Wczesnym rankiem uniosłem się z łóżka, będąc już gotowym na konfrontacje z Ame. Przez dłuższą chwilę patrzyłem na dziewczynę z podkurczonymi nogami. Jej siniaki pokrywały praktycznie każdy centymetr nóg, mimo to zgrabne i pełne gracji.
-Nie możesz- rzuciłem do siebie w myślach, po czym ruszyłem w stronę łazienki.
Myślałem nad tym co stanie się z dziewczyną po moim wyjściu. Opuszczając ją, nie będę maił nad nią kontroli, a co za tym idzie, nie będę mógł jej chronić. Bijąc się przez dłuższą chwilę z myślami, uznałem, że pierwotny plan pozostawienia jej tu z "lekarzem", będzie lepszy, niż zabranie ją do Ame.
-Ubierz się, zaraz kogoś do ciebie przyślę to sprawdzi ci tą nogę- rzuciłem pokrótce, opuszczając pokój.
Nie wiele czasu zajęło mi znalezienie gościa, który siedzi w tym jakiś czas. Poinstruowałem go lakonicznie, prowadząc do pokoju, po czym ruszyłem do szefa.
-Nez! Jak miło Cię widzieć z samego rana. A co z Twoją przyjaciółeczką?- uśmiechnął się, próbując wyglądać na życzliwego.
-Została tam, gdzie powinna. Ale nie przyszedłem tu po to, aby o niej rozmawiać.
-Naturalnie. Napijesz się czegoś?- zaproponował, siadając na kanapie.- Więc... chyba już wiem o czym chcesz pomówić. Mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że Cię tam zostawiłem? Ale po Twojej minie widzę, że nie ma co liczyć na wybaczenie.
-Chcę wiedzieć jak to naprawdę było. Zawsze każdy skok jest dopracowywany do perfekcji. Dopiero nie dawno też zdałem sobie sprawę, że nigdy nie bawiliśmy się w pospolitych złodziei, włamujących się do banków. Jaki był Twój pierwotny zamysł- zasiadłem obok niego.
-Ech, inteligentny jesteś. Przyznaje, stałeś się niewygodny. Zyskujesz coraz większy respekt i poparcie, mimo Twojego bezczelnego zachowania, wszyscy Cię szanują. Twój sprzeciw może pociągnąć za sobą fale członków. Twoje nocne wypady, wydawały mi się wystarczająco podejrzane. Dużo osób zaczęło się tym interesować, ale widzę, że nawet tym razem zrobiłeś mi mętlik w głowie. Twoja księżniczka okazała się powodem tych ucieczek.
-Daj jej spokój. Ona nie ma z tym nic wspólnego. Skoro nie jest Ci na rękę moja obecność, to jeszcze dziś odejdę- mruknąłem, kierując się leniwie do wyjścia.
-No już będziesz uciekał? Zainteresowała mnie wczoraj Twoja znajoma, chciałem ją lepiej poznać. Swoją drogą, jest całkiem urocza i intrygująca.
-Możliwe. Chcesz się z nią pożegnać?- rzuciłem przez ramię.
-Pożegnać? Wydaje mi się, że nie będzie potrzeby- w jego oczach pojawił się złowrogi błysk.
-Co ty kombinujesz?- wzdrygnąłem się nieco.
-Chłopcy cały wieczór rozmawiali już tylko o niej. Miałeś zajebiste szczęście znajdując ją. Nie obawiaj się... będzie jej tu dobrze- westchnął swawolnie.
W tym momencie wrzawa rozpętała się na zewnątrz.
-Zajebie ich- syknąłem, biegnąc w stronę pokoju.
Dawno nie miałem takiego tempa. Byłem przekonany, że dystans, który maratończykom zająłby 10 minut, ja pokonałbym o połowę szybciej. Głupio liczyłem, że to tylko kolejna bójka między tymi cepami. Szybko dostrzegłem zarys jej sylwetki w łapach tego grubego chuja.
-Nez!- krzyknęła przerażona,próbując mu się wyrwać.
Jak do tego doszło? Jakim cudem dostali się do pokoju? Czyżby Lau był na tyle nierozsądny, by mnie oszukać? Nie było to teraz jakoś szczególnie ważne. Priorytetem było odebrać dziewczynę, zanim dojdzie do najgorszego.
-Co wy robicie?!- warknąłem, zbliżając się do rozbawionych mężczyzn.-Pojebało was?
-Ame powiedział, że tematem rozmowy będzie ona. Sądziliśmy, że chciałeś ją sprzedać.
-A co wczoraj mówiłem?! Wy tępe kurwy- pobiegłem do salonu, gdzie odbywały się wszelkie spotkania. Oczywiście był tam tam on wraz z Neko.
-Puść ją w tym momencie!- ryknąłem do niego.
-Wybacz, ale o tym zdecyduje Ame- mruknął zadowolony.
I właśnie w tym momencie wyłonił się szef w błogim nastroju.. z resztą jak zawsze.
-Nez, no nie mów, że nie chcesz się podzielić swoją księżniczką. "Co moje to i Twoje", prawda?
-Zapomnij i każ ją wypuścić, póki o to jeszcze proszę
-Nic nie zdziałasz mój drogi. Mamy przewagę, więc odejdź stąd dobrowolnie, albo zabaw się z nami.
-Jasne, chętnie odejdę, ale z nią- rzuciłem stanowczo.
-Chłopcze, zawsze musisz być taki krnąbrny? Rozejdźmy się w zgodzie, dam Ci kasę za fatygę, jeśli o to Ci chodzi
-Pierdole Twoje pieniądze! Oddaj mi dziewczynę
-Proszę Cię, nie bądź zabawny. Za dobrze Cię znam. Kasa zawsze była dla Ciebie najważniejsza. 20 tysięcy Ci wystarczy?
-Czy ty jesteś głuchy? Oddaj mi ją w tym momencie- wrzasnąłem, wyjmując pistolet, celując w jego stronę.
-Cały czas sądziłem, że żartujesz. To zmienia postać rzeczy. Szkoda, bo dość Cię lubiłem dzieciaku- machnął ręką z cynicznym uśmiechem, a kilka facetów wyciągnęło broń, celując w moją stronę.
-Zawsze taki byłeś. Wysługiwałeś się ludźmi, bo nie miałeś na tyle jaj, by pobrudzić sobie ręce. Uświadomię Cię, mam taką przewagę, że zanim ty zdążysz wydać polecenie swoim psom, ja zdążę Ci wpakować kulkę w łeb. Dlatego mówię ostatni raz, wypuść ją, każdy odejdzie w swoją stronę i mam wyjebane co się z Tobą stanie.
Ame spojrzał wrogo w moją stronę, mierząc mnie wzrokiem.
-Wiedziałem, że będą z Tobą kiedyś problemy. Jesteś jak ojciec- rzucił sucho, każąc ją wypuścić.
Ta podbiegłą do mnie w jednej chwili. Kucnąłem, przytulając ją. Ulżyło mi, gdy w końcu poczułem jej łzy na mojej koszulce.
-Już dobrze mała. Jesteś już bezpieczna- szepnąłem do niej.- Zaraz stąd wyjdziemy.
-Jakież to wzruszające- przewrócił oczami z dozą niezadowolenia w głosie- Teraz zabierajcie się stąd. Nic się nie wydarzyło. Odprowadź ich Hange
Akurat on? Facet, który niesamowicie działał mi na nerwy i trzymał ją w tych swoich grubych łapach.
-Bywaj królewno- rzucił cwaniacko, otwierając drzwi.- Ty również Naoko.
Zatrzymałem się w progu, zaciskając pięści.
-Miałeś mnie tak nie nazywać- rzuciłem cicho, uderzając go prosto w nos, z którego poleciała stróżka krwi.- I nigdy więcej się do niej nie odzywaj.
Neko nawet po wyjściu trzęsła się i płakała. Każdy jej skrawek ciała pokazywał jak wielką traumę przeżyła. Nie dziwie się, że gdy tylko opuściła posiadłość jej nogi odmówiły współpracy.
-Mała już dobrze, po wszystkim. Wybacz, że Cię na to naraziłem. Nie poddawaj się i nie pytaj dlaczego. Już nikt Cię nie skrzywdzi. Obiecuje, że Cię już nie zostawię samej, dopóki nie będę całkowicie pewien, że będziesz bezpieczna- usiadłem obok niej, przytulając.
Ona jedyne co była w stanie robić to płakać. Zalewała się słonymi łzami, próbując opanować drżenie. Cierpliwie czekałem, aż się wyciszy.
<Neko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz