmiechał się tylko raz bardziej, a raz mniej. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. I jestem prawie pewna, że gdyby ktoś zapytał nas o czym tak naprawdę mówiliśmy to żadne z nas nie potrafiłoby odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Nawet się nie spostrzegliśmy, kiedy zapadła noc, a nieprzenikniona ciemność ogarnęła nas i szopę. Zdziwiona rozejrzałam się dookoła.
-Jak szybko minęło..-mruknęłam.
-To fakt. Ale cały czas pada-pokręcił głową z rezygnacją. Popatrzyłam na niego w zamyśleniu.
-Czy jeśli będzie padać tak długo to nie zaleje nas tutaj?
-Po tych suszach? Nie mam mowy. Zresztą wypadałoby się przespać, nie uważasz?
Skinęłam głową i ponownie usiadłam pod ścianą. Wtem głośno zaburczało mi w brzuchu. Parsknęłam śmiechem, a po chwili zaczęłam śmiać się jeszcze bardziej. Widziałam tylko jak Nez kręci głową z pożałowaniem, mimo to z uśmiechem na ustach.
-Jutro z samego rana idziemy coś zjeść-powiedział stanowczo, a ja posłałam mu szeroki uśmiech.-No już, a teraz spróbuj zasnąć.
Oparłam się plecami o ścianę, a głowę o jego ramię przymykając oczy. Zasnęłam szybciej niż sie spodziewałam.
Otworzyłam powoli oczy. Miałam cichą nadzieje, że obudzę się już w miękkim łóżku, a obok na stoliku będzie stało śniadanie... Jednak to były nadal tylko marzenia. Westchnęłam cicho i mocniej przytuliłam policzek do ramienia Nez'a. Dopiero wtedy zorientowałam się, że jego ręka jest w moich objęciach. Uniosłam powoli głowę i rozejrzałam się nasłuchując. Deszcz nadal padał. Zastanawiałam się tylko jak to było możliwe. Nadal było bardzo ciemno, jednak miałam wrażenie, że nieco jaśniej porównując do ciemności jaka panowała kiedy zamykałam oczy. Delikatnie odsunęłam się od chłopaka i wstałam powoli, tak by go nie obudzić. Zaskakujące było to, że udało mi się wyjść z pomieszczenia cichaczem, nie budząc przy tym bruneta. Bałam się, że nawet najmniejszy szelest wyrwie go z objęć snu, jednak.. Albo się pomyliłam, albo nabrałam w domu takiej wprawy w bezszelestnym poruszaniu się. Stanęłam w miejscu gdzie kończył się dach i rozejrzałam dookoła. Czułam jak zimne krople rozbryzgują się o moje nogi i spływają po nich wywołując u mnie ciarki. Zacisnęłam dłonie w pieści i wkroczyłam w ścianę deszczu. Natychmiast ogarnęło mnie zimno. Po krótkiej chwili woda kapała mi z nosa, włosów i ubrań. Byłam przemoczona do suchej nitki, jednak chciałam przejść się kawałek dalej w te pola. Ruszyłam więc powolnym krokiem w bliżej nieokreślonym kierunku. Przez ten deszcz nie widziałam praktycznie nic. Być może dlatego po jakimś czasie uderzyłam w drzewo. Z cichym jękiem cofnęłam się pocierając czoło.
-Dlaczego ja go wcześniej nie zauważyłam..?-mruknęłam do siebie. Jak mogłam nie zauważyć dużego owocowego drzewa?! Pokręciłam głową. Postanowiłam jednak, ze jest to znak, że czas wracać do Nez'a. Na szczęście powoli przestawało padać i z daleka widziałam całą ta pseudo szopę. Dziwne... W deszczu miałam wrażenie, że odeszłam na mniejszą odległość. Pokręciłam głową nieco zdezorientowana i ruszyłam w stronę miejsca, z którego przyszłam. Już kiedy byłam kilka metrów od celu wyczułam, ze coś jest nie tak. Zaczęłam uważniej stawiać stopy i powoli zbliżałam się do drzwi. Zajrzałam do środka i zobaczyłam wielkiego mężczyznę stojącego nad Nez'em. Jeśli dobrze go kojarzyłam to był jeden z koleżków Ame'go(nie wiem jak się odmienia >.<). Poczułam, ze kamienieję kiedy zobaczyłam broń w ręce tego oprycha. Automatycznie sięgnęłam po swoją. W głębi odetchnęłam z ulgą, kiedy oplotłam palce wokół rękojeści pistoletu. Cieszyłam się, że jednak nie zdecydowałam się go oddać Nez'owi. Nie wydając najmniejszego odgłosu weszłam do "pomieszczenia" i stanęłam za mężczyzną celując lufą w tył jego głowy. Cała ociekałam wodą, nie było to zbyt przyjemne, ale wtedy liczyło się dla mnie tylko zabicie tego typa, zanim on zakończy żywot Naoko.
-Nie wiem gdzie masz swoją księżniczkę, ale znajdę ją bez twojej pomocy-wycharczał i pociągnął za spust. Huk wystrzału rozszedł się po najbliższej okolicy niestłumiony żadnymi budynkami czy czymś podobnym. Wielki facet padł martwy na podłogę, a z dziury postrzałowej w jego głowie zaczęła wypływać krew. Opuściłam broń i spojrzałam na chłopaka ocierając wierzchem dłoni kropelki krwi, które wylądowały na mojej twarzy. Powinnam się trząść, płakać czy cokolwiek... Ale nie potrafiłam. Patrzyłam na Nez'a bez żadnych uczuć w oczach. Miałam wrażenie, że w tamtej chwili byłam w stanie zabić każdego i to bez skrupułów.
Nez?
niedziela, 22 listopada 2015
Od Naoko
-No wiesz? To ja tu z własnej woli oddaje Ci baterie do telefonu, cobyś mogła pograć w jakieś dziwne gierki, a ty rzucasz nią przez całą tą szopę, w której dane nam było się schronić. I bądź tu człowieku mądry przy dziewczynach- przewróciłem oczami z lekkim uśmiechem, chcąc ją rozweselić.
-Szczerze mówić najmniejszą ochotę mam teraz właśnie na korzystanie z telefonu. Im dłużej mam go przy sobie, tym większa szansa, że mnie znajdzie.
-Nawet jeśli Cię znajdzie, nie zabierze Cię. Póki jesteśmy razem, nikt Cię nie tknie, przed dotarciem do Twojej ciotki. Tam już będziesz musiała radzić sobie sama.
-Sama?
-Naturalnie. Chyba nie sądzisz, że będę mógł tam z Tobą zostać.
-Właściwie... byłam tego świadoma od początku, ale nie potrafiłam dopuścić tej myśli do siebie, póki nie wypowiedziałeś tego na głos- przygryzła wargę, wpatrując się w zakurzoną podłogę.
-To nie moja bajka mała. Załóżmy, że taka możliwość byłaby do zrealizowania. Prędzej czy później dowiedzą się kim jestem. Mało kto chciałby mieszkać z byłym członkiem mafii, który nigdy nie zaznał nic więcej prócz bólu i przemocy. W twoim wieku byłem już zawodowym kieszonkowcem, a rok później biegle posługiwałem się kilkoma rodzajami broni palnej i białej. Nie jestem typem, który lubi się podporządkowywać. Muszę w końcu zacząć żyć jak przeciętny człowiek. Legalna praca, uczciwe zarobki... to nie będzie łatwe z uwagi na fakt, że od dawna nie miałem z niczym podobnym do czynienia- wyjaśniłem.
-Właśnie może dlatego lepiej zaczynać małymi kroczkami. Choćby i u mojego wujostwa- zaproponowała z dozą nadziei w głosie.
-Nie, mała- pokręciłem głową- Nie odnajdę się w tym środowisku. Prędzej mi do samotnika, niż duszy towarzyskiej. Poza tym wolałbym mieć w końcu coś swojego. Niewielki warsztat samochodowy, z którego bym się utrzymał. Z resztą.... zmieńmy temat. Jutro wypada coś znaleźć do jedzenia. Dziś cały dzień o pustym żołądku.
-Dlaczego po mnie wróciłeś?- drążyła dalej.-Wtedy przy motelu i kiedy Ame... no wiesz.
-Bo coś Ci obiecałem, pamiętasz? Kilka razy ty uratowałaś mi dupę przed policją, to i ja mogę się jakoś odwdzięczyć. Kto wie, może i spodoba mi się miasto, do którego zmierzamy i osiedle się gdzieś na jego obrzeżasz.
-Nie, to coś innego. Przy motelu jeśli dobrze się nie mylę, miałeś jeszcze tę myśl, by mnie zabić. Mimo wszystko wróciłeś po mnie, a mogłeś po prostu odjechać, zostawiając mnie z nimi- wbiła we mnie świdrujący wzrok, czekając na odpowiedź.
Zamilkłem na moment, wpatrując się w deszcz. Czemu wtedy tak postąpiłem? Sam nie umiem tego wyjaśnić. Dlaczego nie raz potrafiłem bez mrugnięcia okiem, przerwać tę cienką nić życia, a tym razem nie mogłem się na to zdobyć? Co mną kierowało? Czyżbym stał się miękki, a może chciałem zakończyć ten rozdział w życiu, gdzie o wszystkim decydowała broń, bezwzględność i chamstwo.
-Nie potrafię odpowiedzieć Ci na to pytanie. Sam czasem zastanawiam się czemu tak było. Oszukałbym Cię, jeśli powiedziałbym, że nie chciałem, byś nakablowała na mnie policji. Nie umiem Ci odpowiedzieć, czemu nie chciałem opuścić siedziby Ame sam, mimo, że miałem do tego świetną okazje. To tak, jakbym zapytał Cię co kierowało Twoim ojcem przez większość życia. Są rzeczy, których nikt nie potrafi wyjaśnić- przysiadłem na przeciwko niej, wpatrując się jej w oczy- Jedno jest pewne. Dotrzesz cało na miejsce i nie powinnaś się już o nic martwić do tego czasu. O wszystko zadbam.
Na jej twarzy zagościł życzliwy uśmiech, a oczy zaszkliły niczym u porcelanowych laleczek. Jej wzrok, ani na moment nie odrywał się od mojej twarzy. Wyraz jej twarzy wyglądał, jakby znała odpowiedź na wszystko co w danym momencie mnie nurtuje, mimo to milczała.
-Dziękuję- westchnęła cicho, przytulając się do mnie.
Siedziałem tak chwilę przyglądając się zajściu, aż w końcu sam oplotłem ręce w okół jej ciała.
-Nie masz za co, mała. Podjąłem się, a nie znoszę łamać danej obietnicy. A właśnie... może coś zanucisz.
-Co?!
-Wtedy w samochodzie... nie szło Ci najgorzej. Spędzimy tu trochę czasu, więc czemu by go sobie nie umilić?
<Haneko?>
piątek, 20 listopada 2015
Od Haneko
-Więc gdzie się schowamy?-spytałam rozglądając się dookoła. Byliśmy już spory kawałek od miasta, między jakimiś polami, które porastały zboża. Złociste kłosy pochylały się coraz bardziej pchane podmuchami wiatru, które z każdą chwilą przybierały na sile. Chłopak wzruszył ramionami.
-Gdzieś dalej widziałem jakiś opuszczony budynek.
Popatrzyłam na niego zaskoczona, a po chwili zaśmiałam się rozbawiona.
-Ja go nie widziałam-powiedziałam z szerokim uśmiechem.
-Jesteś za mała-zerknął na mnie z lekkim uśmiechem. Przewróciłam oczami i ruszyłam za brunetem. Faktycznie, po niedługim czasie i ja zobaczyłam owy budynek. A raczej ruinę, bo budynkiem ciężko było nazwać trzy ściany na krzyż z sufitem. Chociaż najważniejszy był właśnie sufit, by ochronić nas przed deszczem. Kiedy byliśmy już jakieś 300 metrów od tego "budynku" w jednej chwili lunęło na nas z nieba. Nez złapał mnie za rękę i pociągnął szybko w suche miejsce, żebyśmy za bardzo nie zmokli. Gdy wpadliśmy między ściany pozostałości z jakiegoś domu byliśmy, o dziwo, susi(?).
-Na szczęście-mruknął chłopak bez większego entuzjazmu, po czym nieco zdziwiony popatrzył na mnie. Zresztą kto nie byłby zdziwiony, że jakaś mała, czarnowłosa dziewczynka wpatruje się w niego z szerokim uśmiechem i śmiejącymi się oczami? Nez posłał mi pytające spojrzenie, jednak ja podeszłam do jednej ze ścian. Stanęłam w miejscu, gdzie się kończyła i wyciągnęłam otwartą dłoń przed siebie. Brunet bez słowa stanął koło mnie i patrzyła raz na mnie, a raz na moknące pola. Szeroki uśmiech przerodził się w ledwo widoczny, nostalgiczny uśmiech. Czułam jak na dłoń spadają mi zimne krople deszczu, jedna po drugiej..
-Ostatni raz miałam styczność z deszczem, jeszcze za życia mojego brata...-powiedziałam, choć tak naprawdę nie chciałam tego powiedzieć. Dopiero po wypowiedzeniu tych słów zdałam sobie sprawę, że dotarły one do uszu kolegi. Zerknęłam na niego kątem oka.
-Jak to możliwe?-popatrzył na mnie. Mimo, że w jego głosie było słychać nutkę zaciekawienia to wyraz brązowych oczu nie zmienił się ani na moment. Było to dla mnie zadziwiające i jednocześnie trochę irytujące. Wzruszyłam ramionami wracając myślami do tematu.
-Od..-urwałam na krótką chwilę-Tamtego zdarzenia... Po prostu, po śmierci brata przestałam wychodzić z domu. Wyjątkiem było wyjście do szkoły. A nigdy nie zdarzyło się by przez tyle lat, w czasie tej drogi, choć raz padał deszcz. Już zapomniałam jakie to uczucie czuć te zimne krople na skórze..
Przez następne kilkanaście minut oboje milczeliśmy pogrążeni w myślach. Wpatrzona w gęsto padający deszcz myślami wracałam do szczęśliwych czasów. Mimowolnie uśmiechnęłam się pod nosem, jednak uśmiech zniknął w momencie, kiedy we wspomnieniach pokazał się ten tyran, którego nazywałam ojcem. Potrząsnęłam głową, by odpędzić wspomnienia i spojrzałam na Nez'a. Ledwo widoczne wykrzywienie jego ust świadczyło o niemiłych myślach. Zawahałam się w myślach, jednak zbliżyłam się do niego o krok i delikatnie dotknęłam palcami jego brzucha, oczywiście przez koszulkę. Brunet jakby wyrwany z myśli drgnął i popatrzył na mnie. Uśmiechnęłam się delikatnie do niego i rozejrzałam po "pomieszczeniu".
-Nie zapowiada się na to by miało zaraz przestać-mruknął również sprawdzając wzrokiem teren.
-Czyli, że co?-spytałam, odrywając palce od wysportowanego ciała bruneta i ruszając wolnym krokiem między ścianami w głąb budynku.
-Czyli, że musimy tu jakiś czas zostać, bo nie mam ochoty moknąć-powiedział twardo i usiadł pod jedną ze ścian. Popatrzyłam na niego nieco zdziwiona, a po chwili podeszłam do niego i usiadłam obok opierając się o ścianę. Wyciągnęłam z kieszeni baterię od telefonu, którą oddał mi Nez. Obróciłam ją kilka razy w palcach, po czym rzuciłam nią o przeciwległą ścianę. Brunet popatrzył na mnie zaskoczony.
-I tak mnie znajdzie..-powiedziałam patrząc gdzieś w bok-Nie chce, żeby znalazł mnie szybciej..-pokręciłam głową i podciągnęłam kolana pod brodę.
Nez?
środa, 18 listopada 2015
Od Naoko
-Więc idziemy dalej. Może moja ciotka coś wymyśli- uśmiechnęła się na pocieszenie.
-Zapomnij. Trzeba Ci kogoś znaleźć.
-Więc co proponujesz?
-Nie wiem mała. Po prostu nie wiem. Jedyne co wiem, to to, że nie ważne, gdzie nie trafimy, i tak będziemy mieć przejebane. Tu mafia, tu policja... jesteśmy udupieni- westchnąłem, chodząc w kółko.
-Coś wymyślimy Nez- uśmiechnęła się.- A teraz może chodźmy dalej, bo to miejsce przyprawia mnie o dreszcze.
-Jak sobie życzysz. A, byłbym zapomniał. Trzymaj- podałem jej baterie do telefonu, którą zabrałem jej kilka dni temu.
-Dzięki- rzuciła życzliwie, po czym ruszyliśmy dalej.
Droga ciągnęła się nieskończenie długo. Szliśmy przed siebie, nie mając dokładnie wyznaczonej trasy, licząc, że w między czasie coś nas oświeci. I rzeczywiście, oświeciło...
-No jeszcze kurwa tego brakowało- rzuciłem oschle, wpatrując się w piorun przedzierający niebo.
-Może przejdzie.
-Nie ryzykujmy. Musimy to przeczekać, bo nie zamierzam chodzić bez celu w deszczu.
<Neko?>
poniedziałek, 16 listopada 2015
Od Haneko
-Już?-zapytał. Kiedy skinęłam głową, ponownie mnie przytulił-Wybacz, że cię z nim zostawiłem. Że cię na to naraziłem. Ale ten głupek pożałuje..
-Nie..!-krótkie słowo wyrwało się z mojego gardła, kiedy podskoczyłam jednocześnie przerywając chłopakowi. Ten popatrzył na mnie nieco zdziwiony-On cię nie oszukał..-starałam się mówić normalnie, jednak mój głos trochę się trząsł-Pomógł mi uciec z pokoju, dał broń i nauczył podstaw walki wręcz, opatrzył nogę i kazał iść z nią do prawdziwego lekarza, bo on nic więcej nie zrobi..-mówiłam coraz szybciej aż zabrakło mi tchu i zamilkłam. Nez patrzył na mnie przez chwilę w milczeniu. W końcu jednak odgarnął mi włosy z twarzy i zapytał.
-Masz przy sobie tą broń?
Skinęłam głową i pokazałam broń, którą podczas ucieczki zatknęłam za pasek od spódnicy.
-Ten facet złapał mnie z zaskoczenia.. Nie miałam czasu, żeby ja wyciągnąć...-próbowałam się wytłumaczyć w obawie, że brunet zruga mnie za to, że jej nie użyłam. Ku mojemu zdziwieniu pokręcił tylko głową.
-Tak czy inaczej musimy znaleźć jakiegoś lekarza, żeby zobaczył co z tą twoją nogą. Boli cię teraz?
-Teraz nie..-spojrzałam w bok, gdy Nez podnosił się do pionu. Popatrzyłam na niego z ziemi i uśmiechnęłam się lekko. Podał mi rękę by pomóc mi wstać. Z chęcią skorzystałam z jego pomocy, ponieważ nie odzyskałam jeszcze kontroli nad własnymi nogami. W dalszym ciągu odmawiały mi posłuszeństwa uginając się w kolanach. Spojrzałam za siebie na wielką rezydencję. Przeszły mnie silne ciarki. "Nie chcę tam już nigdy wracać" pomyślałam, a po chwili mój wzrok na powrót spoczął na Nez'ie. Po chwili wahania podeszłam do niego i przytuliłam się do niego mocno.
-Dziękuje, że mnie nie zostawiłeś... Tak strasznie się bałam...-powiedziałam cicho, a po chwili odsunęłam się od niego nieco zawstydzona, jednak z delikatnym uśmiechem na ustach.
Nez?
Od Naoko
-Nie możesz- rzuciłem do siebie w myślach, po czym ruszyłem w stronę łazienki.
Myślałem nad tym co stanie się z dziewczyną po moim wyjściu. Opuszczając ją, nie będę maił nad nią kontroli, a co za tym idzie, nie będę mógł jej chronić. Bijąc się przez dłuższą chwilę z myślami, uznałem, że pierwotny plan pozostawienia jej tu z "lekarzem", będzie lepszy, niż zabranie ją do Ame.
-Ubierz się, zaraz kogoś do ciebie przyślę to sprawdzi ci tą nogę- rzuciłem pokrótce, opuszczając pokój.
Nie wiele czasu zajęło mi znalezienie gościa, który siedzi w tym jakiś czas. Poinstruowałem go lakonicznie, prowadząc do pokoju, po czym ruszyłem do szefa.
-Nez! Jak miło Cię widzieć z samego rana. A co z Twoją przyjaciółeczką?- uśmiechnął się, próbując wyglądać na życzliwego.
-Została tam, gdzie powinna. Ale nie przyszedłem tu po to, aby o niej rozmawiać.
-Naturalnie. Napijesz się czegoś?- zaproponował, siadając na kanapie.- Więc... chyba już wiem o czym chcesz pomówić. Mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że Cię tam zostawiłem? Ale po Twojej minie widzę, że nie ma co liczyć na wybaczenie.
-Chcę wiedzieć jak to naprawdę było. Zawsze każdy skok jest dopracowywany do perfekcji. Dopiero nie dawno też zdałem sobie sprawę, że nigdy nie bawiliśmy się w pospolitych złodziei, włamujących się do banków. Jaki był Twój pierwotny zamysł- zasiadłem obok niego.
-Ech, inteligentny jesteś. Przyznaje, stałeś się niewygodny. Zyskujesz coraz większy respekt i poparcie, mimo Twojego bezczelnego zachowania, wszyscy Cię szanują. Twój sprzeciw może pociągnąć za sobą fale członków. Twoje nocne wypady, wydawały mi się wystarczająco podejrzane. Dużo osób zaczęło się tym interesować, ale widzę, że nawet tym razem zrobiłeś mi mętlik w głowie. Twoja księżniczka okazała się powodem tych ucieczek.
-Daj jej spokój. Ona nie ma z tym nic wspólnego. Skoro nie jest Ci na rękę moja obecność, to jeszcze dziś odejdę- mruknąłem, kierując się leniwie do wyjścia.
-No już będziesz uciekał? Zainteresowała mnie wczoraj Twoja znajoma, chciałem ją lepiej poznać. Swoją drogą, jest całkiem urocza i intrygująca.
-Możliwe. Chcesz się z nią pożegnać?- rzuciłem przez ramię.
-Pożegnać? Wydaje mi się, że nie będzie potrzeby- w jego oczach pojawił się złowrogi błysk.
-Co ty kombinujesz?- wzdrygnąłem się nieco.
-Chłopcy cały wieczór rozmawiali już tylko o niej. Miałeś zajebiste szczęście znajdując ją. Nie obawiaj się... będzie jej tu dobrze- westchnął swawolnie.
W tym momencie wrzawa rozpętała się na zewnątrz.
-Zajebie ich- syknąłem, biegnąc w stronę pokoju.
Dawno nie miałem takiego tempa. Byłem przekonany, że dystans, który maratończykom zająłby 10 minut, ja pokonałbym o połowę szybciej. Głupio liczyłem, że to tylko kolejna bójka między tymi cepami. Szybko dostrzegłem zarys jej sylwetki w łapach tego grubego chuja.
-Nez!- krzyknęła przerażona,próbując mu się wyrwać.
Jak do tego doszło? Jakim cudem dostali się do pokoju? Czyżby Lau był na tyle nierozsądny, by mnie oszukać? Nie było to teraz jakoś szczególnie ważne. Priorytetem było odebrać dziewczynę, zanim dojdzie do najgorszego.
-Co wy robicie?!- warknąłem, zbliżając się do rozbawionych mężczyzn.-Pojebało was?
-Ame powiedział, że tematem rozmowy będzie ona. Sądziliśmy, że chciałeś ją sprzedać.
-A co wczoraj mówiłem?! Wy tępe kurwy- pobiegłem do salonu, gdzie odbywały się wszelkie spotkania. Oczywiście był tam tam on wraz z Neko.
-Puść ją w tym momencie!- ryknąłem do niego.
-Wybacz, ale o tym zdecyduje Ame- mruknął zadowolony.
I właśnie w tym momencie wyłonił się szef w błogim nastroju.. z resztą jak zawsze.
-Nez, no nie mów, że nie chcesz się podzielić swoją księżniczką. "Co moje to i Twoje", prawda?
-Zapomnij i każ ją wypuścić, póki o to jeszcze proszę
-Nic nie zdziałasz mój drogi. Mamy przewagę, więc odejdź stąd dobrowolnie, albo zabaw się z nami.
-Jasne, chętnie odejdę, ale z nią- rzuciłem stanowczo.
-Chłopcze, zawsze musisz być taki krnąbrny? Rozejdźmy się w zgodzie, dam Ci kasę za fatygę, jeśli o to Ci chodzi
-Pierdole Twoje pieniądze! Oddaj mi dziewczynę
-Proszę Cię, nie bądź zabawny. Za dobrze Cię znam. Kasa zawsze była dla Ciebie najważniejsza. 20 tysięcy Ci wystarczy?
-Czy ty jesteś głuchy? Oddaj mi ją w tym momencie- wrzasnąłem, wyjmując pistolet, celując w jego stronę.
-Cały czas sądziłem, że żartujesz. To zmienia postać rzeczy. Szkoda, bo dość Cię lubiłem dzieciaku- machnął ręką z cynicznym uśmiechem, a kilka facetów wyciągnęło broń, celując w moją stronę.
-Zawsze taki byłeś. Wysługiwałeś się ludźmi, bo nie miałeś na tyle jaj, by pobrudzić sobie ręce. Uświadomię Cię, mam taką przewagę, że zanim ty zdążysz wydać polecenie swoim psom, ja zdążę Ci wpakować kulkę w łeb. Dlatego mówię ostatni raz, wypuść ją, każdy odejdzie w swoją stronę i mam wyjebane co się z Tobą stanie.
Ame spojrzał wrogo w moją stronę, mierząc mnie wzrokiem.
-Wiedziałem, że będą z Tobą kiedyś problemy. Jesteś jak ojciec- rzucił sucho, każąc ją wypuścić.
Ta podbiegłą do mnie w jednej chwili. Kucnąłem, przytulając ją. Ulżyło mi, gdy w końcu poczułem jej łzy na mojej koszulce.
-Już dobrze mała. Jesteś już bezpieczna- szepnąłem do niej.- Zaraz stąd wyjdziemy.
-Jakież to wzruszające- przewrócił oczami z dozą niezadowolenia w głosie- Teraz zabierajcie się stąd. Nic się nie wydarzyło. Odprowadź ich Hange
Akurat on? Facet, który niesamowicie działał mi na nerwy i trzymał ją w tych swoich grubych łapach.
-Bywaj królewno- rzucił cwaniacko, otwierając drzwi.- Ty również Naoko.
Zatrzymałem się w progu, zaciskając pięści.
-Miałeś mnie tak nie nazywać- rzuciłem cicho, uderzając go prosto w nos, z którego poleciała stróżka krwi.- I nigdy więcej się do niej nie odzywaj.
Neko nawet po wyjściu trzęsła się i płakała. Każdy jej skrawek ciała pokazywał jak wielką traumę przeżyła. Nie dziwie się, że gdy tylko opuściła posiadłość jej nogi odmówiły współpracy.
-Mała już dobrze, po wszystkim. Wybacz, że Cię na to naraziłem. Nie poddawaj się i nie pytaj dlaczego. Już nikt Cię nie skrzywdzi. Obiecuje, że Cię już nie zostawię samej, dopóki nie będę całkowicie pewien, że będziesz bezpieczna- usiadłem obok niej, przytulając.
Ona jedyne co była w stanie robić to płakać. Zalewała się słonymi łzami, próbując opanować drżenie. Cierpliwie czekałem, aż się wyciszy.
<Neko?>
niedziela, 15 listopada 2015
Od Haneko
-Może wcale nie jest tak jak ci się wydaje..?-szepnęłam, choć sama nie do końca wierzyłam w te słowa. Nez tylko westchnął. Zerknęłam na niego i przekręciłam się na bok kładąc dłoń na jego brzuchu. Po chwili cofnęłam ją jak oparzona uświadamiając sobie, że chłopakowi może to nie odpowiadać. Przez moment milczałam, a następnie przewróciłam się na drugi bok.
-To nie fair, że ja zostałam uwolniona od koszmaru, skoro inni cierpią..-szepnęłam wpatrując się w okno-Wolałabym nadal tkwić w piekle, w zamian za twoje szczęśliwe życie z matką..-nie byłam pewna czy brunet to słyszał, więc po prostu zamknęłam oczy próbując zasnąć.
Rano obudziło mnie szturchanie. Powoli otworzyłam oczy i ziewnęłam podnosząc się do siadu. Zobaczyłam, że brunet stoi ubrany przy drzwiach.
-Nez?-spytałam patrząc na niego uważnie.
-Ubierz się, zaraz kogoś do ciebie przyślę to sprawdzi ci tą nogę. A ja idę pogadać z Ame-mruknął i natychmiast zniknął za drzwiami. Przez moment siedziałam osłupiała na łóżku i dopiero po chwili dotarły do mnie słowa chłopaka. Przestraszona chciałam szybko podnieść się z łóżka, jednak zaplątana byłam w kołdrę, więc z piskiem runęłam na ziemię. Z pomrukiem podniosłam się z podłogi i zabierając z krzesła swoje rzeczy weszłam do łazienki. Wyszłam z niej szybciej niż weszłam wygoniona przez nerwowe pukanie do drzwi pokoju. Otworzyłam je natychmiast zapinając ostatnie trzy guziki bluzki. Błękitne oczy mężczyzny stojącego obok Nez'a natychmiast zatrzymały sie na rozpiętej koszulce.
-To jest Lau. Sprawdzi co z twoją nogą-zerknął na blondyna i popatrzył na mnie-Pamiętasz moje słowa z wczoraj, prawda? A ty się pilnuj-posłał ponury wzrok mężczyźnie, wepchnął go do pokoju i zamknął nas na klucz tak jak mówił poprzedniego dnia. Popatrzyłam na Lau, który uśmiechnął się do mnie miło. Było to dziwne zachowanie jak na takie miejsce, więc nieco wystraszona cofnęłam się o krok.
-Spokojnie Haneko. No..-wskazał gestem ręki łóżko-Siadaj i pokaż mi co z tą twoją nogą.
Posłusznie usiadłam na skraju materaca i przesunęłam lekko nogę stronę kucającego faceta. Ten dotknął delikatnie sinego miejsca, na co syknęłam głośno. Blondyn pokręcił głową podnosząc się nieco.
-Nie jest dobrze..-mruknął i odwrócił się w stronę krzesła. Dopiero teraz zobaczyłam, że postawił tam jakąś teczkę, z której wyciągnął jakiś zastrzyk, bandaż i coś co wyglądało jak granat. Popatrzyłam na niego krzywiąc się, na co Lau zaśmiał się serdecznie.
-Naprawdę nie masz się czego obawiać. Nie chce zrobić ci krzywdy, bo szanuje tego skurczybyka. Szczwany lis z niego, skoro uciekł przed glinami. I w dodatku zwinął taką ładną dziewczynę jak ty-popatrzył na mnie z uśmiechem. Widząc w moich oczach strach dodał nieco cieplej-Nie bój się. Mam córkę w twoim wieku i nie chciałby, żeby ktoś się nią bawił czy co gorsza, zgwałcił. Tobie chce tylko pomóc..-mówiąc to położył pustą strzykawkę obok mojej ręki. Spojrzałam na nią zdziwiona. Nawet nie poczułam ukłucia.-Natomiast od strony reszty możesz czuć się zagrożona. Nawet powinnaś.
Zerknęłam na niego zaskoczona, kiedy bandażował mi nogę.
-Zastrzyk powinien pomóc, a bandaż zakryje brzydkiego siniaka. Nieźle musiałaś przywalić, skoro tak bardzo spuchła ci ta noga.. Jeśli spotkasz Nez'a powiedz mu, że tylko tyle mogłem zrobić. To nie wygląda na stłuczenie, a na coś gorszego.. Powinniście odwiedzić prawdziwego lekarza.
-Dobrze..-powiedziałam cicho i podniosłam się do pozycji stojącej.
-Słyszałem, że nie umiesz się bić. A to niedobrze..
Skinęłam głową. Słyszałam to samo od Nez'a. I choć wcześniej nie widziałam w tym wielkiego problemu, to teraz zaczynałam rozumieć na czym on polegał. Nez'a przy mnie nie było i w razie potrzeby powinnam umieć obronić się sama. Chociaż sądzę iż z tak wielkim gościem i tak nie miałabym szans.
-Jesteś zgrabna, więc pewnie zwinna..-Lau zmierzył mnie spojrzeniem-A to daje ci plusy w walce z takimi facetami jak ja. Walka wręcz. Po pierwsze, zasłaniaj twarz i brzuch. Jeśli pozwolisz przeciwnikowi uderzyć się w brzuch, marny twój los. Twarz chroń pięściami. Bądź nieco zgięta by chować najczulszy punkt. Po drugie, ugięte nogi i wyprowadzanie ciosu. Zawsze trzymaj sie na ugiętych nogach, łatwiej na nich balansować. Kiedy wyprowadzasz cios staraj się kierować pięść po prostej ze skrętem. Rozumiesz? Wtedy cios jest bardziej precyzyjny i bolesny. Pokaż co zrozumiałaś-wyprostował się splatając ręce na klatce. Patrzył na mnie z góry, ale nie czułam wyższości z jego strony. Dlatego też posłusznie przyjęłam pozycję na ugiętych nogach z pięściami przed twarzą.
-Brawo-powiedział uśmiechnięty-A teraz cios.
Wyprowadziłam szybko pieść w przód, po prostej skręcając dłoń o sto osiemdziesiąt stopni.
-Zuch dziewczynka-pogłaskał mnie po głowie z szerokim uśmiechem, który natychmiast zniknął-Niestety nie mogę cie nauczyć więcej. Ale musisz stąd uciekać, Ame ma spięcia z Nez'em i z wielką chęcią zrobi sobie z ciebie zabaweczkę.
-Co..?-patrzyłam na mężczyznę wielkimi oczami. Przestraszona spojrzałam na drzwi, za którymi słychać było jakieś szepty. Tak cholernie chciałam, żeby pojawił się w nich ten gburowaty brunet..
-Masz-szepnął mi prosto do ucha wciskając w dłoń coś ciężkiego i zimnego. Spojrzałam na swoją rękę, w której trzymałam czarny pistolet.
-Ale...
-Musisz się czymś przed nimi bronić-przerwał mi i zaczął mnie pchać w stronę drzwi.-Kiedy je wyważą, w pokoju pojawi się biały dym, będziesz musiała uciec stąd niezauważona najszybciej jak umiesz, jasne? Skręć w prawo, potem sama musisz znaleźć jakoś wyjście.
Skinęłam głową. Nie bardzo podobał mi się ten plan, ale wizja wybycia z tej posiadłości pchała mnie do przodu. Przylgnęłam do ściany zaraz przy drzwiach i stałam sie uspokoić oddech. W takiej sytuacji było to naprawdę trudne, jednak po chwili oddychałam już równomiernie. W momencie, gdy mężczyźni wyważyli drzwi Lau rzucił na podłogę coś co wcześniej przypominało mi granat. Natychmiast zaczął wypływać z tego gęsty biały dym, który w jednej chwili ogarnął cały pokój i część korytarza. Zacisnęłam dłoń na broni i śmignęłam między wielkimi facetami kuląc sie i starając się nich nie dotykać. Na szczęście udało mi się to i mogłam pobiec, na tyle o ile można biec z bolącą nogą, wzdłuż korytarza. Kiedy moim oczom ukazały sie otwarte drzwi na zewnątrz ucieszyłam się w środku.. Lecz za wcześnie. W jednej sekundzie jakieś wielkie łapska oplotły mnie przyciskając mi ręce do ciała i podniosły w powietrze. Pisnęłam, kiedy ten ktoś zaczął zaciskać swoje dłonie na moich żebrach.
Nez?
Od Naoko
"Dziękuje za wszystko"? Zdziwiły mnie jej słowa, a jednocześnie sprawiły... a ja wiem? Zrobiło mi się jakoś przyjemniej. Zaśmiałem się cicho pod nosem.
-Nie powiem, zaskoczyłaś mnie tym- dodałem po chwili.
-W pozytywnym tego słowa znaczeniu, prawda?
-Raczej tak. Jest Ci ciepło?- rzuciłem w końcu, na co odparła skinieniem głowy.- A więc dobrej nocy. Jutro, gdy pójdę pogadać z Ame, zawołam tu kogoś, żeby obejrzał Twoją nogę.
-Sam mówiłeś, żeby nie przebywać samemu w towarzystwie Twoich znajomych.
-Wiem, ale z Twoją nogą nie jest najlepiej, a ja nie mogę Cię nosić cały czas. Zamknę was tutaj, a jeśli Cię tylko tknie nie tak jak powinien, masz mi powiedzieć. Nie odpowiadaj teraz. Po prostu zaśnij i powiesz mi jutro.
Tak też zrobiła. Jej oczy zamknęły się momentalnie, a ja przełożyłem rękę przez jej ciało. Może da jej to nieco więcej poczucia bezpieczeństwa, kto wie... w każdym razie ja nie dałem rady zasnąć. Zbyt wiele chodziło mi po głowie. Sam nie wiem jak długo to trwało, gdy ktoś nagle zapukał do drzwi. Nie miałem ochoty wstawać, ale gość był wyjątkowo natarczywy, toteż uniosłem się powoli, by nie obudzić dziewczyny.
Otwarłem drzwi, wpatrując się w chłopaka nie wiele starszego ode mnie.
-Czego?- rzuciłem oschle.
-Ame uznał, że nie jesteś zbyt opiekuńczy dla swojej chudziutkiej królewny, dlatego kazał wam przynieść trochę jedzenia- podał nam tacę, na której był standardowy posiłek szefa.
-Coś jeszcze?- spytałem niecierpliwie, widząc, jak chłopak z ciekawością zerka mi przez ramię.
-Zastanawiam się, czy ona Ci...
-Chuj Cię to parszywa kurwo. Nara-przerwałem mu, zamykając drzwi.- Co za pojeb.
Jedzenie położyłem na stoliku, po czym szturchnąłem lekko dziewczynę, by ta się obudziła.
-Co się stało?- przetarła oczy, siadając na łóżku.
-Wcinaj- dodałem.-Ame przysłał chłopaka. I w sumie dobrze, bo dopiero teraz zorientowałem się, że nic nie jadłaś cały dzień.
-Miło z jego strony- rzuciła wesoło.
-Ta... to jak Ci się u nas podoba?
-Szczerze mówiąc nie czuje się tu jakoś specjalnie komfortowo, mając świadomość, że po całej posiadłości kręcą się Twoi znajomi, ale pomijając to, jest całkiem miło.
-Nie zostaniemy tu długo, najwyżej jeszcze jeden dzień, więc szybko odetchniesz. Mimo wszystko czułbym się pewnie, jeśli nauczysz się bronić.
-Wszystko w swoim czasie. Na razie mam Ciebie, więc nie muszę się martwić- podsumowała, odstawiając pusty talerz.
Pokręciłem głową z lekkim uśmiechem, po czym ułożyłem się obok dziewczyny.
-Tęsknisz czasem za matką?- rzuciła w końcu.
-Każdego dnia o tym myślę, mimo, że ofiarowałem jej więcej uczucia, niż ona mi. Chciałem, żeby to wszystko potoczyło się inaczej. Żebyśmy mieszkali bez ojca, prowadzili normalne życie... teraz nie musiałabyś tu być- westchnąłem ciężko.
<Haneko?>
sobota, 14 listopada 2015
Od Haneko
Wraz z zamknięciem się za mną drzwi od pokoju tego wielkiego faceta ogarnął mnie jeszcze większy strach i jednocześnie uciekło ze mnie jakieś napięcie spowodowane tymi wszystkimi mężczyznami. Popatrzyłam na szefa mojego kolegi, który rozsiadł się wygodnie w swoim fotelu. Podrapał się po brodzie i zmierzył mnie całą krytycznym wzrokiem, po czym zatrzymał spojrzenie na moich nogach. Zgadywałam, że albo patrzył na spuchniętą nogę, albo na stare siniaki.
-Co ci się stało, moja mała?-zapytał wskazując palcem poniżej moich kolan.
-Nie zauważyłam samochodu przebiegając przez ulicę-odpowiedziałam. Bałam się, że mój głos będzie się trząsł ze strachu i zdenerwowania. Jednak był on nad wyraz spokojny i, co jeszcze dziwniejsze, chłodny, ale nie za bardzo. W środku odetchnęłam z wielką ulgą.
-Nez, dlaczego na nią nie uważałeś?-zapytał jakby zły, lecz nie czekał na odpowiedź bruneta. Cały czas jego wzrok mierzył mnie uważnie rejestrując każdy, nawet ten najmniejszy ruch.-Jak się nazywasz?
-Haneko Fumi-odpadłam po krótkiej chwili ciszy. Nie byłam pewna, czy powinnam podawać swoje prawdziwe dane. O tym Nez mi nie wspominał, niestety..
-Gdzieś już chyba o tobie słyszałem...-zmrużył oczy zastanawiając się. Cholera.. Zaklęłam w myślach. Jak mogłam być taka głupia?
-Ahhh... To ciebie szukają w całym kraju, tak? Wpasujesz się do nas-zaśmiał się trochę ponuro i podniósł z siedzenia.-Umiesz może się bić? To bardzo przydatna umiejętność.
Pokręciłam szybko głową.
-Szkoda. Ale moi chłopcy z wielką chęcią cię tego nauczą, skarbie. A teraz pewnie jesteście zmęczeni i chcielibyście wypocząć. Któryś z chłopców zaprowadzi cię do twojego pokoju.
-Wolałbym, żeby została ze mną-twardym głosem wtrącił się brunet, Zerknęłam na niego z wielką ulgą. Wizja spania samej w pokoju nie podobałam mi się w ogóle. Zwłaszcza po zobaczeniu tych spojrzeń i... Ughr.
-Jeśli nie będzie wam ciasno-Ame wzruszył ramionami, choć było widać, że nie był z tego zadowolony. Po chwili odprawił nas gestem ręki, a my posłusznie opuściliśmy pokój. Gdy tylko drzwi zamknęły się przed moim nosem rozluźniłam dłonie spoglądając na nie. Miałam w nich głęboko odbite paznokcie. Pokręciłam głową i skamieniałam czując na sobie czyjś wzrok.
-Czy ta mała jest twoja?-zapytał jakiś ochrypły głos. W jednej chwili przez całe moje ciało przeszły ciarki, a żołądek splótł się w supeł i gdybym tylko miała co, to zwróciłabym jego zawartość.
-Odpierdol się od niej-warknął Nez. Spojrzałam na niego nieco zaskoczona, ale z wdzięcznością. Chłopak złapał mnie za rękę i poprowadził do jednego z pokoi, najprawdopodobniej należącego wcześniej do niego. Nez przekręcił kluczyk w drzwiach, dla pewności, że nikt tu nie wejdzie i rzucił się na łóżko. Stałam ze splecionymi za plecami dłońmi i przyglądałam się chłopakowi. Dopiero po chwili postanowiłam rozejrzeć się po pomieszczeniu.
-Ale luksusy..-szepnęłam do siebie.
-Takie życie w gangu-westchnął brunet i wyciągnął z kieszeni papierosa. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem i spojrzałam na drugie drzwi.
-Tam jest łazienka?-spytałam.
-Nie. To są drzwi do raju-mruknął. Zaśmiałam się pod nosem mówiąc
-Jak dla mnie łazienka to raj.
-Jak chcesz to idź się myć.. Albo nie. Ja idę pierwszy-mówiąc to podniósł się z łóżka i zniknął za drzwiami łazienki.
-A mogę wziąć jedną z twoich koszulek?-zapytałam nieco głośniej.
-Jasne. Są w szafie-do moich uszu doleciał nieco przytłumiony głos zza drzwi. Skinęłam głową i wyciągnęłam czarną koszulkę.
Wyszłam z łazienki w bieliźnie i czarnej koszuli Nez'a, która spokojnie mogłaby robić za moją sukienkę. Z końcówek włosów kapała mi wciąż woda, ale na to nie mogłam nic poradzić. Popatrzyłam na łóżko, na którym rozwalony leżał brunet. A może raczej spał. Zaśmiałam się bardzo cicho i odłożyłam swoje ubrania na jedno z krzeseł. Podeszłam do niego przekrzywiając głowę w prawo i przyglądając się mu uważnie. Znowu był tylko w bokserkach, co w sumie było zabawnym widokiem. Ale tez i.... Nie potrafiłam odwrócić wzroku od jego umięśnionego ciała. Z uwagą badałam wzrokiem każdy jego skrawek, do momentu, w którym nie podskoczyłam słysząc za drzwiami jakąś bójkę. Nez wstał prawie natychmiast i spojrzał na mnie. Wielkimi ze strachu oczami patrzyłam się na drzwi, w które ktoś uderzał. Brunet chciał już do nich podejść, lecz uderzenia przeniosły sie dalej, a po chwili zupełnie ucichły.
-Nie bój się, tu jest tak zawsze-powiedział patrząc na mnie.
-Yhm..-jęknęłam nie czując się od tych słów pewniej.
-No chodź. Powinnaś się w końcu wyspać. Może będzie ci wygodnie, księżniczko-ostatnie słowo powiedział z tak figlarnym przekąsem, że nie mogłam się nie uśmiechnąć. Po dłuższej chwili leżałam już obok niego na miękkim materacu. Przez cały czas moje ciało było ogarnięte przez strach, dlatego niewiele myśląc przytuliłam się do Nez'a. Nie wiem czy to wcześniejsze zapewnienie, czy fakt, że go tu szanują sprawiał, że im bliżej niego byłam tym bardziej bezpieczna się czułam.
-Dziękuje za wszystko...-mruknęłam pod nosem i wtuliłam się w chłopaka jeszcze bardziej. "Jeszcze tego pożałujesz" zdążyłam usłyszeć własny głos w głowie.
Nez?