środa, 23 listopada 2016

Od Minori

Haruo i Saiko przepuścili mnie przodem w drzwiach co było małym błędem, ponieważ tuż za rogiem potknęłam się i runęłabym na ziemię, gdyby Sai w ostatniej chwili nie złapała mnie za nadgarstek.
- Nawet stać prosto nie umiesz... - mruknęła rozbawiona, na co ja posłałam jej na wpół przytomne spojrzenie. Czułam się koszmarnie. Bolało mnie wszystko co mogło mnie boleć. To co nie mogło też mnie bolało. W uszach dudniło mi i szumiało na zmianę, przez co byłam nieco przygłuchawa i kiedy skręcaliśmy przed domem, ruszyłam w przeciwną stronę niż chłopak i różowowłosa. Potem oczywiście mnie złapali i nakierowali na dobrą drogę, każąc iść między nimi. Tak dla bezpieczeństwa. Im bliżej mojego domu byliśmy, tym bardziej bolał mnie żołądek. Czułam jak wszystkie wnętrzności skręcają się ze zdenerwowania, a w gardle rośnie gula, która uniemożliwiała mi mówienie. Przez to wszystko zapomniałam, że przeszkadzał mi nadmiar tlenu w powietrzu. Patrzyłam jak blok, w którym mieszkałam siedemnaście lat, zbliża się do nas nieubłaganie. Zatrzymałam się tak gwałtownie, że idący za mną Haruo dosłownie wszedł mi na buty, wpadając na mnie całym ciałem. Skuliłam się nagle, co wywołało u mnie tylko większy ból głowy.
- Jesteś za mała, żeby widzieć, kiedy się zatrzymujesz... - mruknął ni to rozbawiony, ni to rozdrażniony. Uśmiechnęłam się lekko, wymamrotałam przepraszam, jednak nie ruszyłam dalej. Stałam wpatrując się w czubki swoich butów.
- Co jest? - Saiko zorientowała się, że za nią nie idziemy. Czułam na sobie jej przenikliwy wzrok.
- Nie mogę. - pokręciłam głową zbyt gwałtownie.
- Czego nie możesz?
- Iść tam. Nie dam rady.
Cofnęłam się o krok, gdy różowowłosa podeszła do mnie szybko i złapała mnie za ramiona, nachylając się w moją stronę.
- Nie gadaj głupot. Dałaś radę powalić Maiko, dałaś radę zalać się w trupa, więc dlaczego miałabyś nie dać rady zrobić tego? - intensywnie patrzyła mi w oczy niebieskimi tęczówkami. Zamrugałam kilka razy, po czym skinęłam głową. Nie byłam pewna w stu procentach, mimo to ruszyliśmy dalej.
W mieszkaniu, tak jak się spodziewałam, nie było ojca. Nie było nawet mojego brata ani matki. Niby było nam to na ręke, ale jednak poczułam w środku jakieś ukłócie żalu. Czyżbym naprawdę tak mało ich obchodziła, że zajmują się swoimi sprawami, jak gdyby nigdy nic? Z rozmyślań wyrwał mnie głos dziewczyny, która upominała się o informacje, które rzeczy ma spakować. Pakowanie zajęło nam jakiś kwadrans, moich rzeczy nie było dużo, toteż zostały nam dwie puste torby.
- A ja myślałem, że się nie zmieścisz... - powiedział rozbawiony Haruo, za co dostał przyjacielski cios w ramie od Sai. Uśmiechnęłam się delikatnie, wzruszając ramionami. Szybko opuściliśmy mieszkanie, w obawie, że zaraz pojawi się ktoś z mojej rodziny. W końcu była sobota, więc kto ich tam wiedział? Najdłużej zajął nam powrót do domu Saiko z torbami, które okazały się nieco cięższe niż przypuszczaliśmy. Kiedy tylko znaleźliśmy się w mieszkaniu dziewczyny, które od teraz należało także do mnie, od razu runęłam na najbliższe łóżko. Byłam smutna, rozdrażniona i zupełnie wyczerpana.
- Żyjesz jeszcze? - zaśmiała się dziewczyna. Zamruczałam coś pod nosem, zamykając natychmiast oczy.

Saiko? Idk co dalej :c

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz