poniedziałek, 30 listopada 2015

Od Naoko

Przytuliłem dziewczynę, skupiając pół swojej uwagi na ekranie telewizora, a drugie na niej. Każdy jej najmniejszy ruch był przeze mnie odnotowywany. Starałem się nieco przystopować, by dzisiejszy wieczór nie zaszedł za daleko, aby Neko nie zraziła się na samym początku.
O dziwo próbowała skupić całą moją uwagę na sobie, siadając na mnie. Z każdą chwilą przesuwała się milimetr po milimetrze, aż w końcu jej brzuch stykał się już niemalże z moim.
-Nie chcę, żebyś znikał..-dodała po raz kolejny, po czym wpiła swoje usta w moje, by mieć nadzieję, że nie zaprzeczę. Moja dłoń, powędrowała w okolice jej szyi, stopniowo schodząc niżej. Nawet nie zauważyłem, kiedy zsunąłem ją pod koszulkę, gładząc jej skórę. Ponownie chwyciłem ją za uda, kładąc na plecak. Tym razem nieco brutalniej niż ostatnio, jednak nie przerwało nam to. Klęczałem nad nią zgarbiony, opierając jedną dłoń o poduszkę, a drugą nadal miałem kontakt z jej ciałem. W końcu, gdy stanowczo chwyciła mnie za pasek, przyciągając do siebie, opamiętałem się.
Co ja kurwa robię? Nie mogę tego zrobić. Nie teraz.
Wyprostowałem się, zerkając na nią nieco chłodno.
-Co się stało?- spojrzała na mnie nieco zaskoczona.
-Nie mogę- odwróciłem wzrok.- Twoje dawne przeżycia mogą źle to zakończyć. Nie chcę zrobić Ci krzywdy, a tym bardziej pogłębić Twojego dawnego urazu. Wolałbym, żebyś nie musiała tego robić, ze mną.
-Czemu? Nie rozumiem.
-Dobrze wiesz kim jestem, znasz moją przeszłość, jaki był mój ojciec... przesiąkłem tą cholerną patologią. Mafią, brutalnością i przemocą. Nie jestem facetem dla Ciebie. Może teraz tego nie rozumiesz, ale to wszystko w końcu Cię złamie i odbije na Tobie. Nie chcę, żebyś skończyła jak moja matka, czy też Twoja. Potrafię zadać ból bez skrupułów, ale nie potrafię zadać go Tobie- usiadłem na łóżku, opierając łokcie o nogi.
-Wiem jaki jesteś, ale też wiem, że jesteś odpowiedzialny, opiekuńczy i nigdy mnie nie zranisz świadomie. Rozumiem, że to dla Ciebie za dużo jak na jeden dzień. Może rzeczywiście dla nas obu to zbyt duża zmiana, nowa sytuacja, do której musimy przywyknąć. Wiem też, że dawno nie byłam do nikogo tak przywiązana- uśmiechnęła się, siadając obok.
-Chodź tu mała- objąłem ją, kładąc się na łóżku.- Pójdę zapalić i będziemy się kłaść.
-Niech będzie- dodała życzliwie.- Mogę iść?
-Jeśli chcesz- narzuciłem na siebie bluzę, czekając na nią przy drzwiach.
Ta momentalnie naciągnęła buty, owijając się kocem.
-Tak pójdziesz?- skwitowałem z lekkim uśmiechem.
-Czemu nie?- odpowiedziała zadziornie, marszcząc przy tym nos.
Oboje wyszliśmy do restauracji, gdzie pani Satoshi myła blat.
-I jak wam minęło?- spytała troskliwie.
-Przyjemnie- Neko spojrzała na mnie spod grzywki.- Za moment wrócimy.
Nie czekając na odpowiedź, opuściliśmy lokal, kierując się za budynek, gdzie prawdopodobnie, znajdowała się ściana z naszym oknem.
-Tak sobie myślę- zacząłem, odpalając papierosa.- Może zostaniemy tu parę dni. W sumie mamy, gdzie spać, ciepłą wodę, jedzenie. W sumie moglibyśmy też przy tym nieco zarobić.
-Rozwiń proszę myśl- przekręciła głowę, bacznie mi się przyglądając.
-Codziennie przychodzą nowe dostawy, a pudła do lekkich nie należą, więc kobieta musi się pewnie sporo namęczyć, by wnieść je do środka, nie wykluczone, że samodzielnie. Może ja bym się tym zajął, a ty pomagała jej w kuchni. Ona w zamian, zaoferuje nam... jako takie warunki do życia, a i może coś nam do kieszeni wpadnie.
-A gdzie Twoja standardowa regułka, że nie możemy nigdzie zostawać zbyt długo?- zażartowała.
-Dalej tak sądzę, ale lepsze to niż, jakiś festyn, gdzie pałęta się setki osób. W dodatku Twoja noga nadal nie jest jeszcze w najlepszym stanie. A jeśli mamy dach nad głową, to można zebrać siły przed dalszą podróżą.
-Czemu nie? Porozmawiam z nią jutro na ten temat.
-To ustalone- pociągnąłem ostatni raz, rzucając niedopałek na beton.- Teraz chodźmy, bo jest kurewsko zimno.
Neko skinęła głową, idąc drogą powrotną. Oczywiście przywitał nas uprzejmy uśmiech kobiety, ale też i ponure spojrzenie rudej pracownicy, która wyglądała, jakby talerze, które miała w rękach miały zaraz stać się jej narzędziem zbrodni.
-Chcecie coś może zjeść, kochani?
-Chętnie, ale chyba będziemy się już kłaść. Zjemy najwyżej jutro- przeciągnąłem się.
-W porządku. Gdybyście zgłodnieli w nocy, możecie iść do kuchni i coś sobie przygotować. W razie co, obudźcie mnie. Mieszkam w 10.
Skinęliśmy głową, udając się do pokoju.
-Nie chcę mi się spać- usiadła na łóżku, uśmiechając się figlarnie.
-Chcesz, chcesz. Kładź się, bez dyskusji- zarządziłem, kładąc się obok niej.
-Nez... nie bądź taki- zaczęła mnie szturchać.- Nie zasypiaj!
-Połóż się skrzacie, albo Ci pomogę- mruknąłem, zamykając oczy.
Ona jednak nadal szarpała mnie za rękaw, mrucząc pod nosem. Chwyciłem ją za dłonie przyciągając do siebie.
-Męczący z Ciebie dzieciak- szepnąłem jej do ucha.
-Dzieciak? Zaledwie 3 lata młodsza jestem od Ciebie- prychnęła, próbując się uwolnić.
-Co nie zmienia faktu, że młodsza, a teraz spróbuj zasnąć.
-Tyle, że mi się wcale nie chce spać- jęczała, niezadowolona.
-To włącz sobie telewizor. Mnie to nie zrobi żadnej różnicy- zakryłem twarz dłonią.
-Same nudy. Horroru sama nie dokończę, a komedii nie mam ochoty oglądać drugi raz.
-To zróbmy tak- rzuciłem zrezygnowany- Masz dwadzieścia minut na robienie czego Ci się podoba, a potem kładziesz się obok i zasypiasz. Zgoda?

<Haneko?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz