niedziela, 8 listopada 2015

Od Haneko

Skinęłam lekko głową i spojrzałam w dal pogrążając się na moment w myślach. Nie lubiłam do tego wracać, ale.. Chyba byłam mu to winna. Otuliłam się ramionami. Przez minutę, próbowałam zebrać się w sobie i wydusić z gardła choć jedno słowo, jednak miałam je tak bardzo ściśnięte, że trudno mi było nawet oddychać. W końcu jednak zaczęłam powoli trzęsącym się głosem.
-Kiedyś.. Moja rodzina była większa.. Nie byłam jedynaczką. Miałam młodszego brata.. Między nami było 5 lat różnicy. Wtedy.. Kiedy on się urodził wszystko było dobrze.. Ojciec był moim oparciem i ulubieńcem. Po prostu bohaterem..-zaśmiałam się ponuro-A matka była.. Wiecznie uśmiechniętą kobietą, która czerpała radość ze wszystkiego. Byliśmy zwykłą rodziną.. Wiesz..-uśmiechnęłam się lekko na wspomnienie-Niedzielne obiadki przy wspólnym stole, wieczorne wypad do wesołego miasteczka i tym podobne.. Do czasu-spojrzałam na chłopaka, a mój delikatny uśmiech gdzieś zniknął-Miałam osiem lat, kiedy ojciec wyjątkowo wcześniej wrócił z pracy i zastał w domu matkę, która przy kieliszku rozmawiała ze swoim dawnym przyjacielem.. Wtedy ujawniła się jego prawdziwa natura. Zrobił awanturę, którą słyszała cała ulica. Pobił matkę i mnie, bo akurat byłam w pobliżu. Wtedy bratu jeszcze się nie zebrało, bo w czas wepchnęłam go do szafy. Po tamtym dniu ojciec nigdy nie był już taki sam. Zawsze chodził wkurzony do granic możliwości, oddychanie przy nim kończyło się mnóstwem siniaków. Starałam się z bratem schodzić mu z drogi najbardziej jak się dało.. Ale przyszedł dzień urodzin tego malucha.. Matka obiecała mu, że w ten dzień, na swoje trzecie urodziny dostanie wyjątkowy prezent, który przyniesie listonosz... Akurat kiedy rozległo się pukanie do drzwi siedziałam w swoim pokoju i nie mogłam go zatrzymać.. Gdy usłyszałam ten radosny krzyk i szybkie zbieganie ze schodów, wiedziałam, że rozpęta się piekło..-zacisnęłam dłonie w pięści, a oczy zaczęły powoli zachodzić mi łzami. Mój głos trząsł się coraz bardziej, ale starałam się mówić wyraźnie, by Nez zrozumiał słowa wypływające z mojego gardła-Wybiegłam z pokoju i skacząc po pięć stopni wylądowałam przed drzwiami.. Wtedy rozległ się ryk wściekłości ojca i ten... Przeraźliwy krzyk strachu.. Szybko zajrzałam do kuchni, a to co zobaczyłam.....-ucięłam na chwilę, czując jak uginają się pode mną nogi. Po chwili upadłam na kolana i nie przejmując się tym kontynuowałam-On go trzymał.. Za to małe ramie.. Takiego bezbronnego.. We łzach.. Kiedy na mnie spojrzał to widziałam w jego oczach strach.. Tam nie było nic więcej, rozumiesz..? Nic poza strachem.. A przecież wcześniej był taki szczęśliwy.. To były jego urodziny.... Wtedy zauważyłam błyszczący przedmiot w dłoni tego... Tego skurwiela.. Nim zrozumiałam, że to nóż.. Oczy mojego... Małego brata.. Kochanego... Wypełniła pustka... A cała kuchnia zalała się krwią.. Pamiętam, że wtedy z mojego gardła... Nie wydobył się nawet... Jeden, krótki krzyk... Nic.. Rozumiesz..? Byłam tak przerażona.. Widziałam jak go zabił.. Bez skrupułów, własnego syna.. Nie wiem co działo się potem, bo w głowie mam już tylko pustkę.. Pamiętam jeszcze tylko pogrzeb, na którym płakałam tylko ja... Ani ojciec, ani matka.. Nie wzruszyło ich to.. Śmierć ich jedynego syna.. I.. Mam w pamięci obrazy jak ją aresztowali.. Matkę.. Bo się do tego przyznała.. Była zbyt głupia, by wystawić swojego kochanego męża.. Kurwa, zabił jej trzyletniego syna, a ona poszła za niego siedzieć!-nie potrafiłam się już powstrzymywać, więc wybuchnęłam głośno płaczem. Jednak po chwili ze zdziwieniem poczułam jak chłopak lekko mnie obejmuje. Chyba mówił coś pod nosem, ale ja w uszach miałam tylko krzyk brata.. Ten przeraźliwy.. Który nękał mnie w koszmarach..
-No już, nie rycz, mała-usłyszałam nagle wyraźne słowa bruneta skierowane wprost do mojego ucha. Wzięłam powoli głęboki wdech i trochę się uspokoiłam.
-Ale szybko ją zwolnili, bo udowodniono, że ona nie była w stanie tego zrobić. A ojca nie złapali.. Nie mam pojęcia jakim cudem się wymigał..-zmrużyłam oczy-Ale to go niczego nie nauczyło. Wciąż był tym skurwielem.. Choć przestał nas bić.. Przynajmniej na jakiś czas. Jednak.. Kiedy matka znowu zaszła w ciąże.. Znowu powróciło piekło.. Dowiedziała się o tym, akurat kiedy ojciec był w delegacji. Dlatego kiedy tylko wrócił, nie wiedzieć czemu po ponad miesiącu, uznał, że matka go zdradziła. Pobił ją wtedy.. Po raz kolejny.. Pobił ją tak bardzo, że poroniła.. Z każdym dniem nienawidziłam go coraz bardziej... Ale co ja mogłam mając 14 lat..? Z każdym miesiącem było tylko coraz gorzej. Dostawało mi się coraz częściej, za nic.. Za to, że mam czelność nadal żyć.. Bo powinnam zdechnąć tak samo jak brat i nienarodzona siostra.. A ta głupia szmata dalej kochała go ponad wszystko.. I broniła go.. Zawsze przyznawała mu racje, przez co obrywało mi się jeszcze bardziej.. Zresztą nadal mam siniaki.. Między innymi dlatego noszę leginsy, by zakryć to czego ludzie nie chcą widzieć.. W końcu.. Nauczyłam się znajdywać w życiu codziennym szczęście.. Radość w zwykłych sytuacjach.. Zawsze byłam pozytywną osobą.. I nie chciałam się zmienić.. Dlatego mimo wszystko stałam się być radosna, by nie wzbudzać niczyich podejrzeń.. Ale kilka dni temu przesadził.. Ona zresztą też..-nagle zaczęłam trząść się mimo woli-Upił się, nie po raz pierwszy.. Kazał matce zawołać mnie z góry.. A potem stwierdził, że... Że ona ma się wynieść z pokoju.. Bo.. Bo chciał ze mną... Chciał mnie...-urwałam czując jak wokół mojego gardła zaciska się niewidzialna nić i zaciska bardzo mocno. Miałam wrażenie, że płuca zapadają mi się z każdym wdechem coraz bardziej. Nie mogłam złapać oddechu, a każda próba bolała niemiłosiernie. A na dodatek przed oczami cały czas widziałam jego.. I te jego łapy.. Zamrugałam szybko, próbując sobie uświadomić, że przecież udało mi się uciec od niego.. Ale to było na nic.. Cały czas miałam przed sobą tą jego mordę...


Nez?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz