wtorek, 1 grudnia 2015

Od Naoko



Na jej twarzy malowało się zdeterminowanie i ciepło, jakie bije od niej od dłuższego czasu. Ciepłe dłonie, którymi objęła moją twarz, chwyciłem przyciągając ją delikatnie do Ciebie. Lubiłem, gdy była blisko, gdy tak jak teraz, zatapiała twarz w mojej bluzie.
-Ty nie zmiękłeś- dodała po chwili ciszy, przerywanej jedynie szumem liści.- Po prostu zaczynasz odcinać się od przeszłości.
-Tak mówisz?- zerknąłem na nią z lekkim uśmiechem.- Rozpatruje to nieco inaczej. Okaże się z czasem. Pogadałaś z Satoshi?
-Nie miałam jeszcze okazji, ale zrobię to, gdy wrócimy. Chyba, że masz jakieś lepsze plany na dzisiejszy dzień- zerknęła łobuzersko, przygryzając wargę.
-Nie wykluczone. W sumie to i tak mamy sporo wolnego czasu, więc zdam się na Ciebie.
-Czemu akurat na mnie?
-Bo szczytem moich ambicji, jest wpatrywanie się w przestrzeń, bądź spanie. Nie należę do osób specjalnie rozrywkowych i towarzyskich, ale to już chyba zauważyłaś. Poza tym, możemy w końcu spędzić trochę czasu inaczej niż na szukaniu noclegów i męczących wędrówkach- odwzajemniłem figlarny uśmiech dziewczyny.
- Mam jakieś tam pomysły. Ale teraz marzy mi się śniadanie i sok.
Westchnąłem cicho, obejmując ją ręką, po czym podążyliśmy krętymi uliczkami parku. One podążała energicznie przed siebie, skacząc wokół mnie. Ja natomiast, przyglądałem się jej poczynaniom, do momentu dotarcia do bramy, będącej granicą parku.
-Mała przystopuj już. Zaraz znowu będziesz miała bliskie spotkanie z samochodem, a tym razem możesz nie mieć tyle szczęścia.
-Przecież jesteś obok. Pilnujesz mnie, więc nie mam się czym przejmować- wystawiła język, nadal się wygłupiając.
-Coś mi jednak mówi, żeby tym razem pozwolić losowi zdecydować- westchnąłem.
-Ależ ty jesteś gburowaty- mruknęła, próbując udzielić mi nieco pozytywnej energii.
Tak też dotarliśmy do lokalu. Neko wtargnęła niczym petarda do środka, wskakując na wysoki stołek barowy.
-Pani Satoshi- zawołała przeciągle.
-Słucham kochana?
-Moglibyśmy poprosić o jakieś śniadanie?- rzuciła słodko, gdy zasiadłem obok niej.
-Z wielką przyjemnością coś wam przygotuje. A właśnie Nez, jeszcze raz dziękuję za pomoc. Jutro przyniosę Ci trochę rzeczy na przebranie. Dostawca miał syna o identycznej posturze, więc obiecał coś dostarczyć z samego rana- dodała ciepło.
-Znając jej szczęście, wkrótce pozbawi mnie też bluzy, więc chętnie coś wezmę, jeśli tego nie potrzebują- szturchnąłem lekko dziewczyną w bok.
Pani Satoshi skryła się w kuchni, a my zajęliśmy stolik w kącie.
Wkrótce naszą rozmowę przeszkodziła ruda pracownica, niosąca zamówione przez nas śniadanie.
-Dziękuję bardzo- rzuciła życzliwie Neko.
Mimo jej uroczego tonu, dało się usłyszeć też niesamowitą złośliwość, na którą dziewczyna zareagowała cichym fuknięciem.
-Staczasz się przy mnie- zażartowałem, przyglądając się zadowolonej Neko.
-Oj tam, należało się jej. Nie ważne… jak skończymy, pójdziemy do pani Satoshi i przedstawimy naszą propozycję. 

<Haneko?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz