piątek, 8 stycznia 2016

Od Haneko

Chłopak delikatnie ścisnął moją dłoń. Powolna muzyka wypełniła salę, a na parkiet zaczęło wchodzić jeszcze więcej par, w tym państwo młodzi. Przymknęłam lekko oczy uśmiechając się delikatnie. Panowała naprawdę nieziemska atmosfera. A najlepsze w tym wszystkim było to, że mogłam być koło Nez'a.. Cały czas. Otworzyłam oczy, kiedy poczułam mocniejszy nacisk ze strony ręki chłopaka, która spoczywała na mojej talii. Spojrzałam w górę na twarz chłopaka i zobaczyłam delikatny uśmiech, dokładnie ten sam, którym obdarza mnie, kiedy się ze mną droczy. Ten słodki, łobuzerski.. Po prostu boski. Sama uśmiechnęłam się lekko i zacisnęłam mocniej palce na dłoni kolegi.
-Nez, co będzie z nami jak to wszystko już się skończy..?-spytała cicho ni z tego, ni z owego. Brunet wydawał się zdziwiony moim pytaniem. Westchnął ciężko.
-A jak wyobrażasz sobie koniec tego wszystkiego, co mała?-odpowiedział mi pytaniem. Pomyślałam nad tym. Właściwie wcześniej nawet się nad tym nie zastanawiałam. Jak wyobrażam sobie koniec tego całego zamieszania, tych pościgów, ucieczek, chowania się, ciągłego niepokoju i strachu? To było naprawdę trudne pytanie, ale nie ważne jak bardzo się starałam moja wyobraźnia podsuwała mi tylko jeden obraz. Dość wstydliwy biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia. Spuściłam wzrok czując jak moje policzki zaczynają mnie piec. Cholera..
-Sama nie wiem..-mruknęłam cichutko.
-Jesteś pewna?-spytał zaczepnie. Byłam pewna, że domyślił się, że coś sobie wyobrażam.
-Uhum...-mruknęłam zawstydzona. Rany, jakie to było głupie uczucie.. Chłopak zaśmiał się cicho i odgarnął mi niesforny kosmyk z twarzy. Resztę tańca przetańczyliśmy w ciszy.
Parę minut później znowu siedzieliśmy bezczynnie przy stoliku obserwując pozostałych gości. Nie za bardzo się odzywaliśmy, byliśmy raczej pogrążeni we własnych myślach, lub czymś podobnym. Z nudów zaczęłam stukać palcami po stole. W pewnym momencie podniosłam się nagle. Chłopak zerknął na mnie zaciekawiony.
-Pójdę po coś do picia-powiedziałam i odwróciłam się kierując się w stronę stołu z napojami. Miałam ochotę na coś mocniejszego niż woda czy sok. Stanęłam przy szerokim stole zastawionym różnokolorowymi butelkami i zaczęłam czytać etykiety.
-Czeeeeeeeeeeeeeść-zaskrzeczał mi ktoś prosto do ucha. Wzdrygnęłam się na piskliwy głos, a po chwili dotarł do mnie mocny zapach alkoholu. Popatrzyłam na osobę, którą mnie zaczepiła i nieco się zdziwiłam. Kogo jak kogo, ale Scarllet to sie tutaj nie spodziewałam. W dodatku takiej upitej. Przyjrzałam się jej uważnie.
-Płakałaś?-zapytałam. Zachichotała pod nosem i pokręciła głową.
-Skądżę?! Moja kochana Neko..-objęła mnie ramieniem i zaczęła bełkotać pod nosem. Przewróciłam oczami i delikatnie ja odepchnęłam.
-Może powinnaś wrócić do domu, co?-powiedziałam, chociaż dziewczyny już obok mnie nie było. Pokręciłam głową starając się o niej nie myśleć. Chociaż było trudno, w powietrzu nadal było czuć alkohol. Usłyszałam krzyk dochodzący z okolicy stolików, więc odwróciłam sie szybko, jednak wokoło jakiegoś zdarzenia zdążyło już się zebrać sporo ludzi. Przepchnęłam się między nimi, co dla mnie nie było aż tak trudne, i stanęłam jak wryta. Zalana łzami rudowłosa dziewczyna leżała na ziemi, obok stał nieco zdezorientowany Naoko i patrzył na mnie dziwnie, a jeszcze obok  niego stał chłopak, którego zupełnie nie kojarzyłam. "To chyba jakiś żart.." pomyślałam ponuro i podeszłam do swojego towarzysza.
-Co się stało?-syknęłam. Pani Satoshi natychmiast ogarnęła sytuację. Swojemu mężowi kazała zabrać zapłakaną dziewczynę w ustronne miejsce i uspokoić, gości odprawiła do bufetu, a naszą dwójkę i tego drugiego chłopaka zabrała na zewnątrz, przed lokal.
-Haneko, musicie uciekać, ale już..-powiedziała zmartwiona patrząc na obcego chłopaka, jakby szukając u niego potwierdzenia.
-Pani Satoshi ma rację. Twój ojciec wyjechał z sąsiedniego miasta. Mojemu tacie udało się go trochę spowolnić, bo majsterkował mu w samochodzie, ale to nie spowolni go na długo-wzruszył bezradnie ramionami. Nie mogłam wykrztusić z siebie ani słowa. Ale jak to... To już..?
-Tutaj macie pieniądze, trochę więcej, tak na wszelki wypadek. I kluczyki do samochodu mojego męża. Zgodził się go wam oddać-powiedziała ciepło się uśmiechając. Jak mogła być taka spokojna w takiej chwili?! Kopertę z pieniędzmi i kluczyki wręczyła Nez'owi, ponieważ ja nie byłam w stanie się ruszyć.
-Nie martw się Haneko-uśmiechnęła się do mnie przytulając mnie. Moje oczy natychmiast wypełniły się łzami-Wszystko się poukłada. Znajdziesz szczęście, miłość i spokój. Chociaż mam wrażenie, ze te dwa już znalazłaś-odsunęła mnie na długość swoich rąk. Dopiero teraz zauważyłam, że kobieta także ma łzy w oczach.
-Ale..-wykrztusiłam trzęsąc się cała.
-Nie zapominaj, że jesteś piękną, inteligentną i wartościową kobietą Haneko-mówiła, mimo tego, że głos załamywał się jej coraz bardziej-A ty Nez masz o nią dbać jak najlepiej potrafisz, bo jesteś jej wart-uśmiechnęła się do chłopaka. Przytuliła mnie jeszcze raz, bardzo mocno, a po chwili puściła i szybko wróciła na salę. Wpatrywałam się w drzwi nie mogąc nawet poruszyć oczami. Bałam się... Bardzo się bałam. Cholernie się bałam! Ale nie o siebie. O panią Satoshi i jej męża. Bałam się, że może stać się im coś złego.. Że ojciec lub Ame może im coś zrobić. A ja nic nie będę mogła na to poradzić...


Nez?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz