czwartek, 10 grudnia 2015

Od Haneko

Cofnęłam się dwa kroki na drżących nogach i upadłam na kolana wpatrując się w twarz chłopaka. Drżałam na całym ciele, bynajmniej nie z zimna. Powoli po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Tylko mi się zdawało czy w jego oczach naprawdę była tylko złość? Spuściłam głowę wbijając wzrok w swoje dłonie. Przez chwilę siedziałam cicho, próbując przestać płakać.
-Haneko, zabieraj się stąd, ale już-powtórzył po raz któryś. Zacisnęłam dłonie w pięści i krzyknęłam.
-Przestań! Przestań być tak głupio uparty! Chce ci tylko pomóc!! Nie chciałam, żeby to się wydarzyło, przepraszam!-podniosłam na niego spojrzenie-Nie zostawię cię..
Naoko patrzył na mnie w milczeniu trochę zdziwiony moim wybuchem. Kiedy naszych uszu doszedł jakiś szmer po raz enty powtórzył, żebym uciekała i go zostawiła.
-Przestań mi rozkazywać!-wrzasnęłam coraz bardziej zła, a z moich oczu popłynęły kolejne łzy.
-Ta mała go tak sprała?-usłyszałam za sobą zdziwiony, donośny głos. Natychmiast wstałam odwracając się plecami do ledwo oddychającego bruneta. To musiało naprawdę dziwnie wyglądać. Cała ociekałam brudną wodą z jeziorka, kolorowe wcześniej cichy przybrały odcienie szarości, a zakrwawiony prazy rękaw bluzy odsłaniał rozcięte przedramię. Dodatkowo cała byłam w ziemi, trawie i liściach. Kilka kroków przede mną stał mężczyzna, nie chłopak, w czymś co przypominało mundur wojskowy. Obok niego stał jeden z chłopaków z bandy tego blondyna, którego już dwa razy dziś spotkaliśmy. Za nim stało dwóch czy trzech gości podobnych do tego w mundurze.
-No, no.. Jak na taką małą to nieźle sprałaś mojego brata-zaśmiał się pod nosem. Warknęłam cicho pochylając się nieznaczenie do przodu. Mężczyzna przechylił się lekko w bok, by zobaczyć co takiego staram się chronić. Zaskoczony spojrzał najpierw na mnie, potem na chłopaka obok siebie i ponownie na mnie. Patrzyłam na niego uważnie spod przymrużonych powiek rejestrując każdy jego ruch. Cienko to widzę, jeśli mam walczyć ze wszystkimi na raz. Nawet z jednym ledwo dałam sobie radę.
-Widzę, że twój kolega ledwo żyje..-mruknął pocierając pod brudek-Może pójdziemy na pewien układ, co ty na to?
Uniosłam jedną brew posyłając mu pytające spojrzenie.
-Będziemy walczyć. Jeśli ja wygram odejdziesz stąd sama, a twój kolega zostanie naszym workiem treningowym. Jeśli ty wygrasz, pomożemy ci zabrać go do szpitala. I nie tkniemy go więcej-skrzyżował ręce na klatce piersiowej-Radziłbym ci się zastanowić, jeśli na to nie przystaniesz banda mojego brata wykończy i ciebie, i twojego kolegę.
-Nie mam zamiaru walczyć z ludźmi, którzy oszukują-syknęłam zaciskając dłonie w pięści.
-Ej-mruknął urażony-To, że mój brat to chuj i oszukuje to nie oznacza, że ja też. Mam swój honor, poza tym jesteś dziewczyną. Jak było widać po moim bracie, dość niebezpieczną, ale nadal dziewczyną. Przysięgam nie oszukiwać, jeśli podejmiesz się walki ze mną.
Zerknęłam na Nez'a, który leżał na plecach zwijając się z bólu. Mimo to patrzył na mnie, a w jego oczach był rozkaz, żeby wiać. Spuściłam wzrok i przeniosłam go powoli na swojego przeciwnika.
-Zgoda-powiedziałam stanowczo. Mężczyzna się uśmiechnął.
-Walka bez broni, same ręce i nogi. Postaram się nie połamać ci kości-zaśmiał się pod nosem i nakazał reszcie nie wtrącanie się, choćby nie wiem co.
-Dzięki-mruknęłam skacząc w jego stronę. Chłopak wziął zamach lewą ręką i wycelował silne uderzenie prosto z mój brzuch. Cios był tak silny, że poleciałam w tył hamując butami. Cudem udało mi się utrzymać równowagę, jednak kiedy sygnał bólu dotarł do mojego mózgu zgięłam się w pół podpierając się dwoma palcami, by nie upaść.
-Swoją drogą, nazywam się Kiba. A ty, mała odważna dziewczynko?-zapytał zupełnie niewzruszony. Podniosłam na niego wzrok i otarłam usta, z których pociekło kilka kropelek krwi. Cholera.. Musiałam sobie rozciąć policzek od środka. Powoli wyprostowałam się.
-Haneko-odparłam tylko.
-Ciekawe imię-powiedział z uznaniem i uśmiechnął się lekko-Nie każ mi się nudzić, Haneko.
Warknęłam pod nosem i ponownie skoczyłam w jego stronę. Jednak tym razem przewidziałam co chciał zrobić i kucnęłam unikając ciosu z prawej strony. Wyprostowałam jedną nogę wyciągając ją w bok i, cały czas kucając, zrobiłam obrót. Zaskoczony mężczyzna upadł na plecy uderzając głową w ziemię. Nie spodziewał się, że podetnę mu nogi. Szybko się podniosłam i postawiłam nogę na klatce piersiowej mężczyzny. Ten uśmiechnął się pod nosem łapiąc mnie za kostkę.
-Zły ruch, mała-powiedział i pociągnął w przeciwną stronę. Runęłam na plecy uderzając głową w twardą ziemię. Zadźwięczało mi w uszach, skrzywiłam się próbując się podnieść, jednak mój przeciwnik nie pozwolił mi na to. Wstał szybciej, złapał na kostkę i rzucił pod drzewo jak zwykły worek ziemniaków. Zaklęłam w myślach. Stałam w obliczu czegoś, czego najzwyczajniej nie mogłam pokonać. Byłam na to za słaba, za mała... Zacisnęłam zęby. Nie wymiguj się, kretynko. Stanęłaś do walki to walcz, choćby do upadłego. Zerknęłam do tyłu, by sprawdzić, gdzie jest Kiba. Gdy stanął tuż obok mnie obróciłam się gwałtownie na plecy uderzając go nogą prosto w podbrzusze. Chłopak cofnął się kilka kroków, a z jego gardła wydobyło się ciche jęknięcie. Podniosłam się robiąc krok w stronę przeciwnika. Ten zrobił obrót wokół własnej osi i kopnął mnie prosto w żołądek. Ponownie poleciałam w tył, tym razem jednak lądując na plecach. Skuliłam się zaciskając ręce na brzuchu. Kopnięcie było jeszcze mocniejsze niż to poprzednie. Nie byłam w stanie się nawet ruszyć. jak ktokolwiek może wytrzymywać taki ból i chcieć jeszcze więcej walczyć?
-To co, mała, odważna dziewczynko? Poddajesz się?-spytał Kiba nie ruszając się z miejsca. Milczałam. Nie mogłam się poddać, ale też nie byłam w stanie walczyć dalej. Nagle moją uwagę zwrócił cichy jęk. Podniosłam lekko głowę i zobaczyłam leżącego wciąż na ziemi Nez'a. Przecież nie mogę pozwolić, by zrobili mu coś jeszcze. Owszem jest silny, ale nawet dla niego to za dużo. Dźwignęłam się na trzęsących się nogach i spojrzałam w stronę Kiby. W tym momencie przez całe moje ciało przeszła fala bólu na co tylko jęknęłam i upadłam na kolana.
-Nie mogę... Nie potrafię..-mówiłam tak cicho, że tylko ja byłam w stanie to słyszeć. Do moich oczu powoli napływały łzy, z czego nie byłam zadowolona. Ryczeć w takim momencie. Jeśli go zabiją to będę miała powód. Zacisnęłam dłonie w pieści. Ostatnimi czasy robiłam to bardzo często. Nie potrafiłam się już podnieść. Nie miałam sił. Byłam cała obolała.
-Neko, uciekaj..-moich uszu doszły słowa Naoko. Podniosłam na niego spojrzenie, a moje oczy błysnęły. Tylko to wmawiasz. Dasz radę. Musisz dać radę. Dla Naoko. Dla siebie. Jeśli przezwyciężysz się teraz to będziesz w stanie pokonać nawet swojego ojca. Podniosłam się i stanęłam na wyprostowanych nogach obserwując przeciwnika spod kosmyków opadających mi na czoło. Moje ciało przestało się trząść, a ja miałam wrażenie, że wstępują we mnie całkiem nowe siły. Kiba stał kawałek od jakiegoś drzewa, więc postanowiłam to wykorzystać. Ruszyłam na mężczyznę biegiem, pochylając się w przód. W ostatnim momencie śmignęłam koło niego, odbiłam się od pnia wielkiego drzewa i wylądowałam za facetem. Nim ten zdążył zareagować zrobiłam półobrót i kopnęłam go w brzuch. Stanęłam na nodze, którą przed chwilą wykonałam cios i powtórzyłam atak z użyciem drugiej nogi. Zmuszałam go tym do cofania się. W końcu po kilkunastu takich ciosach uderzyłam go prosto w brzuch ze zgiętej nogi. Mężczyzna cofnął się kilka kroków i wywrócił na plecy. Podeszłam do niego i przycisnęłam mu gardło butem patrząc na niego zmrużonymi oczami.
-Hej, Haneko, spokojnie-powiedział lekko zduszonym głosem unosząc ręce na znak poddania się. Puściłam go i odsunęłam się na krok.
-Teraz macie pomóc mi zabrać go do szpitala-powiedziałam stanowczo.
-Jak obiecałem-skinął głową podnosząc się z ziemi-No chłopaki. Bierzemy go-popatrzył na mnie-Tobie też przydałaby się tam wizyta, wiesz?

Jakąś godzinę później stałam na białym korytarzu czekając aż jakiś lekarz wyjdzie z sali, na której leżał Naoko. Sama wyglądałam nieco lepiej niż w parku, ale zawsze mogłam wyglądać jeszcze lepiej. Brudna i zakrwawiona bluza leżała na krześle, na sobie miałam tylko jakąś niebieską koszulkę, która pod wpływem krwi i brudnej wody zmieniła kolor. Nadal cała byłam w liściach, ziemi i piasku. Na dodatek szczypanie powiadomiło mnie, że mam przecięty policzek. Tym razem od zewnątrz. Włosy, w które swoją drogą wplątane były jakieś liście, miałam rozrzucone na całych plecach, a krótsze kosmyki opadały mi wciąż na twarz.  Ranę na policzku miałam zaklejoną małym plastrem, natomiast przedramię było schowane pod niechlujnie zawiązanym bandażem. Nie miałam co winić za to lekarzy, ponieważ kiedy starali mi się zabandażować rękę wierciłam się jak nieboskie stworzenie. Nasi koledzy, którzy nas tu odstawili zmyli się zaraz po tym jak lekarze naszą dwójkę. Ludzie, którzy mnie mijali przyglądali mi się dziwnie, a następnie zniesmaczeni odwracali wzrok. W końcu jakiś mężczyzna w fartuchu wyszedł z sali.
-I jak?-spytałam momentalnie stając tuż przed nim. Popatrzył na mnie zaskoczony.
-Będzie żył, ale potrzebuje czasu. Będzie musiał tu zostać parę dni-mówił zdziwiony-Ale tobie przydałaby się wizyta w domu.. Ty jesteś tą nową kelnerką w jadłodajni pani Satoshi?
Skinęłam tylko głową i usiadłam na krześle. Rany, jaka ja byłam wymęczona.
-Zadzwonię po nią, żeby cie stąd zabrała-powiedział na odchodnym. Zerknęłam za lekarzem, a po chwili wślizgnęłam się do sali podchodząc do nieprzytomnego chłopaka. Zacisnęłam ręce na oparciu szpitalnego łóżka. Wiedziałam, że to wszystko było moją winą. Gdybym nie wystraszyła się pod prysznicem to na pewno wszystko potoczyłoby się inaczej. Gdybym...


Naoko?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz