Wpatrywałam się z lekkim niedowierzaniem w twarz ledwo przytomnej Minori. Przez cały czas walczyła z płaczem, jednak pod sam koniec łzy spłynęły po jej twarzy. Byłam niesamowicie wściekła, że jeszcze takie patologiczne rodziny istnieją. Tacy jak jej ojciec nie powinni mieć dzieci, ani być w jakichkolwiek związkach.
Pierwszy raz od dawna było mi również głupio, nie wiedząc jak mam się teraz zachować. Po prostu patrzyłam na nią, czekając, aż się uspokoi. Z resztą każdy potrzebuje wyrzucić z siebie negatywne emocje, a odpowiedniejszej chwili chyba nie będzie zbyt szybko. Uniosłam się ciężko z posadzki, prowadząc dziewczynę do mojego pokoju, gdzie dostała losową, czystą bluzkę, która zalegała w szafie. Dostałą chwilę dla siebie, żeby móc się przebrać, a ja sama zajęłam się napełnieniem szklanki wodą, przy okazji biorąc się za robienie czegoś do jedzenia- w końcu nie ma lepszej pory na jedzenie. Weszłam cicho do pokoju, gdzie ledwo żywa Minori leżała z twarzą skrytą w pościeli.
-Nie próbujesz popełnić samobójstwa, prawda?- usiadłam obok, ale ta momentalnie podniosła wzrok.
-Zastanawiam się właśnie nad tym.
-Nie jęcz tyle, Tygrysku. Wcześniej, czy później i tak musiałaś zaliczyć swój pierwszy zgon. Trzymaj, musisz teraz dużo pić- podałam jej szklankę z wodą, po czym postawiłam talerz z kanapkami, by miała do niego równie łatwy dostęp co ja. -A teraz powiedz mi, kiedy ten zjeb wychodzi z domu.
-Mój ojciec? Chyba jutro, ale...
-Świetnie, więc jutro pójdziemy to Twoje rzeczy. Nie będziesz tam już musiała nigdy więcej wracać. Poproszę Haruo, żeby nam pomógł zabrać walizki.
-Raczej nie będzie tego dużo.
-Tym lepiej, mniej się nanosimy- dodałam, z uśmiechem.- Więc kładź się spać, bo koszmar czeka Cię dopiero rano.
-To będzie jeszcze gorzej?- padłą zrezygnowana, wpatrując się w sufit.
-Niestety, Tygrysku. Mówiłam, że jeszcze trochę pocierpisz.
-A co z Tobą?
-Ja mam coś jeszcze do zrobienia. Śpij, a ja za półgodziny dołączę do Ciebie- poczochrałam jej włosy, nurkując gdzieś w stercie ułożonej na biurku, by wygrzebać laptopa. Usadowiłam się na parapecie z resztką kanapek i odpaliłam stronę, która ukazała się w historii jako pierwsza.
-Mam nadzieję, że jeszcze nie śpisz
-Właśnie się kładę, a co się stało? Jak w ogóle nasza imprezowiczka?
-Bywało lepiej. Potrzebny nam będziesz jutro w przeprowadzce.
-Przenosicie się?! :o
-Ona. Zamieszka u mnie, prawdopodobnie na stałe. Długo by opowiadać.
-No dobra. Więc jutro jestem u Ciebie koło 11. Was*
-Dzięki, to do rana, duniu :*
-Dobrej nocy, Sai
Rozejrzałam się jeszcze za paroma rzeczami, zanim poczułam zmęczenie. Zamknęłam klapę laptopa, by chwilę później wślizgnąć się pod kołdrę obok dziewczyny. Mała naprawdę wiele przeszła, toteż nie dziwię się jej, że śpi jak zabita. Ranek przyszedł dość szybko. Wyczekiwana godzina spotkania zbliżała się równie prędko, więc przygotowałam się do wyjścia, a także leki dla Minori, która po przebudzeniu zaczęła skarżyć się na wszystko co tylko mogła- a dużo światła, ból głowy, za mało snu... wszystko źle. Przewróciłam jedynie oczami, informując o zbliżającej się wizycie. Nie pewnie stanęła na jeszcze miękkich nogach, chwiejnie idąc do łazienki, oczywiście z moją pomocą.
-Tu masz ubrania, ręcznik i pół godziny- wygramoliłam się z łazienki, zajmując przez ten czas własnymi sprawami.
W momencie, gdy drzwi do łazienki zaczęły się uchylać, zabrzmiał również dzwonek do drzwi. Haruo jak zawsze przywitał nas znudzonym spojrzeniem i nieco wymuszonym uśmiechem.
-Jak tam, młoda? Nie wyglądasz najlepiej- zaczął widząc jej bladą twarz.
-Nigdy więcej alkoholu- mruknęła, na co my wybuchnęliśmy śmiechem.
-Każdy tak mówi. Więc jak? Gotowe do wyjścia?
Zerknęłam porozumiewawczo na Minori, wręczając jej przy okazji dwie puste torby, do których miała się wpakować, a pozostałe trzy przejął chłopak, pozostawiając mi dwie ostatnie.
<Minori?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz