piątek, 4 grudnia 2015

Od Haneko

Chłopak skinął głową, więc uśmiechnęłam się szeroko i zabrałam do jedzenia. Jedliśmy w ciszy oboje pogrążeni w myślach. Zastanawiałam się co właściwie moglibyśmy dzisiaj robić. Nie mieliśmy wielkiego wyboru, a nie miałam ochoty spędzić kolejnego wieczoru na oglądaniu filmów, z których i tak nic nie pamiętam. Do głowy wpadł mi pomysł, żeby gdzieś się przejść, jednak po krótkiej chwili się opamiętałam. Chyba trochę się zapominam. Cóż... Kiedy siedzi się w jednym miejscu i nie pamięta się w ogóle, że ma się na głowie mafię i ojca to... Łatwo popaść w beztroskę. Niestety ta beztroska mogłaby nas zgubić. Nie wolno zapominać, że cały czas jesteśmy ścigani. Nie jesteśmy tu bezpieczni. Dopiero w tym momencie coś zaświtało mi w głowie. Przecież narażamy panią Satoshi... Prawda..?
-Co jest?-pytanie Nez'a wyrwało mnie z rozmyślań. Pokręciłam głową odpowiadając mu i jednoczenie próbując odgonić nieciekawe myśli. Kątem oka widziałam jak dziewczyna co chwilę zerka w naszą stronę. Zaśmiałam się w duchu, że można być tak zazdrosnym. Chociaż.. I ja byłam ciut zazdrosna, kiedy do podchodziła do bruneta w tej swojej kusej spódniczce. Zazdrość to chore uczucie. Poczułam kopnięcie w kostkę. Zaskoczona podskoczyłam i uderzyłam kolanem w stół. Chłopak siedzący na przeciwko mnie zaczął się głośno śmiać i nawet nie próbował tego ukrywać. Popatrzyłam na niego niby zła i przewróciłam oczami rozcierając sobie kolano.
-Wiem, że jej nie lubisz, ale nie musisz od razu mordować jej wzrokiem-zaśmiał się puszczając mi oczko.
-Pff.. Nie wiem o czym mówisz-odparłam ukrywając uśmiech. Podniosłam się zbierając brudne talerze ze stołu. Odniosłam je do kuchni po czym podeszłam do blatu i poczekałam aż właścicielka będzie miała chwilkę wolną. Znalazła ja bardzo szybko, bo już po chwili stała przed nami i uśmiechała się ciepło.
-Co mogę dla was zrobić, kochani?-zapytała. Uśmiechnęłam się automatycznie. To była wspaniała kobieta i utwierdzałam się w tym przekonaniu przy każdej rozmowie z nią. Odnosiła się do wszystkich z takim ciepłem, którego każdy mógł jej tylko pozazdrościć.
-Właściwie to mamy do pani pewną sprawę-zaczęłam powoli zerkając na kolegę, jednak on raczej nie miał zamiaru mi pomagać-Mianowicie wiemy, że potrzebuje pani pomocy, przy noszeniu pudeł czy w roznoszeniu talerzy. Pomyślelibyśmy, że moglibyśmy pani pomóc za ewentualną niewielką zapłatę, którą potem przeznaczylibyśmy na dalszą podróż. Oczywiście pomagać możemy za darmo, a pieniądze zarobimy w jakiś inny sposób. To tylko nasza propozycja..-skrzywiłam się na koniec, ponieważ nie zabrzmiało to tak dobrze jak na początku miało. Zażenowana zakryłam twarz dłońmi. Słyszałam jak Naoko śmieje się cicho.
-Ależ drogie dzieci. Oczywiście, że zapłacę wam za pomoc, która z pewnością mi się przyda-po głosie poznałam, że jak zwykle się uśmiecha-Ale zaczniecie oboje od jutra, dobrze? A dziś zróbcie sobie jeszcze dzień wolny i odpocznijcie.
Podniosłam wzrok na kobietę uśmiechając się delikatnie.
-A ma może pani jakiś pomysł, jak moglibyśmy zagospodarować ten dzisiejszy dzień? Bo Nez zrzucił to na mnie, a ja naprawdę nie mam pomysłu..-jęknęłam prosząco patrząc na kobietę. Ta pomyślała przez chwilę i odparła.
-Jestem prawie pewna, że w którymś z pudeł w składziku są stare gry planszowe. Jeśli macie ochotę, możecie go poszukać i zagrać sobie w te gry, oczywiście jeśli znacie zasady-mrugnęła porozumiewawczo-No i jest jeszcze salon gier na końcu ulicy. Młodzież z miasteczka często tam przesiaduje. Na pewno i dla was coś się znajdzie-uśmiechnęła się ciepło, przeprosiła nas i poszła odebrać telefon, który zadzwonił. Popatrzyłam na Nez'a uśmiechając się szeroko i łapiąc go za nadgarstek wyciągnęłam z jadłodajni. Stanęliśmy na środku chodnika i rozejrzeliśmy się.
-Jak tam noga?-pytanie chłopaka zaskoczyło mnie. Popatrzyłam na niego zdziwiona, po czym spojrzałam na nogę.
-W sumie to już nawet nie boli..-mruknęłam, a po chwili posłałam Nez'owi szeroki uśmiech.-Może ten twój niby lekarz się pomylił..
-Może-wzruszył ramionami-To gdzie idziemy?
-Jak to gdzie? Do salonu gier-zawołałam wesoło-Chcę w końcu się przekonać co to za miejsce..
-Nie byłaś nigdy?-popatrzył na mnie zdziwiony. Zaczęliśmy iść powoli wzdłuż ulicy. Pokręciłam głową.
-Nie wiem więcej niż ci się zdaje-zaśmiałam się ciągnąć go za rękę, żeby się pospieszył.


Naoko?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz