Nie musiałam patrzeć na przyjaciela, by wiedzieć, że jest tak samo zszokowany czynem Minori.
-Cóż za przemiana- uniósł brew, spoglądając z ukosa na znikającą dziewczynę.
Nie skomentowałam tego. Wolałam wysilić się na słaby uśmiech, niż udekorować tak przełomową chwilę słowami. Zniknęliśmy za drzwiami kolejnej sali, gdzie na ławce wylądował losowy zeszyt z torby.
"Za co właściwie Ci dziękowała" -Haruo szturchnął mnie, podając małą karteczkę.
"Zauważyłeś, jak wzorowo spięte miała włosy?" -Wystarczyło kilka sprawnych ruchów długopisu, by karteczka mogła wrócić do nadawcy.
"To teraz bawisz się w stylistkę? Wyczuwam, że znowu upatrzyłaś sobie ofiarę"
"Jest inna, dlatego coś mnie w niej intryguję. Chwilowo chcę wybadać co"
"Oby nie skończyło się to tak, jak ostatnio" -Tym razem na jego twarzy dostrzegłam zatroskanie, które momentalnie odwzajemniłam uśmiechem.
"Czyżbyś narzekał? Przynajmniej się nie nudziłeś"
"Bądź przez chwilę poważna. Sama dobrze wiesz, że niewiele brakło do tragedii"
"Oczywiście. Możesz być spokojny"
Białowłosy zmiął karteczkę w dłoni, chowając ją przy tym do wnętrza torby, co nie umknęło uwadze osób siedzących obok nas, a przynajmniej dziewczyny, wzdychającej do mego towarzysza.
Cały dzień był bezbarwnym i monotonnym popołudniem w szkole, chociaż pod koniec w końcu dotarła do nas anemicznie wyglądająca Maiko, oparta o Kaito.
-Jak dorwę tę małą, to będzie żałować swego dnia narodzin- wysyczała, prezentując siniaka na udzie.
-Majaczysz, jest młoda, sama dobrze wiesz ile my toczyliśmy wojen ze starszymi. Szczególnie ty, gdy obiektem Twoich westchnień stał się ten z ostatniej klasy. Jak mu to tam było...?- udałam przez chwilę zamyślenie, jednak zakłopotana dziewczyna zaczęła machać mi rękami przed twarzą, próbując mnie przekrzyczeć.
***
Ostatni dzwonek rozbrzmiał na korytarzach, wypluwając z sal tłumy młodych, pędzących do szatni, aby zdążyć zając najlepsze miejsca w autobusach. Jak zawsze nasza czwórka snuła się powoli, robiąc przy tym raban spowodowany rozbawieniem i licznymi tematami do rozmów.
Gdzieś tam w tle dostrzegłam czarną kokardę, plątającą się przy szafkach, jednak wolałam na dziś dać jej już spokój. Poza tym, mieliśmy iść do baru na opicie ostatniego roku, jednak towarzystwo dość szybko się zmyło.
Maiko z Kai' em uciekli, wykręcając się obowiązkami domowymi, natomiast Haruo bez ogródek stwierdził, że nie ma dziś zbytniej ochoty na włóczenie się po mieście. Pozostałam sama i chyba jako jedyna nie miałam zbytniej ochoty na powrót do domu. To był długi dzień, początkujący falę nieszczęść szkolnych, dlatego na zapas wolałam zażyć nieco przyjemności. Za cel obrałam sobie oczywiście park, gdzie nogi pociągnęły mnie na plac zabaw, skąd zachody Słońca były najpiękniejsze, gdy ostatnie promienie przechodziły przez strumień wody, wyrzucany z ogromnej fontanny. O dziwo wokół nie było nigdzie śladów dzieci, co pojęłam, kiedy huśtawki wyczekiwały już w zasięgu wzroku.
-Coś często na siebie ostatnio wpadamy- przewiesiłam się przez jedną z nich, zerkając na sąsiadującą obok postać, która zerwała się energicznie, nie spodziewając towarzystwa.
-Rany, śledzisz mnie, czy co?- właścicielka kokardy, zerknęła na mnie podejrzliwie, wyjmując słuchawki z uszu.
-Mogłabym powiedzieć to samo, Tygrysku, ale wolałam sprawdzić co jest przyczyną zniknięcia wszystkich małolatów z okolicy. Chyba znalazłam przyczynę- ułożyłam się wygodnie na huśtawce, odpychając delikatnie nogami.- Jak Ci leci?
-Jakoś- rzuciła lakonicznie, nie odrywając spojrzenia od podłogi.- A Tobie?
-Jakoś- wzruszyłam ramionami, powtarzając jej kwestię.
-Niech zgadnę, zajęłam Ci miejsce?
-Nic z tych rzeczy. Ta huśtawka jest tak samo dobra, jak tamta. Plac zabaw ma swoje prawa " kto pierwszy ten się huśta", prawda?- dodałam, przypominając sobie zasady jakie panowały, gdy jeszcze byłam mała.- Poza tym, ja tylko na godzinę. Później możesz szaleć ile Ci się żywnie podoba.
-Czyżbyś obudziła w sobie wewnętrzne dziecko?- zerknęła na mnie pierwszy raz od mojego pojawienia się tutaj.
-Moje dziecko nigdy nie zasypia. Jest tylko dobrze skryte. Powiedzmy, że ze snu wybudził się ten wczorajszy poeta- podrapałam się po głowie, patrząc przed siebie.
Minori pragnęła jeszcze coś dodać, jednak uciszyłam ją dłonią, by móc delektować się w pełni spektaklem przygotowanym przez Słońce, szykującego się do kulminacyjnej sceny.
Zdezorientowana ruszyła wzrokiem w przestrzeń, którą sama teraz obejmowałam uważnym spojrzeniem i chyba szybko zrozumiała o co mi chodziło. Prawdopodobnie w tym momencie byłyśmy najszczęśliwszymi osobami w mieście, a przynajmniej ja, gdy mogłam obserwować zniekształconą kulę, chowającą się za wodą z fontanny, która gdzie nie gdzie połyskiwała tęczową poświatą.
<Minori?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz