czwartek, 8 grudnia 2016

Od Saiko

W całym domu panowała cisza, przerywana wyłącznie przez oddechy Minorin. Wbiłam wzrok w podłogę, skupiając się na powietrzu, które wypuszczała nosem. Ponownie zapanowała dość napięta atmosfera, mogącą przerwać wyłącznie decyzja brązowowłosej. Bez słowa zbliżyła się do mnie, oplatając ramionami moją głowę. Bicie serca przyspieszyło niewyobrażalnie, a moje dłonie zniknęły w za dużych rękawach bluzy.
Uniosłam wzrok, by móc wykonać jeden gest, mający na celu pokazanie uczucia względem niej, jednak Minori ubiegła mnie, przytykając swoje usta do moich. Nie opierałam się, nie angażowałam. Po prostu pozwoliłam jej działać, by jej nie spłoszyć, ani nie wzbudzić w niej wątpliwości. W chwili zakończenia pocałunku, wyprostowała się, patrząc na mnie nieco  zmieszana.
-Rozumiesz w co się wpakowałaś, robiąc to?- uniosłam wzrok w górę ponownie nawiązując kontakt wzrokowy.
-Chyba tak- zacisnęła pięści, kryjąc je w rękawach bluzy.
Kąciki moich ust uciekły delikatnie ku górze. Chwyciłam ją za dłoń, podciągając się do pozycji pionowej.
-Wiesz, że nie musisz tego robić. Do niczego nie będę Cię zmuszać. Możesz tu mieszkać bez względu na wszystko, nie chcę byś robiła cokolwiek wbrew sobie.
-Rozumiem, ale czemu mi to mówisz?
-Podobnie jak ty, nie lubię współczucia i ulgowego traktowania- uśmiechnęłam się serdecznie.
- Zapamiętam na przyszłość- jej twarz również się rozpromieniła- Więc już wszystko sobie wyjaśniłyśmy?
-Raczej tak. Najmroczniejszą część mojego życiorysu już znasz. Licz, że tak jest też w moim przypadku.


<Minori?>

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Od Minori

Podniosłam się gwałtownie, jakby jakaś niewidzialna siła pchała mnie do przodu, jednak gdy tylko stanęłam na prostych nogach, pociemniało mi przed oczami. Znieruchomiałam w jednym momencie, wstrzymując oddech. To co usłyszałam... To wszystko co Saiko mi powiedziała... Czułam się, jakby ktoś oblał mnie wiadrem lodowatej wody i wbił przy tym nóż prosto w klatke piersiową, uniemożliwiając oddychanie. W końcu wypuściłam powietrze z płuc, opadając ciężko na łóżko obok dziewczyny. Nie wiedziałam co myśleć. Nie byłam w stanie o tym myśleć.
Obie siedziałyśmy pogrążone w milczeniu, spoglądając w posadzkę, która była bardzo interesująca. Przez długą chwilę biłam się z myślami, w końcu jednak podniosłam się powoli, biorąc głęboki wdech i naciągając rękawy bluzy na chłodne dłonie. Ponownie wstrzymałam powietrze i stanęłam na przeciwko różowowłosej, która nie podniosła wzroku nawet na milimetr. W pokoju panowała taka cisza, że wyraźnie słyszałam, jak bije moje serce. Przez moment w mojej głowie pojawiło się nawet pytanie, czy Saiko nie słyszy tego dudnienia, które wydawał najważniejszy organ w moim ciele. Podniosłam powoli obie ręce i delikatnie otuliłam nimi głowę starszej dziewczyny, przytulając ostrożnie do klatki piersiowej. Każdy gest, który wykonywałam był bardzo uważny i delikatny, tak jakby każdy gwałtowniejszy ruch, mógł ją wystraszyć i wyrwać z moich objęć. Ostrożnie oparłam policzek o czubek głowy Saiko i przymknęłam oczy, zatapiając się w ciszy panującej w całym mieszkaniu. Po kilku minutach odsunęłam się na krok od różowowłosej i powoli przesunęłam dłonie z chłodnymi palcami na jej policzki, nieznacznie unosząc jej twarz.
- To co było wczoraj to już historia. Należy wyciągać z niej wnioski, a nie oskarżenia. - Uśmiechnęłam się delikatnie, wypowiadając każde słowo szeptem. - Nie mam zamiaru stąd iść, nawet po tym co usłyszałam. Za bardzo mi pomogłaś, bym ja mogła zostawić Cię z tak błachego powodu... - Ostrożnie nachyliłam się nad nią i musnęłam wargami jej ciepłe usta. Kiedy to zrobiłam, przeszedł mnie delikatny, lecz przyjemny dreszcz. Wyprostowałam się i skryłam czerwieniące się policzki za rękawami bluzy, bacznie obserwując koleżankę.

Sai?

niedziela, 4 grudnia 2016

Od Saiko

Dziewczyna nadal wyglądała na przybitą. Sądziłam, że wyprowadzka z tego piekła przyniesie jej ulgę, natomiast efekt chyba był odwrotny. Poddałam się w tym momencie nie widząc innej. Ręce opadły mi bezwładnie wzdłuż tułowia, a wzrok skierował w martwy punkt, wyszukując w wyobraźni tego konkretnego miejsca. Gdy byłam gotowa na to wyznanie, chwyciłam Minori za nadgarstek i przyciągnęłam na moment do siebie.
-Chodź- szepnęłam, jakbym chciała, żeby te słowa pozostały wyłącznie pomiędzy nami.
Ta bez słowa skierowała się ze mną do sypialni, gdzie jedynym źródłem światła stała się lampka nocna. Rolety nadal pozostały zasłonięte, więc nie było powodu, by przejmować się spojrzeniami ewentualnych świadków, którzy byliby dla mnie nieco niewygodni. Obie zasiadłyśmy na łóżku bez słowa, a ja nadal biłam się ze swą śmiałością. To tak głupia rzecz, a przynosiła ze sobą tak wiele wahania. Mozolnie zdjęłam bluzę, nadal nie wypowiadając przy tym słowa. Następnie podwinęłam bokserkę do wysokości żeber, wcześniej opuszczając szorty z jednej strony, by dziewczyna mogła w pełni podziwiać moje dzieło. Od bioder po same żebra można było dostrzec krótkie, jednak gęsto usadzone blizny wszelakiego pochodzenia.
-Na początek, niezależnie od wszystkiego co usłyszysz, chcę, by cała ta rozmowa pozostała między nami. Wiesz o niej jako jedna z czterech osób i lepiej, by tak pozostało- wypowiedziałam pierwsze słowa od chwili wyjścia z kuchni.
Dziewczyna przytaknęła szybko, wpatrując mi się w oczy.
-Doskonale Cię rozumiem. To właśnie była moja ucieczka od problemów. Pierwsze dwie blizny nie znaczą nic, kolejne sześć świadczą o rozwoju mojego stanu, który trwa do dziś, chociaż od kilku dni jest nieco lepiej. Dalsze tuziny to odreagowywanie incydentu ciągnącego się za mną miesiącami. Marina była jedną z tych co uwielbiała dręczyć innych i to właśnie mnie upatrzyła sobie na ofiarę. Bardzo długo wszystko znosiłam, wieczorami dając upust emocjom przez dręczenie samej siebie. Cały czas był przy mnie Haruo, jednak nawet on nie dał rady temu zaradzić. W końcu problem został rozwiązany, ale wraz z jego rozwiązaniem wydało się wszystko i wtedy zdiagnozowano u mnie przewlekłą depresję. Faszerowano mnie lekami, chodziłam na terapię i kiedy wszystko zaczynało się układać, jak wiadome coś zjebać musiało. Wszystko zaczęło się układać, kiedy miałam mniej więcej tyle lat co ty. Moi rodzice jechali do teatru. Sztuka ponoć była wspaniała.- zwiesiłam głowę, przypominając sobie treść sms'a jakiego dostałam od mamy.
Nabrałam na moment powietrza, po czym wypuściłam powoli z płuc, patrząc na domagającą się kontynuacji Minori.
-Nie zdążyli osobiście mi opowiedzieć o tym zdarzeniu, bo jakiś koleś w nich wjechał. W mojego tatę samochód uderzył z całą siłą, toteż zginął na miejscu. Moja mama miała nieco więcej szczęścia i skończyło się jedynie na złamanym kręgosłupie, co sparaliżowało jej nogi. W tym właśnie momencie nawrót choroby powrócił, stąd następna dycha blizn i tu... ślad po przypaleniu. Facet okazał się być nadziany, dlatego opłacił jej pobyt w najdroższych ośrodkach rehabilitacyjnych i po prostu uniknął surowszej kary, od tak. Wypłacił jeszcze odszkodowanie, za które teraz właśnie żyję i opłacił mi stypendium do 25 roku życia w dowolnie wybranej przeze mnie szkole. Kasy mamy sporo, w razie co podrzuci więcej, bo boi się rozgłosu. Wracając do tematu, mamie żyję się tam dobrze, poznała nawet kogoś. W sumie równy gość i też nie najbiedniejszy, więc po skończeniu ich leczenia, mamy zaproszenie na ślub- dodałam z lekkim uśmiechem, chcąc, by ta opowieść chociaż trochę zabrzmiała jakby miała szczęśliwe zakończenie.
-A kolejne cięcia? Te wyglądają na nieco świeższe- przypomniała sobie ostatnie kilka blizn sięgające żeber rzekomych.
-To po utracie kogoś kto był mi dosyć bliski. Miłość okazała się odwzajemniona jednak nie na długo, bo zaledwie miesiąc temu się zakończyła. Rei była dla mnie naprawdę ważna, jednak jej rodzice zdecydowali o przeprowadzce dowiadując się o nas. Pewnie teraz jest we Francji, albo Anglii. Straciłyśmy kontakt. Wtedy właśnie był ze mną też Haruo, który mnie uratował. Przedawkowałam, ale ten w porę zorientował się, że coś jest nie tak i obudziłam się dopiero w szpitalu. Ponownie zaczęło się faszerowanie mnie psychotropami, zaciąganie do psychiatry... no tak właśnie wygląda moje życie. Jestem dziwadłem, nieudacznikiem i pechowcem. Gorszej mieszanki nie mogłam sobie wymyślić, ale zrozumiałam jedno. Niezależnie od tego jaką sierotą jestem i los próbuje się mnie pozbyć, postanowiłam zrobić mu na złość i żyć dalej, póki mogę. Uznałam, że jesteś znakiem, który kazał mi porzucić moje plany.
-Plany?- przekrzywiła głowę. Z każdym moim zdaniem wyglądała na coraz bardziej przerażoną, a jednocześnie zaintrygowaną.
-Cudownie by było zakończyć to co zaczęłam, nie sądzisz? Północ przyniosłaby za sobą pierwszy dzień roku szkolnego, a jednocześnie zakończyłaby moją farsę, którą niektórzy jeszcze śmią nazywać "cudownym życiem". Teraz już wiesz co ze mną jest nie tak. Na domiar złego nie wiesz w sumie jeszcze tylko o jednym.
-Zabrzmiało dość... poważnie.
-Pamiętasz jak wspominałam o Marinie? Dziewczyna przegięła w dniu, kiedy w towarzystwie swojej przyjaciółki uderzyła mnie pięścią w twarz. Coś wtedy we mnie pękło. Na zemstę czekałam całe trzy dni, wiedząc dokładnie, kiedy jest sama. Okazja nadarzyła się wręcz sama. Nie będę zdradzać Ci szczegółów, bo nie są one Ci zbytnio potrzebne. Jak by to ująć? Zasłużyła sobie na karę. Nie sądziłam, że spojrzy na mnie kiedykolwiek błagalnym spojrzeniem pozbawionym wyniosłości.
-Co się z nią stało?
-Cóż... już raczej nikt poza jej rodziną nie będzie płakał z jej powodu- westchnęłam, czując w środku siebie zadowolenie. Nie żałowałam popełnionego czynu- Teraz zrozumiem, jeśli najzwyczajniej w świecie będziesz chciała stąd odejść. Nie będę Cię zatrzymywać i zawsze będzie to już Twój dom. Nie myśl o mnie źle. Jestem tylko osobą, która tak jak ty nieco przeszła w życiu i nie potrafiła sobie z tym poradzić.
Otuliłam się bluzą, czekając na to co zrobi dziewczyna. To chyba było zbyt wiele jak na nią, jednak uznałam, że powinna znać prawdę. Teraz wszystko zależało od niej.

<Minori?>








piątek, 2 grudnia 2016

Od Minori

Kiedy się przebudziłam pierwszym dźwiękiem, który dotarł do moich uszu były dziwny, niezrozumiały dla mnie bełkot. Dopiero po kilku minutach wsłuchiwania się w niego, zrozumiałam, że Sai i Haruo musieli włączyć telewizor. Przetarłam twarz dłońmi, przypominając sobie wszystko co ostatnio zaszło. A zaszło naprawdę wiele w bardzo krótkim czasie, dlatego nieco się tym martwiłam. Od lat w moim życiu nie było żadnych zmian, aż tu nagle całe życie wywróciło się do góry nogami. Interesowałam się troche psychologią, więc wiedziałam, że ludzka psychika różnie reaguje na takie gwałtowne zmiany. Podniosłam się powoli i sięgnęłam odruchowo po telefon. Odblokowałam ekran i zobaczyłam 20 nieprzeczytanych wiadomości od Araty. Skarciłam się w myślach natychmiast, przypominając sobie, że miałam się z nim spotkać. Chociaż szczerze mówiąc, nie bardzo miałam ochotę widzieć się z kimkolwiek. Wyjątkiem była chyba tylko ta dwójka, siedząca w sąsiednim pokoju. Nawet nie przeczytałam tych wiadomości, po prostu odłożyłam telefon na miejsce i wyszłam powoli z pomieszczenia. Po krótkiej wymianie zdań przysiadłam się do starszych znajomych i popatrzyłam na swoją porcje jedzenia.
- Nie otrujesz się, wcinaj - powiedział metal, na co lekko się uśmiechnęłam.
- Chyba podziękuje, nie jestem głodna... - mruknęłam, za co natychmiast zostałam skarcona przez różowowłosą.
- Nawet mnie nie denerwuj. Musisz coś zjeść, dobrze ci to zrobi - mówiła, patrząc na mnie przenikliwie. Czułam, że kurcze się pod tym spojrzeniem, więc tylko skinęłam głową i pochyliłam się nad jedzeniem, wcinając bardzo powoli.
- Dzwonił ten twój przyjaciel, ale powiedziałem mu, że śpisz, więc stwierdził, że nie możemy Cię budzić i najwyżej jutro się spotkacie. - Ni z tego, ni z owego odezwał się Haruo. Popatrzyłam na niego i skinęłam głową na znak, że rozumiem.
Koło dwódziestej pierwszej chłopak zmył się do domu, zostawiając nas dwie w pokoju przed telewizorem. Nawet nie wiedziałam co oglądamy, widziałam jedynie kolorowe obrazki, zmieniające się co chwile i słyszałam niezrozumiały bełkot. Dopiero pytanie Saiko wyrwało mnie z tego chaosu.
- Coś się stało? - Zapytała, przysiadając się bliżej mnie i otulając jednym ramieniem. Ten gest wydał mi się tak naturalny, jakby dziewczyna robiła to codziennie od lat i było to dla niej kolejnym, zwykłym gestem. Po chwili milczenia udało mi się w końcu coś wydukać, sama nie wiedziałam, dlaczego mam takje trudności z mówieniem.
- Jest okey, serio - popatrzyłam za okno, jednak szybko odwróciłam spojrzenie w strone ściany.
- To dlaczego jesteś taka milcząca, od kiedy tylko przyszłaś?
- A co miałam mówić? - Wzruszyłam ramionami i podniosłam się, wyswobadzając z jej objęć. Zebrałam brudne naczynia i zaniosłam je do kuchni, wkładając do zlewu. Różowowłosa przyszła tam za mną.
- Po prostu czasem mam dość życia. I to jeden z tych momentów. - Zaśmiałam się ponuro, opierając czoło o drzwi lodówki.

Sai? Brak pomyslu xd

sobota, 26 listopada 2016

Od Saiko

Mieszkanko było małe, bez wyrazu... najzwyczajniej przeciętne. Minorin od razu zniknęła za jednymi z drzwi, toteż ruszyłam za nią, by pomóc jej pozbierać rzeczy. Dopiero w tym pokoju dało się wyczuć życie, przytłoczone ciężkimi starymi meblami. Jedyne co utrzymywało w ryzach tę nierówną walkę były zdjęcia. Mnóstwo fotografii było przyklejone do wewnętrznej części drzwi szafy, pochowane po szufladach lub ozdobnych pudełkach. Na każdym z nich mogłam dotrzeć znane mi twarze ze szkoły oraz jedną, o której ostatnio było głośno.
-To Umeko- wyjaśniła spokojnie, widząc jak badawczo przyglądam się twarzy dziewczyny.- Moja najlepsza przyjaciółka.
-Rozumiem Twój ból po stracie tak bliskiej Ci osoby- zaczęłam.
Cholera, znowu nie bardzo wiedziałam jak mam się zachować. Nigdy nie byłam dobra w pocieszaniu, ani wyrażaniu żalu. Wychodziło mi to niesamowicie drętwo i bardziej brzmiało jak grzecznościowo wypowiadana regułka, więc i tym razem wyszło jak zwykle.
-Już nieco mi przeszło. Teraz odważniej mogę spojrzeć na jej twarz- przysiadła na ziemi i zaczęła wpychać do toreb wszystko co była w stanie.
Dokładnie poinstruowani, razem z metalem zaczęliśmy robić to samo, a że wiele tego nie było, wróciliśmy w ciągu dwóch godzin.
Przebrnęliśmy obładowani niczym wielbłądy do mojego... naszego domu, gdzie walizki od razu wylądowały na podłodze, a nowa współlokatorka rzuciła się na pierwszy wygodniejszy mebel jaki był w zasięgu jej wzroku.
-Dzięki za wszystko, jeszcze raz. Nie wiem czy dałybyśmy rady bez Ciebie- oparłam się o ścianę, starając się mówić jak najciszej.
-Wiesz, że zawsze pomogę na tyle ile mogę. To ja nie będę wam przeszkadzać, widzimy się w szkole.
-No co ty, nie wygłupiaj się, zostań jeszcze.
-Nic tu po mnie. Musicie się rozpakować, a ja będę tylko zawadzał.
-Torby nie uciekną, z resztą widzisz w jakim jest stanie. Wcześniej jak po południu będzie umierała, więc będę siedzieć sama. Chyba nie pozwolisz mi na samotnie spędzać tak pięknej soboty, prawda?- zerknęłam na niego zawadiacko,
-Skoro tak stawiasz sprawę- przewrócił oczami, unosząc tym samym kąciki ust.
Zerknęłam jeszcze do Minori, która powoli przysypiała.
-Gdybyś czegoś potrzebowała, to zawołaj, dobrze? Będziemy w salonie- szepnęłam jej do ucha, na co ona jedynie mruknęła.
Zasłoniłam okna, by światło nie drażniło jej oczu, po czym wyszłam cicho z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Haruo zdążył w tym czasie zdjąć już swoje glany. Czekał w kuchni, popijając sok, który znalazł w lodówce.
-Przejebana sprawa, nie?- zasiadłam obok, podkradając mu szklankę.
-Zgodzę się. Jakim trzeba być człowiekiem, żeby wyrzucić własne dziecko z domu? Jest psychiczny.
-Mimo wszystko podziwiam ją, że przez tyle czasu się trzymała. Nie powiedziałabym, że ma problemy, gdybym nie dowiedziała się o zaistniałej sytuacji. Musi się teraz wyciszyć i odpocząć.
-Sai, ale to nie jest tak, że ty coś do niej...- szepnął, bojąc się, że ta może słyszeć całą rozmowę.
-Wiesz, że nie jestem osobą bezinteresowną. Nie zainteresowałabym się życiem pierwszej lepszej osoby. Zaimponowała mi wtedy w parku, a kolejne wydarzenia tylko uświadczyły mnie w tym przekonaniu.
-Żeby nie skończyło się to tak jak ostatnio- jego chłodne spojrzenie zatrzymał się na mojej twarzy.
-Wiem, to było głupie, nie wiem ile jeszcze razy mam Cię przepraszać. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Nie mówmy już o tym. Zróbmy coś do jedzenia i obejrzyjmy coś- zeskoczyłam z krzesła usadowionego przy blacie i ruszyłam w stronę lodówki, włączając po drodze muzykę w telefonie. Oboje zabraliśmy się za przygotowywanie posiłku, nie szczędząc sobie przy tym walki na produkty potrzebne nam do przyrządzenia dania, czy małego pojedynku na pałeczki. W tym tempie obiad był na 16, więc dumni ze swej pracy zasiedliśmy przed telewizorem, poszukując jakiegoś programu godnego uwagi. W końcu drzwi do sypialni otwarły się, a dziewczyna pojawiła się w progu salonu, gdzie siedzieliśmy pałaszując przygotowaną potrawę.
-No jesteś wreszcie! Jeszcze ciepłe, więc siadaj z nami- zawołałam ją gestem, a ta bez słowa przysiadła obok.- Lepiej się już czujesz, Tygrysku?
-Trochę- skwitowała to krótko, przyglądając się swojej porcji.
-Nie otrujesz się, wcinaj- wtrącił Haruo, chcąc zachęcić Minori do jedzenia.



<Minori?>

środa, 23 listopada 2016

Od Minori

Haruo i Saiko przepuścili mnie przodem w drzwiach co było małym błędem, ponieważ tuż za rogiem potknęłam się i runęłabym na ziemię, gdyby Sai w ostatniej chwili nie złapała mnie za nadgarstek.
- Nawet stać prosto nie umiesz... - mruknęła rozbawiona, na co ja posłałam jej na wpół przytomne spojrzenie. Czułam się koszmarnie. Bolało mnie wszystko co mogło mnie boleć. To co nie mogło też mnie bolało. W uszach dudniło mi i szumiało na zmianę, przez co byłam nieco przygłuchawa i kiedy skręcaliśmy przed domem, ruszyłam w przeciwną stronę niż chłopak i różowowłosa. Potem oczywiście mnie złapali i nakierowali na dobrą drogę, każąc iść między nimi. Tak dla bezpieczeństwa. Im bliżej mojego domu byliśmy, tym bardziej bolał mnie żołądek. Czułam jak wszystkie wnętrzności skręcają się ze zdenerwowania, a w gardle rośnie gula, która uniemożliwiała mi mówienie. Przez to wszystko zapomniałam, że przeszkadzał mi nadmiar tlenu w powietrzu. Patrzyłam jak blok, w którym mieszkałam siedemnaście lat, zbliża się do nas nieubłaganie. Zatrzymałam się tak gwałtownie, że idący za mną Haruo dosłownie wszedł mi na buty, wpadając na mnie całym ciałem. Skuliłam się nagle, co wywołało u mnie tylko większy ból głowy.
- Jesteś za mała, żeby widzieć, kiedy się zatrzymujesz... - mruknął ni to rozbawiony, ni to rozdrażniony. Uśmiechnęłam się lekko, wymamrotałam przepraszam, jednak nie ruszyłam dalej. Stałam wpatrując się w czubki swoich butów.
- Co jest? - Saiko zorientowała się, że za nią nie idziemy. Czułam na sobie jej przenikliwy wzrok.
- Nie mogę. - pokręciłam głową zbyt gwałtownie.
- Czego nie możesz?
- Iść tam. Nie dam rady.
Cofnęłam się o krok, gdy różowowłosa podeszła do mnie szybko i złapała mnie za ramiona, nachylając się w moją stronę.
- Nie gadaj głupot. Dałaś radę powalić Maiko, dałaś radę zalać się w trupa, więc dlaczego miałabyś nie dać rady zrobić tego? - intensywnie patrzyła mi w oczy niebieskimi tęczówkami. Zamrugałam kilka razy, po czym skinęłam głową. Nie byłam pewna w stu procentach, mimo to ruszyliśmy dalej.
W mieszkaniu, tak jak się spodziewałam, nie było ojca. Nie było nawet mojego brata ani matki. Niby było nam to na ręke, ale jednak poczułam w środku jakieś ukłócie żalu. Czyżbym naprawdę tak mało ich obchodziła, że zajmują się swoimi sprawami, jak gdyby nigdy nic? Z rozmyślań wyrwał mnie głos dziewczyny, która upominała się o informacje, które rzeczy ma spakować. Pakowanie zajęło nam jakiś kwadrans, moich rzeczy nie było dużo, toteż zostały nam dwie puste torby.
- A ja myślałem, że się nie zmieścisz... - powiedział rozbawiony Haruo, za co dostał przyjacielski cios w ramie od Sai. Uśmiechnęłam się delikatnie, wzruszając ramionami. Szybko opuściliśmy mieszkanie, w obawie, że zaraz pojawi się ktoś z mojej rodziny. W końcu była sobota, więc kto ich tam wiedział? Najdłużej zajął nam powrót do domu Saiko z torbami, które okazały się nieco cięższe niż przypuszczaliśmy. Kiedy tylko znaleźliśmy się w mieszkaniu dziewczyny, które od teraz należało także do mnie, od razu runęłam na najbliższe łóżko. Byłam smutna, rozdrażniona i zupełnie wyczerpana.
- Żyjesz jeszcze? - zaśmiała się dziewczyna. Zamruczałam coś pod nosem, zamykając natychmiast oczy.

Saiko? Idk co dalej :c

wtorek, 22 listopada 2016

Od Saiko

Wpatrywałam się z lekkim niedowierzaniem w twarz ledwo przytomnej Minori. Przez cały czas walczyła z płaczem, jednak pod sam koniec łzy spłynęły po jej twarzy. Byłam niesamowicie wściekła, że jeszcze takie patologiczne rodziny istnieją. Tacy jak jej ojciec nie powinni mieć dzieci, ani być w jakichkolwiek związkach.
Pierwszy raz od dawna było mi również głupio, nie wiedząc jak mam się teraz zachować. Po prostu patrzyłam na nią, czekając, aż się uspokoi. Z resztą każdy potrzebuje wyrzucić z siebie negatywne emocje, a odpowiedniejszej chwili chyba nie będzie zbyt szybko. Uniosłam się ciężko z posadzki, prowadząc dziewczynę do mojego pokoju, gdzie dostała losową, czystą bluzkę, która zalegała w szafie. Dostałą chwilę dla siebie, żeby móc się przebrać, a ja sama zajęłam się napełnieniem szklanki wodą, przy okazji biorąc się za robienie czegoś do jedzenia- w końcu nie ma lepszej pory na jedzenie. Weszłam cicho do pokoju, gdzie ledwo żywa Minori leżała z twarzą skrytą w pościeli.
-Nie próbujesz popełnić samobójstwa, prawda?- usiadłam obok, ale ta momentalnie podniosła wzrok.
-Zastanawiam się właśnie nad tym.
-Nie jęcz tyle, Tygrysku. Wcześniej, czy później i tak musiałaś zaliczyć swój pierwszy zgon. Trzymaj, musisz teraz dużo pić- podałam jej szklankę z wodą, po czym postawiłam talerz z kanapkami, by miała do niego równie łatwy dostęp co ja. -A teraz powiedz mi, kiedy ten zjeb wychodzi z domu.
-Mój ojciec? Chyba jutro, ale...
-Świetnie, więc jutro pójdziemy to Twoje rzeczy. Nie będziesz tam już musiała nigdy więcej wracać. Poproszę Haruo, żeby nam pomógł zabrać walizki.
-Raczej nie będzie tego dużo.
-Tym lepiej, mniej się nanosimy- dodałam, z uśmiechem.- Więc kładź się spać, bo koszmar czeka Cię dopiero rano.
-To będzie jeszcze gorzej?- padłą zrezygnowana, wpatrując się w sufit.
-Niestety, Tygrysku. Mówiłam, że jeszcze trochę pocierpisz.
-A co z Tobą?
-Ja mam coś jeszcze do zrobienia. Śpij, a ja za półgodziny dołączę do Ciebie- poczochrałam jej włosy, nurkując gdzieś w stercie ułożonej na biurku, by wygrzebać laptopa. Usadowiłam się na parapecie z resztką kanapek i odpaliłam stronę, która ukazała się w historii jako pierwsza.

-Mam nadzieję, że jeszcze nie śpisz
-Właśnie się kładę, a co się stało? Jak w ogóle nasza imprezowiczka?
-Bywało lepiej. Potrzebny nam będziesz jutro w przeprowadzce.
-Przenosicie się?! :o
-Ona. Zamieszka u mnie, prawdopodobnie na stałe. Długo by opowiadać.
-No dobra. Więc jutro jestem u Ciebie koło 11. Was*

-Dzięki, to do rana, duniu :*
-Dobrej nocy, Sai

Rozejrzałam się jeszcze za paroma rzeczami, zanim poczułam zmęczenie. Zamknęłam klapę laptopa, by chwilę później wślizgnąć się pod kołdrę obok dziewczyny. Mała naprawdę wiele przeszła, toteż nie dziwię się jej, że śpi jak zabita. Ranek przyszedł dość szybko. Wyczekiwana godzina spotkania zbliżała się równie prędko, więc przygotowałam się do wyjścia, a także leki dla Minori, która po przebudzeniu zaczęła skarżyć się na wszystko co tylko mogła- a dużo światła, ból głowy, za mało snu... wszystko źle. Przewróciłam jedynie oczami, informując o zbliżającej się wizycie. Nie pewnie stanęła na jeszcze miękkich nogach, chwiejnie idąc do łazienki, oczywiście z moją pomocą.
-Tu masz ubrania, ręcznik i pół godziny- wygramoliłam się z łazienki, zajmując przez ten czas własnymi sprawami.
W momencie, gdy drzwi do łazienki zaczęły się uchylać, zabrzmiał również dzwonek do drzwi. Haruo jak zawsze przywitał nas znudzonym spojrzeniem i nieco wymuszonym uśmiechem.
-Jak tam, młoda? Nie wyglądasz najlepiej- zaczął widząc jej bladą twarz.
-Nigdy więcej alkoholu- mruknęła, na co my wybuchnęliśmy śmiechem.
-Każdy tak mówi. Więc jak? Gotowe do wyjścia?
Zerknęłam porozumiewawczo na Minori, wręczając jej przy okazji dwie puste torby, do których miała się wpakować, a pozostałe trzy przejął chłopak, pozostawiając mi dwie ostatnie.




<Minori?>