czwartek, 8 grudnia 2016
Od Saiko
Uniosłam wzrok, by móc wykonać jeden gest, mający na celu pokazanie uczucia względem niej, jednak Minori ubiegła mnie, przytykając swoje usta do moich. Nie opierałam się, nie angażowałam. Po prostu pozwoliłam jej działać, by jej nie spłoszyć, ani nie wzbudzić w niej wątpliwości. W chwili zakończenia pocałunku, wyprostowała się, patrząc na mnie nieco zmieszana.
-Rozumiesz w co się wpakowałaś, robiąc to?- uniosłam wzrok w górę ponownie nawiązując kontakt wzrokowy.
-Chyba tak- zacisnęła pięści, kryjąc je w rękawach bluzy.
Kąciki moich ust uciekły delikatnie ku górze. Chwyciłam ją za dłoń, podciągając się do pozycji pionowej.
-Wiesz, że nie musisz tego robić. Do niczego nie będę Cię zmuszać. Możesz tu mieszkać bez względu na wszystko, nie chcę byś robiła cokolwiek wbrew sobie.
-Rozumiem, ale czemu mi to mówisz?
-Podobnie jak ty, nie lubię współczucia i ulgowego traktowania- uśmiechnęłam się serdecznie.
- Zapamiętam na przyszłość- jej twarz również się rozpromieniła- Więc już wszystko sobie wyjaśniłyśmy?
-Raczej tak. Najmroczniejszą część mojego życiorysu już znasz. Licz, że tak jest też w moim przypadku.
<Minori?>
poniedziałek, 5 grudnia 2016
Od Minori
Podniosłam się gwałtownie, jakby jakaś niewidzialna siła pchała mnie do przodu, jednak gdy tylko stanęłam na prostych nogach, pociemniało mi przed oczami. Znieruchomiałam w jednym momencie, wstrzymując oddech. To co usłyszałam... To wszystko co Saiko mi powiedziała... Czułam się, jakby ktoś oblał mnie wiadrem lodowatej wody i wbił przy tym nóż prosto w klatke piersiową, uniemożliwiając oddychanie. W końcu wypuściłam powietrze z płuc, opadając ciężko na łóżko obok dziewczyny. Nie wiedziałam co myśleć. Nie byłam w stanie o tym myśleć.
Obie siedziałyśmy pogrążone w milczeniu, spoglądając w posadzkę, która była bardzo interesująca. Przez długą chwilę biłam się z myślami, w końcu jednak podniosłam się powoli, biorąc głęboki wdech i naciągając rękawy bluzy na chłodne dłonie. Ponownie wstrzymałam powietrze i stanęłam na przeciwko różowowłosej, która nie podniosła wzroku nawet na milimetr. W pokoju panowała taka cisza, że wyraźnie słyszałam, jak bije moje serce. Przez moment w mojej głowie pojawiło się nawet pytanie, czy Saiko nie słyszy tego dudnienia, które wydawał najważniejszy organ w moim ciele. Podniosłam powoli obie ręce i delikatnie otuliłam nimi głowę starszej dziewczyny, przytulając ostrożnie do klatki piersiowej. Każdy gest, który wykonywałam był bardzo uważny i delikatny, tak jakby każdy gwałtowniejszy ruch, mógł ją wystraszyć i wyrwać z moich objęć. Ostrożnie oparłam policzek o czubek głowy Saiko i przymknęłam oczy, zatapiając się w ciszy panującej w całym mieszkaniu. Po kilku minutach odsunęłam się na krok od różowowłosej i powoli przesunęłam dłonie z chłodnymi palcami na jej policzki, nieznacznie unosząc jej twarz.
- To co było wczoraj to już historia. Należy wyciągać z niej wnioski, a nie oskarżenia. - Uśmiechnęłam się delikatnie, wypowiadając każde słowo szeptem. - Nie mam zamiaru stąd iść, nawet po tym co usłyszałam. Za bardzo mi pomogłaś, bym ja mogła zostawić Cię z tak błachego powodu... - Ostrożnie nachyliłam się nad nią i musnęłam wargami jej ciepłe usta. Kiedy to zrobiłam, przeszedł mnie delikatny, lecz przyjemny dreszcz. Wyprostowałam się i skryłam czerwieniące się policzki za rękawami bluzy, bacznie obserwując koleżankę.
Sai?
niedziela, 4 grudnia 2016
Od Saiko
-Chodź- szepnęłam, jakbym chciała, żeby te słowa pozostały wyłącznie pomiędzy nami.
Ta bez słowa skierowała się ze mną do sypialni, gdzie jedynym źródłem światła stała się lampka nocna. Rolety nadal pozostały zasłonięte, więc nie było powodu, by przejmować się spojrzeniami ewentualnych świadków, którzy byliby dla mnie nieco niewygodni. Obie zasiadłyśmy na łóżku bez słowa, a ja nadal biłam się ze swą śmiałością. To tak głupia rzecz, a przynosiła ze sobą tak wiele wahania. Mozolnie zdjęłam bluzę, nadal nie wypowiadając przy tym słowa. Następnie podwinęłam bokserkę do wysokości żeber, wcześniej opuszczając szorty z jednej strony, by dziewczyna mogła w pełni podziwiać moje dzieło. Od bioder po same żebra można było dostrzec krótkie, jednak gęsto usadzone blizny wszelakiego pochodzenia.
-Na początek, niezależnie od wszystkiego co usłyszysz, chcę, by cała ta rozmowa pozostała między nami. Wiesz o niej jako jedna z czterech osób i lepiej, by tak pozostało- wypowiedziałam pierwsze słowa od chwili wyjścia z kuchni.
Dziewczyna przytaknęła szybko, wpatrując mi się w oczy.
-Doskonale Cię rozumiem. To właśnie była moja ucieczka od problemów. Pierwsze dwie blizny nie znaczą nic, kolejne sześć świadczą o rozwoju mojego stanu, który trwa do dziś, chociaż od kilku dni jest nieco lepiej. Dalsze tuziny to odreagowywanie incydentu ciągnącego się za mną miesiącami. Marina była jedną z tych co uwielbiała dręczyć innych i to właśnie mnie upatrzyła sobie na ofiarę. Bardzo długo wszystko znosiłam, wieczorami dając upust emocjom przez dręczenie samej siebie. Cały czas był przy mnie Haruo, jednak nawet on nie dał rady temu zaradzić. W końcu problem został rozwiązany, ale wraz z jego rozwiązaniem wydało się wszystko i wtedy zdiagnozowano u mnie przewlekłą depresję. Faszerowano mnie lekami, chodziłam na terapię i kiedy wszystko zaczynało się układać, jak wiadome coś zjebać musiało. Wszystko zaczęło się układać, kiedy miałam mniej więcej tyle lat co ty. Moi rodzice jechali do teatru. Sztuka ponoć była wspaniała.- zwiesiłam głowę, przypominając sobie treść sms'a jakiego dostałam od mamy.
Nabrałam na moment powietrza, po czym wypuściłam powoli z płuc, patrząc na domagającą się kontynuacji Minori.
-Nie zdążyli osobiście mi opowiedzieć o tym zdarzeniu, bo jakiś koleś w nich wjechał. W mojego tatę samochód uderzył z całą siłą, toteż zginął na miejscu. Moja mama miała nieco więcej szczęścia i skończyło się jedynie na złamanym kręgosłupie, co sparaliżowało jej nogi. W tym właśnie momencie nawrót choroby powrócił, stąd następna dycha blizn i tu... ślad po przypaleniu. Facet okazał się być nadziany, dlatego opłacił jej pobyt w najdroższych ośrodkach rehabilitacyjnych i po prostu uniknął surowszej kary, od tak. Wypłacił jeszcze odszkodowanie, za które teraz właśnie żyję i opłacił mi stypendium do 25 roku życia w dowolnie wybranej przeze mnie szkole. Kasy mamy sporo, w razie co podrzuci więcej, bo boi się rozgłosu. Wracając do tematu, mamie żyję się tam dobrze, poznała nawet kogoś. W sumie równy gość i też nie najbiedniejszy, więc po skończeniu ich leczenia, mamy zaproszenie na ślub- dodałam z lekkim uśmiechem, chcąc, by ta opowieść chociaż trochę zabrzmiała jakby miała szczęśliwe zakończenie.
-A kolejne cięcia? Te wyglądają na nieco świeższe- przypomniała sobie ostatnie kilka blizn sięgające żeber rzekomych.
-To po utracie kogoś kto był mi dosyć bliski. Miłość okazała się odwzajemniona jednak nie na długo, bo zaledwie miesiąc temu się zakończyła. Rei była dla mnie naprawdę ważna, jednak jej rodzice zdecydowali o przeprowadzce dowiadując się o nas. Pewnie teraz jest we Francji, albo Anglii. Straciłyśmy kontakt. Wtedy właśnie był ze mną też Haruo, który mnie uratował. Przedawkowałam, ale ten w porę zorientował się, że coś jest nie tak i obudziłam się dopiero w szpitalu. Ponownie zaczęło się faszerowanie mnie psychotropami, zaciąganie do psychiatry... no tak właśnie wygląda moje życie. Jestem dziwadłem, nieudacznikiem i pechowcem. Gorszej mieszanki nie mogłam sobie wymyślić, ale zrozumiałam jedno. Niezależnie od tego jaką sierotą jestem i los próbuje się mnie pozbyć, postanowiłam zrobić mu na złość i żyć dalej, póki mogę. Uznałam, że jesteś znakiem, który kazał mi porzucić moje plany.
-Plany?- przekrzywiła głowę. Z każdym moim zdaniem wyglądała na coraz bardziej przerażoną, a jednocześnie zaintrygowaną.
-Cudownie by było zakończyć to co zaczęłam, nie sądzisz? Północ przyniosłaby za sobą pierwszy dzień roku szkolnego, a jednocześnie zakończyłaby moją farsę, którą niektórzy jeszcze śmią nazywać "cudownym życiem". Teraz już wiesz co ze mną jest nie tak. Na domiar złego nie wiesz w sumie jeszcze tylko o jednym.
-Zabrzmiało dość... poważnie.
-Pamiętasz jak wspominałam o Marinie? Dziewczyna przegięła w dniu, kiedy w towarzystwie swojej przyjaciółki uderzyła mnie pięścią w twarz. Coś wtedy we mnie pękło. Na zemstę czekałam całe trzy dni, wiedząc dokładnie, kiedy jest sama. Okazja nadarzyła się wręcz sama. Nie będę zdradzać Ci szczegółów, bo nie są one Ci zbytnio potrzebne. Jak by to ująć? Zasłużyła sobie na karę. Nie sądziłam, że spojrzy na mnie kiedykolwiek błagalnym spojrzeniem pozbawionym wyniosłości.
-Co się z nią stało?
-Cóż... już raczej nikt poza jej rodziną nie będzie płakał z jej powodu- westchnęłam, czując w środku siebie zadowolenie. Nie żałowałam popełnionego czynu- Teraz zrozumiem, jeśli najzwyczajniej w świecie będziesz chciała stąd odejść. Nie będę Cię zatrzymywać i zawsze będzie to już Twój dom. Nie myśl o mnie źle. Jestem tylko osobą, która tak jak ty nieco przeszła w życiu i nie potrafiła sobie z tym poradzić.
Otuliłam się bluzą, czekając na to co zrobi dziewczyna. To chyba było zbyt wiele jak na nią, jednak uznałam, że powinna znać prawdę. Teraz wszystko zależało od niej.
<Minori?>
piątek, 2 grudnia 2016
Od Minori
Kiedy się przebudziłam pierwszym dźwiękiem, który dotarł do moich uszu były dziwny, niezrozumiały dla mnie bełkot. Dopiero po kilku minutach wsłuchiwania się w niego, zrozumiałam, że Sai i Haruo musieli włączyć telewizor. Przetarłam twarz dłońmi, przypominając sobie wszystko co ostatnio zaszło. A zaszło naprawdę wiele w bardzo krótkim czasie, dlatego nieco się tym martwiłam. Od lat w moim życiu nie było żadnych zmian, aż tu nagle całe życie wywróciło się do góry nogami. Interesowałam się troche psychologią, więc wiedziałam, że ludzka psychika różnie reaguje na takie gwałtowne zmiany. Podniosłam się powoli i sięgnęłam odruchowo po telefon. Odblokowałam ekran i zobaczyłam 20 nieprzeczytanych wiadomości od Araty. Skarciłam się w myślach natychmiast, przypominając sobie, że miałam się z nim spotkać. Chociaż szczerze mówiąc, nie bardzo miałam ochotę widzieć się z kimkolwiek. Wyjątkiem była chyba tylko ta dwójka, siedząca w sąsiednim pokoju. Nawet nie przeczytałam tych wiadomości, po prostu odłożyłam telefon na miejsce i wyszłam powoli z pomieszczenia. Po krótkiej wymianie zdań przysiadłam się do starszych znajomych i popatrzyłam na swoją porcje jedzenia.
- Nie otrujesz się, wcinaj - powiedział metal, na co lekko się uśmiechnęłam.
- Chyba podziękuje, nie jestem głodna... - mruknęłam, za co natychmiast zostałam skarcona przez różowowłosą.
- Nawet mnie nie denerwuj. Musisz coś zjeść, dobrze ci to zrobi - mówiła, patrząc na mnie przenikliwie. Czułam, że kurcze się pod tym spojrzeniem, więc tylko skinęłam głową i pochyliłam się nad jedzeniem, wcinając bardzo powoli.
- Dzwonił ten twój przyjaciel, ale powiedziałem mu, że śpisz, więc stwierdził, że nie możemy Cię budzić i najwyżej jutro się spotkacie. - Ni z tego, ni z owego odezwał się Haruo. Popatrzyłam na niego i skinęłam głową na znak, że rozumiem.
Koło dwódziestej pierwszej chłopak zmył się do domu, zostawiając nas dwie w pokoju przed telewizorem. Nawet nie wiedziałam co oglądamy, widziałam jedynie kolorowe obrazki, zmieniające się co chwile i słyszałam niezrozumiały bełkot. Dopiero pytanie Saiko wyrwało mnie z tego chaosu.
- Coś się stało? - Zapytała, przysiadając się bliżej mnie i otulając jednym ramieniem. Ten gest wydał mi się tak naturalny, jakby dziewczyna robiła to codziennie od lat i było to dla niej kolejnym, zwykłym gestem. Po chwili milczenia udało mi się w końcu coś wydukać, sama nie wiedziałam, dlaczego mam takje trudności z mówieniem.
- Jest okey, serio - popatrzyłam za okno, jednak szybko odwróciłam spojrzenie w strone ściany.
- To dlaczego jesteś taka milcząca, od kiedy tylko przyszłaś?
- A co miałam mówić? - Wzruszyłam ramionami i podniosłam się, wyswobadzając z jej objęć. Zebrałam brudne naczynia i zaniosłam je do kuchni, wkładając do zlewu. Różowowłosa przyszła tam za mną.
- Po prostu czasem mam dość życia. I to jeden z tych momentów. - Zaśmiałam się ponuro, opierając czoło o drzwi lodówki.
Sai? Brak pomyslu xd
sobota, 26 listopada 2016
Od Saiko
-To Umeko- wyjaśniła spokojnie, widząc jak badawczo przyglądam się twarzy dziewczyny.- Moja najlepsza przyjaciółka.
-Rozumiem Twój ból po stracie tak bliskiej Ci osoby- zaczęłam.
Cholera, znowu nie bardzo wiedziałam jak mam się zachować. Nigdy nie byłam dobra w pocieszaniu, ani wyrażaniu żalu. Wychodziło mi to niesamowicie drętwo i bardziej brzmiało jak grzecznościowo wypowiadana regułka, więc i tym razem wyszło jak zwykle.
-Już nieco mi przeszło. Teraz odważniej mogę spojrzeć na jej twarz- przysiadła na ziemi i zaczęła wpychać do toreb wszystko co była w stanie.
Dokładnie poinstruowani, razem z metalem zaczęliśmy robić to samo, a że wiele tego nie było, wróciliśmy w ciągu dwóch godzin.
Przebrnęliśmy obładowani niczym wielbłądy do mojego... naszego domu, gdzie walizki od razu wylądowały na podłodze, a nowa współlokatorka rzuciła się na pierwszy wygodniejszy mebel jaki był w zasięgu jej wzroku.
-Dzięki za wszystko, jeszcze raz. Nie wiem czy dałybyśmy rady bez Ciebie- oparłam się o ścianę, starając się mówić jak najciszej.
-Wiesz, że zawsze pomogę na tyle ile mogę. To ja nie będę wam przeszkadzać, widzimy się w szkole.
-No co ty, nie wygłupiaj się, zostań jeszcze.
-Nic tu po mnie. Musicie się rozpakować, a ja będę tylko zawadzał.
-Torby nie uciekną, z resztą widzisz w jakim jest stanie. Wcześniej jak po południu będzie umierała, więc będę siedzieć sama. Chyba nie pozwolisz mi na samotnie spędzać tak pięknej soboty, prawda?- zerknęłam na niego zawadiacko,
-Skoro tak stawiasz sprawę- przewrócił oczami, unosząc tym samym kąciki ust.
Zerknęłam jeszcze do Minori, która powoli przysypiała.
-Gdybyś czegoś potrzebowała, to zawołaj, dobrze? Będziemy w salonie- szepnęłam jej do ucha, na co ona jedynie mruknęła.
Zasłoniłam okna, by światło nie drażniło jej oczu, po czym wyszłam cicho z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Haruo zdążył w tym czasie zdjąć już swoje glany. Czekał w kuchni, popijając sok, który znalazł w lodówce.
-Przejebana sprawa, nie?- zasiadłam obok, podkradając mu szklankę.
-Zgodzę się. Jakim trzeba być człowiekiem, żeby wyrzucić własne dziecko z domu? Jest psychiczny.
-Mimo wszystko podziwiam ją, że przez tyle czasu się trzymała. Nie powiedziałabym, że ma problemy, gdybym nie dowiedziała się o zaistniałej sytuacji. Musi się teraz wyciszyć i odpocząć.
-Sai, ale to nie jest tak, że ty coś do niej...- szepnął, bojąc się, że ta może słyszeć całą rozmowę.
-Wiesz, że nie jestem osobą bezinteresowną. Nie zainteresowałabym się życiem pierwszej lepszej osoby. Zaimponowała mi wtedy w parku, a kolejne wydarzenia tylko uświadczyły mnie w tym przekonaniu.
-Żeby nie skończyło się to tak jak ostatnio- jego chłodne spojrzenie zatrzymał się na mojej twarzy.
-Wiem, to było głupie, nie wiem ile jeszcze razy mam Cię przepraszać. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Nie mówmy już o tym. Zróbmy coś do jedzenia i obejrzyjmy coś- zeskoczyłam z krzesła usadowionego przy blacie i ruszyłam w stronę lodówki, włączając po drodze muzykę w telefonie. Oboje zabraliśmy się za przygotowywanie posiłku, nie szczędząc sobie przy tym walki na produkty potrzebne nam do przyrządzenia dania, czy małego pojedynku na pałeczki. W tym tempie obiad był na 16, więc dumni ze swej pracy zasiedliśmy przed telewizorem, poszukując jakiegoś programu godnego uwagi. W końcu drzwi do sypialni otwarły się, a dziewczyna pojawiła się w progu salonu, gdzie siedzieliśmy pałaszując przygotowaną potrawę.
-No jesteś wreszcie! Jeszcze ciepłe, więc siadaj z nami- zawołałam ją gestem, a ta bez słowa przysiadła obok.- Lepiej się już czujesz, Tygrysku?
-Trochę- skwitowała to krótko, przyglądając się swojej porcji.
-Nie otrujesz się, wcinaj- wtrącił Haruo, chcąc zachęcić Minori do jedzenia.
<Minori?>
środa, 23 listopada 2016
Od Minori
Haruo i Saiko przepuścili mnie przodem w drzwiach co było małym błędem, ponieważ tuż za rogiem potknęłam się i runęłabym na ziemię, gdyby Sai w ostatniej chwili nie złapała mnie za nadgarstek.
- Nawet stać prosto nie umiesz... - mruknęła rozbawiona, na co ja posłałam jej na wpół przytomne spojrzenie. Czułam się koszmarnie. Bolało mnie wszystko co mogło mnie boleć. To co nie mogło też mnie bolało. W uszach dudniło mi i szumiało na zmianę, przez co byłam nieco przygłuchawa i kiedy skręcaliśmy przed domem, ruszyłam w przeciwną stronę niż chłopak i różowowłosa. Potem oczywiście mnie złapali i nakierowali na dobrą drogę, każąc iść między nimi. Tak dla bezpieczeństwa. Im bliżej mojego domu byliśmy, tym bardziej bolał mnie żołądek. Czułam jak wszystkie wnętrzności skręcają się ze zdenerwowania, a w gardle rośnie gula, która uniemożliwiała mi mówienie. Przez to wszystko zapomniałam, że przeszkadzał mi nadmiar tlenu w powietrzu. Patrzyłam jak blok, w którym mieszkałam siedemnaście lat, zbliża się do nas nieubłaganie. Zatrzymałam się tak gwałtownie, że idący za mną Haruo dosłownie wszedł mi na buty, wpadając na mnie całym ciałem. Skuliłam się nagle, co wywołało u mnie tylko większy ból głowy.
- Jesteś za mała, żeby widzieć, kiedy się zatrzymujesz... - mruknął ni to rozbawiony, ni to rozdrażniony. Uśmiechnęłam się lekko, wymamrotałam przepraszam, jednak nie ruszyłam dalej. Stałam wpatrując się w czubki swoich butów.
- Co jest? - Saiko zorientowała się, że za nią nie idziemy. Czułam na sobie jej przenikliwy wzrok.
- Nie mogę. - pokręciłam głową zbyt gwałtownie.
- Czego nie możesz?
- Iść tam. Nie dam rady.
Cofnęłam się o krok, gdy różowowłosa podeszła do mnie szybko i złapała mnie za ramiona, nachylając się w moją stronę.
- Nie gadaj głupot. Dałaś radę powalić Maiko, dałaś radę zalać się w trupa, więc dlaczego miałabyś nie dać rady zrobić tego? - intensywnie patrzyła mi w oczy niebieskimi tęczówkami. Zamrugałam kilka razy, po czym skinęłam głową. Nie byłam pewna w stu procentach, mimo to ruszyliśmy dalej.
W mieszkaniu, tak jak się spodziewałam, nie było ojca. Nie było nawet mojego brata ani matki. Niby było nam to na ręke, ale jednak poczułam w środku jakieś ukłócie żalu. Czyżbym naprawdę tak mało ich obchodziła, że zajmują się swoimi sprawami, jak gdyby nigdy nic? Z rozmyślań wyrwał mnie głos dziewczyny, która upominała się o informacje, które rzeczy ma spakować. Pakowanie zajęło nam jakiś kwadrans, moich rzeczy nie było dużo, toteż zostały nam dwie puste torby.
- A ja myślałem, że się nie zmieścisz... - powiedział rozbawiony Haruo, za co dostał przyjacielski cios w ramie od Sai. Uśmiechnęłam się delikatnie, wzruszając ramionami. Szybko opuściliśmy mieszkanie, w obawie, że zaraz pojawi się ktoś z mojej rodziny. W końcu była sobota, więc kto ich tam wiedział? Najdłużej zajął nam powrót do domu Saiko z torbami, które okazały się nieco cięższe niż przypuszczaliśmy. Kiedy tylko znaleźliśmy się w mieszkaniu dziewczyny, które od teraz należało także do mnie, od razu runęłam na najbliższe łóżko. Byłam smutna, rozdrażniona i zupełnie wyczerpana.
- Żyjesz jeszcze? - zaśmiała się dziewczyna. Zamruczałam coś pod nosem, zamykając natychmiast oczy.
Saiko? Idk co dalej :c
wtorek, 22 listopada 2016
Od Saiko
Pierwszy raz od dawna było mi również głupio, nie wiedząc jak mam się teraz zachować. Po prostu patrzyłam na nią, czekając, aż się uspokoi. Z resztą każdy potrzebuje wyrzucić z siebie negatywne emocje, a odpowiedniejszej chwili chyba nie będzie zbyt szybko. Uniosłam się ciężko z posadzki, prowadząc dziewczynę do mojego pokoju, gdzie dostała losową, czystą bluzkę, która zalegała w szafie. Dostałą chwilę dla siebie, żeby móc się przebrać, a ja sama zajęłam się napełnieniem szklanki wodą, przy okazji biorąc się za robienie czegoś do jedzenia- w końcu nie ma lepszej pory na jedzenie. Weszłam cicho do pokoju, gdzie ledwo żywa Minori leżała z twarzą skrytą w pościeli.
-Nie próbujesz popełnić samobójstwa, prawda?- usiadłam obok, ale ta momentalnie podniosła wzrok.
-Zastanawiam się właśnie nad tym.
-Nie jęcz tyle, Tygrysku. Wcześniej, czy później i tak musiałaś zaliczyć swój pierwszy zgon. Trzymaj, musisz teraz dużo pić- podałam jej szklankę z wodą, po czym postawiłam talerz z kanapkami, by miała do niego równie łatwy dostęp co ja. -A teraz powiedz mi, kiedy ten zjeb wychodzi z domu.
-Mój ojciec? Chyba jutro, ale...
-Świetnie, więc jutro pójdziemy to Twoje rzeczy. Nie będziesz tam już musiała nigdy więcej wracać. Poproszę Haruo, żeby nam pomógł zabrać walizki.
-Raczej nie będzie tego dużo.
-Tym lepiej, mniej się nanosimy- dodałam, z uśmiechem.- Więc kładź się spać, bo koszmar czeka Cię dopiero rano.
-To będzie jeszcze gorzej?- padłą zrezygnowana, wpatrując się w sufit.
-Niestety, Tygrysku. Mówiłam, że jeszcze trochę pocierpisz.
-A co z Tobą?
-Ja mam coś jeszcze do zrobienia. Śpij, a ja za półgodziny dołączę do Ciebie- poczochrałam jej włosy, nurkując gdzieś w stercie ułożonej na biurku, by wygrzebać laptopa. Usadowiłam się na parapecie z resztką kanapek i odpaliłam stronę, która ukazała się w historii jako pierwsza.
-Mam nadzieję, że jeszcze nie śpisz
-Właśnie się kładę, a co się stało? Jak w ogóle nasza imprezowiczka?
-Bywało lepiej. Potrzebny nam będziesz jutro w przeprowadzce.
-Przenosicie się?! :o
-Ona. Zamieszka u mnie, prawdopodobnie na stałe. Długo by opowiadać.
-No dobra. Więc jutro jestem u Ciebie koło 11. Was*
-Dzięki, to do rana, duniu :*
-Dobrej nocy, Sai
Rozejrzałam się jeszcze za paroma rzeczami, zanim poczułam zmęczenie. Zamknęłam klapę laptopa, by chwilę później wślizgnąć się pod kołdrę obok dziewczyny. Mała naprawdę wiele przeszła, toteż nie dziwię się jej, że śpi jak zabita. Ranek przyszedł dość szybko. Wyczekiwana godzina spotkania zbliżała się równie prędko, więc przygotowałam się do wyjścia, a także leki dla Minori, która po przebudzeniu zaczęła skarżyć się na wszystko co tylko mogła- a dużo światła, ból głowy, za mało snu... wszystko źle. Przewróciłam jedynie oczami, informując o zbliżającej się wizycie. Nie pewnie stanęła na jeszcze miękkich nogach, chwiejnie idąc do łazienki, oczywiście z moją pomocą.
-Tu masz ubrania, ręcznik i pół godziny- wygramoliłam się z łazienki, zajmując przez ten czas własnymi sprawami.
W momencie, gdy drzwi do łazienki zaczęły się uchylać, zabrzmiał również dzwonek do drzwi. Haruo jak zawsze przywitał nas znudzonym spojrzeniem i nieco wymuszonym uśmiechem.
-Jak tam, młoda? Nie wyglądasz najlepiej- zaczął widząc jej bladą twarz.
-Nigdy więcej alkoholu- mruknęła, na co my wybuchnęliśmy śmiechem.
-Każdy tak mówi. Więc jak? Gotowe do wyjścia?
Zerknęłam porozumiewawczo na Minori, wręczając jej przy okazji dwie puste torby, do których miała się wpakować, a pozostałe trzy przejął chłopak, pozostawiając mi dwie ostatnie.
<Minori?>
poniedziałek, 14 listopada 2016
Od Minori
Siedząc tam, w łazience Saiko, oparta o ścianę, zastanawiałam się czy jeśli to przeżyję to faktycznie będę mieszkać z różowowłosą. O ile to przeżyje. Szczerze mówiąc, nie bardzo potrafiłam to sobie wyobrazić, ale nie wydawało mi się, żeby Sai była typem żartownisia, chociaż nie znałam jej jakoś dobrze. Oparłam głowe i plecy o chłodną ścianę, po czym półprzytomnym wzrokiem popatrzyłam na dziewczynę, która wpatrywała się we mnie wyczekującym spojrzeniem.
- Ojciec dowiedział się, że biłam się w szkole z Maiko. Nauczycielka do niego zadzwoniła i mu o tym powiedziała. Powiedział, że nie będzie trzymał w domu głupiego stworzenia, które jest zupełnie bezużyteczne, bo przecież nic nie robi. Jak zwykle darł się na całe gardło. Zwyzywał mnie, zbił - odruchowo dotknęłam policzka - i wyrzucił z domu. Powiedział, że nie mam już tam czego szukać. - mówiłam cicho, spokojnym głosem, chociaż w rzeczywistości trzęsłam się z nadmiaru emocji, a oczy miałam pełne łez. - Ale to jest on. Jeśli nie wróce do jutra do domu i nie będę na kolanach błagała go, żeby pozwolił mi wrócić to zacznie mnie szukać. I oberwie się nie tylko mi, ale i tobie. To jest po prostu on. - ostatnie zdanie wypowiedziałam szeptem, łamiącym się głosem, w chwili gdy z oczu popłynął gęsty potok łez. Saiko patrzyła na mnie w milczeniu, wzrokiem pełnym żalu i współczucia. Zaśmiałam się mimo łez.
- Nie patrz tak na mnie. Nie lubie współczucia. - odwróciłam wzrok w poszukiwaniu kubka z wodą. Kiedy wzięłam go do ręki, okazało się, że jest pusty, więc smutno popatrzyłam na włascicielke mieszkania.
- Już lepiej? Chodź, powinnaś się położyć, na pewno zrobi ci się wtedy lepiej. A ja pójde po wodę. - pomogła mi wstać i zaprowadziła do swojego pokoju, na środku którego stało wielkie łóżko. - Ale najpierw dam ci coś do przebrania - mruknęła nurkując w szafie. Już po kilkinastu minutach Saiko stukała naczyniami w kuchni, a ja w jednej z jej, oczywiście za dużych na mnie, koszulek, leżałam na łóżku i półprzymkniętymi oczami obserwowałam wejście do pokoju. Wtuliłam się mocniej w poduszkę, uśmiechając się lekko. Pościel bardzo pachniała właścicielką.
Saiko?
sobota, 5 listopada 2016
Od Saiko
-Więc co będziemy robić?- zagaił chłopak
-Jest piątek, toteż możemy odwiedzić nasze ulubione miejsce.
-Liczyłem na taką odpowiedź- westchnął z ulgą, unosząc przy tym kąciki ust.
Poruszyliśmy jeszcze wiele tematów, nim rozstaliśmy się pod bramą domu białowłosego. Szybkim krokiem ruszyłam do siebie, gdzie na wejściu rzuciłam torbą, a ta ślizgiem przedostała się w okolicę gabinetu, znajdującego się na końcu korytarza. Sama miałam niezłą ochotę na piwo, toteż wybór stroju nie zajął mi więcej niż pięć minut. Haruo chyba również zależało na czasie, bo godzinę później stał w moich drzwiach, nie mogąc doczekać się wieczora. Do tego czasu zdążyliśmy zrobić obiad, a i odebrać telefon od Kaito informujący o wykonaniu misji.
-Myślisz, że Maiko wywinie jeszcze jakiś numer? Chociażby dziś- zaczął, biorąc kawałek papryki do ust.
-Wątpię, za bardzo się mnie boi i tego jakie mogą być skutki jej kłamstwa. Sam dobrze wiesz, że zależy naszemu aniołkowi, na zachowaniu pozorów niewiniątka.
-Zastanawia mnie tylko jak ona się dogada z tą małą. Minori, nieprawdaż? Swoją drogą ciekawe czemu była taka dziwna.
-Też to zauważyłeś? Myślałam, że to może przez tą utarczkę.
Chłopak nie miał za wiele okazji, by pogadać z Nakabamą, jednak dobrze wyczuł zmianę jej nastawienia. Coś było nie tak i dopiero po tym spostrzeżeniu mam pewność, że to nie przez przewrażliwienie na jej punkcie odniosłam takie wrażenie.
-Eee... to chyba nie to- wyrwał mnie z zamyślenia.- Chociaż jej nie znam, więc mogę się mylić. Szkoda, że nie widziałaś wściekłości Maiko. Byłaby gotowa rozszarpać predatora.
Oboje roześmialiśmy się głośno, wyobrażając sobie jak drobna lolitka rozgniata ponad dwu metrowego wyszkolonego mordercę, niczym karalucha.
Tak mniej więcej zleciał nam czas, zanim na zewnątrz nie rozbłysły latarnie. Już przy samych drzwiach mieliśmy powodów do śmiechu, a był nim, a raczej były "odświętne" glany Haruo, które próbował nałożyć na nogi. Nie różniły się niczym od tych "codziennych", nie licząc dodatkowych dziurek, wydłużających but, praktycznie pod samo kolano i kilku klamer. Niechlujnie naciągnęłam kurtkę, co oczywiście zdążył mi wytknąć, czego efektem był strzał w jego ramię. W połowie drogi dostrzegłam odrobinę niższego od nas chłopaka, którego dobrze znałam.
-Nie wiecie, gdzie jest Minori?- podbiegł do nas, licząc na jakąkolwiek informacje.
-A... nie ma jej na sali? Coś tam wspominała, może poszła do domu- zaczął metal, zerkając na mnie nieco zdumiony.
-Byłem już wszędzie. W parku, bibliotece, pizzerii, pod szkołą, u niej w domu. Przepadła!- wyliczając, patrzył na mnie, licząc, że ja coś wiem.- Martwię się o nią, bo nawet nie odbiera.
-Spokojnie, nie wygląda na bezbronną panienkę. Na pewno nic się jej nie stało- uspokajał go, co trochę odprężyło Aratę.
-Wiecie... chyba wiem, gdzie się mogła zaszyć- zdębiałam na myśl o miejscu, gdzie mogła się znajdować.
-Dobra, młody- westchnął metal- Daj mi swój numer i obleć wszystko jeszcze raz. Jak się znajdzie to się zdzwonimy.
***
Normą było przejście między kolorowymi, obłąkanymi mieszkańcami tej niezbyt szanowanej dzielnicy. Otwarcie drzwi w momencie poskutkowało napełnieniem płuc zapachu dumy i perfum.
-Nie wierzę, że ją tu zabrałaś- metal spojrzał na mnie chłodno.
-Zakazałam jej tu przychodzić samej. Nie sądziłam, że postąpi tak głupio, by wlec się tu sama. Poza tym nie sądziłam, że zapamięta drogę. Każde z nas potrzebowało kilku wizyt tutaj, by trafić tu samodzielnie- zaczęłam się bronić, jednak to nie zdało się na wiele.
Mimo wszystko Haruo to Haruo- nigdy nie gniewa się do tego stopnia, by wszcząć między nami kłótnie, a teraz mieliśmy coś do zrobienia, a napięta atmosfera, mogłaby nam nieco zaślepić umysł.
-To nie ona?- wskazał palcem na niziutką postać, siedzącą przy barze wśród wysokich typów, zerkających na nią co chwilę. Już dawno nie byłam tak zła, gdy zidentyfikowałam jej sylwetkę pociągającą trunek ze szklanki. Gestem kazałam poczekać przyjacielowi, a sama ruszyłam po zgubę. Szarpnęłam ją za ramie, na co ta była w tak ciężkim szoku, że nawet nie protestowała, chociaż mogła to być również zasługa alkoholu. Nigdy jeszcze nie przebyliśmy tamtej alejki tak szybko, nie zamieniając przy tym nawet słowa.
Wychodząc stamtąd, Haruo doskonale zdawał sobie sprawę, że powinien odejść kawałek, co wykorzystał na zadzwonienie do drugiego chłopaka.
-Czy Tobie już do reszty odebrało rozum?- warknęłam na Minori, nie chcąc robić zbytniego widowiska dla przechodniów.- Chyba wyraziłam się jasno, żebyś tam nie przychodziła. Kto Ci w ogóle sprzedał tego drinka?
-Potrzebowałam tego- mówiła, nie podnosząc wzroku.
-Potrzebowałaś?! Jakie kurwa, potrzebowałaś! Masz jebane siedemnaście lat i ledwo metr pięćdziesiąt. Jesteś idealnym celem dla tych ludzi. Kazałam Ci tam nie przychodzić, nie dla własnego widzi mi się. Ci faceci obok... masz szczęście, że zdążyliśmy. Nikt się tam nie przejmuje takimi jak ty. Nawet jebany barman nie podniósłby wzroku, gdyby Cię stamtąd wyciągali za włosy- darłam się jak opętana, ignorując wzrok ludzi.- Tam są dealerzy, złodzieje, mordercy i handlarze ludźmi. Ty myślisz, że to jest zabawne?! Aż tak masz w dupie to, że Cię nafaszerują prochami i wywiozą w pizdu z kraju?!
-Tak! Mam gdzieś to co się ze mną stanie! Niech mnie wywiozą, poćwiartują, nawet jebaną karmę dla psów mogą ze mnie zrobić, a i tak nikt się mną nie przejmie. Nie mam gdzie mieszkać, mam problemy z Maiko, Umeko nie żyje, a do tego nie mam nawet kasy na życie. Nic o mnie nie wiesz, a jedyne czego teraz potrzebuje się upić i zaliczyć zgon. Nikomu na mnie nie zależy- potok łez spłynął po jej policzkach, czego nie starała się już nawet ukryć.
Patrzyłam na nią przez chwilę w osłupieniu. Nie wiele pojęłam z tego co mówiła, ale zrobiło mi się jej żal. Uniosłam jej podbródek, by ta zerknęła na mnie w końcu.
-Co ty pierdolisz, Tygrysku? Masz przecież Aratę, tego drugiego, no i mnie, a zwłaszcza mnie. W razie problemów zawsze możesz zgłosić się do mnie, a ja Ci pomogę na tyle, ile będę w stanie- otarłam jej policzek, co wywołało delikatny uśmiech na jej twarzy. W tym samym momencie Haruo zbliżył się do nas, grzebiąc coś po telefonie.
-Rozmawiałem z tym chłopakiem. Kazałem mu iść do domu i jutro będzie na ciebie czekał przy parku popołudniu.- zwrócił się do mnie, a następnie spojrzał łagodnie na Minori- A ty co, dzieciaku? Życie Ci nie miłe?
-Najwidoczniej źle oceniłam skalę zagrożenia- rzuciła, patrząc na niego.
-Ech, same problemy z Tobą- poczochrał ją po grzywce- Twój przyjaciel prosił, żebym Ci przekazał, że będzie czekał na ciebie jutro popołudniu przed parkiem. No i żebym Cię solidnie ochrzanił za niego. Chociaż Sai zrobiła to za nas wszystkich.
-Czy wszyscy teraz będą mnie ganić?- przewróciła oczami.
-Należy Ci się, Tygrysku. To co, chyba nici z dzisiejszych planów?
-Najwidoczniej. Nie szkodzi, przełożymy to na jutro. Odprowadzę was- wcisnął ręce do kieszeni, nadal zachowując swoją pogodnie posępną minę.
-Zbieraj się- klepnęłam ją w ramię, podążając za chłopakiem.
-Tyle, że ja... no nie mam, gdzie spać- mówiła niepewnie, wbijając wzrok w chodnik.
-Co ona znowu za głupoty wygaduje! Śpisz u mnie, to chyba jasne. Szybko, bo Cię ulokuje na wycieraczce.
***
Zatrzymaliśmy się pod moim domem, gdzie Haruo objął mnie na pożegnanie, umawiając się przy tym na jutro. Minori natomiast poklepał po głowie, rzucając kolejną przestrogę dotyczącą dzisiejszego wybryku.
-Mam dwa pokoje wolne. Śpisz, albo u mnie, albo w gościnnym. Zaraz dam Ci jakieś moje ciuchy, a jutro pójdziemy po Twoje rzeczy.
- Po moje?
-Noooo, przecież będziesz tu od teraz mieszkać. Jesteś może głodna?
-Raczej nie, chociaż... tak, w sumie, to jednak nie.
-Zdecyduj się, bo mi lodówkę rozmrozisz- spojrzałam na nią, jednak ta nie wyglądała najlepiej.
-Chyba... nie czuję się najlepiej- oparta o futrynę, zerkała na mnie nieco słabo.
-Oho... chyba Ci procenty strzeliły do głowy. Chodź ze mną, tu jest łazienka- zaprowadziłam ją szybko, wiedząc, że pierwszy raz zawsze jest najgorszy, zwłaszcza na pusty żołądek.
***
-Coś ty wzięła?- przysiadłam bok wanny, obserwując jak stara się walczyć z wymiotami.
-Najmocniejsze co było.
-Bardzo mądrze. To teraz trochę pocierpisz za swoją głupotę.
-Daj mi spokój. Ja tu walczę o życie- próbowała mimo wszystko zachować dobry humor.
-Coś mi się wydaje, że śpisz u mnie w pokoju. W przeciwnym razie wszystko mi zarzygasz- zaśmiałam się, widząc jej stan.
-Dziękuję Ci za pomoc.
-Daj już spokój z tymi podziękowaniami. To nic takiego, a już mi się nudno robiło wieczorami samej- machnęłam ręką- To teraz opowiedz mi jak to stałaś się nagle bezdomną.
-Wolałabym nie.
-Ej, to ja ci tu oferuję nocleg, a ty mi nie chcesz nawet zdradzić swojej pełnej historii? Raczej wolałabym mieć pewność, że z mordercą nie mieszkam, wystarczy, że jest tu już jeden psychol. Więc gadaj... oczywiście, jak zwrócisz kolejną porcję- chwyciłam ją za włosy, gdy ta ponownie zaczęła przybierać wszystkie możliwe kolory.
<Minori? Chyba mój najdłuższy wywód>
środa, 2 listopada 2016
Od Minori
Nieco nerwowo rozglądnęłam się po korytarzu, jakby bojąc się, że ktoś niepowołany może mnie usłyszeć. Spuściłam na moment głowę, a kiedy ją podniosłam miałam na ustach delikatny uśmiech.
- Chciałam Ci podziękować. Znowu... - na ułamek sekundy odwróciłam wzrok, po czym zerknęłam na białowłosego chłopaka. - Tobie również, Haruo-kun. - skłoniłam się w pół, a chłopak skinął głową.
- Nie masz za co - różowowłosa uśmiechnęła się miło. - Maiko mocno przegięła.
- Zdecydowanie. - poparł ją Haruo, który chyba po raz pierwszy odezwał się w mojej obecności. Wzruszyłam ramionami, patrząc gdzieś w bok. Szybko jednak przeniosłam pogodne spojrzenie na dwójkę starszych znajomych.
- Jakieś plany na jutro? Albo na niedziele?
- Pewnie to co zwykle - zaśmiała się dziewczyna - A co?
- Chcesz się przyłączyć? - nie zabrzmiało to jak pytanie, a raczej oskarżenie, mimo wszystko białowłosy patrzył na mnie dość pogodnie. Pokręciłam głową i popatrzyłam na zegarek w telefonie.
- Będę się już zbierać, mam jeszcze dzisiaj zarezerwowaną godzinę na sali treningowej. - Kłamstwo.
- Idziemy w tą samą stronę, może pójdziemy razem? - zaproponowała Saiko, jednak ja już w połowie zdania zaczęłam kręcić głową.
- Nie chce się narzucać. - Kolejne kłamstwo. - Poza tym śpieszę się. - Większe kłamstwo. - Także... Do zobaczenia w poniedziałek. - uśmiechnęłam się i pospiesznie opuściłam szatnie, chowając się w najbliższym zaułku, gdzie poczekałam aż Saiko i Haruo opuszczą szkołę. Nie było mi dobrze z tym, że ją okłamałam, ale musiałam. Znaczy... Uhh. Pokręciłam mocno głową, odpychając dręczące myśli. To jest tylko kolejna osoba, którą okłamujesz jak zawsze. Powinnaś się przyzwyczaić. Przyzwyczaiłaś się. Tylko dlaczego mi z tym źle...? Podniosłam się powoli i ruszyłam w stronę rzeki. Szłam wolno ze spuszczoną głową, wsłuchana w muzykę płynącą z słuchawek. Mimowolnie wyobrażałam sobie jak będzie wyglądał mój powrót do domu. Śmieszne. Jest piątek po południu. Normalni ludzie śpieszą się do domów, w końcu to juz weekend, czyż nie? A ja? A ja wlokę się najbardziej okrężną drogą, posuwając powoli nogę za nogą, próbując jak najbardziej opóźnić powrót. Żałosne.
Po około dwóch godzinach dotarłam pod drzwi do mojego domu. Przełknęłam nerwowo ślinę i zapukałam. Do moich uszu dotarły szybkie, ciężkie kroki. Po chwili drzwi otworzyły się z rozmachem, ukazując jego wielką postruę. Odsunął się o dwa kroki i wpuścił mnie do mieszkania, jednak kiedy tylko drzwi się za mną zamknęły, spełniły się moje najgorsze przeczucia.
Mój policzek pulsował po mocnym uderzeniu i piekł w miejscu, gdzie spływały łzy. Złapał mnie za ramie, otworzył drzwi i wyrzucił na klatkę jak szmacianą lalkę.
- Nie masz tu czego szukać! - wydarł się i z hukiem zamknął drzwi. Przez chwilę patrzyłam na nie w osłupieniu, uświadamiając sobie powoli co się właśnie stało. Z moich oczu ponownie popłynęły gęsto łzy. Zacisnęłam dłonie w pięści i podniosłam się, wybiegając przed blok. Wyrzucił mnie... Wyrzucił mnie z domu... Momentalnie runęłam na kolana, zalewając się jeszcze większą ilością łez. To było dla mnie zdecydowanie za dużo. Spory z Maiko, choć to był najmniejszy problem, śmierć Umeko, problemy w domu, a teraz jeszcze nie mam gdzie się podziać... Szkoda, że nikt z rodziny nie mieszka tutaj. Pociągnęłam nosem i uderzyłam się otwartymi dłońmi w policzki. Minori, weź się w garść. To nie koniec świata. Ogarnij się. Podniosłam się powoli na równe nogi i popatrzyłam przed siebie. Robiło się już ciemno. Gdzie mogę pójść...? Odruchowo pomyślałam o Aracie, jednak nie mogłam się do niego zwrócić o pomoc. Dobrze wiedziałam, że nie miał dużego mieszkania, a ostatnio jego starszy brat wrócił ze studiów, to już w ogóle nie było miejsca. Hideaki... Nie, jemu się nie chciałam narzucać. Zresztą nie byłam z nim aż tak blisko jak z białowłosym. W głowie zaświtała mi pewna myśl, więc od razu ruszyłam w jej kierunku, bojąc się, że mogę się rozmyślić. Co prawda Saiko mówiła, że mam tam sama nie chodzić... ale w tym momencie było mi obojętne czy ktoś poderżnie mi gardło, czy może jednak zastrzeli.
Na szczęście w lokalu nie było różowowłosej ani nikogo znajomego. Podeszłam do barmana i uśmiechnęłam się miło.
- Najmocniejsze.
- Zetnie Cię z nóg. - popatrzył na mnie uważnie.
- To już mój problem. - wzruszyłam ramionami i usiadłam przy pierwszym lepszym stoliku, wyciągając telefon. 15 nieodebranych połaczeń od: Arata. Przewróciłam oczami i wsunęłam komórke do kieszeni spodni. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Nie miałam ochoty rozmawiać z kimkolwiek. Chciałam tylko coś wypić i odpłynąć. I to jak najszybciej.
Już po jednej szklance tego czegoś nie kontaktowałam tak jak powinnam. Nie wiedziałam nawet czy w dalszym ciągu mam przy sobię swoją trobę. Chociaż w sumie jebać.
Saiko?
wtorek, 1 listopada 2016
Od Saiko
-A więc co dziś robimy?- zapytała, próbując wybadać sytuację
-Ty wracasz do domu i jutro podzielisz się z nami tym, jak rozładować napięcie między waszą dwójką.
-Chyba żartujesz. Nie przeproszę jej za nic, a tym bardziej nie odpuszczę. To ona zrobiła ze mnie pośmiewisko!
-A ty rozcięła jej szyję swoimi szponami, więc jesteście kwita. Nie obchodzi mnie co zrobisz: przeprosisz, kupisz wiewiórkę, nie będziesz wchodzić jej w drogę. Wszystko mi jedno. Przez Twoją głupotę najprawdopodobniej oberwała, a ty jak zwykle wyszłaś bez szwanku. Dobrze, więc Ci radzę, zastanów się nad tym, chyba, że chcesz mieć odnotowane wszczynanie bójek w aktach.
Choć lolitka nie wyglądała na zadowoloną, nie próbowała walczyć. Zawsze zależało jej na nieskazitelnym świadectwie, a podobna notka mogłaby przekreślić drogę na prestiżowe studia, o których marzyła od dziecka.
Ostatni dzwonek rozbrzmiał w budynku. Jak każdego dnia, wszyscy uczniowie wypadli z sal, niczym bydło z wagonów. Nawet brama przez, którą mogłyby przejechać jednocześnie dwie ciężarówki, okazała się za mała, by wypuścić pierwszą falę rozwrzeszczanych dzieciaków.
-To... do jutra- Maiko zaczęła nie pewnie, zerkając na naszą trójkę.
-Na razie! Kai Cię odprowadzi i da mi znać, czy dotarłaś. Obym nie musiała dzwonić do Twojego domu, by się o tym przekonać.
Gdy tamta dwójka zniknęła z masie innych ludzi, ja wraz z Haruo zabrałam się ponownie do szkoły, gdzie zmiana naszych butów wymagała nieco więcej czau niż innych. Ta... uroki glanów. Jak zawsze wyścig z zaciskaniem sznurówek wygrał białowłosy, toteż miał te kilka sekund, by móc napawać się zwycięstwem.
-Saiko?- niepewny głos z końca korytarza, wzbudził naszą ciekawość.
Nie był to nikt innych jak Minori, powoli zmierzająca w naszą stronę.
-Witaj! Co ty tu jeszcze robisz, Tygrysku?- oparłam dłonie na biodrach, podprowadzając ją wzrokiem.
-Chwilowo jakoś mi nie spieszno do domu- mruknęła dosyć posępnie.- Wam widzę też nie. W każdym razie, chciałam z Tobą porozmawiać, oczywiście jeśli masz czas.
-Pewnie, nie ma problemu. O co chodzi?
<Minori? Z deka bezsens, nie? >
poniedziałek, 24 października 2016
Od Minori
Jeszcze zanim skończył się dzień spotkało mnie kilka nieprzyjemnych rzeczy. Jedną z tych rzeczy była konfrontacja z dyrektorem, który wezwał mnie do siebie, kilka lekcji po rozmowie z nauczycielką. Arata trzymał mnie mocno za nadgarstek, kiedy dyrektor wezwał mnie do swojego gabinetu, jakby nie chciał odstąpić mnie na krok. Popatrzyłam w oczy chłopakowi i uśmiechnęłam się lekko, szepcząc, że dam sobie radę. Białowłosy niechętnie wypuścił mnie z uścisku i pozwolił się oddalić za przysadzistym mężczyzną w miejsce, w którym raczej nikt nie chciał nigdy iść. Szłam posłusznie za dyrektorem z uniesioną głową, co jakiś czas napotykając spojrzenia innych uczniów. Szybko znalazłam się za drzwiami gabinetu, wśród jasnych ścian, ciemnych mebli i puchatego dywanu na podłodze.
- Usiądź, proszę. - gestem ręki wskazał na krzesło po drugiej stronie wielkiego biurka. Spokojnie usiadłam na skrawku siedzenia i patrzyłam na niego, kryjąc pod maską niewzruszenia wszystkie uczucia jakie mną targały w tamtym momencie.
- Coś się stało, proszę pana? - spytałam, jednak szybko zostałam skarcona surowym spojrzeniem, które po chwili wylądowało N moim opatrunkach i przybrało wyraz wyrzutu. Spuściłam wzrok na kolana, nieco zawstydzona. Patrząc na to wszystko co dziś zrobiłam z perspektywy czasu... No cóż, było to głupie. Ale jestem osobą, która w większości działa pod wpływem emocji, co zazwyczaj źle się kończy.
- Chyba nie muszę Ci mówić, co się stało. - zapanowała chwila ciszy. - Minori, wiem, że twoja przyjaciółka... Że ona nie przeżyła wypadku i na pewno jest Ci z tym ciężko, ale nie może się to odbijać na tym co robisz w szkole. Rozumiem, że mogłaś być zdenerwowana, ale żeby od razu atakować inną dziewczynę? I to jeszcze starszą od siebie?
Odwróciłam tylko wzrok, nie mogąc wydusić z siebie słowa na swoją obronę.
- Jutro zaczyna się weekend. Będziesz miała dwa dni, żeby przemyśleć swoje zachowanie i przedyskutować je z rodzicami. Mam nadzieję, że to coś pomoże i gdy przyjdziesz tutaj w poniedziałek, podasz mi swój pomysł na to, jak Cię ukarać. Mam nadzieję, że rozumiesz, że muszę to zrobić.
Parsknęłam tylko śmiechem i podniosłam się, podchodząc do drzwi.
- Minori. - zagadnął jeszcze, więc odwróciłam głowę w jego stronę. - Twoi rodzice zostaną poinformowani o tym.
Zacisnęłam dłoń w pięść i trzasnęłam za sobą drzwiami. Cudownie, jeszcze tego mi brakowało. Pokręciłam głową, nie zwracając uwagi na dziwne spojrzenia otaczających mnie osób. Pogrążyłam się w myślach i ruszyłam przed siebie, nie trwało to jednak długo, gdyż po kilkunastu krokach wpadłam na Momokę. To była dokładna kopia Maiko, tyle że w młodszej wersji. Z warknięciem cofnęłam się o krok i zła spojrzałam na dziewczynę spod byka. Długie, gęste czerwone włosy spoczywały spokojnie na jej ramionach, a niebieskie oczy rzucały piorunami na wszystkie strony.
- Mogłabyś uważać jak chodzisz - warknęłam i już chciałam ją wyminąć, kiedy Momoko powiedziała za dużo.
- Mogłabyś patrzeć przed siebie, skrzacie. - zaśmiała się, a jej dwie służące zawturowały jej. - Chociaż nie dziwię Ci się, oślepiła Cię moja zajebistość - odgarnęła włosy jak to takie panny mają w zwyczaju. Przewróciłam oczami i popatrzyłam na nią niewzruszona.
- Powiedz mi... Jak to jest, że w każdej szkole musi być panienka z toną makijażu na twarzy i rozwojem umysłowym na poziomie pantofelka? - uniosłam jedną brew, przez krótką chwilę oczekując jakiejś odpowiedzi, jednak kiedy jej nie dostałam, odwróciłam się na pięcie.
- Przynajmniej mam normalnego ojca, a nie to co twój - powiedziała z przekąsem. Poczułam dziwne ukłucie w środku, a po chwili w moich oczach pojawiły się pierwsze łzy. Zacisnęłam dłonie w pięści, słysząc w głowie słowa Saiko o nie okazywaniu bólu. Uśmiechnęłam się lekko i spojrzałam na dziewczynę.
- Może. Ale popatrz jaką amebę sobie wychował - mruknęłam i ruszyłam przed siebie bez zbędnych słów. Mimo to nadal w oczach miałam łzy, przez co nie widziałam wszystkiego wyraźnie. Jednak jakimś cudem udało mi się znaleźć Aratę i Hideaki'ego bez większych problemów.
- To co? Ostatnia lekcja. Jakieś plany na popołudnie? - zapytał Hideaki. Białowłosy pomyślał przez chwilę.
- Muszę dzisiaj iść pomóc siostrze w księgarni - odparł, spoglądając na mnie. No tak, siostra Araty - Hitomi, pracowała w księgarni, a jej brat czasem musiał jej pomagać.
- A Ty, Minorin? - zwrócili się do mnie, ale i tylko wzruszyłam ramionami. - W poniedziałek ma się odbyć pogrzeb Umeko, będziesz?
Popatrzyłam na nich pustym wzrokiem i skinęłam głową, myślami odbiegając do planów na popołudnie. Nie wiedziałam co będę robić, gdyż to zależało od tego jak zachowają się rodzice. Ale jednego byłam pewna. Po lekcjach musiałam złapać Saiko i znowu jej podziękować.
Saiko?
Od Saiko
Minori w tym czasie oglądała swe rany wojenne, dokładnie analizując każdą z nich, jakby nie wierzyła w ich obecność. Sprawnie zabrałam się za zakrywanie niekorzystnie wyglądających śladów, co oczywiście było co jakiś czas komentowane:
A to sugestia co do sposobu przyklejania, a to niewłaściwy rozmiar plastra.
-Bądź już cicho, Tygrysku, bo za moment zalepię Ci tę buźkę całą. Skończysz jak mumia, a z tego co mi wiadome, one nigdy nie mają byt wiele do powiedzenia- przewróciłam oczami podczas ostatniej uwagi.
Z roli pielęgniarki przeistoczyłam się w fryzjera, gdyż poszarpane włosy i ledwo trzymająca się kokarda nadawały jej wizerunek podręcznikowego bezdomnego.
-Gotowe. Może nie wyglądasz jakoś wybitnie uroczo, ale... ujdzie w każdym razie.
-Dzięki- rzuciła szybko, oglądając się w lustrze.
-No to chodź, zaraz lekcja się kończy, a zdaję mi się, że obie miałyśmy się na niej pojawić.
Podążałam u boku towarzyszki, odprowadzając ją pod prawie same drzwi, gdyż ja skręciłam trzy metry wcześniej w jeden z korytarzy, kryjący jedną z biologicznych sal. Opróżniłam butelkę, rzucając ją w stronę kosza, czego efektem był huk plastiku, obijającego się o metalowy kubeł.
-Witam, proszę wybaczyć spóźnienie- weszłam spokojnie do klasy, kierując się do ławki Haruo.
-Cóż Cię zatrzymało, panno Tomori? Czyżby to samo co Twą przyjaciółkę- kobieta wyjrzała za swych okularów, posyłając srogie spojrzenie.
-Chociaż raz wyglądam korzystniej od Maiko, toteż powody naszych spóźnień są chyba inne- śmiech klasy nie wzbudził żadnego zdziwienia z mojej strony. Pozwoliło mi to jedynie przemknąć na swe miejsce w nieco lepszej atmosferze, której towarzyszyło chichotanie i szepty.
Przysiadłam obok przyjaciela, grzebiąc po torbie, a zeszytem, jednak nie omieszkałam w tym czasie nawiązać kontaktu wzrokowego z poobijaną lolitą.
-Uważaj. Maiko jest Twoją przyjaciółką, ale nie będzie się wzbraniać przed kolejnym skandalem- Haruo szturchnął mnie łokciem.
-Wątpię, że zaryzykuje, aż tyle. Nie jest głupia i nie będzie pakowała się do walki z kimś, z kim sobie nie poradzi. Z resztą chyba czeka nas rozmowa, więc lepiej, by nieco się uspokoiła.
Niezbyt długo zagrzałam miejsce sali, gdyż chwilę później dzwonek wykurzył wszystkich z sal prosto na korytarze. Przechodząc z sali do sali, przeczesywałam tłum wzrokiem w poszukiwaniu Minorin, mając jednak blisko Maiko przy sobie, by nie rozsiewała więcej zamętu.
-Powiesz coś w końcu?- podjęła nieśmiało, jednak chłodne spojrzenie ponownie zamknęło jej usta.
-Pogadamy wieczorem, teraz lepiej mnie nie prowokuj- wycedziłam przez zęby, walcząc z całych sił, by nie dokończyć dzieła młodej.
<Minori?>
niedziela, 23 października 2016
Od Minori
Kiedy przytuliłam się do Saiko... Poczułam jakby cała złość i bezsilność uszły ze mnie, jak powietrze z dziurawej piłki. Ta pogładziła mnie po, i tak rozczochranych już, włosach. Odsunęłam się od niej ze śmiechem, wywołanym jej nietypowym porównaniem i zaczęłam wycierać oczy rękawami bluzy. W tym czasie do łazienki wrócił Arata, niosąc coś w rękach. Chłopak wymienił spojrzenie z różowowłosą, która zabrała od niego przyniesione rzeczy. Przejrzałam się przedmiotom, które okazały się opatrunkami i... Wodą aloesową? Spojrzałam na białowłosego i uśmiechnęłam się, ocierając resztki łez.
- Arata, jesteś kochany, ale to damska łazienka... - przypomniałam mu z cichym śmiechem. Na twarz mojego przyjaciela natychmiast wstąpiło zakłopotanie, jakby dopiero teraz to sobie uświadomił, po czym szybko opuścił łazienkę. Popatrzylam w lustro na swoje odbicie i delikatnie dotknęłam tam na szyi, z których sączyła się krew. Westchnęłam cicho i zerknęłam na Saiko, spokojnie popijającą wodę aloesową. A więc po to ona była...
- Chodź tu, trzeba Cię ogarnąć. No na razie wyglądasz, jakbyś wpadła pod kombajn. - powiedziała, rozpakowywując opatrunki. Zaśmiałam się, dmuchając nos, co nie było najlepszym pomysłem, ponieważ po chwili byłam cała osmarkana. - No brawo, Tygrysku. Jeszcze się cała osmarkaj, masz rację. Tego Ci brakuje. - sarkastycznie komentowała mój stan, a ja coraz bardziej się śmiałam, co tylko jeszcze bardziej ją nakręcało.
Po około dziesięciu minutach każda krwawiąca rana była zaklejona, a ja ostatecznie, po kilku nieudanych próbach wymagania się od tego, skończyłam z dwoma plastrami na twarzy. Jednym na policzku, a drugim na nosie. Przyglądałam się uważnie odbiciu dziewczyny, kiedy ta rozczesywała moje długie włosy palcami. Z braku szczotki, musiała to robić tak. Mówiłam, że sama mogę sobie związać włosy, jednak kłótnia z Saiko nie miała najmniejszego sensu, o czym przekonałam się przy kłótni o plastry. Gdy w końcu wszystkie moje włosy zostały zebrane i związane tasiemką, obie opuściłyśmy łazienkę, kierując się do sal, w których miałyśmy w tym momencie lekcje. Różowowłosa doprowadziła mnie pod moją salę i po chwili kroczyła już w stronę swojej. Kiedy miałam otworzyć drzwi, usłyszałam za sobą ostry głos jednej z nauczycielek.
- Minori, poczekaj chwilę.
Powoli odwróciłam się do kobiety, która pewnym krokiem szła w moją stronę. Miała surową minę, nie wróżyło to nic dobrego i miałam niemiłe przeczucie, że wiem o co jej chodzi.
- Coś się stało, proszę pani? - spytałam niewinnie, gdy nauczycielka stanęła przede mną.
- To Ty mi to powiesz. Zapraszam do mojego gabinetu. - odwróciła się na pięcie i szybkim krokiem ruszyła we wskazane miejsce. Zaklęłam pod nosem, podążając za nią ze spuszczoną głową.
Po ponad godzinnej rozmowie z nauczycielką w końcu wyszłam z dusznego pomieszczenia na... nie mniej duszny korytarz. Zdziwiona popatrzyłam na Aratę i Hideaki'ego, którzy najwyraźniej na mnie czekali. Białowłosy miał nawet w ręku moją torbę z książkami. Uśmiechnęłam się, uradowana z ich widoku, jednak uśmiech szybko zniknął, kiedy uświadomiłam sobie, że kogoś mi brakuje.
- A... Co się dzieje z Umeko...? Kiedy wróci...? - spytałam cicho, patrząc uważnie na dwójkę przyjaciół. Ci wymienili przestraszone spojrzenia i spuścili głowy, jakby bojąc się mojego wzroku.
- Nie chcieliśmy Cię wcześniej martwić... - zaczął Hideaki, spoglądając w bok i tam szukając pomocy. Poczułam jak coś ściska moje serce bardzo mocno, za mocno. Czułam jak wielka gula rośnie w moim gardle, nie pozwalając wypowiedzieć ani jednego słowa.
- Umeko miała wypadek wczoraj rano, trafiła do szpitala w ciężkim stanie i... - Arata patrzył na uważnie ze łzami w oczach, które widziałam bardzo wyraźnie. Zaczęłam powoli kręcić głową, czując jak moje oczy wypełniają się łzami. Moje nogi zaczęły się trząść, jakby w każdej chwili gotowe były się złożyć, nie mogąc utrzymać mojego ciężaru.
- Jej mama mówiła, że Umeko prosiła, żebyśmy nie płakali, w szczególności Ty, Minorin... - mimo szumu jaki panował na korytarzu, słyszałam każde słowo, które wypowiadał białowłosy, a mówił bardzo cicho. Popatrzyłam na niego, biorąc głęboki wdech i wytarłam oczy rękawem bluzy, posyłając chłopcom delikatny, wymuszony, chociaż w niewielkim stopniu szczery, uśmiech.
- Minori! - wydarł się ktoś tuż nad moją głową. Przestraszona spojrzałamw górę i zobaczyłam wielkiego chłopaka o zielonych oczach, który patrzył na mnie z szerokim uśmiechem. Kojarzyłam to z wyglądu, był ze starszej klasy, zdaję się, że był w wieku Saiko, ale nie byłam tego pewna. - Chcieliśmy Ci pogratulować, tego jak sprałaś Maiko. Nie każdy byłby do tego zdolny, większość nie potrafi jej nawet odmówić, a to co Ty zrobiłaś... No, mała, szacunecek od nas! - wyjrzałam zza wielkiego chłopaka i dostrzegłam niewielką grupkę równie dużych chłopaków. - Gdybyś kiedyś potrzebowała wsparcia przeciwko tej laluni, wołaj. Staniemy za Tobą murem - rozejrzał się po korytarzu - zresztą nie tylko my - uśmiechnął się, poklepał mnie po ramieniu wielką ręką, która zajęłaby pół moich pleców, i odszedł. Również się rozejrzałam i ze zdziwieniem stwierdziłam, że większość uczniów patrzy na mnie i kiwa głową z uznaniem lub woła coś odnośnie dzisiejszej walki z Maiko. Westchnęłam cicho, spuszczając głowę i stając obok Araty. Oplotłam ręce wokół jego ręki i trzymałam się go kurczowo przez resztę przerwy. Pozostałe przerwy spędzałam raczej w odludnych miejscach, unikając innych uczniów. Czekałam w spokoju na koniec lekcji, uparcie myśląc o tym, że znowu muszę podziękować Saiko. Czułam się tym trochę zażenowana, ale...
Saiko? Loooooool, 4 godziny snu, tak mało czasu na wyspanie się, tak bardzo nieogarnięcie ;_;
Od Saiko
-I jak sobie radzisz?- zaczęła, siadając na wygodnym fotelu za biurkiem.
-Wciąż bez zmian. Chyba ma pani wgląd do moich ocen.
- Od kiedy jesteś pełnoletnia, moje prawa względem ciebie, są nieco... ograniczone. Tak zalecili Twoi rodzice.
-Mimo wszystko, nie wiedziałam, że osoby w mojej sytuacji są na równi z innymi.
-Dobrze wiesz, że nie o to chodzi. Po prostu jako pedagog, muszę mieć na oku takie rzeczy i w razie czego, poinformować o zaistniałej sytuacji. Muszę mieć na uwadze dobro i bezpieczeństwo innych uczniów.
-zaczynam zastanawiać się, czy te wszystkie środki ostrożności, nie są przeznaczone dla seryjnego mordercy po rekonwalescencji.
-Saiko, źle mnie zrozumiałaś. Proszę, nie utrudniaj tego sobie i innym. Jeżeli nie czujesz się dziś na siłach, by przeprowadzić tą rozmowę, zgłoś się do mnie jutro.
Opuściłam gabinet, myśląc, czemu z tłocznego korytarza zniknęła znaczna część uczniów. Kierując się za hałasem, dostrzegłam spore skupisko młodych osób, dopingującą walczących. Przecisnęłam się przez dwa rzędy, wyższych ode mnie ludzi, co wystarczyło, by dostrzegła inicjatora bójki.
Zakrwawiona twarz Haruo, trzymającego się za nos a drugą, zaciśniętą na nadgarstku poobijanej Maiko.
- Co tu się dzieję?- syknęłam chłodno, co spowodowało, że znaczna część świadków ulotniła się, chcąc uniknąć niewygodnych pytań. Z resztą nie potrzebowałam ich, gdy zobaczyłam triumf na twarzy blond lolitki.
-Przegięłaś i dobrze o tym wiesz- warknęłam, ruszając w ślad za Minori
-Należało się jej- zaczęła się bronić jednocześnie wyrywając z uścisku metalowca.
-To jeszcze dziecko, idiotko. Policzymy się później- rzuciłam na odchodne, kierując się do łazienki, gdzie ostatnio była.
Pod jedną z kabin stał młodszy chłopak, którego wczoraj spotkałyśmy. Z twarzą przyklejoną do drzwiczek, próbował uspokoić płaczącą dziewczynę. Widząc mnie, spojrzał porozumiewawczo, licząc, że nadal będzie mógł działać samotnie
-Daj nam chwilę- zaczęłam, chcąc by opuścił pomieszczenie.
-Poradzę sobie. Znam ją dłużej. Poza tym, to wszystko przez Twoją znajomą.
-Jeśli chcesz jej pomóc, to leć do apteki po opatrunki i wodę aloesową, chyba, że chciałbyś zobaczyć do czego ja jestem zdolna- szepnęłam mu do ucha, zachowując kamienną twarz.
Chłopak choć nie chętnie, odstąpił mi miejsca, kierując się do wyjścia.
-Co jest,Tygrysku?- przysnęłam się do kabiny, nasłuchując szlochu dziewczyny.
-Dobrze wiesz. Ta przygłupia blondyna!
-No tak, nigdy nie należała do zbyt ścisłych jednostek. Mam nadzieję, że to nie przez kilka ciosów od niej zalałaś się łzami. Jeśli Cię to pocieszy, ona wygląda dużo gorzej.
-Skąd wiesz, nawet mnie nie widziałaś. Nie było Cię tam!
-Fakt, więc pokaż żebym mogła ocenić, a przy okazji pogratulować urządzenia jej tak. Osobiście uważam, że się jej należało.
-Nie obchodzi mnie to. Chcę zostać sama. Nienawidzę jej! Zabiję ją.
-Mocne słowa, jak na siedemnastolatkę- skrzyżowałam dłonie, opierając się o umywalkę.
-Należy się jej. Po co się miesza? Jest jak cholerna grypa, nie potrafi się odpieprzyć.
-Wiem, Tygrysku. Czasem jednak trzeba walczyć i nie poddawać się. Musisz szukać pomocy i trzymać się jej kurczowo, by zniknęła na zawsze, szukając żywiciela, gdzie indziej. Wiem, że czujesz się teraz fatalnie, ale nie możesz dać jej satysfakcji. Jest spostrzegawcza, szuka czułego punktu. Mimo, iż boli, nie odsłaniaj go tak łatwo. Chodź tu i ogarnij się. Masz silną pozycję i tego nie przekreślaj, przez byle lolitkę.
Zapłakana Minori otworzyła niepewnie drzwi, wbijając czekoladowe oczy w podłogę, chcąc ukryć łzy. Siniaki zaczynały ukazywać się coraz śmielej w okolicy policzków, a zadrapania na szyi były idealnym ujściem dla krwi, barwiącą jej bluzę. Zerknęła na mnie niczym zbity pies. Spojrzenie to nie pokazywało strachu, lecz bezsilność, jednocześnie chęć mordu.
-Wiedziałam, że urządziłaś ją lepiej niż ona ciebie- dodałam, na co ta zaśmiała się słabo.
Otwarłam ramiona, w które niepewnie weszła, oplatając mnie tym samym dłońmi w talii, nadal próbując zapanować nad płaczem.
-Będzie dobrze. Zajmę się tym- pogładziłam ją po rozczochranych włosach.-A teraz nie płacz, bo wyglądasz gorzej niż rozjechany gołąb w trakcie rozkładu.
Ta pociągnęła kilka razy nosem, wycierając oczy rękawem. W tym samym czasie, wkroczył białowłosy kurier z opatrunkami.
-Nie ma za co- skierowałam się do chłopaka, gdy każde z nas patrzyło po sobie bez słowa.
<Minori?>
wtorek, 18 października 2016
Od Minori
Stałam w łazience i przyglądałam się swoim zaczerwienionym oczom, w myślach przeklinając tego, kto wywołał je poprzedniego wieczoru. Związałam włosy w kucyka i ochlapałam twarz zimną wodą, dla poprawy wyglądu oczu. Niewiele to dało, ale lepszy mały efekt niż żaden. Standardowo miałam na sobie bluzę i rurki. Na pierwszej lekcji miałam wychowanie fizyczne, a nauczyciel ostatnio obiecał mi, że dzisiejszego dnia pokaże mi kilka skutecznych ciosów kataną. Oczywiście tą drewnianą. Z tego tytułu schowałam swoją derwianą broń między bluzę a plecy i szybko wyszłam z domu, zabierając torbę z książkami. Po drodze do szkoły natknęłam się na Aratę, z którym przeszłam resztę drogi, rozmawiając o Umeko. Jak się dowiedziałam od białowłosego przyjaciela dziewczyna miała ciężki wypadek w drodze do szkoły, jej stan nie był stabilny i lekarze nie było pewni, czy Umeko z tego wyjdzie. Słuchałam go uważnie, zapisując w głowie każde słowo, które wypowiedział. Na koniec nic nie powiedziałam, jedynie zacisnęłam dłonie w pięści i w milczeniu, z jeszcze gorszym humorem niż rano, przebyłam resztę drogi.
W szatni na moment się rozdzieliliśmy, gdyż Arata miał swoją szafkę kilka rzędów dalej. W pomieszczeniu nie panował jakiś wielki tłok, dlatego też nie sposób było nie zauważyć blondwłosej dziewczyny, wpatrującej się we mnie morderczym wzrokiem.
- Tu jesteś, Ty mała... - wysyczała przez zęby. Zerknęłam na nią znudzona, nie miałam dziś humoru do użerania się z tą panienką i wszystkim co jej przeszkadzało.
- Nudna jesteś - mruknęłam, wkładając buty do szafki. Szybko założyłam te, w których ćwiczyłam i zamknęłam szafkę. Kątem oka widziałam jak obok Maiko staje Tomori i jej białowłosy, metalowy przyjaciel. Mimo ich obecności blondynka nadal kipiała złością.
- Odpłacisz mi się za... - metalowiec prawie natychmiast jej przerwał.
- Maiko, daj jej spokój. - powiedział coś jeszcze ściszonym głosem, jednak nie dosłyszałam co to takiego.
- Minorin? - odwróciłam się w stronę Araty i uśmiechnęłam słabo.
- Twoja rodzina też jest taka jak Ty? Twój ojciec to pewnie wszystkich bije, co?! - złośliwe docinki sprawiły, że znieruchomiałam. Mimo prób Haruo, Maiko nie odpuszczała. Prawdopodobnie nie pozwalała jej na to urażona duma, jednak cokolwiek to było, przesadziła. Spuściłam głowę, pozwalając by torba zsunęła się się mojego ramienia. Odwróciłam się do trójki starszych uczniów i popatrzyłam na nich, niebezpiecznie błyszczącymi oczami.
- Zapłacisz za to - powiedziałam lodowaty głosem, wyciągając drewnianą katanę zza bluzy.
- Minori! - Arata bezskutecznie próbował powstrzymać mnie słowami, a potem złapaniem za nadgarstek. Wyrwałam się i skoczyłam w stronę blondynki, która, wraz z przyjaciółmi, w ostatniej chwili schyliła się, przez co moja broń uderzyła w metalowe szafki. Huk rozniósł się po całej szatni i pewnie jeszcze połowie budynku. Dziewczyna natychmiast się podniosła i uderzyła mnie pięścią prosto w twarz. Cofnęłam się kilka kroków, oparłam drewno o ziemię i uniosłam nogę wysoko, kopiąc Maiko prosto w nos, z którego po chwili zaczęła kapać krew. Ta w ramach zadość uczynienia, wybiła mi z ręki katanę, przez co na moment straciłam równowagę. Maiko wykorzystała to tak jak powinna i przełożyła mi prosto w brzuch, najpierw jedną ręką, a potem drugą. Złożyłam się w pół, łapiąc rękami w talii, próbując jednocześnie nabrać więcej powietrza do płuc. Blondynka złapała mnie za gardło i przycisnęła do ściany, a kiedy Haruo próbował ją odciągnąć zarobił w nos łokciem. Złapałam ją obiema rękami za nadgarstek i podciągnęłam się nieco, by kopnąć ją w twarz najmocniej jak potrafiłam. Natychmiast zostałam wypuszczona z uścisku, wykorzystując chwilowe zdezorientowanie mojej przeciwniczki i przyłożyłam jej z całej siły z pięści prosto w policzek. Szybko powtórzyłam czynność drugą ręką i tak kilka razy. Z każdym ciosem dziewczyna cofała się w tył, aż potknęła się o moją torbę i runęła na ziemię. Pochyliłam się lekko nad nią, chcąc zakończyć to jednym ciosem, jednak Maiko powtórzyła sztuczkę z poprzedniego spotkania i po prostu przerzuciła mnie nad sobą. Pech chciał, że tym razem trafiłam plecami na ścianę, tylko po to by po chwili osunąć się na ziemię. Przewróciłam się z pleców na nogi i popatrzyłam pół przytomny wzrokiem na Maiko, którą za jedną rękę trzymał Haruo, a za drugą jej drugi przyjaciel.
- Twój ojciec jest pewnie tak samo pojebany jak Ty! - wydarła się na całą szkołę. Patrzyłam na nią bez słowa, czując jak w oczach zbierają mi się łzy. Poderwałam się nagle i potykając o własne nogi, uciekłam do najbliższej łazienki, gdzie zamknęłam się w kabinie, próbując ogarnąć.
Saiko?
To jest chyba najbezsensowniejsze opowiadsnie w dziejach xd
Od Saiko
Podążałam w ciszy za kasztanowłosą, bacznie obserwując okolicę. Nic dziwnego, że nie wpadałyśmy na siebie podczas powrotu ze szkoły- to były kompletnie różne dzielnice. Gdy tylko Minori zniknęła za drzwiami, naciągnęłam kaptur na głowę, kierując się do własnego lokum.
-No witamy! Gdzie się tyle szwendałaś?- Haruo stał z workiem na śmieci, próbując wyrzucić pakunek do kontenera.
-Nie przypominam sobie, żebym musiała zdawać Ci relacji z dnia- zaśmiałam się, widząc jego zdziwienie moją obecnością.
-Czuję, że nieźle się bawiłaś. Nie chcesz zostać u nas na noc?
-Nie, dzięki. Twoi rodzice chyba nie byliby zadowoleni z niezapowiedzianego gościa. Poza tym nie traktuj mnie, jak dziecka. Już zmądrzałam.
-Z tego co mówiłaś, po ostatniej sesji, raczej nadal trzeba Cię pilnować- skrzyżował ręce.
Zignorowałam go, machając na do widzenia.
Przekręciłam zamek w drzwiach, a te otwarły się cicho, ukazując puste, ciemne mieszkanie. Zdjęłam od niechcenia buty, kierując się do własnego pokoju, gdzie momentalnie rzuciłam się na łóżko. Lenistwo nie pozwoliło mi nawet na przykrycie się kołdrą, toteż musiałam zadowolić się bluzą, znalezioną na podłodze. Tak oto zakończył się dzień spędzony z młodą Nakabamą.
***
Gdyby nie budzik, włączający się automatycznie wraz z nadejściem świtu, zapewne spałabym smacznie do południa, jak to często bywa ze mną w weekendy. Niechętnie opuściłam poduszkę, udając się do największego wroga poranków- łazienki. Widząc w lustrze swoją bladą twarz i przekrwione oczy, przez moment poczułam jak wspomnienia powracają, chociaż szybko skarciłam się za to i niewyjęcie tych przeklętych soczewek. Ostrożnie usunęłam szkiełka z gałki ocznej, by przywrócić im naturalny kolor.
-Gotowa?- Haruo stał w drzwiach kanapką dla mnie.- Wyglądasz strasznie.
-Dziękuję. Ty również z tą różnicą, że ja tylko dzisiaj- rzuciłam nieco złośliwie, wykradając mu pakunek z dłoni.
Minął kwadrans zanim oboje opuściliśmy dom, by ruszyć w stronę szkoły, zastanawiając się co przyniesie dzisiaj. Jedyne czego mogliśmy być pewni to tego, że dzisiejsze zdolności mediacyjne chłopaka będą wystawione na próbę, gdy tylko Maiko zauważy Minori.
<Minori?>
Od Minori
Zesztywniałam, kiedy tylko słowa dziewczyny trafiły do moich uszu. Odprowadzić mnie? Ale jak, co, kiedy... Nie!
- Nie musisz mnie odprowadzać, dam sobie radę sama. Serio. Poradzę sobie. Nie mieszkam daleko, to blisko, sama pójdę... - zaczęłam mówić bardzo szybko, jednocześnie odchodząc od Saiko małymi krokami. Spanikowana machałam rękami na wszystkie strony. - No, to cześć, do jutra! - zawołałam i zrobiłam gwałtowny w tył zwrot, z zamiarem szybkiego pójścia przez siebie, jednak kiedy tylko zrobiłam jeden krok, różowowłosa złapała mnie za kaptur i przyciągnęła do siebie.
- Jaaaj! - zawołałam zaskoczona, starając się utrzymać równowagę, poprzez podniesienie jednej nogi, jednak nie na wiele się to zdało, gdyż po chwili runęłam tuż pod nogi starszej dziewczyny. Podniosłam na nią spojrzenie brązowych oczu, zdradzających moje chwilowe zdezorientowanie.
- Wstawaj, Tygrysku. Odprowadzę Cię i bez dyskusji. - złapała mnie za nadgarstek i pomogła wstać.
- Nie odpuścisz, co? - spytałam ponuro, otrzepując spodnie. Poprawiłam plecak, który zsunął mi się z ramion w czasie lotu i powolnym krokiem ruszyłam przed siebie.
- Nie. - odparła krótko i posłała mi serdeczny uśmiech. - Chce mieć pewność, że nie wpakujesz się po drodze pod jakiś samochód.
Westchnęłam cicho i spuściłam głowę, uparcie wpatrując się w chodnik przed sobą. Saiko naprawdę nie musiała mnie pilnować, nie wypiłam tyle, żeby mój umysł był zaćmiony, jednak musiałam przyznać, że kręciło mi się trochę w głowie.
- Uważaj. - usłyszałam tylko, po czym uderzyłam głową w słup. Jęknęłam cicho, cofając się kilka kroków i pocierając czoło prawą dłonią.
- Cholerny słup... - mruknęłam naburmuszona, po czym tym samym tonem zwróciłam się do Saiko. - Dlaczego mi nie powiedziałaś?
- Przecież mówiłam Ci - zaśmiała się, kładąc dłoń na mojej głowie. - Zresztą nie sądziłam, że alkohol zadziała na Ciebie tak mocno.
- To nie alkohol, zamyśliłam się... - burknęłam, odsuwając się gwałtownie od dziewczyny, która miała niezły ubaw ze mnie.
- Minorin! - usłyszałam znajomy głos, dobiegający z drugiej strony ulicy. Obie popatrzyłyśmy na źródło głosu, którym okazał się nie kto inny jak Arata. Uśmiechnęłam się szeroko i pomachałam do niego, a już po chwili białowłosy stał obok mnie.
- Ri-chan, co Ty tutaj robisz? - zwrócił się do mnie, po czym spojrzał na różowowłosą, kiwając głową, jakby nagle wszystko stało się jasne. - Czy Ty piłaś? I dlaczego nie odbierałaś, kiedy dzwoniłem? - patrzył na mnie tymi swoimi przenikliwymi oczami. Spuściłam na moment wzrok, po czym uśmiechnęłam się szeroko i jak gdyby nigdy nic, odparłam.
- Nie słyszałam, wybacz. Pogadamy jutro, dobrze? - nerwowo spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Arata westchnął cicho, po czym przytulił mnie mocno i odszedł, kłaniając się Saiko.
- Trzymaj się, Ri-chan. - uśmiechnął się blado i zniknął z pola widzenia. Wypuściłam głośno powietrze z płuc i popatrzyłam na różowowłosą, która przyglądała mi się badawczo.
- Ri-chan? - powtórzyła, na co ja tylko wzruszyłam ramionami.
- Możemy już iść? - zapytałam cicho, odwracając wzrok. Resztę drogi do mojego domu przebyłyśmy w ciszy.
Kiedy stanęłyśmy pod moim blokiem, odwróciłam się do Saiko z lekkim uśmiechem.
- Dziękuję, Saiko-san - skłoniłam się jej w ramach podziękowania. - Za odprowadzenie mnie, za to miłe popołudnie i ogólnie za wszystko. - uśmiechnęłam się, za co naturalny porządek moich włosów został zaburzony.
- Nie ma sprawy, Tygrysku. - odwzajemniła mój uśmiech. Odwróciłam się szybko i skacząc po kilka stopni, weszłam na swoje piętro, gdzie szybko dostałam sie do mieszkania. Gdy tylko przekroczyłam próg drzwi, moich uszu, jak i zapewne uszu wszystkich sąsiadów doszły krzyki tego skurwiela. Miałam tylko nadzieję, że Saiko tego nie słyszy i nie będzie mnie wypytywać o to następnego dnia.
Saiko?
Od Saiko
-Gorszysz?
-Dowiesz się w swoim czasie, tygrysku- zmarszczyłam nos, posyłając jej zawadiacki uśmiech.
-Dziwna jesteś- dziewczyna przewróciła oczami, zabierając się za kolejny łyk piwa.
Z uwagi na ciepło, alkohol szybko dał o sobie znać, tworząc już nieco opóźnioną projekcję obrazu. Nie zraziło mnie to, jednak do tego, by odpuścić sobie kolejny rytuał, towarzyszący wizycie naszej paczki w barze.
-Choć zatańczymy- pociągnęłam ją za nadgarstek, dzięki czemu prawie rozlała resztkę trunku.
-A rzeczy?
-Nie bój się, ten gość się tym zajmie- pomachałam w stronę staruszka, który od razu ruszył naburmuszony w stronę wskazanego stolika.
-Nie wiem, czy powinnyśmy- zaczęła się wykręcać, ale nim zdążyła zareagować nieco pewniej, stała wśród tłumu poruszającego się w rytm muzyki. Przymknęłam oczy, wsłuchując się w dźwięki, płynące z głośnika, więc gdy tylko zobaczyłam, że moja towarzyszka nieco się rozluźniła odpłynęłam całkowicie, kołysząc ciałem na boki. Nie wiele czasu minęło, bym chwyciła ją za dłonie, zapraszając tym samym do duetu. To wystarczyło, byśmy obie zaczęły się śmiać i wygłupiać, nie zważając na ludzi obok. Zabawę zakończyłyśmy kwadrans później, udając się całe zgrzane do stolika, by nieco odsapnąć.
-Dziękuję bardzo- ukłoniłam się starcowi, wręczając mu kwotę potrzebną na najtańsze piwo.
Ten mrucząc coś, wygramolił się z siedzenia i ruszył do baru chcąc odebrać nagrodę.
-Kto to?
-Szczerze to nie wiem, ale przesiaduje tu całymi dniami i zawsze pilnuje nam rzeczy- wyjaśniłam spokojnie, dopijając resztki z dna szklanki.- Chyba będziemy się już zbierać. Robi się późno.
Minorin skinęła głową, sięgając po ostatni łyk piwa. Będąc na zewnątrz od razu chłodny podmuch otrzeźwił mój umysł, z resztą nie tylko mi.
-Mam nadzieję, że dobrze się bawiłaś, Tygrysku.
-Nie było najgorzej, w sumie mogłabym się tam jeszcze kiedyś zjawić.
-Miło, ale chciałabym, żebyś nigdy nie nie przychodziła tu z przyjaciółmi, a tym bardziej sama- szepnęłam jej do ucha, nie chcąc, by ktokolwiek był świadkiem tej rozmowy.- Jeśli nikogo tu nie znasz, łatwo polegniesz. To nie są typowi mieszkańcy Japonii. Tu toczy się ciągła walka charakterów i przeważnie nie jest ona czysta. Nic mi nie obiecuj, po prostu to uszanuj i pamiętaj.
-Niech Ci będzie- mruknęła, na co została "nagrodzona" poczochraniem włosów i serdecznym uśmiechem.
-Dokąd mam Cię odprowadzić, Tygrysku?- zaczęłam, gdy niesławna alejka została daleko w tyle.
<Minori?>
poniedziałek, 17 października 2016
Od Minori
- Co tak nagle uleciało z ciebie życie, co? - różowowłosa trącnęła mnie przypadkiem w nogę. Leniwie przeniosłam na nią spojrzenie, wzruszając ramionami.
- Szybko dostosowuję się do sytuacji. A i humor często mi się zmienia.
Od Saiko
-Może jestem młodsza, ale nie głupia. Nie zamierzam odpłynąć, przynajmniej dzisiaj. Więc czekam na Twoją biografię.
-Co tu opowiadać? Wiodę tak samo nudne życie, jak większość ludzi.
-Ja również nie mam, czym się chwalić, a jednak nieco się wysiliłam.
-Alkohol rozwiązuje język. Jestem pewna, że to kwestia czasu, zanim dowiem się więcej- zachowując minę pokerzysty, szukałam wzrokiem kelnera, którego zadaniem było przyniesienie karty dla dziewczyny i zebranie już pustych szklanek.-Poza tym to trudne opisać dobrze siebie, nie pomijając ważnych dla historii szczegółów.
Minorin nie dawała za wygraną. Niczym drapieżca, wyczekiwała odpowiedniej chwili, by wrócić do tematu. Uparta z niej bestia, co dodatkowo dało mi się przekonać. Że też mam słabość do takich ludzi.
-No więc imię już znasz, jednak pozwól, że przedstawie się jak należy. Saiko "Sai" Tomori. Nie mieszkam z rodzicami, toteż mam niewielki domek, gdzie wcześniej mieszkaliśmy wspólnie.
-Przykro mi.
-Co? Czemu? Spokojnie, oni żyją. Po prostu ojciec dostał lepszy angaż w sąsiednim mieście, a ja zostałam tu z uwagi na przyjaciół, szkołę i... lepsze życie- zacięłam się na moment, szukając dobrego słowa, mającego obejść niezręczny termin. - Więc jak już słyszałaś, pomieszkuję sobie sama. Obracam się z wąskiej grupie przyjaciół, chociaż z każdym mam niejako taki kontakt, czego jesteś przykładem. W dzieciństwie uczęszczałam na kursy, jednak szybko mi się znudziło, toteż wyniosłam z nich tylko szybszy refleks i umiejętność unikania ciosów, z uwagi na to, że przeważnie preferuję rozmowę od bezrozumnego okładania się pięściami. Jaka jestem? No cóż, tego nie jest w stanie określić Haruo. Dość zmienna ze mnie istotka. Jedna osobowość pragnie towarzystwa z ludźmi, z którymi mam ochotę żartować, a następnego dnia pragnę samotności, przez co bywam opryskliwa dla nachalnego człowieka. Nie potrafię Ci tego opisać, to po prostu trzeba widzieć, by zrozumieć. Lubię wyróżniać się z tłumu i czasem noszę soczewki jak dzisiaj i... chyba tyle.
-Nurtuje mnie jedno, a mianowicie stwierdzenie "lepsze życie". Co to dokładnie oznacza?
-Mogę wyjawić jedynie tyle, że przeprowadzka przyniosłaby więcej szkody, niż pożytku o czym doskonale wiedzieli moi rodzice, jak i ja, dlatego wspólnie zdecydowaliśmy, że dla własnego dobra ostanę w rodzinnym mieście i, kiedy będę gotowa, przeniosę się, chociaż to i tak jest nieuniknione, bo za niecały rok kończę to parszywe liceum.
-I myślałaś nad tym co będzie potem?
-Chcę wyjechać. Jestem zafascynowana Anglią, więc pewnie trochę tam posiedzę. Marzy mi się podróż po całym świecie, a potem osiądę, gdzieś samotnie na odludziu, skąd codziennie będę mogła podziwiać zachody Słońca i dziką naturę. Trochę porąbane, ale czyż to właśnie takie marzenia, nie ukazują tego co siedzi człowiekowi w umyśle?
Rozmowę przerwał kelner, niosący ze sobą kartę, wręczając ją chwilę później dziewczynie, zdumioną ilością pozycji w menu. Od niechcenia omiotłam wzrokiem pierwszą ze stron, obierając środkową nazwę za cel jakąś nową wizję barmana. Chociaż nie przepadam za zmianami, dziś postanowiłam zaszaleć z okazji zawarcia nowej znajomości.
<Minori?>
niedziela, 16 października 2016
Od Minori
Przez dłuższą chwilę przyglądałam się badawczo różowej pianie. Może i nie piłam w swoim życiu wielu piw, może dwa, ale na pewno nigdy nigdzie nie spotkałam się z różową pianą. Dziewczyna zachęciła mnie do spróbowania napoju. Ostrożnie wzięłam szklankę do ręki i upiłam trochę napoju. Patrzyłam na zawartość naczynia, zaintrygowana jego smakiem. W ułamku sekundy wypiłam prawie połowę szklanki, po czym odstawiłam ją na stół, oblizując się z piany. Mlasnełam kilka razy teatralnie i popatrzyłam na Saiko, która z uśmiechem patrzyła się na mnie.
- Co? - fuknęłam, czując jak wibracje telefonu rozchodzą się po całym moim siedzeniu.
- Miałaś coś opowiedzieć o sobie. - przypomniała. Mruknęłam coś na wzór potwierdzenia i zamyśliłam się na chwilę. Nie miałam w zwyczaju o sobie opowiadać, nikt nigdy nie pytał, a jeśli pytał to ja zmieniałam temat bądź piorunowałam tego kogoś wzrokiem co wystarczyło, by urwać temat. W tym przypadku jednak to nie zadziała, widziałam to dokładnie. Saiko była naprawdę mocno zainteresowana tym kim jestem. Odchyliłam się do tyłu i przeciągnęłam, nie spuszczając wzroku z różowowłosej.
- Ale co ja mam Ci powiedzieć? - spytałam, dziewczyna jednak tylko wzruszyła ramionami. Westchnęłam głośno ze zrezygnowaniem - No tak. Zawsze można liczyć na ludzi... - mruknęłam naburmuszona. Przez kolejne dwie minuty zastanawiałam się nad tym, co mogłabym powiedzieć dziewczynie. Coś co nie zdradzałoby prawdziwej mnie i jednocześnie nie było kłamstwem, chociaż ten drugi punkt mogłam sobie ostatecznie odpuścić i skłamać. - To, że jestem młodsza jakieś dwa lata, to wiesz? - postanowiłam zacząć od takich najbardziej ogólnikowych informacji. - Minori Nakabama, przez większość nazywana Minorin. Tylko Ty jesteś jakaś dziwna i upatrzyłaś sobie przezwisko Tygrysek, czego szczerze mówiąc, nie do końca pojmuję. Większość ludzi twierdzi, że jestem agresywna i wredna, ale to po prostu szczerość i nie pozwalanie na wchodzenie sobie na głowę. - po krótkim namyśle dodałam jeszcze - Chyba, że mam zły humor to wtedy jestem zwyczajnie złośliwa. - posłałam dziewczynie sztuczny uśmiech.
- A ten białowłosy chłopak, który trzymał Cię rano w szatni? - popatrzyła na mnie przenikliwym spojrzeniem.
- Hm? Ah.. Arata. - mruknęłam smętnie - Jest najlepszy, znam go... już od ponad piętnastu lat. Jest przewodniczącym mojej klasy, jedyna osoba, która naprawdę się do tego nadaje. Niby ja jestem jego zastępczynią, ale... - wzruszyłam ramionami. - Jestem głównie do uciszania klasy i wyciągania kasy, kiedy ktoś z ociąganiem wpłaca na jakąś składkę - zaśmiałam się przyjaźnie. - Jeszcze coś chciałabyś wiedzieć?
Saiko myślała przez moment, popijając resztki piwa, a następnie popatrzyła na mnie z triumfem w oczach.
- Umiesz nawet nieźle walczyć. Skąd?
Wzruszyłam ramionami, huśtając kubkiem na wszystko strony. Ciężko było mi odpowiedzieć na to pytanie, gdyż sama nigdy się nad tym nie zastanawiałam.
- Zapewne oczekujesz ckliwej histori o tym, jak to jakiś znany bokser zobaczył mnie w tłumie i stwierdził, 'Tak, to ona będzie następna mistyrzynią boksu', po czym zabrał mnie do siebie i trenował. - obie zaśmiałyśmy się z głupoty wypowiedzianych przeze mnie słów. - Jednak muszę Cię zawieść. Samo to jakoś tak wyszło. Nawet nie potrafię dokładnie określić kiedy i od czego się zaczęło. Tak czy inaczej, teraz czasem odwiedzam salę treningową w środku miasta, jednak zdarza się to wyjątkowo rzadko. Przeważnie moimi wiekami treningowymi są ludzie - uśmiechnęłam się do niej szeroko, mając przed oczyma jej blondwłosą znajomą. - Więc teraz Ty coś opowiedz i przy okazji zamówmy coś jeszcze... - poprosiłam, robiąc słodkie oczka.
Saiko?