Skinęłam głową z lekkim uśmiechem patrząc w stronę ciemnych burzowych chmur.
-Więc gdzie się schowamy?-spytałam rozglądając się dookoła. Byliśmy już spory kawałek od miasta, między jakimiś polami, które porastały zboża. Złociste kłosy pochylały się coraz bardziej pchane podmuchami wiatru, które z każdą chwilą przybierały na sile. Chłopak wzruszył ramionami.
-Gdzieś dalej widziałem jakiś opuszczony budynek.
Popatrzyłam na niego zaskoczona, a po chwili zaśmiałam się rozbawiona.
-Ja go nie widziałam-powiedziałam z szerokim uśmiechem.
-Jesteś za mała-zerknął na mnie z lekkim uśmiechem. Przewróciłam oczami i ruszyłam za brunetem. Faktycznie, po niedługim czasie i ja zobaczyłam owy budynek. A raczej ruinę, bo budynkiem ciężko było nazwać trzy ściany na krzyż z sufitem. Chociaż najważniejszy był właśnie sufit, by ochronić nas przed deszczem. Kiedy byliśmy już jakieś 300 metrów od tego "budynku" w jednej chwili lunęło na nas z nieba. Nez złapał mnie za rękę i pociągnął szybko w suche miejsce, żebyśmy za bardzo nie zmokli. Gdy wpadliśmy między ściany pozostałości z jakiegoś domu byliśmy, o dziwo, susi(?).
-Na szczęście-mruknął chłopak bez większego entuzjazmu, po czym nieco zdziwiony popatrzył na mnie. Zresztą kto nie byłby zdziwiony, że jakaś mała, czarnowłosa dziewczynka wpatruje się w niego z szerokim uśmiechem i śmiejącymi się oczami? Nez posłał mi pytające spojrzenie, jednak ja podeszłam do jednej ze ścian. Stanęłam w miejscu, gdzie się kończyła i wyciągnęłam otwartą dłoń przed siebie. Brunet bez słowa stanął koło mnie i patrzyła raz na mnie, a raz na moknące pola. Szeroki uśmiech przerodził się w ledwo widoczny, nostalgiczny uśmiech. Czułam jak na dłoń spadają mi zimne krople deszczu, jedna po drugiej..
-Ostatni raz miałam styczność z deszczem, jeszcze za życia mojego brata...-powiedziałam, choć tak naprawdę nie chciałam tego powiedzieć. Dopiero po wypowiedzeniu tych słów zdałam sobie sprawę, że dotarły one do uszu kolegi. Zerknęłam na niego kątem oka.
-Jak to możliwe?-popatrzył na mnie. Mimo, że w jego głosie było słychać nutkę zaciekawienia to wyraz brązowych oczu nie zmienił się ani na moment. Było to dla mnie zadziwiające i jednocześnie trochę irytujące. Wzruszyłam ramionami wracając myślami do tematu.
-Od..-urwałam na krótką chwilę-Tamtego zdarzenia... Po prostu, po śmierci brata przestałam wychodzić z domu. Wyjątkiem było wyjście do szkoły. A nigdy nie zdarzyło się by przez tyle lat, w czasie tej drogi, choć raz padał deszcz. Już zapomniałam jakie to uczucie czuć te zimne krople na skórze..
Przez następne kilkanaście minut oboje milczeliśmy pogrążeni w myślach. Wpatrzona w gęsto padający deszcz myślami wracałam do szczęśliwych czasów. Mimowolnie uśmiechnęłam się pod nosem, jednak uśmiech zniknął w momencie, kiedy we wspomnieniach pokazał się ten tyran, którego nazywałam ojcem. Potrząsnęłam głową, by odpędzić wspomnienia i spojrzałam na Nez'a. Ledwo widoczne wykrzywienie jego ust świadczyło o niemiłych myślach. Zawahałam się w myślach, jednak zbliżyłam się do niego o krok i delikatnie dotknęłam palcami jego brzucha, oczywiście przez koszulkę. Brunet jakby wyrwany z myśli drgnął i popatrzył na mnie. Uśmiechnęłam się delikatnie do niego i rozejrzałam po "pomieszczeniu".
-Nie zapowiada się na to by miało zaraz przestać-mruknął również sprawdzając wzrokiem teren.
-Czyli, że co?-spytałam, odrywając palce od wysportowanego ciała bruneta i ruszając wolnym krokiem między ścianami w głąb budynku.
-Czyli, że musimy tu jakiś czas zostać, bo nie mam ochoty moknąć-powiedział twardo i usiadł pod jedną ze ścian. Popatrzyłam na niego nieco zdziwiona, a po chwili podeszłam do niego i usiadłam obok opierając się o ścianę. Wyciągnęłam z kieszeni baterię od telefonu, którą oddał mi Nez. Obróciłam ją kilka razy w palcach, po czym rzuciłam nią o przeciwległą ścianę. Brunet popatrzył na mnie zaskoczony.
-I tak mnie znajdzie..-powiedziałam patrząc gdzieś w bok-Nie chce, żeby znalazł mnie szybciej..-pokręciłam głową i podciągnęłam kolana pod brodę.
Nez?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz