niedziela, 13 grudnia 2015

Od Naoko

Poranek nie wróżył najlepiej, zwłaszcza, że jazgot tego cholernego urządzenia znowu nie pozwalał mi zasnąć. Zabijcie mnie! Tego nie da się nawet uciszyć. Przynajmniej dziś mogłem spokojnie wrócić do Neko, a przynajmniej tak sądziłem. Gdy w drzwiach stanęła pielęgniarka, od razu zapytałem o porę wypisu, na co tak popatrzyła na mnie jak na debila.
-Ale jaki wypis? Nie wyjdziesz stąd wcześniej jak za kilka dni.
-Słucham? Jakie kilka dni? Ja muszę wyjść dziś- zacząłem tłumaczyć.
-Przykro mi, ale lekarz nie wypisze pana z własnej woli. Jedyne co może pan zrobić to prosić lekarza, ale to nie wiele da, tak mi się wydaje.
-Da się chociaż wyłączyć to pudło?- westchnąłem zrezygnowany.
-Co najwyżej nieco ściszyć- rzuciła, kręcąc gałkami, dzięki czemu pisk był nieco znośniejszy.- Pana ubrania są na fotelu. Wyprane i wysuszone, więc o to proszę się nie martwić.
Kobieta wręczyła mi jakieś tabletki, mówiąc, że to przeciwbólowe, po czym zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. Zajebiście! Teraz kilka dni będę musiał leżeć przygwożdżony do tego pieprzonego łóżka. No nic, Neko będzie musiała iść na ślub beze mnie i...
-Co ja pierdole?!- mruknąłem do siebie. Nikt nie każe mi lecieć bezczynnie w łóżku, jeśli nie widzę takiej potrzeby. Wygramoliłem się z łóżka, oglądając silny bok. Nie wyglądało to rewelacyjnie, a w dodatku sprawiał nieprzyjemne uczucie, przy każdym ruchu, jednak nie powodowało bólu, szczególnie po lekach. Ubrałem się w wyprane ciuchy, po czym uchyliłem drzwi, wyczekując na dogodną okazję do wyjścia. Gdy wszystkie pielęgniarki zniknęły z pola widzenia, ruszyłem jak gdyby nic do wyjścia. Do teraz zastanawiam się, jak udało mi się uciec, nie wzbudzając podejrzeń. Dobra, to gdzie teraz? To małe miasto, ale kościół nie rzucił mi się nigdzie w oczy. Błądziłem po okolicy, starając się odnaleźć budynek, który mógłby być potencjalnym miejscem, gdzie odbędzie się ceremonia. Czas powoli mijał, a ja nie byłem w stanie odnaleźć się w mieście, które od dłuższego czasu zamieszkiwałem.
W końcu obrałem drogę, kierując się dźwiękiem dzwonu kościelnego. Zaskakujące, że nie potrafiłem wpaść na to wcześniej. Stałem przed bramą kościoła, zastanawiając się nad przekroczeniem progu "domu bożego". Kiedy ostatni raz tam byłem, prosiłem o śmierć ojca w wieku 12-stu lat. Oparty o filar, słuchałem stłumionych śpiewów ze środka. Oczywiście jeden z głosów, mających dostęp do mikrofonu, był mi dobrze znany. Gdy śpiewy zamilkły, postąpiłem kilka kroków w przód, a potem jeszcze kilka, aż w końcu dotarłem do marmurowych schodów, na których rozsiadłem się z papierosem, czekając na koniec ceremonii. Ta jednak ciągnęła się wręcz w nieskończoność, ale wejście w takich rzeczach i stanie jak na kacu nie przyniosło by zbyt wiele dobrego kobiecie i jej przyszłemu mężowi.Gdy drzwi się otwarły, papieros ginął pod moim butem. Wiele osób przeszło obok obojętnie, traktując jak powietrze, inni gapili jak na bezdomnego. Fakt, bluza o dwa rozmiary za duża i workowate spodnie nie są najlepszą kreacją na ślub, toteż wachlarz emocji jaki pojawiał się na twarzach gości. Jak zwykle pogarda wydobywająca się z ich oczu, była dla mnie niczym. Liczyły się tylko jedne, czarne oczy, które od dłuższego czasu tak mnie obchodziły. W końcu udało mi się je dostrzec w tłumie, skryte pod czerwonymi soczewkami. Dotąd niewzruszone, pochwyciły mą sylwetkę, gubiąc dotychczasową zadumę. Z rękami w kieszeni, kiwnąłem głową, by nie odrywała się od dotychczasowego zajęcia, jakim była podróż przy boku panny młodej.
Dopiero, gdy kobieta dostrzegła mnie już na uboczu, rzuciła jej porozumiewawcze spojrzenie, na co ta zbliżyła się z wolna.
-Cześć- rzuciłem uśmiechając się lekko.
-Cześć- odparła, nieco zdumiona moją obecnością- Co tu robisz?
-Obiecałem pojawić się na ślubie. Pewnie wypadałoby Ci towarzyszyć, ale uznałem, że pojawienie się w środku nie będzie najlepszym pomysłem.
-Nie powinieneś być w szpitalu?
-Nie widziałem takiej potrzeby. W dodatku to skrzeczące pudło doprowadzało mnie do szału. Jakoś nie miałem ochoty spędzić kolejnej nocy bez Ciebie- musnąłem dłonią jej policzek.- Bo... chyba się stęskniłem za Tobą.
Na bladej twarzy dziewczyny, pojawił się słaby uśmiech. Dłonie zaciśnięte w pięści nieco drżały, co próbowała skryć, przywierając je do ciała. Nachyliłem się nad nią powoli, przykładając wargi do jej ust.
-Stanowczo się stęskniłem, dzieciaku- szepnąłem jej do ucha, obejmując czule drobne ciało.
Brakowało mi tego, chociaż nie miałem do niej dostępu przez zaledwie noc.



<Haneko?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz