Przewróciłam oczami i zaśmiałam się pod nosem.
-Jeśli pytasz o szemrane towarzystwo to siedzi obok mnie-popatrzyłam na niego rozbawiona. Chłopak tylko przewrócił oczami. Uśmiechnęłam się szerzej do niego, mimo, że skupiony był na drodze.
-To są naprawdę porządni ludzie-powiedziałam odwracając wzrok w stronę okna.
-Przecież mówiłaś, że mają na pieńku z policją..-przypomniał chłopak. Skinęłam głową i założyłam kosmyk czarnych włosów za ucho.
-Owszem, ale nie powiedziałam, że są mordercami. Wujek jest wynalazcą, jednak większość ze swoich "składników" do wymyślanych przez siebie maszyn sprowadza z innych kontynentów. Niekoniecznie legalnie..-skrzywiłam się lekko-Ciocia jest.. Szaloną chemiczką, czy jakkolwiek nazwać kogoś kto wysadza własny dom podczas eksperymentów. Sąsiedzi ciągle się na nią skarżą. Jest jeszcze ich syn, Martin..-urwałam nagle. Westchnęłam cicho i dotknęłam delikatnie zranionej nogi. Kątem oka widziałam, jak chłopak zerknął szybko na mnie.
-I co z nim?-zapytał chłodno. Objęłam się ramionami. Od jego chłodnego tonu, naprawdę robiło się chłodniej.
-W sumie nic.. Poza tym, że nie jest do końca normalny..-poczułam jak przeszły mnie ciarki na wspomnienie tamtej pamiętnej akcji z siekierą. Czy ja w rodzinie mam kogoś normalnego? Bo odnoszę wrażenie, że jednak nie.
-To znaczy?
Odchrząknęłam i popatrzyłam za okno. Mijaliśmy ostatnie budynki naszego miasta. Moje marzenie na reszcie się spełniało.. Nie mogłam w to uwierzyć. Nie potrafiłam uwierzyć w to, że w końcu uwolnię się od rodziny.. Od tego wszystkiego co mnie przytłaczało.. Pokręciłam głową i zaśmiałam się ponuro pod nosem. Przecież to nie możliwe. Gdziekolwiek będę przeszłość będzie razem ze mną. Będzie kroczyć krok w krok, przypominając o sobie w najmniej odpowiednich momentach. Przeszłości nie da się zgubić. Zawsze czai się gdzieś koło nas. Jak cień. Jak potwór, który ujawnia się tylko w odpowiedniej dla niego porze. Moje myśli znowu schodzą na niewłaściwy tor. Powinnam się cieszyć. Chociaż przez te kilka chwil będę wolna..
Spojrzałam na chłopaka i delikatnie się uśmiechnęłam. Właściwie wcześniej nie miałam czasu by przyjrzeć mu się dokładnie. Znaczy przyjrzeć nie pod kątem porywacza czy jakiegoś gbura, choć w pewny stopniu nadal nim był.
-Co?-Nez zerknął na mnie. Uśmiechnęłam się szeroko.
-Nic. Myślę jakim to gburem jesteś-wzruszyłam ramionami-Skoro mogę ci zadać jedno pytanie to... Powiedz coś o sobie.
-To nie jest pytanie-mruknął.
-Hm..-zaczęłam się zastanawiać. Nie bardzo wiedziałam jak zrobić z tego pytanie, ale w końcu coś przyszło mi do głowy-Przepraszam..-powiedziałam słodziutkim głosikiem ciągnąć chłopaka za rękaw od bluzki-Czy byłby pan tak miły i opowiedział mi coś o sobie?-spojrzałam na niego oczkami szczeniaczka, powstrzymując się od wybuchnięcia śmiechem.
Nez?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz