wtorek, 15 grudnia 2015
Od Naoko
-Nie wywiniesz mi się dziś- pocałowałem jej ucho.
-Najpierw wylecz żebra- szturchnęła mnie lekko w bok, na co się zgiąłem.
Dotarliśmy do lokalu właściwie ostatni, bądź jako jedni z ostatnich. Nie byłem w stanie stwierdzić, zwłaszcza, że spora grupka, ściskała się przy młodej parze. Miałem niezły wstręt do ludzi po ostatnich wydarzeniach, ale starałem się to ukryć, pod jak zwykle zmęczonym wyrazem twarzy. Neko natomiast promieniała szczęściem. Niespożyta energia w każdej chwili mogła zmusić ją do specyficznego zachowania.
Ech i co tu robić? Nie czułem się zbyt komfortowo w takim towarzystwie. Nigdy nie czułem się dobrze wśród normalnych ludzi. Wzrok każdego człowieka odbierałem jako prowokację, albo chęć dominacji.
-Coś nie tak?- Neko zwróciła się do mnie, gdy próbowała mnie pociągnąć w głąb sali, na co ja nadal stałem w miejscu.
-Wszystko dobrze, mała. Zastanawiam się tylko jak długo tu jeszcze wytrzymamy.Zaczęło robić się dość niebezpiecznie. Wkrótce Ame znowu wyślę kogoś za nami, w dodatku Twój ojciec
-Ojciec? A co on ma do tego?- przekręciła głowę.
-Satoshi Ci nie mówiła?- szepnąłem jej do ucha.
-Zaczynam się obawiać. Mów o co chodzi.
-Ponoć jest, gdzieś w okolicy. W sąsiednim mieście. Myślałem, że Ci powiedziała.
-Jakoś... nie było okazji- spojrzała na starszą kobietę, która nadal zajmowała się gośćmi i mężem.- Porozmawiam z nią o tym później.
-Nie wiem czy coś da. Teraz postaraj się zachować pozory. Zatrzymamy się tu jeszcze na noc i jutro najbezpieczniej byłoby ruszyć dalej.
Dziewczyna skinęła głową, rozglądając się po sali, jakby szukała potencjalnego zagrożenia. Bacznie przyjrzała się twarzy każdego zgromadzonego na sali.
-Nie dajmy się zwariować. Korzystaj z tego, że to może być ostatni tak spokojny wieczór. Zgoda?
-Niech będzie- westchnęła, ale niezbyt przekonująco.
Pocałowałem ją lekko w czoło, po czym pociągnąłem w stronę sali, gdzie ustawiła się spora kolejka, by pogratulować i wręczyć prezent młodym
<Haneko?>
niedziela, 13 grudnia 2015
Od Haneko
Wtuliłam się w niego bez najmniejszego namysłu. Jakże mi tego brakowało... Moje serce waliło jak oszalałe, a całe ciało drżało. Nie ze strachu, jak dotychczas. Tym razem drżałam ze szczęścia, o ile w ogóle można drżeć z takiego. Żołądek miałam cały czas ściśnięty po jego słowach. Naprawdę tęsknił...? To były chyba pierwsze z tak miłych i szczerych słów, jakie od niego usłyszałam.. No. W każdym bądź razie dotyczące jego uczuć.
Złapałam go za bluzę i przyciągnęłam mocniej do siebie czując jak łzy napływają mi do oczu.
-Nie chcę więcej Cię tracić...-szepnęłam-Nawet na jedną noc..
-Wiem, mała-mruknął przyciskając mnie mocniej do siebie. Staliśmy tak do momentu, w którym pani Satoshi zawołała mnie. Odwróciłam się natychmiast i zobaczyłam, że zmierza w naszym kierunku.
-Nez, a co ty tu robisz?-zapytała patrząc na bruneta, jednak ten nic nie powiedział. Kobieta zerknęła na mnie, ale ja tylko spuściłam głowę-No dobrze. Chłopcze, nie możesz tak wyglądać-pokręciła głową-Po wyjściu Haneko, w waszym pokoju położyłam dla ciebie garnitur, w razie gdyby. Jak widać się przyda, mam nadzieje, że będzie pasował. Skoczcie się przebrać, a potem przyjdźcie na wesele, Neko wiw gdzie się odbędzie-mrugnęła porozumiewawczo i odeszła z nowym mężem w stronę bramy. Popatrzyłam na chłopaka w troche za dużej bluzie i parsknęłam śmiechem ocierając resztki łez.
-No mała, nie rycz. Nie w taki dzień-uniósł dłoń nad moją głowę, chcąc zapewne potargać mi włosy, jednak kiedy zobaczył, że są ułożone przez fryzjera odpuścił. Kręcąc głową złapał mnie za ręke i pociągnął w stronę knajpki pani Satoshi.
Piętnaście minut później siedziałam na łóżku w naszym pokoju czekając aż Nez przebierze się w garnitur. Przygładziłam sukienkę i poprawiłam niesforny kosmyk włosów, po czym przyjrzałam się nodze, na którą jeszcze niedawno kulałam. Wyglądała dobrze, gdyby ktoś nie znał historii mógłby pomyśleć, że nic się nigdy nie stało. Uśmiechnęłam się pod nosem ciesząc, że jednak wizyta u lekarza jest zbędna. Popatrzyłam na drzwi łazienki i nagle w jednwj chwili przed moimi oczami pojawiła się scena znad jeziorka w parku, kiedy to Naoko obrywał baty na moich oczach. Poczułam silne ukłucie w sercu. W tym samym momencie uderzyła mnie pewna myśl. "Ja go kocham...". Właściwie to nigdy wcześniej nad tym nie myślałam. Nigdy wcześniej w mojej głowie nie pojawiła się taka myśl, takie stwierdzenie. To, że jest ważny, owszem, ale że go kocham... Czy ja w ogóle wiem co to znaczy kogoś kochać?
W tym samym momencie otworzyły się drzwi łazienki, przerywajac wszystkie moje myśli. Spojrzałam na bruneta w czarnym, dopasowanym garniturze i po prostu oniemiałam. Wpatrywałam się w niego bez słowa, nie mogąc wykrztusić nawet jednej litery. Chłopak widząc moją reakcję podszedł do mnie z lekkim uśmiechem.
-Co? Aż tak źle?-zaśmiał się i złapał mnie za dłoń zmuszając do wstania. Pokręciłam głową.
-Nie skądże...-mówiłam bardzo cicho-Jest wręcz idealnie..
-Czyli, że w końcu będę pasował do księżniczki-mrugnął całując mnie delikatnie w usta. Po całym moim ciele przeszły ciarki. To było cholernie przyjemne uczucie, które trudno opisać. Oderwaliśmy się od siebie po chwili. Popatrzyłam w oczy chłopakowi, za którego gotowa byłam oddać własne życie. Złapałam obiema rękami jego głowę i patrząc prosto w te jego czekoladowe oczy powiedziałam
-Nie waż się nigdy więcej robić takich rzeczy. Bo inaczej ja skopie ci tyłek, rozumiesz?
-Już nie mogę się doczekać-zaśmiał się cmokając moje wargi. Przewróciłam oczami.
-Chodźmy już, pani Satoshi na nas czeka-uśmiechnęłam się szeroko. Znowu wpadłam w znakomity humor. I pomyśleć, że to wszystko dzięki jednej osobie.
Nez?
Od Naoko
-Ale jaki wypis? Nie wyjdziesz stąd wcześniej jak za kilka dni.
-Słucham? Jakie kilka dni? Ja muszę wyjść dziś- zacząłem tłumaczyć.
-Przykro mi, ale lekarz nie wypisze pana z własnej woli. Jedyne co może pan zrobić to prosić lekarza, ale to nie wiele da, tak mi się wydaje.
-Da się chociaż wyłączyć to pudło?- westchnąłem zrezygnowany.
-Co najwyżej nieco ściszyć- rzuciła, kręcąc gałkami, dzięki czemu pisk był nieco znośniejszy.- Pana ubrania są na fotelu. Wyprane i wysuszone, więc o to proszę się nie martwić.
Kobieta wręczyła mi jakieś tabletki, mówiąc, że to przeciwbólowe, po czym zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. Zajebiście! Teraz kilka dni będę musiał leżeć przygwożdżony do tego pieprzonego łóżka. No nic, Neko będzie musiała iść na ślub beze mnie i...
-Co ja pierdole?!- mruknąłem do siebie. Nikt nie każe mi lecieć bezczynnie w łóżku, jeśli nie widzę takiej potrzeby. Wygramoliłem się z łóżka, oglądając silny bok. Nie wyglądało to rewelacyjnie, a w dodatku sprawiał nieprzyjemne uczucie, przy każdym ruchu, jednak nie powodowało bólu, szczególnie po lekach. Ubrałem się w wyprane ciuchy, po czym uchyliłem drzwi, wyczekując na dogodną okazję do wyjścia. Gdy wszystkie pielęgniarki zniknęły z pola widzenia, ruszyłem jak gdyby nic do wyjścia. Do teraz zastanawiam się, jak udało mi się uciec, nie wzbudzając podejrzeń. Dobra, to gdzie teraz? To małe miasto, ale kościół nie rzucił mi się nigdzie w oczy. Błądziłem po okolicy, starając się odnaleźć budynek, który mógłby być potencjalnym miejscem, gdzie odbędzie się ceremonia. Czas powoli mijał, a ja nie byłem w stanie odnaleźć się w mieście, które od dłuższego czasu zamieszkiwałem.
W końcu obrałem drogę, kierując się dźwiękiem dzwonu kościelnego. Zaskakujące, że nie potrafiłem wpaść na to wcześniej. Stałem przed bramą kościoła, zastanawiając się nad przekroczeniem progu "domu bożego". Kiedy ostatni raz tam byłem, prosiłem o śmierć ojca w wieku 12-stu lat. Oparty o filar, słuchałem stłumionych śpiewów ze środka. Oczywiście jeden z głosów, mających dostęp do mikrofonu, był mi dobrze znany. Gdy śpiewy zamilkły, postąpiłem kilka kroków w przód, a potem jeszcze kilka, aż w końcu dotarłem do marmurowych schodów, na których rozsiadłem się z papierosem, czekając na koniec ceremonii. Ta jednak ciągnęła się wręcz w nieskończoność, ale wejście w takich rzeczach i stanie jak na kacu nie przyniosło by zbyt wiele dobrego kobiecie i jej przyszłemu mężowi.Gdy drzwi się otwarły, papieros ginął pod moim butem. Wiele osób przeszło obok obojętnie, traktując jak powietrze, inni gapili jak na bezdomnego. Fakt, bluza o dwa rozmiary za duża i workowate spodnie nie są najlepszą kreacją na ślub, toteż wachlarz emocji jaki pojawiał się na twarzach gości. Jak zwykle pogarda wydobywająca się z ich oczu, była dla mnie niczym. Liczyły się tylko jedne, czarne oczy, które od dłuższego czasu tak mnie obchodziły. W końcu udało mi się je dostrzec w tłumie, skryte pod czerwonymi soczewkami. Dotąd niewzruszone, pochwyciły mą sylwetkę, gubiąc dotychczasową zadumę. Z rękami w kieszeni, kiwnąłem głową, by nie odrywała się od dotychczasowego zajęcia, jakim była podróż przy boku panny młodej.
Dopiero, gdy kobieta dostrzegła mnie już na uboczu, rzuciła jej porozumiewawcze spojrzenie, na co ta zbliżyła się z wolna.
-Cześć- rzuciłem uśmiechając się lekko.
-Cześć- odparła, nieco zdumiona moją obecnością- Co tu robisz?
-Obiecałem pojawić się na ślubie. Pewnie wypadałoby Ci towarzyszyć, ale uznałem, że pojawienie się w środku nie będzie najlepszym pomysłem.
-Nie powinieneś być w szpitalu?
-Nie widziałem takiej potrzeby. W dodatku to skrzeczące pudło doprowadzało mnie do szału. Jakoś nie miałem ochoty spędzić kolejnej nocy bez Ciebie- musnąłem dłonią jej policzek.- Bo... chyba się stęskniłem za Tobą.
Na bladej twarzy dziewczyny, pojawił się słaby uśmiech. Dłonie zaciśnięte w pięści nieco drżały, co próbowała skryć, przywierając je do ciała. Nachyliłem się nad nią powoli, przykładając wargi do jej ust.
-Stanowczo się stęskniłem, dzieciaku- szepnąłem jej do ucha, obejmując czule drobne ciało.
Brakowało mi tego, chociaż nie miałem do niej dostępu przez zaledwie noc.
<Haneko?>
piątek, 11 grudnia 2015
Od Haneko
Czułam się pusto. Ale nie w sensie, że bez uczuć, chociaż tak też sie czułam, ale.. Po prostu brakowało mi kogoś obok. Dziwnie było tak leżeć samej. Brakowało czegoś.. Już sama świadomość, że ktoś leży obok poprawiała człowiekowi humor. A co dopiero jego dotyk czy możliwość przytulenia się. Nuciłam pod nosem jakąś smętną melodię starając się przestać w końcu obwiniać siebie. Tyle, że to faktycznie ja byłam wszystkiemu winna... Nakryłam głowę poduszką chcąc ukryć się przed tym durnym poczuciem winy.. Ale wyrzuty sumienia dopadną nas wszędzie. Nieważne gdzie się ukryjemy. W końcu, po jakiejś godzinie zmorzył mnie sen..
Obudziło mnie uporczywe pukanie w drzwi. Z mruknięciem otworzyłam oczy i zwlokłam się z łózka, by otworzyć drzwi pani Satoshi.
-Oh, obudziłam cię?-spytała, jednak nie czekała na moją odpowiedź-Trzeba zacząć się szykować, już od rana, kochana! Tutaj masz swoją sukienkę, na 10 ma przyjść fryzjerka zrobić nam jakieś szykowne fryzury, a o 14 zaczyna się ceremonia-mówiła wymachując rękami i krążąc w kółko po pokoju. Patrzyłam na nią trochę przyćmiona.
-Niech się pani tak nie denerwuje-powiedziałam ziewając. Kobieta zatrzymała się, popatrzyła na mnie i zachichotała nerwowo.
-Ja się nie denerwuję-powiedziała i westchnęła-No dobrze. Przygotuj się-uśmiechnęła się słabo i wyszła z pokoju. Przez chwilę patrzyłam za nią zastanawiając się czy iść i uspokoić ją, jednak zdecydowałam, że lepiej będzie zostawić ją na razie samą. Sukienkę położyłam na łóżku, chcąc dobrać do niej odpowiednie soczewki. Jakim cudem ja ich jeszcze nie zgubiłam? Jako, że sukienka była czarno czerwona postanowiłam założyć czerwone soczewki.
-Potrzebny mi zimny prysznic..-mruknęłam. Muszę się ogarnąć jeszcze przed ślubem, przecież nie mogę mieć takiego humoru.
Nez?
czwartek, 10 grudnia 2015
Od Naoko
Każdy cios jaki otrzymywała, trafiał do mnie z podobną siłą. Nie mogłem jej pomóc w żaden sposób. Nigdy nie czułem się tak bezradny.
-Proszę- łzy cisnęły mi się do oczu, gdy jej ciało zostało rzucone o drzewo, niczym szmaciana lalka.
Powoli traciłem oddech, a ból nasilał, dlatego świadomość powoli mnie opuszczała. Może to i nawet lepiej, że urwał mi się film. Nie byłem zmuszony bezczynnie przyglądać się temu co dzieje się z dziewczyną. W końcu odzyskałem przytomność. Myślałem, że obok mnie znajdę plamę krwi, dlatego przez długi moment wahałem się z otwarciem oczu, aż nie wyczułem pod głową czegoś miękkiego. Z wielkim trudem otwarłem oczy, które w jednej chwili się zamknęły oślepione jasnym światłem lampy. Wszystko co mnie otaczało, odbierałem przytłumionymi zmysłami, które prawdopodobnie nie rejestrowały jeszcze wszystkiego. Mimo to czułem dziwne kłucie w boku. Nie takie jak wcześniej, które było piekielną torturą, ale nieprzyjemne, jakby pod skórą był jakiś ostry przedmiot. Kurwa co się dzieje? Jak się tu znalazłem? I jeszcze to cholerne piszczenie maszyny, które wybijało stały, powolny rytm.
Dopiero teraz zauważyłem czyjąś obecność w pokoju. Postać była niewyraźna, a dodatkowe światło nie pozwalało na dokładniejsze ustalenie tożsamości. Ale... Neko?! Jakim cudem?!
Momentalnie chciałem zerwać się z łóżka, chcąc upewnić się, że to ona, jednak mięśnie odmawiały współpracy. Leżałem tak przez dłuższą chwilę wsłuchując się we własny oddech, czekając aż wszystko zacznie wracać do normy.
-Wybacz Nez- szepnęła cicho, siadając obok łóżka.-Nie chciałam, żeby tak wyszło.
-Cholernie uparty z Ciebie dzieciak- mruknąłem słabo w odpowiedzi.
Ta spojrzała na mnie przerażonym wzrokiem, jakbym był martwy.
-Jak się czujesz?- rzuciła, gdy otrząsnęła się z tak "strasznej" wieści.
-Jakbym był bliski przedawkowania dragów. Łeb mi pęka, nie mówiąc już o żebrach, ale mogło być gorzej. A co z Tobą?
-Bywało lepiej- uśmiechnęła się lekko, choć niezbyt przekonująco.-Słuchaj, ja...
-Cicho mała- przerwałem jej- To nic nie zmieni. Ważne, że nic Ci nie jest. Jak się tu dostaliśmy?
-Kiba pomógł Cię tu przenieść.
-Zabiję tego skurwiela- syknąłem.
-Może lepiej leż, bo jeszcze siebie uszkodzisz. Poza tym nie wyjdziesz stąd zbyt szybko. Czeka Cię kilka dni w łóżku.
-Nie ma mowy. Najpóźniej jutro rano się stąd zmywam.
-To chyba nie możliwe. Lekarz szybko Cię nie wypuści. Długo przy Tobie dłubali. Nie chcemy, żeby jego praca poszła na marne.
-Sam dobrze wiesz, jaki uparty bywam, ale zdaje się, że znalazłem godnego przeciwnika- próbowałem chwycić ją za dłoń, ale ta jeszcze nie była w pełni sprawna. Kurwa, czym oni mnie nafaszerowali? Dziewczyna, widząc jak ta bezwładnie opada, objęła ją lekko.- Ważne, że nic Ci nie jest. Co prawda, chujowa śmierć, ale wolałem zdechnąć tam na miejscu, niż patrzeć jak obrywasz.
Na jej twarz wyszedł delikatny uśmiech, jednak dolna warga delikatnie drgała, a oczy zaszkliły.
-Tylko mi tu nie becz, mała. Skopałaś faceta prawie dwa razy większego od siebie, więc zachowaj pozory- próbowałem ją pocieszyć, co stłumiło w niej chęć płaczu.
-A co ty tu robisz?- pielęgniarka wpadła do pokoju, patrząc surowo na moją towarzyszkę- Pani Satoshi już przyjechała i Cię szuka. Poza tym nie wolno Ci tu wchodzić. Zmykaj, ale już.
-Już wychodzę- podniosła się energicznie, kierując do wyjścia.
-Hej-rzuciłem za nią- Nie pakuj się już dziś w kłopoty, tylko idź spać.
-Chciałbyś- pomachała, znikając za drzwiami.
Sala wypełniła pustka. Poza mną była tu tylko ta pieprzona mikrofala, wydająca z siebie ten irytujący pisk, do której mnie podłączyli. Mimo to poczułem ulgę widząc Neko. Co prawda nie wyglądała tak jak zwykle, jednak ważne, że była cała. Ponownie zamknąłem oczy, czując zmęczenie. Zastanawiałem się, jednak nad tym, jakim cudem znaczyła dla mnie tak wiele, a nigdy nie umiałem jej tego powiedzieć wprost. No cóż, jak się jest chujem, to w każdej dziedzinie życia.
Zaśmiałem się pod nosem, ponownie odpływając. Tym rzem z własnej woli. Czułem się jednak dziwnie zasypiając sam. Przywykłem już do tego, że na moim brzuchu, układała się jej dłoń, natomiast moja obejmowała ją, dając tą namiastkę uczucia, którego nie potrafiłem okazać słowami.
<Haneko?>
Od Haneko
-Haneko, zabieraj się stąd, ale już-powtórzył po raz któryś. Zacisnęłam dłonie w pięści i krzyknęłam.
-Przestań! Przestań być tak głupio uparty! Chce ci tylko pomóc!! Nie chciałam, żeby to się wydarzyło, przepraszam!-podniosłam na niego spojrzenie-Nie zostawię cię..
Naoko patrzył na mnie w milczeniu trochę zdziwiony moim wybuchem. Kiedy naszych uszu doszedł jakiś szmer po raz enty powtórzył, żebym uciekała i go zostawiła.
-Przestań mi rozkazywać!-wrzasnęłam coraz bardziej zła, a z moich oczu popłynęły kolejne łzy.
-Ta mała go tak sprała?-usłyszałam za sobą zdziwiony, donośny głos. Natychmiast wstałam odwracając się plecami do ledwo oddychającego bruneta. To musiało naprawdę dziwnie wyglądać. Cała ociekałam brudną wodą z jeziorka, kolorowe wcześniej cichy przybrały odcienie szarości, a zakrwawiony prazy rękaw bluzy odsłaniał rozcięte przedramię. Dodatkowo cała byłam w ziemi, trawie i liściach. Kilka kroków przede mną stał mężczyzna, nie chłopak, w czymś co przypominało mundur wojskowy. Obok niego stał jeden z chłopaków z bandy tego blondyna, którego już dwa razy dziś spotkaliśmy. Za nim stało dwóch czy trzech gości podobnych do tego w mundurze.
-No, no.. Jak na taką małą to nieźle sprałaś mojego brata-zaśmiał się pod nosem. Warknęłam cicho pochylając się nieznaczenie do przodu. Mężczyzna przechylił się lekko w bok, by zobaczyć co takiego staram się chronić. Zaskoczony spojrzał najpierw na mnie, potem na chłopaka obok siebie i ponownie na mnie. Patrzyłam na niego uważnie spod przymrużonych powiek rejestrując każdy jego ruch. Cienko to widzę, jeśli mam walczyć ze wszystkimi na raz. Nawet z jednym ledwo dałam sobie radę.
-Widzę, że twój kolega ledwo żyje..-mruknął pocierając pod brudek-Może pójdziemy na pewien układ, co ty na to?
Uniosłam jedną brew posyłając mu pytające spojrzenie.
-Będziemy walczyć. Jeśli ja wygram odejdziesz stąd sama, a twój kolega zostanie naszym workiem treningowym. Jeśli ty wygrasz, pomożemy ci zabrać go do szpitala. I nie tkniemy go więcej-skrzyżował ręce na klatce piersiowej-Radziłbym ci się zastanowić, jeśli na to nie przystaniesz banda mojego brata wykończy i ciebie, i twojego kolegę.
-Nie mam zamiaru walczyć z ludźmi, którzy oszukują-syknęłam zaciskając dłonie w pięści.
-Ej-mruknął urażony-To, że mój brat to chuj i oszukuje to nie oznacza, że ja też. Mam swój honor, poza tym jesteś dziewczyną. Jak było widać po moim bracie, dość niebezpieczną, ale nadal dziewczyną. Przysięgam nie oszukiwać, jeśli podejmiesz się walki ze mną.
Zerknęłam na Nez'a, który leżał na plecach zwijając się z bólu. Mimo to patrzył na mnie, a w jego oczach był rozkaz, żeby wiać. Spuściłam wzrok i przeniosłam go powoli na swojego przeciwnika.
-Zgoda-powiedziałam stanowczo. Mężczyzna się uśmiechnął.
-Walka bez broni, same ręce i nogi. Postaram się nie połamać ci kości-zaśmiał się pod nosem i nakazał reszcie nie wtrącanie się, choćby nie wiem co.
-Dzięki-mruknęłam skacząc w jego stronę. Chłopak wziął zamach lewą ręką i wycelował silne uderzenie prosto z mój brzuch. Cios był tak silny, że poleciałam w tył hamując butami. Cudem udało mi się utrzymać równowagę, jednak kiedy sygnał bólu dotarł do mojego mózgu zgięłam się w pół podpierając się dwoma palcami, by nie upaść.
-Swoją drogą, nazywam się Kiba. A ty, mała odważna dziewczynko?-zapytał zupełnie niewzruszony. Podniosłam na niego wzrok i otarłam usta, z których pociekło kilka kropelek krwi. Cholera.. Musiałam sobie rozciąć policzek od środka. Powoli wyprostowałam się.
-Haneko-odparłam tylko.
-Ciekawe imię-powiedział z uznaniem i uśmiechnął się lekko-Nie każ mi się nudzić, Haneko.
Warknęłam pod nosem i ponownie skoczyłam w jego stronę. Jednak tym razem przewidziałam co chciał zrobić i kucnęłam unikając ciosu z prawej strony. Wyprostowałam jedną nogę wyciągając ją w bok i, cały czas kucając, zrobiłam obrót. Zaskoczony mężczyzna upadł na plecy uderzając głową w ziemię. Nie spodziewał się, że podetnę mu nogi. Szybko się podniosłam i postawiłam nogę na klatce piersiowej mężczyzny. Ten uśmiechnął się pod nosem łapiąc mnie za kostkę.
-Zły ruch, mała-powiedział i pociągnął w przeciwną stronę. Runęłam na plecy uderzając głową w twardą ziemię. Zadźwięczało mi w uszach, skrzywiłam się próbując się podnieść, jednak mój przeciwnik nie pozwolił mi na to. Wstał szybciej, złapał na kostkę i rzucił pod drzewo jak zwykły worek ziemniaków. Zaklęłam w myślach. Stałam w obliczu czegoś, czego najzwyczajniej nie mogłam pokonać. Byłam na to za słaba, za mała... Zacisnęłam zęby. Nie wymiguj się, kretynko. Stanęłaś do walki to walcz, choćby do upadłego. Zerknęłam do tyłu, by sprawdzić, gdzie jest Kiba. Gdy stanął tuż obok mnie obróciłam się gwałtownie na plecy uderzając go nogą prosto w podbrzusze. Chłopak cofnął się kilka kroków, a z jego gardła wydobyło się ciche jęknięcie. Podniosłam się robiąc krok w stronę przeciwnika. Ten zrobił obrót wokół własnej osi i kopnął mnie prosto w żołądek. Ponownie poleciałam w tył, tym razem jednak lądując na plecach. Skuliłam się zaciskając ręce na brzuchu. Kopnięcie było jeszcze mocniejsze niż to poprzednie. Nie byłam w stanie się nawet ruszyć. jak ktokolwiek może wytrzymywać taki ból i chcieć jeszcze więcej walczyć?
-To co, mała, odważna dziewczynko? Poddajesz się?-spytał Kiba nie ruszając się z miejsca. Milczałam. Nie mogłam się poddać, ale też nie byłam w stanie walczyć dalej. Nagle moją uwagę zwrócił cichy jęk. Podniosłam lekko głowę i zobaczyłam leżącego wciąż na ziemi Nez'a. Przecież nie mogę pozwolić, by zrobili mu coś jeszcze. Owszem jest silny, ale nawet dla niego to za dużo. Dźwignęłam się na trzęsących się nogach i spojrzałam w stronę Kiby. W tym momencie przez całe moje ciało przeszła fala bólu na co tylko jęknęłam i upadłam na kolana.
-Nie mogę... Nie potrafię..-mówiłam tak cicho, że tylko ja byłam w stanie to słyszeć. Do moich oczu powoli napływały łzy, z czego nie byłam zadowolona. Ryczeć w takim momencie. Jeśli go zabiją to będę miała powód. Zacisnęłam dłonie w pieści. Ostatnimi czasy robiłam to bardzo często. Nie potrafiłam się już podnieść. Nie miałam sił. Byłam cała obolała.
-Neko, uciekaj..-moich uszu doszły słowa Naoko. Podniosłam na niego spojrzenie, a moje oczy błysnęły. Tylko to wmawiasz. Dasz radę. Musisz dać radę. Dla Naoko. Dla siebie. Jeśli przezwyciężysz się teraz to będziesz w stanie pokonać nawet swojego ojca. Podniosłam się i stanęłam na wyprostowanych nogach obserwując przeciwnika spod kosmyków opadających mi na czoło. Moje ciało przestało się trząść, a ja miałam wrażenie, że wstępują we mnie całkiem nowe siły. Kiba stał kawałek od jakiegoś drzewa, więc postanowiłam to wykorzystać. Ruszyłam na mężczyznę biegiem, pochylając się w przód. W ostatnim momencie śmignęłam koło niego, odbiłam się od pnia wielkiego drzewa i wylądowałam za facetem. Nim ten zdążył zareagować zrobiłam półobrót i kopnęłam go w brzuch. Stanęłam na nodze, którą przed chwilą wykonałam cios i powtórzyłam atak z użyciem drugiej nogi. Zmuszałam go tym do cofania się. W końcu po kilkunastu takich ciosach uderzyłam go prosto w brzuch ze zgiętej nogi. Mężczyzna cofnął się kilka kroków i wywrócił na plecy. Podeszłam do niego i przycisnęłam mu gardło butem patrząc na niego zmrużonymi oczami.
-Hej, Haneko, spokojnie-powiedział lekko zduszonym głosem unosząc ręce na znak poddania się. Puściłam go i odsunęłam się na krok.
-Teraz macie pomóc mi zabrać go do szpitala-powiedziałam stanowczo.
-Jak obiecałem-skinął głową podnosząc się z ziemi-No chłopaki. Bierzemy go-popatrzył na mnie-Tobie też przydałaby się tam wizyta, wiesz?
Jakąś godzinę później stałam na białym korytarzu czekając aż jakiś lekarz wyjdzie z sali, na której leżał Naoko. Sama wyglądałam nieco lepiej niż w parku, ale zawsze mogłam wyglądać jeszcze lepiej. Brudna i zakrwawiona bluza leżała na krześle, na sobie miałam tylko jakąś niebieską koszulkę, która pod wpływem krwi i brudnej wody zmieniła kolor. Nadal cała byłam w liściach, ziemi i piasku. Na dodatek szczypanie powiadomiło mnie, że mam przecięty policzek. Tym razem od zewnątrz. Włosy, w które swoją drogą wplątane były jakieś liście, miałam rozrzucone na całych plecach, a krótsze kosmyki opadały mi wciąż na twarz. Ranę na policzku miałam zaklejoną małym plastrem, natomiast przedramię było schowane pod niechlujnie zawiązanym bandażem. Nie miałam co winić za to lekarzy, ponieważ kiedy starali mi się zabandażować rękę wierciłam się jak nieboskie stworzenie. Nasi koledzy, którzy nas tu odstawili zmyli się zaraz po tym jak lekarze naszą dwójkę. Ludzie, którzy mnie mijali przyglądali mi się dziwnie, a następnie zniesmaczeni odwracali wzrok. W końcu jakiś mężczyzna w fartuchu wyszedł z sali.
-I jak?-spytałam momentalnie stając tuż przed nim. Popatrzył na mnie zaskoczony.
-Będzie żył, ale potrzebuje czasu. Będzie musiał tu zostać parę dni-mówił zdziwiony-Ale tobie przydałaby się wizyta w domu.. Ty jesteś tą nową kelnerką w jadłodajni pani Satoshi?
Skinęłam tylko głową i usiadłam na krześle. Rany, jaka ja byłam wymęczona.
-Zadzwonię po nią, żeby cie stąd zabrała-powiedział na odchodnym. Zerknęłam za lekarzem, a po chwili wślizgnęłam się do sali podchodząc do nieprzytomnego chłopaka. Zacisnęłam ręce na oparciu szpitalnego łóżka. Wiedziałam, że to wszystko było moją winą. Gdybym nie wystraszyła się pod prysznicem to na pewno wszystko potoczyłoby się inaczej. Gdybym...
Naoko?
Od Naoko
W tym momencie wkroczyła Neko, wywołując kolejne zamieszanie.
Spojrzałem na nią zły, za to, że ponownie się naraziła. I miałem rację. Blondyn skupił teraz uwagę na niej. Po jaką cholerę się mieszała? Wciągnął ją do tego bagna, które miało być stawem.
-Coś mi się wydaje, że dziewczyna nie ma już szans na ucieczkę.
-Pierdol się i mnie wypuść- warknąłem, próbując się wyrwać, jednak zamiast tego, zarobiłem cios w brzuch od innego. Od razu się zgiąłem, czując, jakby treść żołądka miała przejść mi przez gardło, jednak szybko powróciłem do pionu, nie chcąc pokazać słabości. Tego mnie przecież uczono " Nie daj się do samego końca".
-Twardy jesteś- zaśmiał się- Co Ci tak na niej zależy? Dziewczyn takich wszędzie pełno.
-Jest jedyną osobą, dla której jestem w stanie rozszarpać tego chuja, co śmiał ją tknąć.
-Więc musi być niezła w tych sprawach- rzucił, śmiejąc się.
-Tylko ją tknij- syknąłem, na co ponownie zostałem potraktowany ciosem w brzuch, i to nie jednym.
-Może już wystarczy, co? Jak go wykończysz, wiesz, że potem będziemy mieli przesrane- zaczął jeden, gdy poczułem już chyba siódme uderzenie.
Pół przytomnym wzrokiem wpatrywałem się w postać wyłaniającą się z wody. Mimo, iż było ciemno, a sam zmysł wzroku zaczął odmawiać posłuszeństwa, rozpoznałem drobną sylwetkę z długimi włosami.
-I tak leje jak baba- rzuciłem z cynicznym uśmiechem, chociaż ledwo trzymałem się na nogach.
Zszargana ambicja nie pozwoliła puścić tej obelgi wolno. Urażony chłopak zaczął uderzać z furią w oczach. Na cholerę mi to było, ale miałem nadzieję, że odwróci to ich uwagę od Neko. Stopniowo ból opanowywał mózg, więc racjonalne myślenie przychodziło mi z trudem. Zaciskałem jedynie zęby, chcąc wytrzymać chociaż te kilka minut. Osiemnasty cios okazał się zgubny. Gdy po raz szósty dostałem w żebra z niewyobrażalną siłą, usłyszałem trzask i przeszywający ból.
Moje gardło opuścił krótki krzyk bólu.
-Dobra starczy już! Zabijesz go zaraz kretynie- upomniał go po raz drugi, odpychając go ode mnie, tym samym, uwalniając moją rękę. Nogi miałem jak z waty, więc to było kwestią sekundy, zanim wylądowałem na kolanach, z trudem utrzymując równowagę.
-Zasłużył sobie- zaczął się bronić, jakby całe zajście go nie dotyczyło.
-Starczy chłopaki- Neko rzuciła cicho, mierząc ostrzem w twarz zwijającego się blondyna.-Zabierajcie stąd tą niedorajdę.
-No co ty. My tylko żartowaliśmy- próbowali ją uspokoić, jednak ta tylko uderzyła rękojeścią w głowę blondyna z taką siłą, że ponownie jego twarz zespoiła się z glebą.
-Spierdalać stąd- warknęła wciekła.
Dwóje chłopaków już bez słowa zebrali go z ziemi, po czym oddalili z miejsca zdarzenia.
-Nez, żyjesz?- zbliżyła się do mnie, próbując mnie podnieść.
Jej ciało drżało, tak samo jak kilka dni wcześniej, gdy opuściliśmy siedzibę. Nóż, który przed chwilą tak stanowczo dzierżyła w dłoni, teraz wypadł jej z dłoni, jakby pozbawiona była czucia.
-Kazałem Ci stąd uciekać- wydusiłem z siebie.-Po cholerę zostałaś
Nawet oddychanie sprawiało mi ból, toteż powiedzenie chociażby słowa było dla mnie wyzwaniem.
-Tak, ale... ja nie chciałam, żeby... bo ja... nie mogłam...- plątała się, próbując stłumić emocje.
-Przestań- przerwałem jej, obracając się na plecy, by na moment położyć, jednak nawet to mi nie pomogło. Nie ważne, jak się ułożyłem, ból był okropny, toteż skrzywiłem się nieco.
-Co Ci jest? Dasz rady wstać?
-Leć do Satoshi. Czeka na Ciebie w lokalu- mruknąłem cicho.
-Nie zostawię Cię tu samego. Nie w takim stanie. Co jeśli wrócą?
-To będzie lepiej jeśli stąd znikniesz.
-Ale... Nie dojdziesz tam sam- rozpięła moją bluzę, próbując obejrzeć żebra.- Nie wygląda to dobrze.
-Dam sobie jakoś rady. Słuchaj co do Ciebie mówię i uciekaj.
-Nie- upierała się.
-Precz!- warknąłem na tyle głośno, na ile byłem rady w tym stanie.
Ona siadła obok mnie, przyglądając się zszokowana. Do oczu napłynęły jej łzy.
-Nie. Podnoś się, w tej chwili i przestań być tak uparty. Nigdzie się stąd nie ruszę bez Ciebie. Ja... nie chciałam, żeby tak wyszło.
-Tak się stało i tyle. Nie ma co roztrząsać, a teraz wynoś się, zanim będzie za późno- odepchnąłem ją lekko, gdy próbowała pomóc mi wstać- Proszę, zabieraj się stąd.
<Haneko?>
środa, 9 grudnia 2015
Od Haneko
-Czyżby ta mała, nie była taka ostra za jaką ją braliśmy?-zarechotał jeden z grupki blondyna. Zacisnęłam zęby uśmiechając się pod nosem. Nawet nie widzą jak bardzo się mylą. Już paręnaście metrów dalej, gdy miałam pewność, że już mnie nie widzą zatrzymałam się gwałtownie i rozglądnęłam. W okolicy nie było niczego czego mogłabym użyć jako broni. Warknęłam poirytowana. Dlaczego zawsze jak człowiek czegoś potrzebuje to nie ma tego w pobliżu? Nawet żadnej gałęzi czy czegoś podobnego... Zacisnęłam ponownie dłonie w pięści wbijając sobie przez przypadek paznokcie. Nieco zaskoczona popatrzyłam na swoje ręce. Ależ ja potrafię być głupia... Zmrużyłam oczy i zaczęłam wracać w stronę jeziorka stawiając każdy krok ostrożnie, żeby czasem nie nadepnąć na jakąś gałąź. Gdyby tak się stało to, co chyba oczywiste, zwróciłabym na siebie uwagę, a tego naprawdę nie chciałam. Stanęłam za jednym z drzew, które otaczało parkowe jeziorko i obserwowałam jak Naoko bije się z blondynem. Chociaż lepszym słowem byłaby chyba walka, ponieważ oboje mieli noże i szanse były naprawdę wyrównane. Dowodziły tego cięte rany obu chłopaków. Uważnie przyglądałam się ruchom zarówno jednego jak i drugiego chłopaka, próbując je zapamiętać, by potem w razie potrzeby móc je powtórzyć. Nagle blondyn mruknął coś pod nosem i w tym samym momencie pozostała czwórka chłopaków rzuciła się na chłopaka w dredach unieruchamiając go. Warknęłam pod nosem widząc jak nóż wypada z ręki Nez'a. Srebrzyste ostrze błysnęło w dłoni blondyna, kiedy zbliżył się do mojego towarzysza.
-Nawet nie waż się go tknąć!-warknęłam wściekła wysuwając się zza drzewa. Sześć par oczu popatrzyło prosto na mnie. Cztery zdziwione, jedne podirytowane i ostatnie po prostu wściekłe.
-Widzę, że nasza koleżanka wróciła-mruknął zadowolony blondyn. Przewróciłam oczami.
-Zostawcie go-syknęłam zaciskając zęby. Starałam się nad sobą panować, nie chciałam znowu stać się potworem..
-Bo co nam zrobisz?-zakpił śmiejąc się. W głębi skuliłam się, bo faktycznie niewiele mogłam im zrobić. Jednak nie dałam po sobie niczego poznać.
-Mogę ci zrobić więcej niż ci się zdaje-pochyliłam się lekko do przodu.
-Nie wydaje mi się-zarechotał po czym zbliżył nóż do gardła Naoko. Moje oczy zrobiły się okrągłe ze strachu, a po chwili błysnęły złowrogo, kiedy je zmrużyłam. Wybiłam się z jednej nogi skacząc na blondyna i uderzając go ramieniem, zanim zdążył zbliżyć koniec ostrza do szyi mojego kolegi. Zaskoczony krzyknął, jednak był na tyle przytomny by złapać mnie za ramię i wciągnąć razem z sobą do jeziorka. Zaraz pod powierzchnią poczułam jak srebrny nóż przecina rękaw bluzy i moją rękę. Woda wokół nas natychmiast zrobiła się czerwona od mojej krwi. "Muszę się pospieszyć" zawołałam do siebie w myślach. Nagle tuż przed moimi oczami pojawiła się ręka chłopaka, która prawie natychmiast oplotła się wokół mojego gardła z każdą chwilą zaciskając się coraz bardziej. Zaczęłam się szarpać, jednak szybko zrozumiałam, że to nic nie da. Zaczęłam więc spowalniać swoje ruchy, aż w końcu moje ciało zaczęło swobodnie poruszać się pod wpływem ruchów wody. Poczułam jak uścisk staje sie coraz słabszy, a blondyn puszcza mnie by moje, według niego, martwe ciało opadło na dno. Gdy byłam pewna, że mój przeciwnik jest nade mną zginęłam nogę i z całej siły kopnęłam go w jego słaby punkt. Niekontrolowanie otworzył usta, do których wlała sie brudna woda, a nóż wysunął mu się z ręki. Pochwyciłam broń i odbijając się od piaskowego dna wypłynęłam na powierzchnię wyciągając za sobą na pół przytomnego chłopaka.
Nez?
Od Naoko
Swoje kroki skierowałem w stronę salonu gier, gdzie liczyłem, że przyszła odreagować, jednak po długich poszukiwaniach jej w tłumie i wypytaniu kilku osób, nie udało się jej odnaleźć. Kolejnym moim celem, były ciemne uliczki, miałem nadzieję, że jej tam nie spotkam. Każda taka pusta, wprawiała mnie w coraz większą frustrację widząc przed oczami zapłakaną w towarzystwie kilku typków.
-Niech to szlag- warknąłem do siebie, gdy trzecia napotkana przypadkiem osoba, stwierdziła, że jej nie spotkała. Co więcej pozostało? To małe miasteczko, więc może zdążyła już wrócić do pokoju.
Odpaliłem papierosa, wracając niespiesznie w stronę lokalu. Zdziwiło mnie zaświecone światło w knajpce, która od dawna była zamknięta. Ostrożnie wkroczyłem do środka, nasłuchując. Stłumiony głos dochodził z części mieszkalnej, toteż udałem się za dźwiękiem, próbując wyłapać pojedyncze słowa.
-Nez, gdzie jest Neko?- spojrzała na mnie przerażona Satoshi.
-Sam jej szukam. Nie wróciła jeszcze?
-Nie dobrze. Doszły mnie słuchy, że jej ojciec kręci się w sąsiednim mieście. Liczyłam, że jest z Tobą, ale teraz zaczynam się martwić.
-Cholera. Co jej strzeliło do głowy, żeby dziś wychodzić- syknąłem poirytowany- No nic, trzeba jej szukać.
-Pomogę Ci. Domyślasz się, gdzie może być?
-Chyba, ale lepiej pójdę sam. Na wypadek, gdyby wróciła, dobrze by było, żeby ktoś ją poinformował o ewentualnej wizycie rodzica.
Nie czekając na odpowiedź, ruszyłem biegiem na ulicę. Gdzie mogła jeszcze pójść? Pozostał mi jedynie park, chociaż liczyłem, że nie będę musiał tam zaglądać. Oczywiście żadna ławka nie była przez nią okupowana. Zrezygnowany siadłem pod drzewem, myśląc, gdzie jeszcze może być.
Długo nie czekałem na odpowiedź. Szum liści przeszyły śmiechy i szamotanina.
Kierując się słuchem, dotarłem do ledwo oświetlonego stawu, przy którym znajdowała się kilku osobowa grupka, a wśród niech, Neko? Jakżeby inaczej.
-Nie wyrywaj się tak. Chcemy Cię tylko nieco rozerwać- dotarł do mnie znajomy męski głos.
Blondyn wraz ze swoją grupką, próbowali utrzymać szarpiącą się dziewczynę.
-Znowu ty?- rzucił na mój widok.- Odstępujesz ty ją czasem na krok, czy łazisz za nią jak pies?
-Chyba dziś kazałem się wam od niej odczepić- warknąłem podirytowany.
-Chyba będziemy musieli dać mu lekcję, chłopaki- zaśmiał się.
-I pokazać jakie zasady tu panują- wtrącił drugi, puszczając Neko.
Dziewczyna niepewnie zbliżyła się w moją stronę, zaciskając pięści na linii klatki piersiowej.
-Wracaj do lokalu. Satoshi tam na Ciebie czeka- mruknąłem cicho.
Ta patrzyła na mnie pytająco, nie chcąc ruszyć się z miejsca.
-Zabieraj się stąd!- krzyknąłem na nią, nie spuszczając wzroku z rywali.
-No panowie, jeśli nie panna, to chociaż kolega nas zabawi. Co prawda liczyłem na innego rodzaju rozrywkę, ale czasem trzeba brać co jest.
Dwóch chłopaków, nieco niższych ode mnie ruszyło w moją stronę, jednak zatrzymali się w jednej chwili, gdy wysunąłem energicznie dłoń z nożem, celując w stronę jednego z nich.
-Więc tak chcesz się bawić- jego oczy zabłysnęły złowrogo.
Blondyn w tym samym momencie wyjął swoje ostrze, czując się już na wygranej pozycji.
Przynajmniej teraz okazał się na tyle honorowy, by rozkazać swoim jedynie obserwację sytuacji, chociaż wychowany w tak szemranej szajce, wiedziałem, że w każdej chwili może zagrać nie czysto. Był wyjątkowo podobny do Ame, dlatego mogłem spodziewać się już wszystkiego.
<Haneko?>
wtorek, 8 grudnia 2015
Od Haneko
-Nez..-jęknęłam cicho, lecz na tyle głośno, by chłopak usłyszał mój głos pośród szumu lejącej się wody. Poczułam dłonie Naoko na biodrach, a po chwili tuż przed twarzą zobaczyłam jego szeroko otwarte, zupełnie czarne oczy. Ale.. Zaraz. To nie Nez... Spojrzałam nieco niżej i zobaczyłam szyderczy uśmiech.. "Nie.... Nie, nie nie!" zaczęłam krzyczeć w myślach jednocześnie próbując wyrwać się z uścisku faceta.
-Puść mnie!-zawołałam próbując wejść w ścianę. W kółko pod nosem powtarzałam "nie", kręcąc głową z paniką. Czułam jak w oczach zbierają mi się łzy, pomimo, ze tego nie chciałam. Chciałam stamtąd uciec jak najdalej.
-Neko!-usłyszałam głośny krzyk, już bez szumu w tle. Otworzyłam powoli oczy trzęsąc się cała. Przede mną znowu stał wysoki brązowo włosy chłopak w dredach. Trzymał mnie mocno za ramiona. Za mocno.
-Puść..-szepnęłam kręcąc głową. Co się ze mną stało? Co to było? Dlaczego tak się stało?
-Neko..-powtórzył, ale tym razem dużo ciszej i spokojniej. Widziałam w jego oczach zmartwienie i strach. Sama się wystraszyłam, a co dopiero mówić o nim..
Jakieś dziesięć minut potem staliśmy w ciszy na środku pokoju. Żadne z nas nie śmiało się odezwać, więc w pokoju panowała ciężka grobowa cisza. Stałam obejmując sie ramionami wpatrzona w podłogę. Dlaczego to musiało się stać? Czułam się jakbym dostała nożem w plecy. Albo nawet gorzej.
-Pójdę się przejść...-powiedziałam ledwo słyszalnym głosem ściągając z krzesła bluzę od pani Satoshi i podchodząc do drzwi.
-Haneko-głos Nez'a był stanowczy, nakazujący zatrzymanie się i odwrócenie w jego stronę. Położyłam dłoń na klamce i wbiłam w nią spojrzenie. Od posrebrzanego przedmiotu odbijał się nikły blask światła zza okna. Stałam tam przez moment, ale ostatecznie zdecydowałam się wyjść. Bez słowa opuściłam pokój zarzucając na ramiona ciepłą bluzę. Na wciąż mokre włosy zarzuciłam kaptur i po prostu wybiegłam z knajpy na środek ulicy. W środku błagałam, żeby tylko Naoko nie wpadł na pomysł, żeby za mną iść. Chciałam pobyć trochę sama, przemyśleć to co się stało i dlaczego to się stało. Rozejrzałam się po ulicy. Było pusto i ciemno, jedynymi źródłami pomarańczowego światła były uliczne latarnie. Ruszyłam powolnym krokiem wzdłuż ulicy kierując się do parku. Jednocześnie przyglądając się czarnym przestrzeniom za oknami sklepów. W dzień tak kolorowo, ale niech tylko zajdzie słońce... I wszystko pogrąża się w bezdennej ciemności. Myślami wróciłam do nurtującego mnie pytania. Może ojciec wywarł na mnie większy wpływ niż myślałam..? Może ingerował w całe moje życie, choć na początku tego nie widziałam..? Ale jeśli tak.. To czy już całe życie będzie kojarzyło mi się z tym potworem..? Skierowałam swoje kroki prosto nad mały stawik. Stanęłam na jego krawędzi i popatrzyłam w gładką taflę wody, w której odbijała się tylko moja ciemna sylwetka. "Ojca nazywasz potworem? A ty niby czym jesteś? Kilka dni temu zastrzeliłaś człowieka! Z zimną krwią. Jak masz zamiar nazwać siebie?" zacisnęłam dłonie w pięści. Mimo wszystko... Ja też byłam potworem. Kucnęłam i skuliłam się najbardziej ja umiałam.
-Co się ze mną dzieje..?-szepnęłam łamiącym się głosem.
Nie miałam ochoty wracać do pokoju. Ani do Naoko. Przynajmniej na razie...
Naoko?
Od Naoko
-Nez, tak?- zagaił mężczyzna, siadając na stołku.
Na co ja tylko przytaknąłem, nie spuszczając wzroku z czyszczonej szklanki.
-Słyszałem dużo o Neko, ale nie wiele o Tobie. Jedynie tyle, że jesteście prawie, że nierozłączni i wkrótce wyruszacie w jakąś podróż.
-Można tak to ująć- pokiwałem głową, biorąc kolejne naczynie.
-Może przydałaby się wam jakaś pomoc, wiesz...
-Obejdzie się- przerwałem mu.
-A no dobrze. To może opowiesz mi jak poznałeś Neko?- próbował podtrzymać rozmowę na siłę.
-Nie ma co opowiadać. Wpadliśmy na siebie jakiś czas temu i tak jakoś poszło.
-Widzę, że mieliście sporo...
-Nie ma ruchu to możesz iść na przerwę, chyba, że chcesz mi...
-Dzięki, na razie- mruknąłem, idąc do pokoju.
-Dziwny jakiś- usłyszałem jeszcze ściszony głos mężczyzny, który podjął temat ze Scarllet.
Wszystko mnie wyjątkowo irytowało. Nawet brak fajek, ale byłem w stanie to znieść, by nie musieć z nikim rozmawiać. Zasłoniłem żaluzję i padłem na łóżko, próbując jakoś zapomnieć o dzisiejszym dniu. Nie wiarygodne jak jeden frajer może zjebać cały dzień.
Analizując całą sytuację godzinami niczego bym nie osiągnął, ale i tak nie miałem ochoty na ambitniejsze spożytkowanie czasu. Nie wiem jak długo tak leżałem, zanim drzwi się nie otworzyły, a w nich nie pojawiła się Neko, która od razu pojawiła się obok mnie. Co miałem jej powiedzieć? Zapewne znowu wypytywała o moje samopoczucie, toteż wolałem nie zaczynać tematu, by uniknąć zbędnych słów. Ku memu zdumieniu, zamiast pytać, ta tylko przywarła do mojego ciała, na co ja odpowiedziałem jedynie delikatnym pocałunkiem, przeradzającym się w nieco bardziej uczuciowy i śmiały. Moje myśli porzuciły przeszłość, a skupiły na teraźniejszości i wargach dziewczyny, która tylko pobudzała mnie bardziej z każdą chwilą. Gdy już miałem zabrać się za rozpinanie jej białej koszuli, ta zerwała się energicznie, proponując... prysznic? Mogło być ciekawie, więc zebrałem się leniwie za dziewczyną, która już czekała przy drzwiach, przygryzając wargi, które śmiała mi skraść w takiej chwili. Gdy ponownie miałem przytknąć je do własnych ust, rozległo się pukanie do drzwi.
-Neko, wiem, że to nie najlepsza chwila, ale mogę was prosić na sekundę.
Zerknąłem tylko na dziewczynę, nieco niezadowolony, ale ostatecznie otworzyliśmy drzwi, za którymi stała Satoshi.
-Coś się stało?
-Scarllet zacięła się dość poważnie nożem, więc Ren pojechał z nią na oddział, żeby zszyli ranę. Możecie mi dziś pomóc? Bardzo was proszę, dodatkowo zapłacę.
-Oczywiście, z wielką chęcią- rzuciła Neko z lekkim uśmiechem, jednak wiedziałem, że w tym momencie było jej tak samo żal jak mnie.
-Dziękuję i przepraszam jeszcze raz. A jak z Tobą Nez? Czujesz się już lepiej?- ruszyła z nami w stronę schodów.
-Bywało lepiej- dodałem, zerkając na nią pogodniej, chociaż już czułem lekką irytację z powodu tych dociekliwości.
-Cieszy mnie to. Już się bałam, że jesteś zły za zabranie Neko.
-Wręcz przeciwnie. Ten wypad urozmaicił tą rutynę, w którą już zapewne wpadła.
Rozeszliśmy się przy drzwiach dzielących część mieszkalną od lokalu. Kobieta zniknęła za drzwiami w kuchni, a my natomiast pozostaliśmy na sali, gdzie ruch był już nikły, z uwagi na fakt, że minęła pora obiadowa. Dziewczyna siedziała przy barze, rozmawiając ze mną, co jakiś czas znikając, przy którymś ze stolików, gdy zjawili się klienci, jednak zdażyło się to może dwa-trzy razy na godzinę.
-Złe wieści- dotarł do nas głos mężczyzny, który przeplatał się z dzwonkiem umieszczonym przy drzwiach- Scarllet co prawda nie straci palca, ale cięcie było dość głębokie i prawdopodobnie ruchy jej jęki będą nieco ograniczona z powodu uszkodzonego nerwu. Lekarz zalecił kilka dni urlopu.
-Żartujesz?- Satoshi wyłoniła się z kuchni, niczym skrytobójca.-No i co ja teraz sama zrobię? Nie ma czasu, żeby szukać kogoś na zastępstwo.
-Już dobrze kochanie. Postaram Ci się pomóc- Ren podszedł do niej, starając pocieszyć.
-Sam masz pracę, a poza tym wybacz, ale raczej praca kelnera nie należy do łatwiejszych.
-Jeśli to nie będzie problem, to zostaniemy te kilka dni dłużej, żeby pomóc. W sumie gotówka by się nam przydała- wtrąciłem, zerkając co jakiś czas na Neko.
-Bylibyście w stanie to zrobić?
-Pewnie, chyba, że nasza obecność nie jest już mile widziana- dodałem.
-Zwariowałeś chyba chłopcze. Wystarczy, że dacie wcześniej znać, a pokój zawsze będzie na was czekał- rzuciła promiennie.-Dziękuję wam bardzo. A teraz uciekajcie już, bo zaraz będę zamykać. Nacieszcie się sobą.
-Nie ma potrzeby. My możemy zostać i posprzątać- wtrąciła Neko.- Pani niech ucieka. Jutro wielki dzień, więc musi się pani wyspać.
Nie spotkaliśmy się z protestem. Oboje zniknęli, a my wzięliśmy się za porządki. Uwinęliśmy się w miarę szybko. Zdążyłem jeszcze skoczyć do sklepu po paczkę papierosów. Gdy wróciłem na salę, by pomóc jej w myciu stołów, ta była w trakcie czyszczenia ostatnich. Stała tyłem do wejścia, skupiona na zadaniu.
Zlustrowałem jej wzrokiem, zawieszając wzrok na spódniczce, która w godzinach pracy była dla mnie nie do zniesienia. Teraz... nie powiem, była przyjemnym widokiem. Zbliżyłem się cicho do dziewczyny, otulając ją od tyłu. Ta pod moim ciężarem zachwiała się lekko, uśmiechając pod nosem.
-Kończ już- pocałowałem ją w ucho, próbując ponaglić.
-Jeszcze jeden i kończę- mruknęła zadowolona.
-Zostaw go i chodź już- wsunąłem jej rękę pod bluzkę, nadal trzymając drugą rękę lekko zaciśniętą w okolicach żeber.
-Obiecaliśmy, że posprzątamy, pomógłbyś mi, to pójdzie szybciej- nie dawała za wygraną.
-Pierdolić to, chodź dobrowolnie, albo Cię zaciągnę na górę- szepnąłem cicho, nadal nie mogąc się od niej odkleić.
-Bierz ścierkę i wycieraj- powtórzyła, próbując dokończyć pracę.
-Jebać to- syknąłem zniecierpliwiony, obracając dziewczynę przodem do siebie.
Przytknąłem usta do jej, chwytając za ręce, uniemożliwiając jakikolwiek sprzeciw. W końcu przestała wierzgać i pozwoliła zanieść na górę, gdzie od razu, skierowaliśmy kroki w stronę łazienki. Tam ponownie skupiłem uwagę na bluzce.
-Co Cię tak wzięło na ten prysznic?- spytałem z ciekawością.
-Tak jakoś, chyba, że nie chcesz-wzruszyła ramionami.
Mój wzrok, chyba wystarczył, by utwierdzić ją w decyzji jaką podjąłem. Bez słowa zabrała się za ściąganie kolejnych warstw, pozwalając na pocałunki w szyję.
Nie wiele czasu minęło, by w pomieszczeniu zrobiło się cieplej i bynajmniej nie za sprawą wody, która już lała się strumieniem po moim jak i Neko ciele. Przywarła do mnie plecami, splatając nasze dłonie na swym brzuchu. Druga momentalnie powędrowała na podbródek dziewczyny, by odwrócić nieco jej głowę, co pozwoliło mi na kontakt z jej ustami.
W końcu cichy, przeszyty błogością jęk wydobył się z jej gardła. Oparta dłonią o ścianę, coraz bardziej napierała ciałem w moją stronę.
-Co jeśli ktoś ponownie przyjdzie?- spojrzała przez ramię.
-To trochę poczeka- mruknąłem bez zastanowienia.
Tak też ponownie doszło do sytuacji, która miała miejsce minionej nocy. Mokre kosmki jej czarnych włosów powoli zaczęły wychodzić spod wcześniej spiętego koka. Wtedy też uświadomiłem sobie, że to one dodają jej niewinności. Tworzyły barierę, pod którą kryła się wcześniej przed ludźmi.
Ponownie nasze ciała utonęły w rozkoszy. Nawet dzisiejszy incydent z grupką blondyna przestał być tak ważny. Liczyła się Neko. Tylko ona. Uścisk jej dłoni nieco nasilił się, gdy ponownie wydawał z siebie pomruk zadowolenia. Każdy mięsień w jej ciele kurczył się, a sekundę później rozluźniał. Ciągle przyciągałem ją do siebie bardziej, by jak najdłużej móc nacieszyć się tak bliskim kontaktem z nią.
<Neko?>
poniedziałek, 7 grudnia 2015
Od Haneko
-Czego chcesz?-warknęłam.
-Nie mieliście prawa ich wyrzucać-fuknęła krzyżując ręce. Przewróciłam oczami mijając ją. Nie chciałam się z nią kłócić, zwłaszcza po tym co zaszło kilka minut wcześniej, bo byłam prawie pewna, że bym nie wytrzymała i przywaliła jej tak jak Naoko przyjebał tamtemu gościowi. Wzięłam do ręki wilgotną ściereczkę i przetarłam blat, kiedy ktoś ze stolika pod jedną ze ścian zawołał mnie. Natychmiast podeszłam do klienta, który zażyczył sobie więcej kawy. Kilkoro innych gości również zażyczyło sobie dokładek. W między czasie brunet wrócił z zaplecza. Kręcąc się między stolikami obserwowałam go cały czas kątem oka. Czas mijał już spokojnie i w miarę równomiernie, aż do dziesiątej, kiedy pani Satoshi stanęła w drzwiach lokalu w towarzystwie wysokiego czarnowłosego mężczyzny. Zatrzymałam się w półkroku i przyglądałam uważnie szeroko uśmiechniętej kobiecie. W całym pomieszczeniu zaległa cisza i wszyscy goście obserwowali wkraczającą wspólnie parę. Właścicielka i mężczyzna zatrzymali się przede mną i uśmiechnęli życzliwie. Dopiero teraz spostrzegłam, że trzymają się za ręce.
-Haneko, moja droga.. Muszę przekazać ci wspaniałą wiadomość-jej uśmiech rozpromieniał, a oczy zaszkliły się łzami szczęścia-Wychodzę za mąż!-zawołała radośnie na co cały tłum zaczął głośno klaskać i gratulować nowej parze. Podeszłam do kobiety i przytuliłam ją mocno.
-Skoro jest pani szczęśliwa to i ja się ciesze-powiedziałam, a po chwili odsunęłam się od niej i spojrzałam na przyszłego męża kobiety. Jego szare oczy przepełnione były szczęściem, spokojem i miłością, z którą patrzył na ukochaną.
-Tylko pozazdrościć panu takiej narzeczonej-mrugnęłam do niego porozumiewawczo śmiejąc się-Niech jej pan tylko pilnuje. Pani Satoshi lubi znikać-zerknęłam na rozbawioną kobietę. W tej chwili jak na zawołanie klienci podnieśli się ze swoich krzeseł i zaczęli podchodzić i gratulować. Cofnęłam się do baru, za którym stał Nez. Odwróciłam się i popatrzyłam na niego uśmiechając się delikatnie. Chłopak jednak nie zareagował w żaden sposób, tylko wpatrywał się w ziemię. Zaskoczona i zmartwiona obeszłam blat i podeszłam do bruneta.
-Co się stało Nez?-szepnęłam stając na palcach. Mój oddech odbijał się od jego policzka. Brunet powoli przeniósł na mnie puste spojrzenie swoich czekoladowych oczu. Objęłam go za szyję przyciskając całe swoje ciało do niego, na tyle na ile byłam to w stanie zrobić.
-Neko?-głos pani Satoshi sprawił, że momentalnie odsunęłam się od Naoko. Sama nie bardzo wiedziałam, dlaczego tak postąpiłam, jednak uśmiechnęłam się miło i popatrzyłam pytająco na kobietę.
-Chciałam zapytać czy zechciałabyś być moją druhną?-przekrzywiła delikatnie głowę-Bardzo byś mnie tym uszczęśliwiła. Wiem, że spieszy wam sie do dalszej drogi, więc zdecydowaliśmy z Ren'em, że ślub weźmiemy już jutro po południu-uśmiechnęła się do swojego narzeczonego. Na moment odebrało mi mowę. Nie wiem czy z powodu wieści o jutrzejszym ślubie czy o tym, że mam być druhną. Zerknęłam na chłopaka w dredach, który udawał, że wszystko jest w porządku, i odpowiedziałam
-Co prawda miałam nadzieję, że jeszcze dzisiejszego wieczoru ruszymy w dalszą podróż..-kobieta posmutniała nieznacznie-Jednak w takim przypadku konieczne będzie przełożenie rozpoczęcia dalszej wyprawy. Nie pozwolę przegapić sobie pani ślubu-uśmiechnęłam się szeroko. Kobieta podeszła do mnie i złapała moje dłonie w swoje, niewiele większe.
-Kochanie, tak bardzo ci dziękuję. Oboje z Nez'em uświetnicie moją uroczystość-przytuliła mnie mocno-Jutro nie będzie na to czasu, więc jeszcze dziś pójdziemy kupić ci okazjonalną sukienkę, dobrze?-mówiła podekscytowana jak jeszcze nigdy. Bawiło mnie to, ponieważ nie widziałam jeszcze nikogo dorosłego tak podekscytowanego czymś. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie co właścicielka powiedziała.
-Chwilka. Co? Nie, ja nie mogę..-jęknęłam. Pani Satoshi popatrzyła na mnie zdziwiona.
-Jak to nie możesz?
-No tej sukienki.. Nie mam na tyle pieniędzy..
-A tam opowiadasz, dziecko. Oczywiście, że ja ci ją kupie-posłała mi najszerszy uśmiech jaki kiedykolwiek u niej widziałam. Złapała mnie za rękę mówiąc-A teraz nie traćmy czasu, tylko chodźmy. Trzeba będzie przymierzyć mnóstwo sukienek!-jej głos zrobił się nieco piskliwy co rozbawiło mnie i Ren'a. Popatrzyliśmy na siebie z mężczyzną i uśmiechnęliśmy się przyjaźnie.
-Ren, skarbie, bądź tak miły zostań tutaj ze Scarllet i Nez'em. Kiedy wrócę spróbujemy skombinować dla tego młodego chłopaka garnitur-zawołała wyciągając mnie prawie siłą ze swojej knajpy.
Przymierzałam już entą sukienkę i powoli zaczynałam mieć tego dość. Już miałam powiedzieć, ze wezmę najtańszą, kiedy ekspedientka pokazała mi najpiękniejszą sukienkę jaką widziałam. Była bez ramiączek i kończyła się przed kolanami. Kloszowana pięknie układała się i poszerzała nieco moje biodra.
-Pięknie ci w tych kolorach, Haneko-powiedziała wzruszona kobieta, na co sprzedawczyni przytaknęła. Odwróciłam się do kobiety.
-Naprawdę tak pani uważa?
-Oczywiście, drogie dziecko! Nez postrada zmysły, kiedy cię ujrzy-uśmiechnęła się miło, a jej uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej, kiedy speszona spuściłam wzrok. Odwróciłam się do lustra i przyjrzałam się sobie. "Czy naprawdę mogłabym podobać się w tym Nez'owi..?". Następną godzinę spędziłyśmy na szukaniu idealnej sukni ślubnej, w której pani Satoshi wyglądałaby oszałamiająco. Może i nie była najszczuplejszą kobietą na ziemi, ale jej krągłości uwydatniały jej zalety, które miała naprawdę duże.
-Neko, zastanawiałam się czy mogłabyś zaśpiewać coś na weselu-ni z tego, ni z owego powiedziała blondynka. Popatrzyłam na nią nieco zaskoczona. Po raz pięćdziesiąty obracała się przed lustrem w jednej sukience.
-Oczywiście, czemu nie.. Ale jest pani pewna, że goście nie uciekną?-skrzywiłam się lekko na co pani Satoshi zareagowała śmiechem. Pokręciła głową i zawołała ekspedientkę informując ją, że decyduje się na tą suknie.
Trzy godziny po naszym wyjściu ponownie przekroczyłyśmy próg jadłodajni. W środku panował nadzwyczajny spokój i pustka. Zaciekawione i zdziwione rozejrzałyśmy się poszukując mężczyzn, których zostawiłyśmy. Nagle Ren wychylił się zza drzwi kuchennych.
-O, już wróciłyście-przywitał nas uśmiechem-Ten cały Nez nie jest zbyt rozmownym chłopakiem. Poszedł na górę do pokoju niedługo po waszym wyjściu-popatrzył na mnie, a ja zmartwiona zerknęłam w stronę schodów.
-Idź, kochana-kobieta pchnęła mnie lekko w ich kierunku-Powinnaś chyba z nim pogadać.
Nie musiała mi dwa razy powtarzać. Zostawiłam jej torbę z sukienką i szybkim krokiem poszłam na górę. Przy drzwiach nieco zwolniłam i otworzyłam je powoli. W pokoju panowała ciemność, ponieważ okno było zasłonięte. Kiedy już moje oczy przyzwyczaiły się do zmniejszonej ilości światła dostrzegłam Naoko leżącego na łóżku. Podeszłam do niego na palcach zastanawiając się co może go gryźć.
-Neko-odezwał sie nagle nie otwierając oczu. Tylko tyle. Moje imię. Nic więcej poza nim. Zaintrygowana podeszłam jeszcze bliżej i nieco nachyliłam się nad chłopakiem. Nagle otworzył oczy, a ja zaskoczona wyprostowałam się natychmiast i cofnęłam parę kroków. Nez usiadł na krawędzi materaca i zakrył twarz dłońmi. Przechyliłam lekko głowę w prawo i podeszłam do niego siadając obok. Przez chwilę siedzieliśmy oboje w ciszy. Nie wiedziałam co zrobić ani jak zmusić go do mówienia. Nie miałam żadnego pomysłu, więc tylko przytuliłam się do niego. Chłopak objął mnie ramieniem, a palcami drugiej ręki uniósł mi podbródek tak bym na niego spojrzała. Popatrzyłam w jego ciemne oczy i uśmiechnęłam się lekko, kiedy przytknął swoje wargi do moich ust. Przejechałam językiem po jego wardze, na co on przycisnął mnie do siebie mocniej. Z każdą chwilą całowaliśmy się coraz mocniej i namiętniej. Wzrastało w nas to samo uczucie co minionej nocy. Nie miałam nic przeciwko, by historia zatoczyła koło. Nagle do mojej głowy wpadł nietypowy, ale bardzo intrygujący pomysł.. Oderwałam usta od bruneta i szepnęłam mu prosto do ucha.
-Może miałbyś ochotę wziąć prysznic...?
Podniosłam się powoli przeciągając palcami po policzku chłopaka i ruszyłam w kierunku łazienki.
Naoko?
Od Naoko
-Chyba pomyliłeś lokale, młody- rzuciłem mu ostrzegawcze spojrzenie- Tutaj dziewczyny są od tego, żeby Cię obsłużyć, ale nie w taki sposób jak uważasz.
-Ona chyba nie ma nic przeciwko, prawda maleńka?- zerknął na nią z szyderczym uśmieszkiem.
-Właściwie mógłbyś zabrać tą rękę- rzuciła, stanowczo odpychając adoratora.
Ten, jednak nadal nie przestawał się do niej przystawiać, zachęcany przez kolegów.
-Jestem w pracy, więc nie mam czasu na zabawy. Jeśli czegoś będziecie potrzebowali, to wystarczy zawołać. Przykro mi, że żadne dziewczyny nie chciały wam towarzyszyć, ale ja niestety nie zajmę ich miejsca- rzuciła w końcu nieco podirytowana.
-Gdybyś chciała się zabawić, to zapraszam do nas- dodał po chwili odchodząc do stolika, gdzie reszta jego znajomych wyrażała swoje niezadowolenie.
Przez kolejne trzy minuty był spokój, toteż Neko zasiadła naprzeciwko mnie, popijając szklankę soku. Mimo iż było obok, całą uwagę skupiałem na rozpieszczonej grupce, której posyłałem wrogie spojrzenie.
-Możesz podejść, ślicznotko?- machnął rozochocony blondyn.
-Chyba będzie lepiej jeśli ja pójdę- szepnąłem, widząc jej wzrok typu "co znowu?"
-Nie, dam sobie rady- rozpromieniła się, idąc prosto do stolika.- Słucham?
-W sumie to nic szczególnego, ale kolega się już za Tobą stęsknił- zaczął brązowowłosy.- Nie uciekaj jeszcze. Nie ma się czego wstydzić!
Kolejny, siedzący z brzegu podchwycił zabawę i chwycił ją za rękę, pociągając tak, że Neko zmuszona była usiąść na kolanach jednego z nich, by nie zaliczyć gleby, ale szybko powróciła do pionu, posyłając im wściekłe spojrzenie.
-Ty patrz jaka bojowa!- skwitował kolejny, patrząc na blondyna.-W sam raz dla Ciebie.
-No... i tyłek ma całkiem niezły- dodał, lustrując ją wzrokiem
W tym też momencie rzuciłem brudną szklankę na blat, po czym zbliżyłem się do tego idioty, który śmiał ją dotknąć. Na zbyt wiele sobie pozwalał, od kiedy wszedł do lokalu.
-Nez, daj spokój- próbowała zagrodzić mi drogę, jednak tylko chwyciłem ją za ramiona przestawiając na bok.
-Słuchaj gnojku, już raz Cię ostrzegałem. To nie jest burdel i po raz ostatni Ci to powiem, tylko nieco dosadniej, żeby nawet taka ameba intelektualna zrozumiała. Ona nie jest dziwką, ani pierwszą lepszą szmatą, którą możesz obmacywać i upokarzać. Jeśli ta sytuacja powtórzy się jeszcze raz, to gwarantuje Ci, że przejedziesz się ryjem po asfalcie i będę na tyle uprzejmy, że złamię Ci przy tym nos- warknąłem, podnosząc go za kaptur.
-Koleś weź wyluzuj- rzucił bezczelnie, jakby uważał się za kogoś lepszego, a świętym obowiązkiem Neko było poddawanie się jego fantazją. No cóż, tak się kończy rozpieszczanie bachorów.
-Więc czego chcecie- rzuciła obojętnie, widząc lekkie zdziwienie młodziaków.
-Cole możesz podać- mruknął blondyn.
-Wszystko w porządku?- spytałem, gdy oboje znaleźliśmy się przy barze.
-Tak, ale dałabym sobie rady- westchnęła, patrząc na mnie kątem oka.
-Nie wątpię, mała- rzuciłem nieco rozbawiony.- Nie przepadam, kiedy ktoś Cię tak traktuje
-Nie wątpię- rzuciła na odchodne, niosąc cztery butelki z zamówionym napojem.- Coś jeszcze?
Chłopak już najwyraźniej zapomniał o sytuacji sprzed chwili, bo znowu przybrał postawę cwaniaka.
-Na razie tyle- dodał, układając dłoń na jej, stanowczo za krótkiej spódniczce- Fakt, całkiem fajny.
Widząc całą tą sytuację, ponownie opuściłem stanowisko, powtarzając sobie w myślach, żeby tylko go nie zabić, bo w tym momencie byłem do tego zdolny.
Ponownie moja ręka spoczęła na kapturze blondyna. Kiedy jego okrągłe, zdziwione oczka spoczęły na mnie, wiedziałem, że znowu nie widzi nic złego w swoim zachowaniu.
-Zabieraj kolegów i wyjazd- mruknąłem nad wyraz spokojnie.
-Weź daj spokój, wypijemy i idziemy.
-Nie, macie wyjść teraz. Radzę, żebyś posłuchał.
-O co się tak wściekasz? Fajna z niej dupa, to chyba komplement- zaśmiał się, na co reszta jego kolegów zaczęła mu wtórować.
W jednej chwili podniosłem go za kaptur, stawiając na nogach, po czym trafiłem pięścią prosto w zadarty nos. W wyniku ciosu cofnął się kilka kroków, zakrywając twarz dłonią, po które chwilę później zaczęła spływać wątła stróżka krwi.
-Pojebało Cię?!- warknął wściekły.
-Teraz wyjdziesz pojebie, czy mam Ci pomóc?- zapytałem, zerkając na jego kolegów.
Poirytowany, chcąc zachować resztki godności rzucił od niechcenia coś do chłopaków, kierując się do wyjścia. Gdy łapał już za klamkę, obrócił się energicznie na pięcie zaciskając dłoń w pięść, celując nią w moją twarz, jednak źle wyliczył odległość, dlatego w porę zdążyłem się odsunąć.
-Możesz już wyjść, zanim upokorzysz się jeszcze bardziej, chociaż nie wiem, czy jest to możliwe- wtrąciła czarnowłosa- I na przyszłość, nie wiem do jakich lokali ty chodziłeś, ale zachowywanie się jak idiota może przysporzyć Ci jedynie pogruchotanej twarzy.
Gdy grupka opuściła lokal, nagle zrobiło się jakoś ciszej, mimo, iż lokal był pełny ludzi.
-Myślisz, że wrócą?
-Prawdopodobnie- westchnąłem cicho.
-Co wy tu robicie?- z kuchni wyłoniła się ruda, która wzrokiem szukała odpowiedzi wśród klientów.
-Żegnamy gości- dodałem obojętnie, kierując się na zaplecze- Idę zapalić
Wśród nielicznych klientów można było dostrzec lekki uśmiech, który od razu ponownie rozbudził pełną salę. Widać, że u większości, ich obecność również wzbudzała irytacje.
-Ale przerwa dopiero za godzinę- przypomniała ruda, jednak zignorowałem ją, wyciągając z kieszeni pudełko, w którym ostała się jedyna fajka. Nawet nie czekałem z jej odpaleniem, by drzwi do sali zamknęły się za mną. Oparty o ścianę, rozkoszowałem się papierosem. To w tej chwili chyba było w stanie mnie uspokoić.
-Nez?- cichy, dziewczęcy głos doszedł do moich uszu. Zza drzwi wyłoniła się Neko, pytająco wpatrując się we mnie.
-Idź na salę. Zaraz przyjdę- mruknąłem, skupiając wzrok, na dymie.
-Na pewno przyjdziesz, ale chciałam się upewnić, że wszystko w porządku.
-Ta... idź już, mała- westchnąłem.- Zaraz ruda zacznie się ciskać, a nie mam ochoty jej słuchać. Poza tym Satoshi może wkrótce przyjść i dobrze by było, żeby nie widziała jak oboje się obijamy.
-Niech Ci będzie, ale wszystko na pewno w porządku?- upewniła się, otwierając drzwi.
-Ehe... leć już- spojrzałem na nią, starając się wyglądać w miarę wiarygodnie.
Gdy ta wróciła do budynku, nie wiele czasu spędziłem w samotności, bo chwilę później, niedopałek znalazł się na ziemi, pod moim butem.
<Heneko?>
niedziela, 6 grudnia 2015
Od Haneko
-Nez-jęknęłam próbując się nie śmiać-Jest już późno trzeba otworzyć knajpę i zaraz przychodzi Scarllet, puszczaj mnie-zaczęłam się śmiać wyrywając się z uścisku chłopaka. Ten przyciągnął mnie jeszcze bliżej i szepnął prosto do ucha,
-Musisz mnie przekupić-pocałował mnie w ucho łaskocząc przy tym. Pisnęłam wierzgając nogami w powietrzu. Brunet położył mi głowę na swoich nogach i popatrzył się prosto w moje oczy. Uśmiechnęłam się lekko i złapałam go za szyję przyciągając do siebie i całując mocno. Po chwili uścisk się rozluźnił, więc wykorzystałam okazję i jednym ruchem wyrwałam się chłopakowi. Zerknęłam na zaskoczonego Nez'a znikając w drzwiach łazienki.
Naoko wrócił z zaplecza i popatrzył na mnie i rudowłosą. Obie przyglądałyśmy się sobie z niezadowoleniem. Odwróciłam się na pięcie spoglądając na zegarek. Kusa spódniczka, którą nosiły kelnerki odsłaniała, jak dla mnie zbyt dużo. Jednak wcześniej ustaliłam już w tą kretynką, że na dzień dzisiejszy to ja zostanę kelnerką, a ona będzie siedzieć w kuchni do powrotu pani Satoshi.
-Bądź miła dla klientów-zaszczebiotała z przesłodzonym uśmiechem.
-Na pewno będę milsza niż dla ciebie, suko-powiedziałam równie słodko co ona. W odpowiedzi strzeliła tylko drzwiami od kuchni. Z satysfakcją patrzyłam za nią chichocząc pod nosem. Po chwili przeniosłam spojrzenie na Nez'a, który cały czas przyglądał mi się badawczo.
-Staczasz się-powiedział opierając łokieć na blacie. Zakryłam usta dłonią ukrywając uśmiech.
-Powtarzasz się, wiesz?-podeszłam do drzwi i odwróciłam tabliczkę na napisz "otwarte". -Staniesz za barem?-spytałam wyglądając przez okno.
-Czemu nie-wzruszył ramionami. Było po nim widać, że jest niewyspany. Zaśmiałam się pod nosem-A krótszych spódniczek nie mieli?-spytał ponuro.
Nie wytrzymałam i zaśmiałam się na cały lokal. Zakręciłam biodrami i zalotnie popatrzyłam na swojego kolegę.
-A co? Zazdrosny będziesz?
Jako odpowiedź dostałam tylko niezrozumiałe mruknięcie. Pokręciłam głową z rozbawieniem i odwróciłam się, kiedy drzwi wejściowe sie otworzyły. Weszło dwóch, już nieco starszych mężczyzn, którzy zajęli swoje stałe miejsca pod jednym z okien. Podeszłam do nich z kartką i długopisem.
-Dzień dobry. Co dla panów?-spytalam uśmiechając się uprzejmie. Nie zastanawiali się długo, więc wywnioskowałam, że są stałymi bywalcami. Co zresztą było do przewidzenia, miasteczko było małe i nie widziałam do tej pory innej jadłodajni. Zanotowałam wszystko starannie i podeszłam do lady przekazując zapisaną karteczkę przysypiającemu chłopakowi.
-Może napijesz się kawy?-spytałam zerkając na niego nieco zmartwiona. Sama odłożyłam na moment notesik i zajęłam się parzeniem świeżej kawy w czasie gdy Naoko podawał Scarllet zamówienie. Wyciągnęłam spod lady trzy kubki i przetarłam je czystą szmatką, dla pewności, że lśnią czystością. Kiedy już czarny napój kofeinowy, do którego smaku osobiście mam wstręt zaparzył się, rozlałam go do kubków. Przyjemny zapach kawy uniósł się i powoli wypełnił całe pomieszczenie. Rudowłosa zastukała w drzwi dając znak, że zamówienie jest już gotowe, więc zgarnęłam je szybko na tacę i ruszyłam do klientów rzwawym(?) krokiem. Drzwi ponownie się otworzyły i lokal zaczął wypełniać się stłumionymi rozmowami. Nieco spłoszona zerknęłam na Nez'a, który skinął głową dodając mi otuchy i jednocześnie dziękując za kawę. Gdzieś w głębi wiedziałam jednak, że dużo bardziej przydałaby mu się teraz paczka papierosów. Jednakże nie miałam czasu by się nad tym zastanawiać, bo wielu gości czekało już na obsługę. Szybko zbierałam zamówienia, nalewałam kawy, odbierałam potrawy i donosiłam je głodnym klientom sprawnie lawirując między stolikami i co chwila ruszającymi się krzesłami. Wszystko szło świetnie do momentu, w którym do pseudo-restauracji nie weszło czterech chłopaków o rok może dwa lata starszych ode mnie. Już na wejściu, kiedy tylko mnie zobaczyli podnieśli wrzawę gwizdając i komentując mój dość skromny strój. Nie zwracałam ja to uwagi, już przyzwyczaiłam się do dziwnych komentarzy pod moim adresem. Mimo to brunetowi ciężko przychodziło niereagowanie na to. Kiedy już wszyscy goście zostali obsłużeni, mialam chwilkę by przystanąc przy barze i zamienić choć słówko z Nez'em. Nie zdążyłam nawet otworzyć ust, kiedy blondyn z paczki hałaśników pojawił się obok mnie mierząc moją drobną postać dziwnym wzrokiem. Przewróciłam oczami i popatrzyłam w inną stronę. Niestety, blondyn źle odebrał ten gest i objął mnie w talii przyciągając do siebie.
Naoko?
Od Naoko
-Nez- rzuciła cicho, zerkając na mnie, czarnymi oczami.
Przytknąłem usta do jej nieco rozchylonych warg, szukając w nich ciepła, jakie mi dawała. Uwolniłem jej jedną dłoń, którą wsunąłem pod plecy, by móc przysunąć ją jeszcze bliżej. Wtedy poczułem smukłe palce, które wplotła między dredy. Każdy jej ruch wzbudzał we mnie jeszcze większą ekscytację. Jej nogi zacisnęły się na moich bokach nieco mocniej. Oddychaliśmy w jednym rytmie. Paznokcie Neko przejechały po mych plecach kolejny raz, gdy syknęła krótko. Analizowałem każdy szczegół, do momentu, w którym jej ciało wygięło się ostatni raz, a chwilę później, opadło bezwładnie na pościel. Położyłem się obok niej, na co ona od razu przytuliła się do mnie, wtulając twarz w moje ramie.
-Wybacz- szepnąłem cicho, całując ją w czoło.
-Nie masz za co- uśmiechnęła się słabo.
-Chyba jednak jest za co- złapałem ją lekko za dłoń oglądając prawy nadgarstek dziewczyny, pokryty czerwonym śladem, po zacisku.
-To nic takiego. Tym się nie przejmuj, do jutra zniknie. Obrywałam gorzej- zaśmiała się cicho.
-Mimo wszystko nieco przesadziłem.
-Daj już spokój Nez- przetarła ręką po moim policzku.- Nie obchodzi mnie tak drobny szczegół.
-A powinien, mała. Bo nawet drobny szczegół może ci ocalić skórę.
-Ty znowu o tym- przewróciła oczami z lekkim uśmiechem.
Ponownie oplotła mnie dłońmi, zastygając w bezruchu. Tak też leżeliśmy w ciszy, dopóki każde z nas nie zasnęło.
Rano obudziło mnie rytmiczne stukanie w szybę. W pokoju panował lekki półmrok, co oznaczało, że kolejny raz burzowe chmury podążyły za nami. Neko nadal spała, zwinięta obok mnie. Starając się jej nie obudzić, ruszyłem do łazienki, by wziąć szybki prysznic, zanim przyjedzie dostawa. Kwadrans później wszedłem do pokoju, spinając dredy. Dziewczyna nadal spała, toteż usiadłem obok niej na łóżku, by okryć ją kocem.
-Dzień dobry- przebudziła się, gdy po szyi przeszły moje usta.
-Witaj mała. Ja idę odebrać dostawę, a ty pośpij jeszcze dwie godziny.
-Wracaj szybko- chwyciła mnie za nadgarstek, po czym ponownie zamknęła oczy.
Nie miałem zamiaru protestować. Sam najchętniej nie schodził z łóżka przez najbliższe kilka godzin. Jak zwykle facet z lekką siwizną, czekał przy tylnych drzwiach, skrobiąc coś na kartce.
-Cześć młody. Podpisz tu- rzucił jak zacięty. Od kilku dni to powtarza, po czym wykłada kilka pudeł i jedzie, mrucząc pod nosem " do jutra".
Tym razem zanim się pożegnał, wręczył mi kilka poskładanych w kostkę ubrań.
-Mam nadzieję, że będą pasować. Dobrze, że Misora ich nie wyrzuciła- westchnął cicho.- Do jutra.
Nie przejmowałem się jego słowami, dopóki nie przyjrzałem się dokładnie ubraniom. Wyglądały jakby dopiero ktoś je kupił, więc czemu miałaby je wyrzucić? Cholera wie. Wślizgnąłem się do pokoju, gdzie Neko nadal leżała na łóżku, tym razem kierując wzrok w moją stronę.
-Długo Ci dziś zeszło- zaśmiała się.
-Czemu nie śpisz?- rzuciłem "podarek" na fotel, po czym położyłem obok niej.
-Tak jakoś- wzruszyła ramionami.
-Zatęsknisz jeszcze za czasami, gdy mogłaś spać tak długo-mruknąłem przyglądając się jej zmęczonym wzrokiem.
Ta jedynie się zaśmiała, wstając, by iść się umyć, ale szybko chwyciłem ją za rękę, przyciągając do siebie.
-A ty gdzie?- złapałem ją w pasie, całując w ucho.
-Korzystam z tego, że mamy wodę do mycia. Mogę iść?- zaśmiała się, próbując wyrwać.
-Zdążysz się nacieszyć tym przywilejem. Poleż jeszcze chwilę mała.
<Neko?>
Od Haneko
-Jesteś pewna, że tego chcesz?-jego oddech załaskotał mnie.
-Gdybym nie była to nie byłoby mnie tu..-powiedziałam ledwo słyszalnie. Otarłam nos o policzek Naoko.
-Boisz się?
Nie zdołałam już odpowiedzieć słownie, więc tylko skinęłam głową, na co brunet się uśmiechnął. Przesunęłam dłonie na jego plecy przyciskając go do siebie. Przymknęłam oczy przysłuchując się biciu własnego serca. A może to biło serce Nez'a?
Nagle przez całe moje ciało przeszedł silny ból, a ja odruchowo wbiłam paznokcie w plecy chłopaka. Zacisnęłam zęby i delikatnie się wygięłam przylegając do Naoko. Ten schylił się i pocałował mnie delikatnie uciszając prawie natychmiast. Jego palce prześlizgnęły się po moim policzku, szyi i niżej aż do brzucha. Powolne ruchy chłopaka powodowały, że z mojego gardła wydobywały się jęki i pomruki. Jednocześnie owładnięta przyjemnością mruczałam Nez'owi prosto do ucha niczym zadowolony kotek. Odwróciłam głowę szukając ust bruneta, lecz on jednym ruchem przesunął dłonie na moje nadgarstki przyszpilając mnie do łóżka i nie pozwalając się ruszyć. Syknęłam cicho z bólu, kiedy kolanami rozszerzył moje nogi jeszcze bardziej. Popatrzyłam na niego nico zdziwiona. Pochylał się nade mną nieruchomy bijąc się chwilę z myślami. Jednak już po paru sekundach schylił się do mojej szyi i musnął ją wargami. Sprawiło to, że całe moje ciało jakby zwiotczało i przestało stawiać nawet ten najmniejszy opór. Czułam jak rozpływam się pod ustami bruneta. W jednym momencie z mojego gardła wyrwał się krzyk zaskoczenia i bólu. Teraz ruchy chłopaka stały się zdecydowanie szybsze i pewniejsze. Przysparzało to naszej dwójce jeszcze większej przyjemności niż wcześniej. Chociaż gdyby myśleć trzeźwo to największą przyjemność dała obecność drugiej osoby obok. Nie miałam możliwości poruszenia się, ponieważ Naoko wciąż przytrzymywał mnie mocno i nie pozwalał się ruszyć bardziej niż to konieczne. Pozostawało mi tylko zaciskanie zębów i głośne jęczenie.
Nez?
sobota, 5 grudnia 2015
Od Naoko
W końcu udało mi się zbliżyć do łóżka, wchodząc na nie kolanami. Gdy dziewczyna poczuła delikatną pościel na swoim ciele, sama uklękła, pozwalając mi skoncentrować ręce na reszcie jej ciała. Niewinnie skierowała własne, chwytając za zamek mej bluzy, który powoli rozsuwała. Gdy ta powoli zsunęła się z moich ramion, zerknąłem pytająco na dziewczynę, na co ona przytaknęła porozumiewawczo. Wzbraniałem się przed tym przez kilka minut, nadal nie pozwalając, by jej usta oddaliły się od moich. Prawda jest taka, że w takich właśnie momentach jak te, czułem się najlepiej i miałem całkowitą pewność, że nic jej nie będzie.
Biłem się z myślami, czy to dobry pomysł, by posunąć to, aż tak daleko. Poniekąd zwiąże nas to na dobre i nie pozwoli zapomnieć... oddalić się od siebie. W końcu, kiedy jej ciało, przywarło do mojego, straciłem panowanie nad samym sobą. Do czego doprowadziła ta dziewczyna? Nie potrafię nawet panować nad własnym ciałem. Chwyciłem jej bluzę, zrzucając ją z niej. Nie długo potem pozostała w sukience, która w rzeczywistości była moją bluzką podarowaną dzień, czy dwa wcześniej. Delikatnie chwyciłem za nią, ostrożnie odsłaniając jej ciało. W tym też momencie, opadła na plecy, układając głowę wygodnie na poduszce. Zbliżyłem się do niej, mając jej biodra, między własnymi kolanami. Klęcząc tak nad nią, wyprostowanym, pozwoliłem, by jej dłoń plątała się po mym brzuchu, stopniowo schodząc nieco niżej, by w końcu dotrzeć do paska spodni.
-Będziesz miała przeze mnie kłopoty mała- przestrzegłem ją ostatni raz.
-Pomartwimy się tym jutro- rzuciła łagodnie.
-Jak dziecko- zaśmiałem się pod nosem, całując po szyi.
Jej oddech nieco przyspieszył, a dłoń za ramieniu zaciskała mocniej. Czy tego chciała, bo próbowała sobie coś udowodnić, mnie lub po prostu z własnego wyboru? Nie obchodziło mnie to już. W tym momencie myślałem już chyba tylko o sobie. Nie było szans, by się już wycofać.
Nawet nie zauważyłem, kiedy i mnie pozbawiła spodni. Nadal patrzyła na mnie niewinnym wzrokiem, w którym nie wiele osób byłoby w stanie dostrzec tę stanowczość jaką wyrobiła w przeciągu paru dni. Fascynowało mnie, co mnie, aż tak bardzo w niej fascynuje. Jednym razem stawiała na swoim do samego końca, a kolejnym pozwalała robić ze sobą wszystko niczym szmaciana lalka, tak jak teraz.
Ułożyłem dłonie na jej kościstych biodrach, powoli zaciskając je coraz mocniej, na co ona delikatnie podkurczyła nogi, wciskając mi je między uda.
Muskałem wargami praktycznie każdy skrawek jej ciała, na co ona pchnęła mnie delikatnie, by móc ułożyć się na moich biodrach jak dzień wcześniej. Śmiało dotykałem jej pleców, wsuwając dłoń pod stanik, by w końcu móc go rozpiąć. Ten krótki i prosty ruch, a mimo to wyczekiwany od wczoraj.
<Neko?>
Od Haneko
-Jeszcze nie skończyłeś myć podłogi-mrugnęłam do niego zaśmiewając się. Chłopak przewrócił oczami próbując złapać mnie za rękę, jednak umknęłam w ostatniej chwili przed jego palcami. Obróciłam się wokół własnej osi pokazując brunetowi język. Wskoczyłam na jedno z krzeseł i spojrzałam na kolegę z wysokości. W końcu byłam od niego wyższa, niewiele, ale jednak. Oparłam dłonie na biodrach przechylając się lekko w jedną stronę.
-No! Raz, raz-zawołałam klaskając w dłonie. Naoko posłał mi tylko ponure spojrzenie po czym złapał za mop.
-Żeby ten mop nie wylądował na tobie-ostrzegł wyciskając go z brudnej już wody. Zaśmiałam się jeszcze bardziej i zeskoczyłam w krzesła kierując się w stronę szafy grającej. Włączyłam coś na chybił trafił przyglądając się pracy chłopaka. Jednak, gdy pierwsze nuty dotarły do moich uszu uśmiechnęłam się szeroko pozwalając by melodia zaczęła poruszać moim ciałem.
Nez?
Od Naoko
-Ależ się napaliłaś na te gry- zaśmiałem się, wyczuwając entuzjazm dziewczyny.
-Nie mów, że ty nie. Pierwszy raz od dłuższego czasu mogę zapomnieć o ojcu i... tym wszystkim. Nie mów, że ty tak nie masz.
-Zależy o co pytasz- nachyliłem się nad nią, szepcząc do ucha.
-Niech Cię szlag Nez- zaśmiała się, odpychając mnie lekko.
Westchnąłem cicho, nadal idąc krok w krok za dziewczyną, niczym cień. Nie wiele później dotarliśmy w miejsce, gdzie budynek rozświetlały setki kolorowych lampek, neonów i świateł, mimo iż był słoneczny dzień. Widać, że lokal tętnił życiem, skoro jest tak dekorowany bez względu na porę dnia.
-No i jesteśmy- rzuciła, przyglądając się napisowi.
-Czym się tak przejmujesz?
-Z zimną krwią pociągnęłam kilka dni temu za spust, bez drgnięcia zwyzywałam rudą, a stresuje się przed wejściem do lokalu, gdzie prawdopodobnie będę się dobrze bawić- spojrzała z roztargnieniem na szklane drzwi, które jednocześnie chciała przekroczyć i pozostać z dala od ich zasięgu.
- No co ty? Automatów się cykasz?- zaśmiałem się, kładąc jej dłoń na plecach, lekko popychając przed siebie.
Tak też z lekką pomocą, przekroczyła próg.
-A myślałam, że na zewnątrz jest kolorowo- rozejrzała się po wnętrzu, które, aż biło jaskrawymi światełkami.- Co najpierw?
-Dla mnie to kolejna wizyta w podobnym miejscu, więc wszystko spoczywa na Tobie, ponownie.
-Znowu ja mam wybierać?- jęknęła- Niech Ci będzie.
Zwiedzaliśmy środek, chodząc między automatami, kuszącymi tandetną muzyką i ledowymi dekoracjami. Tak też moja towarzyszka podjęła grę na... nie oszukujmy się! Przy każdej maszynie spędziliśmy przynajmniej kwadrans. Tak... automatów było sporo.
-A ten?- wskazała ręką, ale nie wiem po co pytała, skoro w trakcie zadawania pytania już zmierzała we wskazanym kierunku.
-Tak dla odmiany- oparłem się o automat, który już całkowicie pochłonął dziewczynę.
W końcu sam zdecydowałem się do niej dołączyć. I tak też wspólnie podjęliśmy zabawę. Ale cóż... w końcu skończyły się automaty, toteż niezaspokojona Neko, opuściła parcelę.
-Ale zabawa- przeciągnęła się, przyglądając zegarkowi w telefonie- Kto by pomyślał, że 5 godzin tak szybko zleci. O dziwo nawet ty się nieco rozerwałeś.
-Nie prowokuj mnie, mała- zerknąłem na nią kątem oka, uśmiechając się- Potem możesz żałować, że mnie podpuściłaś.
-Może będę, może nie. Teraz chodźmy coś zjeść. Liczę, że pani Satoshi coś nam przyszykowała.
Tak też z apetytem drapieżnika, wkroczyła na salę. Jakieś było jej zdziwienie, gdy dostrzegła kobietę... w stroju wieczorowym.
-Dzień dobry, dokąd się pani wybiera?- Neko przyjrzała się dokładnie jej kreacji.
-Witajcie, jestem dziś umówiona na spotkanie i bałam się, że będę musiała zamknąć bar. Bylibyście tak uprzejmi i zajęli się wszystkim pod moją nieobecność?
-Czemu nie- rzuciłem, czując na sobie wzrok czarnowłosej.
-Dziękuję wam. Scarllet wam pomoże, ale nie liczcie na zbyt wiele, bo za dwie godziny kończy zmianę- wyjaśniła, zapinając złoty wisiorek na szyi.
-Nie będziemy narzekać- parsknęła, po czym wyszła z lokalu.
Wtedy też wyłoniła się ruda, która jak się okazuje, zwała się Scarllet.
-Więc tak. Ty może idź na kuchnię. Szefowa trzyma tam zapiski jak przyrządzić potrawy. My zostaniemy na sali- rzuciła dumnie, patrząc na Neko.
-Nie jestem zbyt towarzyski, więc rola kelnera nie jest dla mnie. Pójdę z nią na kuchnie- zmrużyłem oczy, przyjmując obojętną postawę.
-W sumie znam większość przepisów i mi pójdzie sprawniej.
-Nie, nie dzięki. Ty chyba lepiej poradzisz sobie na sali- Neko machnęła tylko ręką, wchodząc do kuchni, toteż zadowolony ruszyłem za nią, mając świadomość tego, jak ruda kipi furią.
Ruch był wyjątkowo wątły, toteż i robota w kuchni szła przyjemniej. W końcu gdy kilkanaście kaw i podobna ilość dań opuściły pomieszczenie, ruda ogłosiła koniec pracy na dziś.
-Ja znikam. Pozostawiam wam sprzątanie. Nie zapomnijcie zamknąć- rzuciła szybko i zniknęła nam z oczu.
-Nie znoszę tej kretynki- fuknęła oburzona.
-Przynajmniej nie musimy jej już dziś oglądać. Chodź weźmiemy się za sprzątanie, bo nie chcę wylecieć z roboty, zanim ją w ogóle zacznę- klepnąłem ją lekko w ramię, opuszczając wspólnie pomieszczenie, wyposażeni w wiadro z wodą, szmaty i całym asortymentem, którym może się poszczycić dyplomowana pomoc sprzątająca. Kartka na drzwiach wskazywała już napis "zamknięte", toteż spokojnie rozpoczęliśmy pracę, rokoszując się muzyką z szafy grającej. I tu zeszło nam spory szmat czasu, zanim starliśmy stoły, umyliśmy naczynia i wzięli za mycie podłogi. A raczej wziąłem za mycie podłogi. Monotonnie mazałem mopem po podłodze, pozostawiając mokry ślad na podłodze. Neko natomiast patrzyła z nostalgią przez okno, wbijając wzrok w przestrzeń.
-Co jest?- rzuciłem, gdy zorientowałem się, że dziewczyna kolejny raz jest nie swoja.
-Dobrze się dziś bawiłam. Chciałabym, żeby tak było już zawsze. Te dni spędzone tutaj pozwoliły mi częściowo zapomnieć o tym co się dzieje i poczuć się normalnie. Wydaje mi się, jakby to był zwyczajny dzień, w zwyczajnej pracy, we zwyczajne wakacje. Mimo to, gdy już całkowicie pochłaniam się tej myśli, nagle przed oczami staje mi ojciec, te typki i ostatnie dni, jakie spędziliśmy na uciekaniu to przed policją, to przed Ame lub przed moim tatą. Czy to normalne?- zerknęła na mnie pierwszy raz od momentu, w którym skończyliśmy myć bar.
Zerknąłem na nią z lekkim uśmiechem, odkładając mop. Zbliżyłem bez słowa i objąłem, kładąc ręce na jej plecach, gdzie spokojnie można było policzyć kręgi.
-To właśnie jest prawdziwy świat. Ludzie tacy jak Ame, czy Twój starszy go kreują. Oczywiście nadal musimy pamiętać o tym, że nie jesteśmy bezpieczni całkowicie, ale powinniśmy czerpać co najlepsze w takich chwilach. Mamy gdzie spać, co jeść i zarobimy nieco. Czy nie to powinno nas teraz zajmować?
-Może masz rację... chociaż nie. Świat jest neutralnym miejscem, jednak spora część ludzi jest zła i my po prostu mieliśmy pecha, że musieliśmy wychować się w takim otoczeniu.
-Bogate podejście do życia- pokręciłem głową z uznaniem.
-Nabijasz się ze mnie?- zerknęła jednym okiem.
-Jednak nie jestem takim gburem, za jakiego mnie masz- szturchnąłem lekko jej nos.
-Ale ty nim jesteś. I to chyba największym z jakim miałam do czynienia- zaśmiała się.
-Ostrzegałem Cię dziś- mruknąłem, mierząc ją wzrokiem.
Rozweselona, walnęła mopem o podłogę, rzucając się w długą, lawirując między stolikami. Ruszyłem w jej ślady, próbując złapać, jednak jej drobna sylwetka lepiej radziła sobie między ciasno ułożonymi stolikami. W końcu, gdy chwyciłem ją za kaptur, runęła w długą, poślizgując się na mokrej podłodze. Zdążyłem jedynie włożyć dłoń pod jej plecy i głowę, ale za to sam wylądowałem na kolanach.
-Zginiesz beze mnie któregoś dnia dzieciaku- rzuciłem uśmiechając się pod nosem.
Oboje parsknęliśmy śmiechem, leżąc tak na podłodze, podziwiając kręcące się wiatraki na sufitach. Gdy w końcu lokal wypełniała jedynie muzyka, nachyliłem się nad dziewczyną. Bez słowa przytknąłem wargi do jej ust, czując jak jej dłoń dotyka lekko policzka.
Nie wiele myśląc podniosłem ją z ziemi, łapiąc w talii. Ta oplotła dłonie w okół mojej szyi, ocierając twarz o mój policzek.
<Neko?>