Ledwo dotarliśmy, a jedna z nauczycielek porwała mnie do swej sali. Akurat dziś? Haruo, jak zawsze ruszył w poszukiwaniu pozostałej dwójki, by nie stać bezczynnie pod drzwiami gabinetu.
-I jak sobie radzisz?- zaczęła, siadając na wygodnym fotelu za biurkiem.
-Wciąż bez zmian. Chyba ma pani wgląd do moich ocen.
- Od kiedy jesteś pełnoletnia, moje prawa względem ciebie, są nieco... ograniczone. Tak zalecili Twoi rodzice.
-Mimo wszystko, nie wiedziałam, że osoby w mojej sytuacji są na równi z innymi.
-Dobrze wiesz, że nie o to chodzi. Po prostu jako pedagog, muszę mieć na oku takie rzeczy i w razie czego, poinformować o zaistniałej sytuacji. Muszę mieć na uwadze dobro i bezpieczeństwo innych uczniów.
-zaczynam zastanawiać się, czy te wszystkie środki ostrożności, nie są przeznaczone dla seryjnego mordercy po rekonwalescencji.
-Saiko, źle mnie zrozumiałaś. Proszę, nie utrudniaj tego sobie i innym. Jeżeli nie czujesz się dziś na siłach, by przeprowadzić tą rozmowę, zgłoś się do mnie jutro.
Opuściłam gabinet, myśląc, czemu z tłocznego korytarza zniknęła znaczna część uczniów. Kierując się za hałasem, dostrzegłam spore skupisko młodych osób, dopingującą walczących. Przecisnęłam się przez dwa rzędy, wyższych ode mnie ludzi, co wystarczyło, by dostrzegła inicjatora bójki.
Zakrwawiona twarz Haruo, trzymającego się za nos a drugą, zaciśniętą na nadgarstku poobijanej Maiko.
- Co tu się dzieję?- syknęłam chłodno, co spowodowało, że znaczna część świadków ulotniła się, chcąc uniknąć niewygodnych pytań. Z resztą nie potrzebowałam ich, gdy zobaczyłam triumf na twarzy blond lolitki.
-Przegięłaś i dobrze o tym wiesz- warknęłam, ruszając w ślad za Minori
-Należało się jej- zaczęła się bronić jednocześnie wyrywając z uścisku metalowca.
-To jeszcze dziecko, idiotko. Policzymy się później- rzuciłam na odchodne, kierując się do łazienki, gdzie ostatnio była.
Pod jedną z kabin stał młodszy chłopak, którego wczoraj spotkałyśmy. Z twarzą przyklejoną do drzwiczek, próbował uspokoić płaczącą dziewczynę. Widząc mnie, spojrzał porozumiewawczo, licząc, że nadal będzie mógł działać samotnie
-Daj nam chwilę- zaczęłam, chcąc by opuścił pomieszczenie.
-Poradzę sobie. Znam ją dłużej. Poza tym, to wszystko przez Twoją znajomą.
-Jeśli chcesz jej pomóc, to leć do apteki po opatrunki i wodę aloesową, chyba, że chciałbyś zobaczyć do czego ja jestem zdolna- szepnęłam mu do ucha, zachowując kamienną twarz.
Chłopak choć nie chętnie, odstąpił mi miejsca, kierując się do wyjścia.
-Co jest,Tygrysku?- przysnęłam się do kabiny, nasłuchując szlochu dziewczyny.
-Dobrze wiesz. Ta przygłupia blondyna!
-No tak, nigdy nie należała do zbyt ścisłych jednostek. Mam nadzieję, że to nie przez kilka ciosów od niej zalałaś się łzami. Jeśli Cię to pocieszy, ona wygląda dużo gorzej.
-Skąd wiesz, nawet mnie nie widziałaś. Nie było Cię tam!
-Fakt, więc pokaż żebym mogła ocenić, a przy okazji pogratulować urządzenia jej tak. Osobiście uważam, że się jej należało.
-Nie obchodzi mnie to. Chcę zostać sama. Nienawidzę jej! Zabiję ją.
-Mocne słowa, jak na siedemnastolatkę- skrzyżowałam dłonie, opierając się o umywalkę.
-Należy się jej. Po co się miesza? Jest jak cholerna grypa, nie potrafi się odpieprzyć.
-Wiem, Tygrysku. Czasem jednak trzeba walczyć i nie poddawać się. Musisz szukać pomocy i trzymać się jej kurczowo, by zniknęła na zawsze, szukając żywiciela, gdzie indziej. Wiem, że czujesz się teraz fatalnie, ale nie możesz dać jej satysfakcji. Jest spostrzegawcza, szuka czułego punktu. Mimo, iż boli, nie odsłaniaj go tak łatwo. Chodź tu i ogarnij się. Masz silną pozycję i tego nie przekreślaj, przez byle lolitkę.
Zapłakana Minori otworzyła niepewnie drzwi, wbijając czekoladowe oczy w podłogę, chcąc ukryć łzy. Siniaki zaczynały ukazywać się coraz śmielej w okolicy policzków, a zadrapania na szyi były idealnym ujściem dla krwi, barwiącą jej bluzę. Zerknęła na mnie niczym zbity pies. Spojrzenie to nie pokazywało strachu, lecz bezsilność, jednocześnie chęć mordu.
-Wiedziałam, że urządziłaś ją lepiej niż ona ciebie- dodałam, na co ta zaśmiała się słabo.
Otwarłam ramiona, w które niepewnie weszła, oplatając mnie tym samym dłońmi w talii, nadal próbując zapanować nad płaczem.
-Będzie dobrze. Zajmę się tym- pogładziłam ją po rozczochranych włosach.-A teraz nie płacz, bo wyglądasz gorzej niż rozjechany gołąb w trakcie rozkładu.
Ta pociągnęła kilka razy nosem, wycierając oczy rękawem. W tym samym czasie, wkroczył białowłosy kurier z opatrunkami.
-Nie ma za co- skierowałam się do chłopaka, gdy każde z nas patrzyło po sobie bez słowa.
<Minori?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz