Bacznie obserwowałem poczynania chłopaka. Zagotowało się we mnie, gdy jego ręka spoczęła na ciele dziewczyny. Miałem ochotę roztrzaskać mu twarz o krzesło barowe, o które się opierał. Neko wystarczająco dobrze mnie znała, więc w porę uspokoiła, ledwo zauważalnym gestem.
-Chyba pomyliłeś lokale, młody- rzuciłem mu ostrzegawcze spojrzenie- Tutaj dziewczyny są od tego, żeby Cię obsłużyć, ale nie w taki sposób jak uważasz.
-Ona chyba nie ma nic przeciwko, prawda maleńka?- zerknął na nią z szyderczym uśmieszkiem.
-Właściwie mógłbyś zabrać tą rękę- rzuciła, stanowczo odpychając adoratora.
Ten, jednak nadal nie przestawał się do niej przystawiać, zachęcany przez kolegów.
-Jestem w pracy, więc nie mam czasu na zabawy. Jeśli czegoś będziecie potrzebowali, to wystarczy zawołać. Przykro mi, że żadne dziewczyny nie chciały wam towarzyszyć, ale ja niestety nie zajmę ich miejsca- rzuciła w końcu nieco podirytowana.
-Gdybyś chciała się zabawić, to zapraszam do nas- dodał po chwili odchodząc do stolika, gdzie reszta jego znajomych wyrażała swoje niezadowolenie.
Przez kolejne trzy minuty był spokój, toteż Neko zasiadła naprzeciwko mnie, popijając szklankę soku. Mimo iż było obok, całą uwagę skupiałem na rozpieszczonej grupce, której posyłałem wrogie spojrzenie.
-Możesz podejść, ślicznotko?- machnął rozochocony blondyn.
-Chyba będzie lepiej jeśli ja pójdę- szepnąłem, widząc jej wzrok typu "co znowu?"
-Nie, dam sobie rady- rozpromieniła się, idąc prosto do stolika.- Słucham?
-W sumie to nic szczególnego, ale kolega się już za Tobą stęsknił- zaczął brązowowłosy.- Nie uciekaj jeszcze. Nie ma się czego wstydzić!
Kolejny, siedzący z brzegu podchwycił zabawę i chwycił ją za rękę, pociągając tak, że Neko zmuszona była usiąść na kolanach jednego z nich, by nie zaliczyć gleby, ale szybko powróciła do pionu, posyłając im wściekłe spojrzenie.
-Ty patrz jaka bojowa!- skwitował kolejny, patrząc na blondyna.-W sam raz dla Ciebie.
-No... i tyłek ma całkiem niezły- dodał, lustrując ją wzrokiem
W tym też momencie rzuciłem brudną szklankę na blat, po czym zbliżyłem się do tego idioty, który śmiał ją dotknąć. Na zbyt wiele sobie pozwalał, od kiedy wszedł do lokalu.
-Nez, daj spokój- próbowała zagrodzić mi drogę, jednak tylko chwyciłem ją za ramiona przestawiając na bok.
-Słuchaj gnojku, już raz Cię ostrzegałem. To nie jest burdel i po raz ostatni Ci to powiem, tylko nieco dosadniej, żeby nawet taka ameba intelektualna zrozumiała. Ona nie jest dziwką, ani pierwszą lepszą szmatą, którą możesz obmacywać i upokarzać. Jeśli ta sytuacja powtórzy się jeszcze raz, to gwarantuje Ci, że przejedziesz się ryjem po asfalcie i będę na tyle uprzejmy, że złamię Ci przy tym nos- warknąłem, podnosząc go za kaptur.
-Koleś weź wyluzuj- rzucił bezczelnie, jakby uważał się za kogoś lepszego, a świętym obowiązkiem Neko było poddawanie się jego fantazją. No cóż, tak się kończy rozpieszczanie bachorów.
-Więc czego chcecie- rzuciła obojętnie, widząc lekkie zdziwienie młodziaków.
-Cole możesz podać- mruknął blondyn.
-Wszystko w porządku?- spytałem, gdy oboje znaleźliśmy się przy barze.
-Tak, ale dałabym sobie rady- westchnęła, patrząc na mnie kątem oka.
-Nie wątpię, mała- rzuciłem nieco rozbawiony.- Nie przepadam, kiedy ktoś Cię tak traktuje
-Nie wątpię- rzuciła na odchodne, niosąc cztery butelki z zamówionym napojem.- Coś jeszcze?
Chłopak już najwyraźniej zapomniał o sytuacji sprzed chwili, bo znowu przybrał postawę cwaniaka.
-Na razie tyle- dodał, układając dłoń na jej, stanowczo za krótkiej spódniczce- Fakt, całkiem fajny.
Widząc całą tą sytuację, ponownie opuściłem stanowisko, powtarzając sobie w myślach, żeby tylko go nie zabić, bo w tym momencie byłem do tego zdolny.
Ponownie moja ręka spoczęła na kapturze blondyna. Kiedy jego okrągłe, zdziwione oczka spoczęły na mnie, wiedziałem, że znowu nie widzi nic złego w swoim zachowaniu.
-Zabieraj kolegów i wyjazd- mruknąłem nad wyraz spokojnie.
-Weź daj spokój, wypijemy i idziemy.
-Nie, macie wyjść teraz. Radzę, żebyś posłuchał.
-O co się tak wściekasz? Fajna z niej dupa, to chyba komplement- zaśmiał się, na co reszta jego kolegów zaczęła mu wtórować.
W jednej chwili podniosłem go za kaptur, stawiając na nogach, po czym trafiłem pięścią prosto w zadarty nos. W wyniku ciosu cofnął się kilka kroków, zakrywając twarz dłonią, po które chwilę później zaczęła spływać wątła stróżka krwi.
-Pojebało Cię?!- warknął wściekły.
-Teraz wyjdziesz pojebie, czy mam Ci pomóc?- zapytałem, zerkając na jego kolegów.
Poirytowany, chcąc zachować resztki godności rzucił od niechcenia coś do chłopaków, kierując się do wyjścia. Gdy łapał już za klamkę, obrócił się energicznie na pięcie zaciskając dłoń w pięść, celując nią w moją twarz, jednak źle wyliczył odległość, dlatego w porę zdążyłem się odsunąć.
-Możesz już wyjść, zanim upokorzysz się jeszcze bardziej, chociaż nie wiem, czy jest to możliwe- wtrąciła czarnowłosa- I na przyszłość, nie wiem do jakich lokali ty chodziłeś, ale zachowywanie się jak idiota może przysporzyć Ci jedynie pogruchotanej twarzy.
Gdy grupka opuściła lokal, nagle zrobiło się jakoś ciszej, mimo, iż lokal był pełny ludzi.
-Myślisz, że wrócą?
-Prawdopodobnie- westchnąłem cicho.
-Co wy tu robicie?- z kuchni wyłoniła się ruda, która wzrokiem szukała odpowiedzi wśród klientów.
-Żegnamy gości- dodałem obojętnie, kierując się na zaplecze- Idę zapalić
Wśród nielicznych klientów można było dostrzec lekki uśmiech, który od razu ponownie rozbudził pełną salę. Widać, że u większości, ich obecność również wzbudzała irytacje.
-Ale przerwa dopiero za godzinę- przypomniała ruda, jednak zignorowałem ją, wyciągając z kieszeni pudełko, w którym ostała się jedyna fajka. Nawet nie czekałem z jej odpaleniem, by drzwi do sali zamknęły się za mną. Oparty o ścianę, rozkoszowałem się papierosem. To w tej chwili chyba było w stanie mnie uspokoić.
-Nez?- cichy, dziewczęcy głos doszedł do moich uszu. Zza drzwi wyłoniła się Neko, pytająco wpatrując się we mnie.
-Idź na salę. Zaraz przyjdę- mruknąłem, skupiając wzrok, na dymie.
-Na pewno przyjdziesz, ale chciałam się upewnić, że wszystko w porządku.
-Ta... idź już, mała- westchnąłem.- Zaraz ruda zacznie się ciskać, a nie mam ochoty jej słuchać. Poza tym Satoshi może wkrótce przyjść i dobrze by było, żeby nie widziała jak oboje się obijamy.
-Niech Ci będzie, ale wszystko na pewno w porządku?- upewniła się, otwierając drzwi.
-Ehe... leć już- spojrzałem na nią, starając się wyglądać w miarę wiarygodnie.
Gdy ta wróciła do budynku, nie wiele czasu spędziłem w samotności, bo chwilę później, niedopałek znalazł się na ziemi, pod moim butem.
<Heneko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz