niedziela, 17 stycznia 2016

Od Naoko

Pośpiesznie przekręciłem kluczyk w stacyjce, by już po chwili, usłyszeć warkot silnika. Neko nie wyglądała na zadowoloną, ale doskonale zdawała sobie sprawę, że to konieczność. Konieczność, która ciążyła nam oboje. Pozostawiamy spokojne życie z lokalu, by znów uciekać. Park był już dawno za nami, a my nie zamieniliśmy ze sobą nawet słowa od momentu wejścia do samochodu. Oboje jakoś nie mieliśmy zbytniej ochoty na rozmowę.
-Wierzysz mu?-podjęła w końcu
-Komu, Kibie?- zerknąłem na nią kątem oka, wzruszając ramionami.- Sam nie wiem. Jakoś nie mam zaufania do ludzi. Do takich jak on, tym bardziej. A ty?
-Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Liczyłam, że ty nieco mi z tym pomożesz, w końcu sam byłeś... no wiesz.
-W mafii? Tak, byłem człowiekiem, trzymającym się wyłącznie swoich ludzi i zasad. Każda niewygoda była likwidowana, bez względu na metodę. Czasem zatajaliśmy prawdę, innym razem należało posłużyć się kłamstwem, dlatego z taką nieufnością podchodzę do jego zamiarów. Może ma w tym jakiś udział, albo faktycznie chce nam pomóc. Tego się nie dowiemy póki nie pokaże prawdziwego siebie.
Dziewczyna pozostawiła sprawę bez komentarza, odwracając wzrok na boczną szybę, by przyglądać się nocnym widokom. Nawet nie zdołałem zaobserwować, kiedy zasnęła. Nie śpi, przynajmniej na te kilka godzin oderwie się od myśli o ojcu. Oparłem łokieć o drzwi, by podeprzeć dłonią głowę. Droga ciągnęła się, aż po horyzont, który ozdabiały jedynie wzgórza i słabe światełka, odległych miast. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego co wydarzyło się przez te kilka tygodni. Nie podróżowałem już z gangiem, a z 16-latką, której miałem się pozbyć kilka minut po jej poznaniu. Ktoś, kto miał mi jedynie pomóc w ucieczce, stał się dla mnie ważną częścią życia.
Upewniwszy się, że w okół nie ma żywej duszy,zjechałem do zatoczki, by nieco odetchnąć po kilkugodzinnej jeździe.
-Neko- szepnąłem, chwytając ją delikatnie za ramię, na co ta uniosła gwałtownie głowę.- Połóż się na tylnym siedzeniu. Tam Ci będzie wygodniej.
-Nie trzeba. Już się wyspałam- uśmiechnęła się leniwie, ledwo łapiąc kontakt z rzeczywistością.
-Widzę- zaśmiałem się pod nosem.- Przełaź, ja zapalę i jedziemy.
Wychodząc z samochodu, przeciągając się, na co chyba każdą kość w moim ciele wydała charakterystyczny trzask. Oparłem się o maskę samochodu, po czym wyjąłem z kieszeni paczkę, w której ostało się zaledwie kilka papierosów.
-Zmęczony?- usłyszałem za sobą zaspany głos dziewczyny, siadającej obok mnie.
-Trochę- zaciągnąłem się, wsłuchując w szum liści.
-To może się prześpij. Jedziemy już dość długo, więc może godzina przerwy zrobi Ci dobrze.
-Nie wydaje mi się to rozsądnym pomysłem. Tu jesteśmy łatwym celem. Zaraz ruszymy dalej.
-Wiem, że i tak zrobisz po swojemu, ale pamiętaj, że zmęczony i tak pokiereszowany długo nie pociągniesz.
-Dam rady, mała. Chociaż mogłabyś nauczyć się jeździć- poczochrałem jej grzywkę, na co ta szybko zaczęła ją poprawiać z kwaśną miną.
-Czy ja wiem- pokręciła głową.
-Pomyślimy nad tym w wolnej chwili. A teraz pakuj się do tyłu i jedziemy. Przed nami jeszcze długa droga- rzuciłem niedopałek, przygniatając go butem.




<Haneko?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz