wtorek, 1 grudnia 2015

Od Haneko

Uśmiechnęłam się szeroko zagryzając wargę. Spełzłam z łóżka na podłogę i położyłam się na środku pokoju na plecach. Przez to wyjście na świeże powietrze przybyło mi strasznie dużo energii, której nie potrafiłam wykorzystać jak należy. Sięgnęłam po swój telefon i włączyłam pierwszą lepszą skoczną piosenkę. Zaczęłam śpiewać razem z wokalistą, jednak na tyle cicho, żeby pozostali goście nie mogli mnie usłyszeć, jednocześnie machając nogami w powietrzu. Kątem oka widziałam jak Nez przygląda mi sie spod przymrużonych powiek.
-I powiedz mi, że nie jesteś dzieckiem-mruknął w pewnym momencie. Przewróciłam oczami prychając głośno.
-Nie jestem. ja tylko próbuję spożytkować jakoś energię. A że nie mogę tańczyć, bo nie chce komuś po suficie skakać to sobie leżę i macham nogami-pokazałam mu język i powróciłam do śpiewania. Po trzecim powtórzeniu tej samej piosenki przerwał mi głos bruneta
-No już. Dwadzieścia minut minęło, kładź się-powiedział przewracając się na bok. Podniosłam się i wskoczyłam na łóżko pochylając się nad chłopakiem zanuciłam po raz ostatni.
So come on, spin me around
Now I don’t wanna go home
Cause when you hold me like this
You know my heart skips, skips a beat
I know I should, but I can’t leave it alone
And when you hold me like this
That’s when my heart skips, skips a beat*
Nez zaśmiał się przewracając oczami.
-No już, zaśnij w końcu-mimo, że był już dość poirytowany to uśmiechał się miło. Położyłam się obok niego twarzą w jego stronę. Przez chwilę patrzyłam na twarz chłopaka. Jednak w końcu sen dopadł i mnie, więc już nieco zmorzona snem położyłam rękę na brzuchu bruneta. Ten w odpowiedzi objął mnie ramieniem i przytulił do siebie. To było naprawdę cudowne uczucie, móc zasnąć w czyichś ramionach.

Rano obudziłam się dość wcześnie, choć i tak długi czas po Nez'ie. Podniosłam się powoli przecierając oczy i rozglądając się po pustym pokoju. Domyśliłam się, że mój towarzysz z samego rana wstał, żeby pomóc pani Satoshi z noszeniem pudeł. Zwlokłam się z łóżka prosto do łazienki, gdzie wzięłam szybki orzeźwiający prysznic. Nieco wilgotne włosy związałam w luźnego koka. Ubrałam spodnie, które poprzedniego dnia wyprał mi chłopak. Wsuwając je na nogi uśmiechnęłam się mimowolnie. Postanowiłam jeszcze pochodzić w jego koszulce, wyjątkowo ją polubiłam, mimo iż wyglądałam w niej jak w wielkim worku na ziemniaki. Przetarłam dłonią twarz i zeszłam szybko na dół. Wychodząc z pokoju zwinęłam wisiorek, który znalazłam wczoraj. Miałam nadzieję, ze właścicielka wytłumaczy mi skąd się tu wziął i do kogo należy. Mimo wczesnej godziny na dole panował spory ruch, wszystkie miejsca były zajęte, a część klientów oczekiwała w dalszym ciągu na swoje śniadanie.
-Może pani pomóc?-zagadnęłam panią Satoshi, kiedy ta nalewała do kubków kawę i sok pomarańczowy. Kobieta uśmiechnęła się uprzejmie, jednak odmówiła.
-Spokojnie, kochanie, dajemy sobie radę. Jednak obawiam się, że w południe będziemy potrzebowały twojej pomocy, zgoda?-nie czekając na moją odpowiedź dodała-Zapewne szukasz swojego kolegi. Wstał z samego rana, by pomóc mi przy noszeniu pudeł. A teraz wyszedł się przejść, zapewne znajdziesz go w parku. Nie ma tu u nas zbyt wielu miejsc, do których mógł uciec-mrugnęła do mnie porozumiewawczo i wyminęła mnie z pełną tacą. Skinęłam głową pogrążając się w myślach. Wyszłam na chodnik, gdzie prawie natychmiast otulił mnie chłodny podmuch wiatru. Przez chwilę zastanawiałam się, gdzie mogłabym pójść. Ostatecznie jednak zdecydowałam sie skorzystać z rady mamy mojej starej przyjaciółki i skierowałam swoje kroki w stronę parku, którego nie mogło się przeoczyć. Już z oddali na jednej z ławek dostrzegłam Naoko. Siedział pochylony, z łokciami opartymi na kolanach, wpatrywał się w coś między swoimi butami. Podeszłam do niego od tyłu i przytuliłam lekko.
-Dzień dobry-powiedziałam cicho uśmiechając się delikatnie. brunet odpowiedział mi mruknięciem, dlatego przeskoczyłam oparcie ławki i usiadłam obok niego. Znowu był pogrążony w myślach. Coś go martwiło i ja to czułam. Nie podobało mi się to, ponieważ już zdążyłam sie przekonać, że jeśli Nez czegoś się obawia to należy się tego czegoś obawiać. Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, jednak w tej samej chwili moją uwagę zwróciło czyjeś mruczenie pod nosem dochodzące do moich uszu. Podniosłam głowę i rozejrzałam się dookoła. Na sąsiedniej ławce siedział starszy mężczyzna mrucząc coś do siebie. Pomimo, że jego głos był cichy i tłumiony dodatkowo przez szum parkowych drzew dobrze słyszałam ten charakterystyczny smutek. Przez moment wpatrywałam się w staruszka, aż w końcu niewiele myśląc podniosłam się. Chciałam do niego podejść, jednak brunet złapał mnie za dłoń.
-Gdzie idziesz?-zapytał. Nie odpowiedziałam mu, nawet na niego nie spojrzałam. Oswobodziłam tylko palce z jego uścisku i podeszłam do smutnego mężczyzny. Przez chwilę zdawało mi się, że mnie nie zauważył, jednak w końcu odwrócił głowę w moją stronę i pokręcił nią. W jego oczach było tyle smutku, że czułam jak kolana uginają się pode mną. Usiadłam na skraju ławki i spytałam cicho.
-Przepraszam pana.. Stało się coś?
-Stało się, kochanieńka, stało się-pokiwał smutno głową-Bo widzisz, dziecinko.. Moja żona leży w domu, jest ciężko chora. A ostatnio miała jeszcze wypadek, który dosłownie przykuł ją do łóżka. W kółko powtarza, że zostało jej mało czasu, że czuje, że to są jej ostatnie dni. Ale nie to jest smutne, dziecko drogie. Wiem, że tam, po drugiej stronie będzie jej lepiej niż tutaj.. Ale ona nie chce odchodzić. Mówi, że nie może, bo nie ma przy sobie jej ukochanego wisiorka-pokręcił ponownie głową-To był jej prezent ślubny ode mnie. Śliczny wisiorek z jej inicjałem... Kochana Hiromi...-zakrył twarz dłońmi. Patrzyłam na niego zmartwiona nie bardzo wiedząc co na to odpowiedzieć. Nagle coś wpadło mi do głowy. Sięgnęłam do kieszeni bluzy i wyciągnęłam z niej naszyjnik, który wypadł z koca. Zawiesiłam go sobie na palcach i zapytałam ściszonym głosem.
-Czy to ten..?
Mężczyzna powoli podniósł wzrok na rzecz, którą trzymałam. Nagle jego oczy wypełnił blask, a twarz przyozdobił szeroki uśmiech. Staruszek chwycił w pomarszczone palce figlarną literkę "H", a z jego oczy popłynęły łzy.
-Dziecko..-szepnął łamiącym się głosem-jak mam ci się odwdzięczyć?
-Niech się pan po prostu tak więcej nie smuci-uśmiechnęłam się lekko. Mężczyzna pokiwał głową, poniósł się zadziwiająco szybko i jeszcze szybciej oddalił w stronę głównej ulicy. Zaśmiałam się pod nosem kręcąc głową i wróciłam do swojego kolegi, który przez cały ten czas bacznie nas obserwował. Usiadłam obok niego i przyjrzałam mu się uważnie. Nadal miał smętną minę.
-Co się stało?-zapytałam próbując wyczytać coś z jego twarzy, jednak na próżno.
-Nie powinienem pozwolić ci się tak zbliżać. Prędzej czy później cię zranię, choć tego nie chcę. Zmiękłem, rozumiesz? Nie potrafię już nawet bezczynnie patrzeć jak kot zabija durną wiewiórkę. Kurwa-z każdym kolejnym słowem mówił szybciej. Widziałam, że chce powiedzieć coś jeszcze, jednak mu nie pozwoliłam. Złapałam go obiema dłońmi za policzki i ścisnęłam.
-Popatrz na mnie i posłuchaj mnie uważnie-powiedziałam stanowczo patrząc mu prosto w oczy-Wiem jaki jesteś, zdążyłam sie o tym przekonać. Ale ja widzę w tobie coś czego ty nie dostrzegasz. I nie próbuj mi wmówić, że to tylko mi się wydaje, co wiem co widzę. A widzę wspaniałego, troskliwego i opiekuńczego faceta, w którym sie zakochałam, rozumiesz? I choćbyś nie wiem jak próbował to nie zmienisz tego co czuje, bo nawet ja tego nie potrafię. Więc pogódź się z tym, że chce być blisko ciebie, najdłużej jak to będzie możliwe, bo nie zamierzam cię nikomu oddawać. Chcę, żebyś był mój, rozumiesz...? Wiem jaki jesteś, jesteś wspaniały. Uwierz w to co mówię-uśmiechnęłam się ciepło czekając na jego reakcję.


Naoko?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz