Popatrzyłam na niego smutno. "Za to byłabym nadal w domu.." pomyślałam smuto, jednak na głos nic nie powiedziałam. Położyłam się obok niego i popatrzyłam w sufit.
-Może wcale nie jest tak jak ci się wydaje..?-szepnęłam, choć sama nie do końca wierzyłam w te słowa. Nez tylko westchnął. Zerknęłam na niego i przekręciłam się na bok kładąc dłoń na jego brzuchu. Po chwili cofnęłam ją jak oparzona uświadamiając sobie, że chłopakowi może to nie odpowiadać. Przez moment milczałam, a następnie przewróciłam się na drugi bok.
-To nie fair, że ja zostałam uwolniona od koszmaru, skoro inni cierpią..-szepnęłam wpatrując się w okno-Wolałabym nadal tkwić w piekle, w zamian za twoje szczęśliwe życie z matką..-nie byłam pewna czy brunet to słyszał, więc po prostu zamknęłam oczy próbując zasnąć.
Rano obudziło mnie szturchanie. Powoli otworzyłam oczy i ziewnęłam podnosząc się do siadu. Zobaczyłam, że brunet stoi ubrany przy drzwiach.
-Nez?-spytałam patrząc na niego uważnie.
-Ubierz się, zaraz kogoś do ciebie przyślę to sprawdzi ci tą nogę. A ja idę pogadać z Ame-mruknął i natychmiast zniknął za drzwiami. Przez moment siedziałam osłupiała na łóżku i dopiero po chwili dotarły do mnie słowa chłopaka. Przestraszona chciałam szybko podnieść się z łóżka, jednak zaplątana byłam w kołdrę, więc z piskiem runęłam na ziemię. Z pomrukiem podniosłam się z podłogi i zabierając z krzesła swoje rzeczy weszłam do łazienki. Wyszłam z niej szybciej niż weszłam wygoniona przez nerwowe pukanie do drzwi pokoju. Otworzyłam je natychmiast zapinając ostatnie trzy guziki bluzki. Błękitne oczy mężczyzny stojącego obok Nez'a natychmiast zatrzymały sie na rozpiętej koszulce.
-To jest Lau. Sprawdzi co z twoją nogą-zerknął na blondyna i popatrzył na mnie-Pamiętasz moje słowa z wczoraj, prawda? A ty się pilnuj-posłał ponury wzrok mężczyźnie, wepchnął go do pokoju i zamknął nas na klucz tak jak mówił poprzedniego dnia. Popatrzyłam na Lau, który uśmiechnął się do mnie miło. Było to dziwne zachowanie jak na takie miejsce, więc nieco wystraszona cofnęłam się o krok.
-Spokojnie Haneko. No..-wskazał gestem ręki łóżko-Siadaj i pokaż mi co z tą twoją nogą.
Posłusznie usiadłam na skraju materaca i przesunęłam lekko nogę stronę kucającego faceta. Ten dotknął delikatnie sinego miejsca, na co syknęłam głośno. Blondyn pokręcił głową podnosząc się nieco.
-Nie jest dobrze..-mruknął i odwrócił się w stronę krzesła. Dopiero teraz zobaczyłam, że postawił tam jakąś teczkę, z której wyciągnął jakiś zastrzyk, bandaż i coś co wyglądało jak granat. Popatrzyłam na niego krzywiąc się, na co Lau zaśmiał się serdecznie.
-Naprawdę nie masz się czego obawiać. Nie chce zrobić ci krzywdy, bo szanuje tego skurczybyka. Szczwany lis z niego, skoro uciekł przed glinami. I w dodatku zwinął taką ładną dziewczynę jak ty-popatrzył na mnie z uśmiechem. Widząc w moich oczach strach dodał nieco cieplej-Nie bój się. Mam córkę w twoim wieku i nie chciałby, żeby ktoś się nią bawił czy co gorsza, zgwałcił. Tobie chce tylko pomóc..-mówiąc to położył pustą strzykawkę obok mojej ręki. Spojrzałam na nią zdziwiona. Nawet nie poczułam ukłucia.-Natomiast od strony reszty możesz czuć się zagrożona. Nawet powinnaś.
Zerknęłam na niego zaskoczona, kiedy bandażował mi nogę.
-Zastrzyk powinien pomóc, a bandaż zakryje brzydkiego siniaka. Nieźle musiałaś przywalić, skoro tak bardzo spuchła ci ta noga.. Jeśli spotkasz Nez'a powiedz mu, że tylko tyle mogłem zrobić. To nie wygląda na stłuczenie, a na coś gorszego.. Powinniście odwiedzić prawdziwego lekarza.
-Dobrze..-powiedziałam cicho i podniosłam się do pozycji stojącej.
-Słyszałem, że nie umiesz się bić. A to niedobrze..
Skinęłam głową. Słyszałam to samo od Nez'a. I choć wcześniej nie widziałam w tym wielkiego problemu, to teraz zaczynałam rozumieć na czym on polegał. Nez'a przy mnie nie było i w razie potrzeby powinnam umieć obronić się sama. Chociaż sądzę iż z tak wielkim gościem i tak nie miałabym szans.
-Jesteś zgrabna, więc pewnie zwinna..-Lau zmierzył mnie spojrzeniem-A to daje ci plusy w walce z takimi facetami jak ja. Walka wręcz. Po pierwsze, zasłaniaj twarz i brzuch. Jeśli pozwolisz przeciwnikowi uderzyć się w brzuch, marny twój los. Twarz chroń pięściami. Bądź nieco zgięta by chować najczulszy punkt. Po drugie, ugięte nogi i wyprowadzanie ciosu. Zawsze trzymaj sie na ugiętych nogach, łatwiej na nich balansować. Kiedy wyprowadzasz cios staraj się kierować pięść po prostej ze skrętem. Rozumiesz? Wtedy cios jest bardziej precyzyjny i bolesny. Pokaż co zrozumiałaś-wyprostował się splatając ręce na klatce. Patrzył na mnie z góry, ale nie czułam wyższości z jego strony. Dlatego też posłusznie przyjęłam pozycję na ugiętych nogach z pięściami przed twarzą.
-Brawo-powiedział uśmiechnięty-A teraz cios.
Wyprowadziłam szybko pieść w przód, po prostej skręcając dłoń o sto osiemdziesiąt stopni.
-Zuch dziewczynka-pogłaskał mnie po głowie z szerokim uśmiechem, który natychmiast zniknął-Niestety nie mogę cie nauczyć więcej. Ale musisz stąd uciekać, Ame ma spięcia z Nez'em i z wielką chęcią zrobi sobie z ciebie zabaweczkę.
-Co..?-patrzyłam na mężczyznę wielkimi oczami. Przestraszona spojrzałam na drzwi, za którymi słychać było jakieś szepty. Tak cholernie chciałam, żeby pojawił się w nich ten gburowaty brunet..
-Masz-szepnął mi prosto do ucha wciskając w dłoń coś ciężkiego i zimnego. Spojrzałam na swoją rękę, w której trzymałam czarny pistolet.
-Ale...
-Musisz się czymś przed nimi bronić-przerwał mi i zaczął mnie pchać w stronę drzwi.-Kiedy je wyważą, w pokoju pojawi się biały dym, będziesz musiała uciec stąd niezauważona najszybciej jak umiesz, jasne? Skręć w prawo, potem sama musisz znaleźć jakoś wyjście.
Skinęłam głową. Nie bardzo podobał mi się ten plan, ale wizja wybycia z tej posiadłości pchała mnie do przodu. Przylgnęłam do ściany zaraz przy drzwiach i stałam sie uspokoić oddech. W takiej sytuacji było to naprawdę trudne, jednak po chwili oddychałam już równomiernie. W momencie, gdy mężczyźni wyważyli drzwi Lau rzucił na podłogę coś co wcześniej przypominało mi granat. Natychmiast zaczął wypływać z tego gęsty biały dym, który w jednej chwili ogarnął cały pokój i część korytarza. Zacisnęłam dłoń na broni i śmignęłam między wielkimi facetami kuląc sie i starając się nich nie dotykać. Na szczęście udało mi się to i mogłam pobiec, na tyle o ile można biec z bolącą nogą, wzdłuż korytarza. Kiedy moim oczom ukazały sie otwarte drzwi na zewnątrz ucieszyłam się w środku.. Lecz za wcześnie. W jednej sekundzie jakieś wielkie łapska oplotły mnie przyciskając mi ręce do ciała i podniosły w powietrze. Pisnęłam, kiedy ten ktoś zaczął zaciskać swoje dłonie na moich żebrach.
Nez?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz