poniedziałek, 2 listopada 2015

Od Naoko

Zamyśliłem się na moment. Cóż mogłem opowiedzieć dziewczynie, którą znam jeden dzień. Nawet ludzie w grupie znali jedynie moje imię i wiek.
-Mógłbym- zerknąłem na nią z lekkim uśmiechem.
-Więc?- spytała po chwili ciszy.
-Co? Udzieliłem odpowiedzi na Twoje pytanie- rzuciłem z triumfem w głosie.
-Oj no weź- mruknęła niezadowolona.
-Dobra... Mam 19 lat. Moja rodzina była... Ojciec pił, bił matkę i mnie, a ona szarą zwykłą istotą, która akceptowała wszystko co robił, bo rzekomo robił to, bo nas kochał. Poniżał ją, sprowadzał do domu kumpli, którym musiała oddać nawet porcję własnego posiłku, żeby ojciec nie wyżywał się na niej. Ja byłem mały... miałem zaledwie 5 lat, ale powoli rozumiałem, że ojciec jest złym człowiekiem. Prosiłem mamę, by coś z tym zrobiła, ale za każdym razem mówiła, że tak musi być. I tak do 13 roku życia znosiłem to wszystko dla niej, aż do momentu, w którym pamiętnego dnia, podniósł rękę na matkę. Olałem szkołę, by się nią zająć. Dostała wieczorem taki wycisk, że nie potrafiła się podnieść bez grymasu bólu na twarzy. Kilka godzin później, ojciec wrócił do domu... najebany, jak zwykle z resztą. Zapytał czemu nie jestem w szkole i właśnie, gdy dowiedział się, że zostałem dla niej, ponownie chciał ją uderzyć, tyle, że w porę ją zasłoniłem, przez co wyżył się na mnie. Rezultat? Podbite oko, pęknięte dwa żebra, zwichnięty nadgarstek i liczne siniaki. Od tego momentu starałem się być zawsze blisko niej, gdy ten skurwiel wracał do domu, by wyżywał się na mnie. W tamtej chwili nie wiem nawet jak bardzo pragnąłem, by zdechł. Gdy miałem 15 lat zacząłem się stawiać. Nie raz on oberwał ode mnie, ale nigdy nie robił tego jakoś dotkliwie ze względu na mamę, która była świadkiem tych zdarzeń. Wtedy też olałem szkołę. Na wszelkie możliwe sposoby starałem się zdobyć trochę drobnych, by przeznaczyć je na posiłek dla naszej dwójki. Stworzyć taki głupi fałszywy obrazek rodziny, która siedzi przy jednym stole przy obiedzie. Miesiąc później zadzwonił telefon, niby zwyczajny, ale nie wiem nawet jak bardzo ucieszyła mnie wieść od gościa w słuchawce. Zadowolony zbliżyłem się do matki oznajmiając jej, że ojciec nie żyje. Stała nieruchomo i... po prostu płakała. Rozkleiła się.. liczyłem, że to łzy szczęścia, albo to chwilowy szok, ale płakała ciągle. Płakała za tym tępym chujem, który okładał ją regularnie każdego dnia. Byłem wściekły. Tyle dla niej zrobiłem, a ona nawet nie uroniła łzy, gdy ojciec mnie katował, pomagałem jej. Wyszedłem z domu i od tego momentu nie przekroczyłem więcej jego progu. Dołączyłem do mafii, raz w miesiącu pozwalałem sobie zbliżyć do tej starej meliny, w której się wychowywałem, żeby popatrzeć jak sobie radzi. Chyba znalazła pracę, bo wyglądała na nieco lepiej ubraną, zawsze stała w kuchni gotując coś. Może by mnie to nie bolało, ale... nawet mnie nie szukała. Zajęta była sobą i opłakiwaniem tego pijaka. Nie obchodził jej własny syn. Tak też w ciągu jednego roku straciłem całą rodzinę, ale też i znalazłem nową- zacisnąłem ręce na kierownicy. Mimo, iż po tyle lat minęło, nadal targają mną emocje, gdy o tym wspominam.
-Ojcu jestem wdzięczny tylko za jedno... nauczył mnie radzić sobie samemu, a mafia ukształtowała mój charakter. Teraz, dzięki nim wszystkim jestem w stanie sam sobie radzić, nie liczyć na nikogo, bo wiem, że to jest zgubne- dokończyłem, zerkając na dziewczynę.

<Neko?>


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz