Dziewczyna nadal nie dawała za wygraną. Nie spodziewałem się, że odda mi kluczyki po dobroci, a czas nas gonił.
-Zdajesz sobie sprawę z powagi sytuacji? W każdej chwili mogą nas złapać.
-I zrobią to, jeśli uśniesz za kierownicą...o ile przeżyjemy. Nigdzie z Tobą nie pojadę, dopóki nie zdrzemniesz się kilku godzin- szła w zaparte.
Zmrużyłem oczy, wychodząc z samochodu, po to, by zając miejsce na tylnym siedzeniu, obok dziewczyny. Nie po to, aby się przespać, ale po to, by móc odebrać kluczyki.
-Dawaj-mruknąłem, wyciągając rękę.
-Oddam jak się obudzisz.
-Neko, nie mam siły. Ostatnią rzeczą na jaką mam ochotę, to kłócić się z Tobą. Oddaj mi, więc te pierdolone kluczyki i idź spać- syknąłem, czekając, aż na mej dłoni pojawi się konkretny przedmiot. Zamiast tego, wylądowały na niej smukłe palce dziewczyny, które pociągnęły mnie w jej stronę.
-Brak mi już słów do Ciebie- westchnąłem, układając głowę na jej kolanach.
-Wiem, Nez- rzuciła wesoło, nucąc coś.
Nie pamiętam, kiedy ostatnio zasnąłem tak szybko. Ciężkie powieki opadły mi właściwie od razu. Sądziłem, że sen trwał najwyżej kwadrans, jednak zdziwiłem się, gdy dostrzegłem czerwone Słońce gotowe do tego, by zniknąć za horyzontem.
-Długo spałem?- zerwałem się nagle, przecierając twarz.
-Praktycznie cały dzień- zaśmiała się.
-Czemu mnie nie obudziłaś? Mamy spore opóźnienie- zerknąłem z wyrzutem na rozpromienioną twarz dziewczyny.
-Przynajmniej nas nie zabijesz- musnęła wargami mój policzek, po czym wręczyła kluczyki.
Pospiesznie przekręciłem je w stacyjce, by móc wyruszyć w dalszą drogę.
-Jesteś może głodna?- oprzytomniałem po chwili, zdając sobie sprawę, że ta kompletnie nic nie jadła przez cały dzień,
<Neko?>
wtorek, 19 stycznia 2016
poniedziałek, 18 stycznia 2016
Od Haneko
Popatrzyłam smutno na horyzont. Przed nami rozciągała się długa, prosta i, co chyba najważniejsze, pusta droga. Westchnęłam pod nosem i wróciłam do samochodu, tym razem wpakowałam się na tylne siedzenie.
-Jesteś pewien, że mam iść spać?-zapytałam wychylając się do przodu.
-Tak, wracaj spać-skinął głową. Popatrzyłam na niego unosząc jedną brew. Jakoś nie przekonał mnie tym skinieniem głowy.
-Jesteś pewien? Może gdybyśmy..
-Wracaj spać, mała-powiedział twardo na co ja wbiłam się w tylne siedzenia i nieco skuliłam się w sobie. Na chwilę obecną odechciało mi się spać, mimo to położyłam się rozkładając na tylnych siedzeniach. Zaczęłam się zastanawiać jak to teraz będzie. Dopóki byliśmy w jednym miejscu, bezpieczni, wszystko się układało.. Ale co, jeśli się pogorszy..? Zerknęłam na chłopaka za kierownicą, a po chwili przytuliłam policzek do dłoni. Wtedy to będzie próba.. Tak mi się przynajmniej wydaje. Tylko próba dla kogo... Zmrużyłam oczy rozmyślając nad tym co mówię do siebie w myślach. Może faktycznie powinnam pójść spać, skoro nie sama nie bardzo wiem o czym mówię.. Narzuciłam na głowę kaptur od bluzy i zamknęłam oczy starając się oczyścić umysł z dręczących myśli.
Obudziłam sie jakiś czas potem. Powoli podniosłam się z siedzeń i rozejrzałam, nadal jechaliśmy. Spojrzałam trochę zmartwiona na Naoko. Nie wyglądał najlepiej. Widziałam, że był zmęczony w dodatku nie wyzdrowiał do końca po ostatniej bójce. Wychyliłam się lekko do przodu.
-Może zrobimy postój..? Przespałbyś się trochę..-zapytałam cicho obserwując uważnie chłopaka. Ciężko było mu utrzymać otwarte oczy.
-Nie ma mowy-pokręcił głową. Przewróciłam oczami i oparłam się o oparcie. Skrzyżowałam ręce i spojrzałam ponuro za okno. Nadal było ciemno i nie zapowiadało się na to by w ciągu najbliższych 3 godzin miało się rozpogodzić. Jedyne co byłam w stanie dostrzec w ciemnościach to jakaś skalna ściana, która co jakiś czas byłą przerywana sporymi szczelinami. Nagle uświadomiłam sobie, że musimy jechać koło jakiegoś urwiska.
-Nez, zatrzymaj się!-zawołałam podnosząc się gwałtownie. Zdezorientowany chłopak zatrzymał się prawie natychmiast, po czym odwrócił się i zapytał.
-Co się stało?
-Zjedź w lewo w tą dużą szczelinę-wskazałam palcem dany kierunek. Brunet przyjrzał mi sie podejrzliwe, mimo to wykonał moje polecenie. Kiedy zatrzymał samochód, który z drogi był niewidoczny, schowany między wysokimi ścianami odwrócił się znowu do mnie i zapytał.
-No? Powiesz czemu się tak nagle zerwałaś?
Uśmiechnęłam się pod nosem i wychyliłam mocno w przód opierając jedną ręką na udzie chłopaka. Drugą sięgnęłam po kluczyki i wyciągnęłam je ze stacyjki. Schowałam je do kieszeni bluzy wracając na swoją pozycję.
-No. A teraz się grzecznie prześpisz na tylnych siedzeniach-oznajmiłam przeciągając się.
-Nie ma mowy, mała. Oddawaj kluczyki-wyciągnął rękę w moją stronę. Prychnęłam pod nosem.
-Chyba śnisz. Ledwo widzisz na oczy, człowieku-popatrzyłam na niego zła-Nie oddam ci tych kluczyków, dopóki się nie prześpisz przynajmniej ze trzy godziny. O krótszej drzemce nie ma mowy-skrzyżowałam ręce i wymownie patrzyłam na chłopaka.
Nez?
-Jesteś pewien, że mam iść spać?-zapytałam wychylając się do przodu.
-Tak, wracaj spać-skinął głową. Popatrzyłam na niego unosząc jedną brew. Jakoś nie przekonał mnie tym skinieniem głowy.
-Jesteś pewien? Może gdybyśmy..
-Wracaj spać, mała-powiedział twardo na co ja wbiłam się w tylne siedzenia i nieco skuliłam się w sobie. Na chwilę obecną odechciało mi się spać, mimo to położyłam się rozkładając na tylnych siedzeniach. Zaczęłam się zastanawiać jak to teraz będzie. Dopóki byliśmy w jednym miejscu, bezpieczni, wszystko się układało.. Ale co, jeśli się pogorszy..? Zerknęłam na chłopaka za kierownicą, a po chwili przytuliłam policzek do dłoni. Wtedy to będzie próba.. Tak mi się przynajmniej wydaje. Tylko próba dla kogo... Zmrużyłam oczy rozmyślając nad tym co mówię do siebie w myślach. Może faktycznie powinnam pójść spać, skoro nie sama nie bardzo wiem o czym mówię.. Narzuciłam na głowę kaptur od bluzy i zamknęłam oczy starając się oczyścić umysł z dręczących myśli.
Obudziłam sie jakiś czas potem. Powoli podniosłam się z siedzeń i rozejrzałam, nadal jechaliśmy. Spojrzałam trochę zmartwiona na Naoko. Nie wyglądał najlepiej. Widziałam, że był zmęczony w dodatku nie wyzdrowiał do końca po ostatniej bójce. Wychyliłam się lekko do przodu.
-Może zrobimy postój..? Przespałbyś się trochę..-zapytałam cicho obserwując uważnie chłopaka. Ciężko było mu utrzymać otwarte oczy.
-Nie ma mowy-pokręcił głową. Przewróciłam oczami i oparłam się o oparcie. Skrzyżowałam ręce i spojrzałam ponuro za okno. Nadal było ciemno i nie zapowiadało się na to by w ciągu najbliższych 3 godzin miało się rozpogodzić. Jedyne co byłam w stanie dostrzec w ciemnościach to jakaś skalna ściana, która co jakiś czas byłą przerywana sporymi szczelinami. Nagle uświadomiłam sobie, że musimy jechać koło jakiegoś urwiska.
-Nez, zatrzymaj się!-zawołałam podnosząc się gwałtownie. Zdezorientowany chłopak zatrzymał się prawie natychmiast, po czym odwrócił się i zapytał.
-Co się stało?
-Zjedź w lewo w tą dużą szczelinę-wskazałam palcem dany kierunek. Brunet przyjrzał mi sie podejrzliwe, mimo to wykonał moje polecenie. Kiedy zatrzymał samochód, który z drogi był niewidoczny, schowany między wysokimi ścianami odwrócił się znowu do mnie i zapytał.
-No? Powiesz czemu się tak nagle zerwałaś?
Uśmiechnęłam się pod nosem i wychyliłam mocno w przód opierając jedną ręką na udzie chłopaka. Drugą sięgnęłam po kluczyki i wyciągnęłam je ze stacyjki. Schowałam je do kieszeni bluzy wracając na swoją pozycję.
-No. A teraz się grzecznie prześpisz na tylnych siedzeniach-oznajmiłam przeciągając się.
-Nie ma mowy, mała. Oddawaj kluczyki-wyciągnął rękę w moją stronę. Prychnęłam pod nosem.
-Chyba śnisz. Ledwo widzisz na oczy, człowieku-popatrzyłam na niego zła-Nie oddam ci tych kluczyków, dopóki się nie prześpisz przynajmniej ze trzy godziny. O krótszej drzemce nie ma mowy-skrzyżowałam ręce i wymownie patrzyłam na chłopaka.
Nez?
niedziela, 17 stycznia 2016
Od Naoko
Pośpiesznie przekręciłem kluczyk w stacyjce, by już po chwili, usłyszeć warkot silnika. Neko nie wyglądała na zadowoloną, ale doskonale zdawała sobie sprawę, że to konieczność. Konieczność, która ciążyła nam oboje. Pozostawiamy spokojne życie z lokalu, by znów uciekać. Park był już dawno za nami, a my nie zamieniliśmy ze sobą nawet słowa od momentu wejścia do samochodu. Oboje jakoś nie mieliśmy zbytniej ochoty na rozmowę.
-Wierzysz mu?-podjęła w końcu
-Komu, Kibie?- zerknąłem na nią kątem oka, wzruszając ramionami.- Sam nie wiem. Jakoś nie mam zaufania do ludzi. Do takich jak on, tym bardziej. A ty?
-Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Liczyłam, że ty nieco mi z tym pomożesz, w końcu sam byłeś... no wiesz.
-W mafii? Tak, byłem człowiekiem, trzymającym się wyłącznie swoich ludzi i zasad. Każda niewygoda była likwidowana, bez względu na metodę. Czasem zatajaliśmy prawdę, innym razem należało posłużyć się kłamstwem, dlatego z taką nieufnością podchodzę do jego zamiarów. Może ma w tym jakiś udział, albo faktycznie chce nam pomóc. Tego się nie dowiemy póki nie pokaże prawdziwego siebie.
Dziewczyna pozostawiła sprawę bez komentarza, odwracając wzrok na boczną szybę, by przyglądać się nocnym widokom. Nawet nie zdołałem zaobserwować, kiedy zasnęła. Nie śpi, przynajmniej na te kilka godzin oderwie się od myśli o ojcu. Oparłem łokieć o drzwi, by podeprzeć dłonią głowę. Droga ciągnęła się, aż po horyzont, który ozdabiały jedynie wzgórza i słabe światełka, odległych miast. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego co wydarzyło się przez te kilka tygodni. Nie podróżowałem już z gangiem, a z 16-latką, której miałem się pozbyć kilka minut po jej poznaniu. Ktoś, kto miał mi jedynie pomóc w ucieczce, stał się dla mnie ważną częścią życia.
Upewniwszy się, że w okół nie ma żywej duszy,zjechałem do zatoczki, by nieco odetchnąć po kilkugodzinnej jeździe.
-Neko- szepnąłem, chwytając ją delikatnie za ramię, na co ta uniosła gwałtownie głowę.- Połóż się na tylnym siedzeniu. Tam Ci będzie wygodniej.
-Nie trzeba. Już się wyspałam- uśmiechnęła się leniwie, ledwo łapiąc kontakt z rzeczywistością.
-Widzę- zaśmiałem się pod nosem.- Przełaź, ja zapalę i jedziemy.
Wychodząc z samochodu, przeciągając się, na co chyba każdą kość w moim ciele wydała charakterystyczny trzask. Oparłem się o maskę samochodu, po czym wyjąłem z kieszeni paczkę, w której ostało się zaledwie kilka papierosów.
-Zmęczony?- usłyszałem za sobą zaspany głos dziewczyny, siadającej obok mnie.
-Trochę- zaciągnąłem się, wsłuchując w szum liści.
-To może się prześpij. Jedziemy już dość długo, więc może godzina przerwy zrobi Ci dobrze.
-Nie wydaje mi się to rozsądnym pomysłem. Tu jesteśmy łatwym celem. Zaraz ruszymy dalej.
-Wiem, że i tak zrobisz po swojemu, ale pamiętaj, że zmęczony i tak pokiereszowany długo nie pociągniesz.
-Dam rady, mała. Chociaż mogłabyś nauczyć się jeździć- poczochrałem jej grzywkę, na co ta szybko zaczęła ją poprawiać z kwaśną miną.
-Czy ja wiem- pokręciła głową.
-Pomyślimy nad tym w wolnej chwili. A teraz pakuj się do tyłu i jedziemy. Przed nami jeszcze długa droga- rzuciłem niedopałek, przygniatając go butem.
<Haneko?>
-Wierzysz mu?-podjęła w końcu
-Komu, Kibie?- zerknąłem na nią kątem oka, wzruszając ramionami.- Sam nie wiem. Jakoś nie mam zaufania do ludzi. Do takich jak on, tym bardziej. A ty?
-Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Liczyłam, że ty nieco mi z tym pomożesz, w końcu sam byłeś... no wiesz.
-W mafii? Tak, byłem człowiekiem, trzymającym się wyłącznie swoich ludzi i zasad. Każda niewygoda była likwidowana, bez względu na metodę. Czasem zatajaliśmy prawdę, innym razem należało posłużyć się kłamstwem, dlatego z taką nieufnością podchodzę do jego zamiarów. Może ma w tym jakiś udział, albo faktycznie chce nam pomóc. Tego się nie dowiemy póki nie pokaże prawdziwego siebie.
Dziewczyna pozostawiła sprawę bez komentarza, odwracając wzrok na boczną szybę, by przyglądać się nocnym widokom. Nawet nie zdołałem zaobserwować, kiedy zasnęła. Nie śpi, przynajmniej na te kilka godzin oderwie się od myśli o ojcu. Oparłem łokieć o drzwi, by podeprzeć dłonią głowę. Droga ciągnęła się, aż po horyzont, który ozdabiały jedynie wzgórza i słabe światełka, odległych miast. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego co wydarzyło się przez te kilka tygodni. Nie podróżowałem już z gangiem, a z 16-latką, której miałem się pozbyć kilka minut po jej poznaniu. Ktoś, kto miał mi jedynie pomóc w ucieczce, stał się dla mnie ważną częścią życia.
Upewniwszy się, że w okół nie ma żywej duszy,zjechałem do zatoczki, by nieco odetchnąć po kilkugodzinnej jeździe.
-Neko- szepnąłem, chwytając ją delikatnie za ramię, na co ta uniosła gwałtownie głowę.- Połóż się na tylnym siedzeniu. Tam Ci będzie wygodniej.
-Nie trzeba. Już się wyspałam- uśmiechnęła się leniwie, ledwo łapiąc kontakt z rzeczywistością.
-Widzę- zaśmiałem się pod nosem.- Przełaź, ja zapalę i jedziemy.
Wychodząc z samochodu, przeciągając się, na co chyba każdą kość w moim ciele wydała charakterystyczny trzask. Oparłem się o maskę samochodu, po czym wyjąłem z kieszeni paczkę, w której ostało się zaledwie kilka papierosów.
-Zmęczony?- usłyszałem za sobą zaspany głos dziewczyny, siadającej obok mnie.
-Trochę- zaciągnąłem się, wsłuchując w szum liści.
-To może się prześpij. Jedziemy już dość długo, więc może godzina przerwy zrobi Ci dobrze.
-Nie wydaje mi się to rozsądnym pomysłem. Tu jesteśmy łatwym celem. Zaraz ruszymy dalej.
-Wiem, że i tak zrobisz po swojemu, ale pamiętaj, że zmęczony i tak pokiereszowany długo nie pociągniesz.
-Dam rady, mała. Chociaż mogłabyś nauczyć się jeździć- poczochrałem jej grzywkę, na co ta szybko zaczęła ją poprawiać z kwaśną miną.
-Czy ja wiem- pokręciła głową.
-Pomyślimy nad tym w wolnej chwili. A teraz pakuj się do tyłu i jedziemy. Przed nami jeszcze długa droga- rzuciłem niedopałek, przygniatając go butem.
<Haneko?>
poniedziałek, 11 stycznia 2016
Od Haneko
Skinęłam głową odsuwając się od chłopaka. Już mieliśmy wsiąść do samochodu, gdy zatrzymał nas czyjś głos.
-Haneko?-zapytał ktoś. Nie kojarzyłam tego głosu, chociaż miałam poczucie, że powinnam. Odwróciłam się i zobaczyłam sylwetkę wysokiego mężczyzny, schowany był w cieniu, więc nie byłam w stanie dostrzec rysów jego twarzy. A po samej sylwetce ciała trudno było odgadnąć kim jest ten człowiek. Zmrużyłam oczy.
-Taak..?-spytałam powoli.
-Słyszałem, że twój ojciec jest niedaleko-mruknął wysuwając się z cienia.
-Kiba-warknął Naoko. Zerknęłam na niego szybko do tyłu i z powrotem przeniosłam spojrzenie na brata pamiętnego blondyna.
-Nie bardzo rozumiem co ci do tego-wyprostowałam się bardziej i uniosłam nieco brodę. Miałam tylko nadzieję, że tym razem nie będzie chciał się bić.
-Powiedzmy, że po twoim ostatnim wyczynie chłopaki, tak jakby, uważają cię za członka naszej bandy. A faktem jest, że trzymamy się razem i pomagamy sobie nawzajem-wzruszył ramionami jakby to była tylko taka regułka. Jednak miałam jakieś pojęcia o tego typu grupach i wiedziałam, a Nez pewnie był skłonny to potwierdzić, że to nie jest tylko jakaś tam regułka, a zasada, której wszyscy przestrzegali.
-No dobra.. A co ma do tego twoja banda?
-Możemy go zatrzymać na jakiś czas w tym mieście. Pewnie nietrudno mu będzie się dowiedzieć, gdzie pojechaliście-ponownie wzruszył ramionami. Nie byłam pewna czy mogę mu zaufać, ale chyba nic innego nam nie pozostawało.
-Gdzie jest haczyk?
-Nie ma żadnego haczyka-uśmiechnął się-Kiedyś się odwdzięczysz-zasalutował nam jak w wojsku i zniknął w cieniu. Przez moment stałam w miejscu analizując wszystko co przed chwilą powiedział Kiba.
-Neko-głos Nez'a wyrwał mnie z myśli, więc szybko wsiadłam do samochodu. Dopiero kiedy poczułam pod plecami oparcie odetchnęłam lekko. Jednak byłam pełna obaw, trosk i strachu. Ale przecież nie mogłam tego okazywać. Znowu oberwałoby mi sie od bruneta, że się mazgaję, a na to nie miałam ochoty. Im bardziej się do niego przywiązywałam tym bardziej bolały mnie jego słowa, kiedy był ze mnie niezadowolony.
Przymknęłam oczy i oparłam głowę o zagłówek. Nie miałam ochoty patrzeć jak opuszczamy miejsce, w którym tyle się zdarzyło przez tak krótki okres czasu.
-Wierzysz mu?-zapytałam ni z tego ni z owego.
Naoko?
-Haneko?-zapytał ktoś. Nie kojarzyłam tego głosu, chociaż miałam poczucie, że powinnam. Odwróciłam się i zobaczyłam sylwetkę wysokiego mężczyzny, schowany był w cieniu, więc nie byłam w stanie dostrzec rysów jego twarzy. A po samej sylwetce ciała trudno było odgadnąć kim jest ten człowiek. Zmrużyłam oczy.
-Taak..?-spytałam powoli.
-Słyszałem, że twój ojciec jest niedaleko-mruknął wysuwając się z cienia.
-Kiba-warknął Naoko. Zerknęłam na niego szybko do tyłu i z powrotem przeniosłam spojrzenie na brata pamiętnego blondyna.
-Nie bardzo rozumiem co ci do tego-wyprostowałam się bardziej i uniosłam nieco brodę. Miałam tylko nadzieję, że tym razem nie będzie chciał się bić.
-Powiedzmy, że po twoim ostatnim wyczynie chłopaki, tak jakby, uważają cię za członka naszej bandy. A faktem jest, że trzymamy się razem i pomagamy sobie nawzajem-wzruszył ramionami jakby to była tylko taka regułka. Jednak miałam jakieś pojęcia o tego typu grupach i wiedziałam, a Nez pewnie był skłonny to potwierdzić, że to nie jest tylko jakaś tam regułka, a zasada, której wszyscy przestrzegali.
-No dobra.. A co ma do tego twoja banda?
-Możemy go zatrzymać na jakiś czas w tym mieście. Pewnie nietrudno mu będzie się dowiedzieć, gdzie pojechaliście-ponownie wzruszył ramionami. Nie byłam pewna czy mogę mu zaufać, ale chyba nic innego nam nie pozostawało.
-Gdzie jest haczyk?
-Nie ma żadnego haczyka-uśmiechnął się-Kiedyś się odwdzięczysz-zasalutował nam jak w wojsku i zniknął w cieniu. Przez moment stałam w miejscu analizując wszystko co przed chwilą powiedział Kiba.
-Neko-głos Nez'a wyrwał mnie z myśli, więc szybko wsiadłam do samochodu. Dopiero kiedy poczułam pod plecami oparcie odetchnęłam lekko. Jednak byłam pełna obaw, trosk i strachu. Ale przecież nie mogłam tego okazywać. Znowu oberwałoby mi sie od bruneta, że się mazgaję, a na to nie miałam ochoty. Im bardziej się do niego przywiązywałam tym bardziej bolały mnie jego słowa, kiedy był ze mnie niezadowolony.
Przymknęłam oczy i oparłam głowę o zagłówek. Nie miałam ochoty patrzeć jak opuszczamy miejsce, w którym tyle się zdarzyło przez tak krótki okres czasu.
-Wierzysz mu?-zapytałam ni z tego ni z owego.
Naoko?
niedziela, 10 stycznia 2016
Od Naoko
Wszystko potoczyło się tak nagle. W zaledwie kilka minut nasza jutrzejsza podróż została przeniesiona na teraz. Ból jaki towarzyszył kobiecie i Neko podczas rozstania, był nie do opisania. Nawet, gdy Satoshi zniknęła za drzwiami, dziewczyna stała nieruchomo, nie kontaktując rzeczywistością. Dopiero mocniejsze szarpnięcie za dłoń, wyrwało ją tego specyficznego transu.
-Musimy się pospieszyć- dodałem cicho, prowadząc w stronę pojazdu, którym mieliśmy się przemieszczać. Ale zaraz, który to?
Celowałem kluczykami w każdy samochód, licząc, że któryś się otworzy. Jest!
-No nieźle mu się powodzi- uznałem, oglądając srebrny samochód, na który przy przeciętnych zarobkach trzeba pracować latami.- Wsiadaj. Nie mamy czasu.
W ciągu kilku chwil byliśmy w drodze do lokalu, skąd mieliśmy zabrać nasze rzeczy.
-Przynajmniej będziesz mogła wyswobodzić się z tej sukienki- próbowałem ją pocieszyć, gdy dostrzegłem, dyskretnie spływające łzy po jej policzkach. -Mała, nie płacz. Damy radę, Satoshi sobie poradzi, bo w końcu ma kogoś kto ją ochroni. Teraz powinniśmy się skupić na tym co nastąpi i być gotowi na wszystko.
-Wiem, Nez, ale... to trudne. Ta kobieta była właściwie jak matka. Tyle dla mnie zrobiła, nawet teraz nam pomogła- otarła łzy-Kurde, cholernie dobry ten tusz.
Sam nie wiem czemu, ale wybuchnąłem śmiechem, widząc konsternację na jej twarzy. Tusz do rzęs pomógł mi odciągnąć ją od tych ponurych myśli. Nie wiele jej trzeba do szczęścia.
-Kurwa, uwielbiam ten Twój nieogar.- wydusiłem z siebie, gdy napad śmiechu powoli ustępował.
***
Podróż zajęła nam zaledwie kilka minut. Od razu skierowaliśmy się na górę, by oswobodzić się z uroczystych przebrań. O wiele lepiej poczułem się, gdy koszula zsunęła się z moich ramion, a zastąpiła ją luźna koszulka. Gdy Neko uwalniała się z uścisku sukienki, ja zdołałem spakować większość rzeczy.
-Gotowa?- spytałem, zaciągając się papierosem, kiedy dostrzegłem ją z torbą na ramieniu.
-Tak, możemy iść- westchnęła ciężko, przytulając się do mnie.
-Będzie dobrze maleńka- odwzajemniłem uścisk.-Zbierajmy się. Im szybciej wyjedziemy, tym lepiej dla nas.
<Neko?>
-Musimy się pospieszyć- dodałem cicho, prowadząc w stronę pojazdu, którym mieliśmy się przemieszczać. Ale zaraz, który to?
Celowałem kluczykami w każdy samochód, licząc, że któryś się otworzy. Jest!
-No nieźle mu się powodzi- uznałem, oglądając srebrny samochód, na który przy przeciętnych zarobkach trzeba pracować latami.- Wsiadaj. Nie mamy czasu.
W ciągu kilku chwil byliśmy w drodze do lokalu, skąd mieliśmy zabrać nasze rzeczy.
-Przynajmniej będziesz mogła wyswobodzić się z tej sukienki- próbowałem ją pocieszyć, gdy dostrzegłem, dyskretnie spływające łzy po jej policzkach. -Mała, nie płacz. Damy radę, Satoshi sobie poradzi, bo w końcu ma kogoś kto ją ochroni. Teraz powinniśmy się skupić na tym co nastąpi i być gotowi na wszystko.
-Wiem, Nez, ale... to trudne. Ta kobieta była właściwie jak matka. Tyle dla mnie zrobiła, nawet teraz nam pomogła- otarła łzy-Kurde, cholernie dobry ten tusz.
Sam nie wiem czemu, ale wybuchnąłem śmiechem, widząc konsternację na jej twarzy. Tusz do rzęs pomógł mi odciągnąć ją od tych ponurych myśli. Nie wiele jej trzeba do szczęścia.
-Kurwa, uwielbiam ten Twój nieogar.- wydusiłem z siebie, gdy napad śmiechu powoli ustępował.
***
Podróż zajęła nam zaledwie kilka minut. Od razu skierowaliśmy się na górę, by oswobodzić się z uroczystych przebrań. O wiele lepiej poczułem się, gdy koszula zsunęła się z moich ramion, a zastąpiła ją luźna koszulka. Gdy Neko uwalniała się z uścisku sukienki, ja zdołałem spakować większość rzeczy.
-Gotowa?- spytałem, zaciągając się papierosem, kiedy dostrzegłem ją z torbą na ramieniu.
-Tak, możemy iść- westchnęła ciężko, przytulając się do mnie.
-Będzie dobrze maleńka- odwzajemniłem uścisk.-Zbierajmy się. Im szybciej wyjedziemy, tym lepiej dla nas.
<Neko?>
piątek, 8 stycznia 2016
Od Haneko
Chłopak delikatnie ścisnął moją dłoń. Powolna muzyka wypełniła salę, a na parkiet zaczęło wchodzić jeszcze więcej par, w tym państwo młodzi. Przymknęłam lekko oczy uśmiechając się delikatnie. Panowała naprawdę nieziemska atmosfera. A najlepsze w tym wszystkim było to, że mogłam być koło Nez'a.. Cały czas. Otworzyłam oczy, kiedy poczułam mocniejszy nacisk ze strony ręki chłopaka, która spoczywała na mojej talii. Spojrzałam w górę na twarz chłopaka i zobaczyłam delikatny uśmiech, dokładnie ten sam, którym obdarza mnie, kiedy się ze mną droczy. Ten słodki, łobuzerski.. Po prostu boski. Sama uśmiechnęłam się lekko i zacisnęłam mocniej palce na dłoni kolegi.
-Nez, co będzie z nami jak to wszystko już się skończy..?-spytała cicho ni z tego, ni z owego. Brunet wydawał się zdziwiony moim pytaniem. Westchnął ciężko.
-A jak wyobrażasz sobie koniec tego wszystkiego, co mała?-odpowiedział mi pytaniem. Pomyślałam nad tym. Właściwie wcześniej nawet się nad tym nie zastanawiałam. Jak wyobrażam sobie koniec tego całego zamieszania, tych pościgów, ucieczek, chowania się, ciągłego niepokoju i strachu? To było naprawdę trudne pytanie, ale nie ważne jak bardzo się starałam moja wyobraźnia podsuwała mi tylko jeden obraz. Dość wstydliwy biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia. Spuściłam wzrok czując jak moje policzki zaczynają mnie piec. Cholera..
-Sama nie wiem..-mruknęłam cichutko.
-Jesteś pewna?-spytał zaczepnie. Byłam pewna, że domyślił się, że coś sobie wyobrażam.
-Uhum...-mruknęłam zawstydzona. Rany, jakie to było głupie uczucie.. Chłopak zaśmiał się cicho i odgarnął mi niesforny kosmyk z twarzy. Resztę tańca przetańczyliśmy w ciszy.
Parę minut później znowu siedzieliśmy bezczynnie przy stoliku obserwując pozostałych gości. Nie za bardzo się odzywaliśmy, byliśmy raczej pogrążeni we własnych myślach, lub czymś podobnym. Z nudów zaczęłam stukać palcami po stole. W pewnym momencie podniosłam się nagle. Chłopak zerknął na mnie zaciekawiony.
-Pójdę po coś do picia-powiedziałam i odwróciłam się kierując się w stronę stołu z napojami. Miałam ochotę na coś mocniejszego niż woda czy sok. Stanęłam przy szerokim stole zastawionym różnokolorowymi butelkami i zaczęłam czytać etykiety.
-Czeeeeeeeeeeeeeść-zaskrzeczał mi ktoś prosto do ucha. Wzdrygnęłam się na piskliwy głos, a po chwili dotarł do mnie mocny zapach alkoholu. Popatrzyłam na osobę, którą mnie zaczepiła i nieco się zdziwiłam. Kogo jak kogo, ale Scarllet to sie tutaj nie spodziewałam. W dodatku takiej upitej. Przyjrzałam się jej uważnie.
-Płakałaś?-zapytałam. Zachichotała pod nosem i pokręciła głową.
-Skądżę?! Moja kochana Neko..-objęła mnie ramieniem i zaczęła bełkotać pod nosem. Przewróciłam oczami i delikatnie ja odepchnęłam.
-Może powinnaś wrócić do domu, co?-powiedziałam, chociaż dziewczyny już obok mnie nie było. Pokręciłam głową starając się o niej nie myśleć. Chociaż było trudno, w powietrzu nadal było czuć alkohol. Usłyszałam krzyk dochodzący z okolicy stolików, więc odwróciłam sie szybko, jednak wokoło jakiegoś zdarzenia zdążyło już się zebrać sporo ludzi. Przepchnęłam się między nimi, co dla mnie nie było aż tak trudne, i stanęłam jak wryta. Zalana łzami rudowłosa dziewczyna leżała na ziemi, obok stał nieco zdezorientowany Naoko i patrzył na mnie dziwnie, a jeszcze obok niego stał chłopak, którego zupełnie nie kojarzyłam. "To chyba jakiś żart.." pomyślałam ponuro i podeszłam do swojego towarzysza.
-Co się stało?-syknęłam. Pani Satoshi natychmiast ogarnęła sytuację. Swojemu mężowi kazała zabrać zapłakaną dziewczynę w ustronne miejsce i uspokoić, gości odprawiła do bufetu, a naszą dwójkę i tego drugiego chłopaka zabrała na zewnątrz, przed lokal.
-Haneko, musicie uciekać, ale już..-powiedziała zmartwiona patrząc na obcego chłopaka, jakby szukając u niego potwierdzenia.
-Pani Satoshi ma rację. Twój ojciec wyjechał z sąsiedniego miasta. Mojemu tacie udało się go trochę spowolnić, bo majsterkował mu w samochodzie, ale to nie spowolni go na długo-wzruszył bezradnie ramionami. Nie mogłam wykrztusić z siebie ani słowa. Ale jak to... To już..?
-Tutaj macie pieniądze, trochę więcej, tak na wszelki wypadek. I kluczyki do samochodu mojego męża. Zgodził się go wam oddać-powiedziała ciepło się uśmiechając. Jak mogła być taka spokojna w takiej chwili?! Kopertę z pieniędzmi i kluczyki wręczyła Nez'owi, ponieważ ja nie byłam w stanie się ruszyć.
-Nie martw się Haneko-uśmiechnęła się do mnie przytulając mnie. Moje oczy natychmiast wypełniły się łzami-Wszystko się poukłada. Znajdziesz szczęście, miłość i spokój. Chociaż mam wrażenie, ze te dwa już znalazłaś-odsunęła mnie na długość swoich rąk. Dopiero teraz zauważyłam, że kobieta także ma łzy w oczach.
-Ale..-wykrztusiłam trzęsąc się cała.
-Nie zapominaj, że jesteś piękną, inteligentną i wartościową kobietą Haneko-mówiła, mimo tego, że głos załamywał się jej coraz bardziej-A ty Nez masz o nią dbać jak najlepiej potrafisz, bo jesteś jej wart-uśmiechnęła się do chłopaka. Przytuliła mnie jeszcze raz, bardzo mocno, a po chwili puściła i szybko wróciła na salę. Wpatrywałam się w drzwi nie mogąc nawet poruszyć oczami. Bałam się... Bardzo się bałam. Cholernie się bałam! Ale nie o siebie. O panią Satoshi i jej męża. Bałam się, że może stać się im coś złego.. Że ojciec lub Ame może im coś zrobić. A ja nic nie będę mogła na to poradzić...
Nez?
-Nez, co będzie z nami jak to wszystko już się skończy..?-spytała cicho ni z tego, ni z owego. Brunet wydawał się zdziwiony moim pytaniem. Westchnął ciężko.
-A jak wyobrażasz sobie koniec tego wszystkiego, co mała?-odpowiedział mi pytaniem. Pomyślałam nad tym. Właściwie wcześniej nawet się nad tym nie zastanawiałam. Jak wyobrażam sobie koniec tego całego zamieszania, tych pościgów, ucieczek, chowania się, ciągłego niepokoju i strachu? To było naprawdę trudne pytanie, ale nie ważne jak bardzo się starałam moja wyobraźnia podsuwała mi tylko jeden obraz. Dość wstydliwy biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia. Spuściłam wzrok czując jak moje policzki zaczynają mnie piec. Cholera..
-Sama nie wiem..-mruknęłam cichutko.
-Jesteś pewna?-spytał zaczepnie. Byłam pewna, że domyślił się, że coś sobie wyobrażam.
-Uhum...-mruknęłam zawstydzona. Rany, jakie to było głupie uczucie.. Chłopak zaśmiał się cicho i odgarnął mi niesforny kosmyk z twarzy. Resztę tańca przetańczyliśmy w ciszy.
Parę minut później znowu siedzieliśmy bezczynnie przy stoliku obserwując pozostałych gości. Nie za bardzo się odzywaliśmy, byliśmy raczej pogrążeni we własnych myślach, lub czymś podobnym. Z nudów zaczęłam stukać palcami po stole. W pewnym momencie podniosłam się nagle. Chłopak zerknął na mnie zaciekawiony.
-Pójdę po coś do picia-powiedziałam i odwróciłam się kierując się w stronę stołu z napojami. Miałam ochotę na coś mocniejszego niż woda czy sok. Stanęłam przy szerokim stole zastawionym różnokolorowymi butelkami i zaczęłam czytać etykiety.
-Czeeeeeeeeeeeeeść-zaskrzeczał mi ktoś prosto do ucha. Wzdrygnęłam się na piskliwy głos, a po chwili dotarł do mnie mocny zapach alkoholu. Popatrzyłam na osobę, którą mnie zaczepiła i nieco się zdziwiłam. Kogo jak kogo, ale Scarllet to sie tutaj nie spodziewałam. W dodatku takiej upitej. Przyjrzałam się jej uważnie.
-Płakałaś?-zapytałam. Zachichotała pod nosem i pokręciła głową.
-Skądżę?! Moja kochana Neko..-objęła mnie ramieniem i zaczęła bełkotać pod nosem. Przewróciłam oczami i delikatnie ja odepchnęłam.
-Może powinnaś wrócić do domu, co?-powiedziałam, chociaż dziewczyny już obok mnie nie było. Pokręciłam głową starając się o niej nie myśleć. Chociaż było trudno, w powietrzu nadal było czuć alkohol. Usłyszałam krzyk dochodzący z okolicy stolików, więc odwróciłam sie szybko, jednak wokoło jakiegoś zdarzenia zdążyło już się zebrać sporo ludzi. Przepchnęłam się między nimi, co dla mnie nie było aż tak trudne, i stanęłam jak wryta. Zalana łzami rudowłosa dziewczyna leżała na ziemi, obok stał nieco zdezorientowany Naoko i patrzył na mnie dziwnie, a jeszcze obok niego stał chłopak, którego zupełnie nie kojarzyłam. "To chyba jakiś żart.." pomyślałam ponuro i podeszłam do swojego towarzysza.
-Co się stało?-syknęłam. Pani Satoshi natychmiast ogarnęła sytuację. Swojemu mężowi kazała zabrać zapłakaną dziewczynę w ustronne miejsce i uspokoić, gości odprawiła do bufetu, a naszą dwójkę i tego drugiego chłopaka zabrała na zewnątrz, przed lokal.
-Haneko, musicie uciekać, ale już..-powiedziała zmartwiona patrząc na obcego chłopaka, jakby szukając u niego potwierdzenia.
-Pani Satoshi ma rację. Twój ojciec wyjechał z sąsiedniego miasta. Mojemu tacie udało się go trochę spowolnić, bo majsterkował mu w samochodzie, ale to nie spowolni go na długo-wzruszył bezradnie ramionami. Nie mogłam wykrztusić z siebie ani słowa. Ale jak to... To już..?
-Tutaj macie pieniądze, trochę więcej, tak na wszelki wypadek. I kluczyki do samochodu mojego męża. Zgodził się go wam oddać-powiedziała ciepło się uśmiechając. Jak mogła być taka spokojna w takiej chwili?! Kopertę z pieniędzmi i kluczyki wręczyła Nez'owi, ponieważ ja nie byłam w stanie się ruszyć.
-Nie martw się Haneko-uśmiechnęła się do mnie przytulając mnie. Moje oczy natychmiast wypełniły się łzami-Wszystko się poukłada. Znajdziesz szczęście, miłość i spokój. Chociaż mam wrażenie, ze te dwa już znalazłaś-odsunęła mnie na długość swoich rąk. Dopiero teraz zauważyłam, że kobieta także ma łzy w oczach.
-Ale..-wykrztusiłam trzęsąc się cała.
-Nie zapominaj, że jesteś piękną, inteligentną i wartościową kobietą Haneko-mówiła, mimo tego, że głos załamywał się jej coraz bardziej-A ty Nez masz o nią dbać jak najlepiej potrafisz, bo jesteś jej wart-uśmiechnęła się do chłopaka. Przytuliła mnie jeszcze raz, bardzo mocno, a po chwili puściła i szybko wróciła na salę. Wpatrywałam się w drzwi nie mogąc nawet poruszyć oczami. Bałam się... Bardzo się bałam. Cholernie się bałam! Ale nie o siebie. O panią Satoshi i jej męża. Bałam się, że może stać się im coś złego.. Że ojciec lub Ame może im coś zrobić. A ja nic nie będę mogła na to poradzić...
Nez?
czwartek, 7 stycznia 2016
Od Naoko
Bliskość dziewczyny uspokoiła mnie i pozwalała... niejako cieszyć się przyjęciem wśród tylu ludzi. Gdyby nie ona pewnie leżałbym na łóżku. Ech, spójrzmy prawdzie w oczy. Gdyby nie ona w ogóle nie byłoby mnie tutaj i siedziałbym zapewne z tymi debilami w pudle lub skończył w kulką w głowie.
-Wszystko w porządku?- zaniepokoiła się, gdy dłoń zaciśnięta w pięść zrobiła się biała.
-Tak, po prostu... z resztą nie ważne- pogładziłem jej ramię, robiąc krok w przód.
Przed nami stała już tylko jedna przeszkoda, dzieląca nas od młodej pary, a była nią niska blondynka w średnim wieku. Nad wyraz dobre wyglądająca. Doskonale słyszeliśmy jej niezwykle długą i tak samą nudną przemowę. Nawet Satoshi dyskretnie zaczęła przewracać oczami, gdy napotykała rozbawione spojrzenie Neko. Ciągnące się w nieskończoność kazanie, o dziwo zostało zakończone.
-Dziękuję kochana. Oby wszystko to się spełniło- Satoshi przytuliła mówczynię, a Ren odebrał niebanalnie przygotowany bukiet.
-Więc teraz my- westchnąłem w duchu. Jak zawsze dotrzymywałem towarzystwa mojej towarzyszce, składającej gratulacje za nas oboje. Bez słowa wręczyłem skromnie wykonaną kompozycję kwiatów mężczyźnie, który z wielką wdzięcznością przyjął uścisk mojej dłoni. Nie było sensu zawierać jakichkolwiek bliższych relacji, jednak wypadało chociaż raz okazać się nieco milszym niż zazwyczaj. Dobra, gorsza część imprezy za nami. Teraz można oddać się reszcie wieczoru, unikając kontaktu z resztą gości. Nie było to jednak możliwe ze względu na mój niecodzienny wygląd i zainteresowanie dziewczyną, do której nieustannie ustawiali się ludzie:
-Pięknie wyglądasz młoda damo
-Widywałem Cię w knajpce. Jak Ci się tam pracuje?
-Podoba Ci się miasteczko?
-Jak długo znasz panią Satoshi?
-Świetna z Ciebie dziewczyna, a i z oczu Ci dobrze patrzy. Nie ma już tak dobrze wychowanych dziewcząt jak ty.
Można wymieniać długo listę zaczepek do niej kierowanych. Oczywiście po każdej dłuższej lub krótszej rozmowie wzrok kierowano na mnie, lustrując moją sylwetkę z delikatną krytyką, na co tylko przewracałem leniwie oczami, a Neko urywała rozmowę, tłumacząc się co raz to wymyślniejszymi powodami.
-Niezwykle irytujący ludzie- skrytykowałem zaproszonych gości, siadając przy jednym ze stolików.
-Nie przesadzaj. Są dość mili, chociaż upierdliwi.
-Przynajmniej od jutra nie będziemy musieli ich oglądać- machnąłem ręką.
Neko mruknęła cicho, wbijając wzrok w próżnię. Widać było, że trudno będzie się jej pożegnać z właścicielką lokalu. Nie oszukujmy się, kto by nie tęsknił za miękkim łóżkiem, bieżącą wodą i ciepłymi posiłkami, jakie nam oferowano przez te kilka dni.
-Więc co teraz zrobimy?- zaczęła nieśmiało.
-Nie wiem, mała. Zapewne wypada nam obmyślić ciąg dalszej podróży. Z tego co wiem, przed nami jeszcze spory dystans i nie wykluczone, że przydadzą się dwa przystanki w między czasie. W dodatku wypada upomnieć się o pieniądze za pomoc w restauracji, bo bez nich nie zajdziemy daleko bez zwracania czyjejś uwagi, a miejmy na uwadze, że niedaleko kręci się ten skurwiel.
-Pamiętaj jeszcze o ma...- przerwała,, ściszając głos- że Ame nadal może nas szukać.
-I jeszcze on- mruknąłem, jakby do siebie.- Rzeczywiście jest zbyt spokojnie. Coś na pewno się szykuje. Musimy być czujniejsi.
-Mam obawy przed tym wszystkim- spojrzała na mnie nieco przygnębiona.
-Boisz się?- spytałem, na co ona tylko skinęła słabo głową.
Zbliżyłem się do niej, przyciskając delikatnie do klatki piersiowej.
-Hej, no co ty. Jeszcze wczoraj skopałaś gościa mojego wzrostu, kilka dni temu skasowałaś jednego z ludzi należących do gangu. Nie powiesz mi teraz, że masz pietra przed ojcem- próbowałem dodać jej otuchy, ale jedyne co udało mi się osiągnąć, to słaby uśmiech na jej twarzy.- Wybacz, nie chciałem Cię niepokoić. Nie mówmy już lepiej o tym tego wieczoru. Rozchmurz się, nie pozwolę Ci nic zrobić, tyle czasu jakoś udawało nam się przetrwać to i tym razem damy radę.
-Jakbyś zapomniał, Twoje żebra nie są w najlepszym stanie.
-Wątpisz w moje umiejętności, mała?- zerknąłem na nią łobuzersko, na co ta od razu się rozpromieniła.
Cmoknąłem ją delikatnie w czoło, pomagając wstać z krzesła.
-Nie powiesz mi, że zapraszasz mnie do tańca- zaśmiała się, gdy zacząłem prowadzić ją na parkiet.
-Nie powiesz mi, że odmówisz- zerknąłem na nią unosząc jeden z kącików ust.
-Kto by pomyślał, Nez i taniec towarzyski- skwitowała szyderczo, jednak z nutą uznania.
-Wiele jeszcze nie wiesz maleńka. Nie mów mi tylko, że ty jesteś w tym zielona, bo w to to już chyba Ci nie uwierzę.
Nie czekając na odpowiedź, ułożyłem dłoń w jej talii, a drugą odgarnąłem niewinnie grzywkę, zanim chwyciłem za dłoń dziewczyny.
<Neko?>
-Wszystko w porządku?- zaniepokoiła się, gdy dłoń zaciśnięta w pięść zrobiła się biała.
-Tak, po prostu... z resztą nie ważne- pogładziłem jej ramię, robiąc krok w przód.
Przed nami stała już tylko jedna przeszkoda, dzieląca nas od młodej pary, a była nią niska blondynka w średnim wieku. Nad wyraz dobre wyglądająca. Doskonale słyszeliśmy jej niezwykle długą i tak samą nudną przemowę. Nawet Satoshi dyskretnie zaczęła przewracać oczami, gdy napotykała rozbawione spojrzenie Neko. Ciągnące się w nieskończoność kazanie, o dziwo zostało zakończone.
-Dziękuję kochana. Oby wszystko to się spełniło- Satoshi przytuliła mówczynię, a Ren odebrał niebanalnie przygotowany bukiet.
-Więc teraz my- westchnąłem w duchu. Jak zawsze dotrzymywałem towarzystwa mojej towarzyszce, składającej gratulacje za nas oboje. Bez słowa wręczyłem skromnie wykonaną kompozycję kwiatów mężczyźnie, który z wielką wdzięcznością przyjął uścisk mojej dłoni. Nie było sensu zawierać jakichkolwiek bliższych relacji, jednak wypadało chociaż raz okazać się nieco milszym niż zazwyczaj. Dobra, gorsza część imprezy za nami. Teraz można oddać się reszcie wieczoru, unikając kontaktu z resztą gości. Nie było to jednak możliwe ze względu na mój niecodzienny wygląd i zainteresowanie dziewczyną, do której nieustannie ustawiali się ludzie:
-Pięknie wyglądasz młoda damo
-Widywałem Cię w knajpce. Jak Ci się tam pracuje?
-Podoba Ci się miasteczko?
-Jak długo znasz panią Satoshi?
-Świetna z Ciebie dziewczyna, a i z oczu Ci dobrze patrzy. Nie ma już tak dobrze wychowanych dziewcząt jak ty.
Można wymieniać długo listę zaczepek do niej kierowanych. Oczywiście po każdej dłuższej lub krótszej rozmowie wzrok kierowano na mnie, lustrując moją sylwetkę z delikatną krytyką, na co tylko przewracałem leniwie oczami, a Neko urywała rozmowę, tłumacząc się co raz to wymyślniejszymi powodami.
-Niezwykle irytujący ludzie- skrytykowałem zaproszonych gości, siadając przy jednym ze stolików.
-Nie przesadzaj. Są dość mili, chociaż upierdliwi.
-Przynajmniej od jutra nie będziemy musieli ich oglądać- machnąłem ręką.
Neko mruknęła cicho, wbijając wzrok w próżnię. Widać było, że trudno będzie się jej pożegnać z właścicielką lokalu. Nie oszukujmy się, kto by nie tęsknił za miękkim łóżkiem, bieżącą wodą i ciepłymi posiłkami, jakie nam oferowano przez te kilka dni.
-Więc co teraz zrobimy?- zaczęła nieśmiało.
-Nie wiem, mała. Zapewne wypada nam obmyślić ciąg dalszej podróży. Z tego co wiem, przed nami jeszcze spory dystans i nie wykluczone, że przydadzą się dwa przystanki w między czasie. W dodatku wypada upomnieć się o pieniądze za pomoc w restauracji, bo bez nich nie zajdziemy daleko bez zwracania czyjejś uwagi, a miejmy na uwadze, że niedaleko kręci się ten skurwiel.
-Pamiętaj jeszcze o ma...- przerwała,, ściszając głos- że Ame nadal może nas szukać.
-I jeszcze on- mruknąłem, jakby do siebie.- Rzeczywiście jest zbyt spokojnie. Coś na pewno się szykuje. Musimy być czujniejsi.
-Mam obawy przed tym wszystkim- spojrzała na mnie nieco przygnębiona.
-Boisz się?- spytałem, na co ona tylko skinęła słabo głową.
Zbliżyłem się do niej, przyciskając delikatnie do klatki piersiowej.
-Hej, no co ty. Jeszcze wczoraj skopałaś gościa mojego wzrostu, kilka dni temu skasowałaś jednego z ludzi należących do gangu. Nie powiesz mi teraz, że masz pietra przed ojcem- próbowałem dodać jej otuchy, ale jedyne co udało mi się osiągnąć, to słaby uśmiech na jej twarzy.- Wybacz, nie chciałem Cię niepokoić. Nie mówmy już lepiej o tym tego wieczoru. Rozchmurz się, nie pozwolę Ci nic zrobić, tyle czasu jakoś udawało nam się przetrwać to i tym razem damy radę.
-Jakbyś zapomniał, Twoje żebra nie są w najlepszym stanie.
-Wątpisz w moje umiejętności, mała?- zerknąłem na nią łobuzersko, na co ta od razu się rozpromieniła.
Cmoknąłem ją delikatnie w czoło, pomagając wstać z krzesła.
-Nie powiesz mi, że zapraszasz mnie do tańca- zaśmiała się, gdy zacząłem prowadzić ją na parkiet.
-Nie powiesz mi, że odmówisz- zerknąłem na nią unosząc jeden z kącików ust.
-Kto by pomyślał, Nez i taniec towarzyski- skwitowała szyderczo, jednak z nutą uznania.
-Wiele jeszcze nie wiesz maleńka. Nie mów mi tylko, że ty jesteś w tym zielona, bo w to to już chyba Ci nie uwierzę.
Nie czekając na odpowiedź, ułożyłem dłoń w jej talii, a drugą odgarnąłem niewinnie grzywkę, zanim chwyciłem za dłoń dziewczyny.
<Neko?>
środa, 6 stycznia 2016
Od Haneko
Z lekkim ociąganiem się ruszyłam posłusznie za chłopakiem. Nie miałam dobrych przeczuć co do zostania tu jeszcze na jedną noc. Ale przecież nie mogliśmy od tak zostawić pani Satoshi, poza tym Nez nie był jeszcze w pełni sił. Stanęliśmy grzecznie w kolejce czekając aż przyjdzie nasza kolej. Spuściłam wzrok i wpatrywałam się w czubki swoich butów.
Jeszcze kilka minut temu byłam taka szczęśliwa, a teraz znowu się martwię. Jeszcze kilka minut temu byłam nieświadoma... Nie chcę by wracało to od czego uciekałam tyle czasu.
-Ej..-poczułam lekkie szturchnięcie w ramie. Natychmiast podniosłam wzrok, bo bałam się, że to już nasza kolej pogratulować parze młodej. Jednak przed nami było jeszcze kilka osób. Zdziwiona przeniosłam wzrok na chłopaka.
-Miałaś się tym nie przejmować-popatrzył na mnie niby zły. Oplotłam się rękami i zacisnęłam dłonie na ramionach. Miałam wrażenie, że w jednej chwili na sali zrobiło się o jakieś dziesięć stopni chłodniej.
-No, ale to ostatni..
-No właśnie-przerwał mi i delikatnie uniósł moją głowę dwoma palcami-Ostatni taki wieczór. Nie pozwól by zły humor i zmartwienia go popsuły, dobrze?
Skinęłam głową ponownie spuszczając wzrok.
-Ej. Popatrz na mnie-nakazał. Z cichym westchnieniem popatrzyłam na niego-Możesz to dla mnie zrobić? Naprawdę przestać martwić się o to co będzie jutro?-objął mnie w talii przyciągając do siebie, nachylił się i szepnął mi prosto do ucha-Obiecuje ci, że dzisiaj mi nie uciekniesz-pocałował mnie delikatnie w ucho. Mimowolnie się zaśmiałam przytulając się do chłopaka.
Naoko?
Jeszcze kilka minut temu byłam taka szczęśliwa, a teraz znowu się martwię. Jeszcze kilka minut temu byłam nieświadoma... Nie chcę by wracało to od czego uciekałam tyle czasu.
-Ej..-poczułam lekkie szturchnięcie w ramie. Natychmiast podniosłam wzrok, bo bałam się, że to już nasza kolej pogratulować parze młodej. Jednak przed nami było jeszcze kilka osób. Zdziwiona przeniosłam wzrok na chłopaka.
-Miałaś się tym nie przejmować-popatrzył na mnie niby zły. Oplotłam się rękami i zacisnęłam dłonie na ramionach. Miałam wrażenie, że w jednej chwili na sali zrobiło się o jakieś dziesięć stopni chłodniej.
-No, ale to ostatni..
-No właśnie-przerwał mi i delikatnie uniósł moją głowę dwoma palcami-Ostatni taki wieczór. Nie pozwól by zły humor i zmartwienia go popsuły, dobrze?
Skinęłam głową ponownie spuszczając wzrok.
-Ej. Popatrz na mnie-nakazał. Z cichym westchnieniem popatrzyłam na niego-Możesz to dla mnie zrobić? Naprawdę przestać martwić się o to co będzie jutro?-objął mnie w talii przyciągając do siebie, nachylił się i szepnął mi prosto do ucha-Obiecuje ci, że dzisiaj mi nie uciekniesz-pocałował mnie delikatnie w ucho. Mimowolnie się zaśmiałam przytulając się do chłopaka.
Naoko?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)