sobota, 5 grudnia 2015

Od Naoko

Ciągnięty przez dziewczynę, stawiałem leniwie kroki.
-Ależ się napaliłaś na te gry- zaśmiałem się, wyczuwając entuzjazm dziewczyny.
-Nie mów, że ty nie. Pierwszy raz od dłuższego czasu mogę zapomnieć o ojcu i... tym wszystkim. Nie mów, że ty tak nie masz.
-Zależy o co pytasz- nachyliłem się nad nią, szepcząc do ucha.
-Niech Cię szlag Nez- zaśmiała się, odpychając mnie lekko.
Westchnąłem cicho, nadal idąc krok w krok za dziewczyną, niczym cień. Nie wiele później dotarliśmy w miejsce, gdzie budynek rozświetlały setki kolorowych lampek, neonów i świateł, mimo iż był słoneczny dzień. Widać, że lokal tętnił życiem, skoro jest tak dekorowany bez względu na porę dnia.
-No i jesteśmy- rzuciła, przyglądając się napisowi.
-Czym się tak przejmujesz?
-Z zimną krwią pociągnęłam kilka dni temu za spust, bez drgnięcia zwyzywałam rudą, a stresuje się przed wejściem do lokalu, gdzie prawdopodobnie będę się dobrze bawić- spojrzała z roztargnieniem na szklane drzwi, które jednocześnie chciała przekroczyć i pozostać z dala od ich zasięgu.
- No co ty? Automatów się cykasz?- zaśmiałem się, kładąc jej dłoń na plecach, lekko popychając przed siebie.
Tak też z lekką pomocą, przekroczyła próg.
-A myślałam, że na zewnątrz jest kolorowo- rozejrzała się po wnętrzu, które, aż biło jaskrawymi światełkami.- Co najpierw?
-Dla mnie to kolejna wizyta w podobnym miejscu, więc wszystko spoczywa na Tobie, ponownie.
-Znowu ja mam wybierać?- jęknęła- Niech Ci będzie.
Zwiedzaliśmy środek, chodząc między automatami, kuszącymi tandetną muzyką i ledowymi dekoracjami. Tak też moja towarzyszka podjęła grę na... nie oszukujmy się! Przy każdej maszynie spędziliśmy przynajmniej kwadrans. Tak... automatów było sporo.
-A ten?- wskazała ręką, ale nie wiem po co pytała, skoro w trakcie zadawania pytania już zmierzała we wskazanym kierunku.
-Tak dla odmiany- oparłem się o automat, który już całkowicie pochłonął dziewczynę.
W końcu sam zdecydowałem się do niej dołączyć. I tak też wspólnie podjęliśmy zabawę. Ale cóż... w końcu skończyły się automaty, toteż niezaspokojona Neko, opuściła parcelę.
-Ale zabawa- przeciągnęła się, przyglądając zegarkowi w telefonie- Kto by pomyślał, że 5 godzin tak szybko zleci. O dziwo nawet ty się nieco rozerwałeś.
-Nie prowokuj mnie, mała- zerknąłem na nią kątem oka, uśmiechając się- Potem możesz żałować, że mnie podpuściłaś.
-Może będę, może nie. Teraz chodźmy coś zjeść. Liczę, że pani Satoshi coś nam przyszykowała.
Tak też z apetytem drapieżnika, wkroczyła na salę. Jakieś było jej zdziwienie, gdy dostrzegła kobietę... w stroju wieczorowym.
-Dzień dobry, dokąd się pani wybiera?- Neko przyjrzała się dokładnie jej kreacji.
-Witajcie, jestem dziś umówiona na spotkanie i bałam się, że będę musiała zamknąć bar. Bylibyście tak uprzejmi i zajęli się wszystkim pod moją nieobecność?
-Czemu nie- rzuciłem, czując na sobie wzrok czarnowłosej.
-Dziękuję wam. Scarllet wam pomoże, ale nie liczcie na zbyt wiele, bo za dwie godziny kończy zmianę- wyjaśniła, zapinając złoty wisiorek na szyi.
-Nie będziemy narzekać- parsknęła, po czym wyszła z lokalu.
Wtedy też wyłoniła się ruda, która jak się okazuje, zwała się Scarllet.
-Więc tak. Ty może idź na kuchnię. Szefowa trzyma tam zapiski jak przyrządzić potrawy. My zostaniemy na sali- rzuciła dumnie, patrząc na Neko.
-Nie jestem zbyt towarzyski, więc rola kelnera nie jest dla mnie. Pójdę z nią na kuchnie- zmrużyłem oczy, przyjmując obojętną postawę.
-W sumie znam większość przepisów i mi pójdzie sprawniej.
-Nie, nie dzięki. Ty chyba lepiej poradzisz sobie na sali- Neko machnęła tylko ręką, wchodząc do kuchni, toteż zadowolony ruszyłem za nią, mając świadomość tego, jak ruda kipi furią.
Ruch był wyjątkowo wątły, toteż i robota w kuchni szła przyjemniej. W końcu gdy kilkanaście kaw i podobna ilość dań opuściły pomieszczenie, ruda ogłosiła koniec pracy na dziś.
-Ja znikam. Pozostawiam wam sprzątanie. Nie zapomnijcie zamknąć- rzuciła szybko i zniknęła nam z oczu.
-Nie znoszę tej kretynki- fuknęła oburzona.
-Przynajmniej nie musimy jej już dziś oglądać. Chodź weźmiemy się za sprzątanie, bo nie chcę wylecieć z roboty, zanim ją w ogóle zacznę- klepnąłem ją lekko w ramię, opuszczając wspólnie pomieszczenie, wyposażeni w wiadro z wodą, szmaty i całym asortymentem, którym może się poszczycić dyplomowana pomoc sprzątająca. Kartka na drzwiach wskazywała już napis "zamknięte", toteż spokojnie rozpoczęliśmy pracę, rokoszując się muzyką z szafy grającej. I tu zeszło nam spory szmat czasu, zanim starliśmy stoły, umyliśmy naczynia i wzięli za mycie podłogi. A raczej wziąłem za mycie podłogi. Monotonnie mazałem mopem po podłodze, pozostawiając mokry ślad na podłodze. Neko natomiast patrzyła z nostalgią przez okno, wbijając wzrok w przestrzeń.
-Co jest?- rzuciłem, gdy zorientowałem się, że dziewczyna kolejny raz jest nie swoja.
-Dobrze się dziś bawiłam. Chciałabym, żeby tak było już zawsze. Te dni spędzone tutaj pozwoliły mi częściowo zapomnieć o tym co się dzieje i poczuć się normalnie. Wydaje mi się, jakby to był zwyczajny dzień, w zwyczajnej pracy, we zwyczajne wakacje. Mimo to, gdy już całkowicie pochłaniam się tej myśli, nagle przed oczami staje mi ojciec, te typki i ostatnie dni, jakie spędziliśmy na uciekaniu to przed policją, to przed Ame lub przed moim tatą. Czy to normalne?- zerknęła na mnie pierwszy raz od momentu, w którym skończyliśmy myć bar.
Zerknąłem na nią z lekkim uśmiechem, odkładając mop. Zbliżyłem bez słowa i objąłem, kładąc ręce na jej plecach, gdzie spokojnie można było policzyć kręgi.
-To właśnie jest prawdziwy świat. Ludzie tacy jak Ame, czy Twój starszy go kreują. Oczywiście nadal musimy pamiętać o tym, że nie jesteśmy bezpieczni całkowicie, ale powinniśmy czerpać co najlepsze w takich chwilach. Mamy gdzie spać, co jeść i zarobimy nieco. Czy nie to powinno nas teraz zajmować?
-Może masz rację... chociaż nie. Świat jest neutralnym miejscem, jednak spora część ludzi jest zła i my po prostu mieliśmy pecha, że musieliśmy wychować się w takim otoczeniu.
-Bogate podejście do życia- pokręciłem głową z uznaniem.
-Nabijasz się ze mnie?- zerknęła jednym okiem.
-Jednak nie jestem takim gburem, za jakiego mnie masz- szturchnąłem lekko jej nos.
-Ale ty nim jesteś. I to chyba największym z jakim miałam do czynienia- zaśmiała się.
-Ostrzegałem Cię dziś- mruknąłem, mierząc ją wzrokiem.
Rozweselona, walnęła mopem o podłogę, rzucając się w długą, lawirując między stolikami. Ruszyłem w jej ślady, próbując złapać, jednak jej drobna sylwetka lepiej radziła sobie między ciasno ułożonymi stolikami. W końcu, gdy chwyciłem ją za kaptur, runęła w długą, poślizgując się na mokrej podłodze. Zdążyłem jedynie włożyć dłoń pod jej plecy i głowę, ale za to sam wylądowałem na kolanach.
-Zginiesz beze mnie któregoś dnia dzieciaku- rzuciłem uśmiechając się pod nosem.
Oboje parsknęliśmy śmiechem, leżąc tak na podłodze, podziwiając kręcące się wiatraki na sufitach. Gdy w końcu lokal wypełniała jedynie muzyka, nachyliłem się nad dziewczyną. Bez słowa przytknąłem wargi do jej ust, czując jak jej dłoń dotyka lekko policzka.
Nie wiele myśląc podniosłem ją z ziemi, łapiąc w talii. Ta oplotła dłonie w okół mojej szyi, ocierając twarz o mój policzek.

<Neko?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz