Bliskość dziewczyny uspokoiła mnie i pozwalała... niejako cieszyć się przyjęciem wśród tylu ludzi. Gdyby nie ona pewnie leżałbym na łóżku. Ech, spójrzmy prawdzie w oczy. Gdyby nie ona w ogóle nie byłoby mnie tutaj i siedziałbym zapewne z tymi debilami w pudle lub skończył w kulką w głowie.
-Wszystko w porządku?- zaniepokoiła się, gdy dłoń zaciśnięta w pięść zrobiła się biała.
-Tak, po prostu... z resztą nie ważne- pogładziłem jej ramię, robiąc krok w przód.
Przed nami stała już tylko jedna przeszkoda, dzieląca nas od młodej pary, a była nią niska blondynka w średnim wieku. Nad wyraz dobre wyglądająca. Doskonale słyszeliśmy jej niezwykle długą i tak samą nudną przemowę. Nawet Satoshi dyskretnie zaczęła przewracać oczami, gdy napotykała rozbawione spojrzenie Neko. Ciągnące się w nieskończoność kazanie, o dziwo zostało zakończone.
-Dziękuję kochana. Oby wszystko to się spełniło- Satoshi przytuliła mówczynię, a Ren odebrał niebanalnie przygotowany bukiet.
-Więc teraz my- westchnąłem w duchu. Jak zawsze dotrzymywałem towarzystwa mojej towarzyszce, składającej gratulacje za nas oboje. Bez słowa wręczyłem skromnie wykonaną kompozycję kwiatów mężczyźnie, który z wielką wdzięcznością przyjął uścisk mojej dłoni. Nie było sensu zawierać jakichkolwiek bliższych relacji, jednak wypadało chociaż raz okazać się nieco milszym niż zazwyczaj. Dobra, gorsza część imprezy za nami. Teraz można oddać się reszcie wieczoru, unikając kontaktu z resztą gości. Nie było to jednak możliwe ze względu na mój niecodzienny wygląd i zainteresowanie dziewczyną, do której nieustannie ustawiali się ludzie:
-Pięknie wyglądasz młoda damo
-Widywałem Cię w knajpce. Jak Ci się tam pracuje?
-Podoba Ci się miasteczko?
-Jak długo znasz panią Satoshi?
-Świetna z Ciebie dziewczyna, a i z oczu Ci dobrze patrzy. Nie ma już tak dobrze wychowanych dziewcząt jak ty.
Można wymieniać długo listę zaczepek do niej kierowanych. Oczywiście po każdej dłuższej lub krótszej rozmowie wzrok kierowano na mnie, lustrując moją sylwetkę z delikatną krytyką, na co tylko przewracałem leniwie oczami, a Neko urywała rozmowę, tłumacząc się co raz to wymyślniejszymi powodami.
-Niezwykle irytujący ludzie- skrytykowałem zaproszonych gości, siadając przy jednym ze stolików.
-Nie przesadzaj. Są dość mili, chociaż upierdliwi.
-Przynajmniej od jutra nie będziemy musieli ich oglądać- machnąłem ręką.
Neko mruknęła cicho, wbijając wzrok w próżnię. Widać było, że trudno będzie się jej pożegnać z właścicielką lokalu. Nie oszukujmy się, kto by nie tęsknił za miękkim łóżkiem, bieżącą wodą i ciepłymi posiłkami, jakie nam oferowano przez te kilka dni.
-Więc co teraz zrobimy?- zaczęła nieśmiało.
-Nie wiem, mała. Zapewne wypada nam obmyślić ciąg dalszej podróży. Z tego co wiem, przed nami jeszcze spory dystans i nie wykluczone, że przydadzą się dwa przystanki w między czasie. W dodatku wypada upomnieć się o pieniądze za pomoc w restauracji, bo bez nich nie zajdziemy daleko bez zwracania czyjejś uwagi, a miejmy na uwadze, że niedaleko kręci się ten skurwiel.
-Pamiętaj jeszcze o ma...- przerwała,, ściszając głos- że Ame nadal może nas szukać.
-I jeszcze on- mruknąłem, jakby do siebie.- Rzeczywiście jest zbyt spokojnie. Coś na pewno się szykuje. Musimy być czujniejsi.
-Mam obawy przed tym wszystkim- spojrzała na mnie nieco przygnębiona.
-Boisz się?- spytałem, na co ona tylko skinęła słabo głową.
Zbliżyłem się do niej, przyciskając delikatnie do klatki piersiowej.
-Hej, no co ty. Jeszcze wczoraj skopałaś gościa mojego wzrostu, kilka dni temu skasowałaś jednego z ludzi należących do gangu. Nie powiesz mi teraz, że masz pietra przed ojcem- próbowałem dodać jej otuchy, ale jedyne co udało mi się osiągnąć, to słaby uśmiech na jej twarzy.- Wybacz, nie chciałem Cię niepokoić. Nie mówmy już lepiej o tym tego wieczoru. Rozchmurz się, nie pozwolę Ci nic zrobić, tyle czasu jakoś udawało nam się przetrwać to i tym razem damy radę.
-Jakbyś zapomniał, Twoje żebra nie są w najlepszym stanie.
-Wątpisz w moje umiejętności, mała?- zerknąłem na nią łobuzersko, na co ta od razu się rozpromieniła.
Cmoknąłem ją delikatnie w czoło, pomagając wstać z krzesła.
-Nie powiesz mi, że zapraszasz mnie do tańca- zaśmiała się, gdy zacząłem prowadzić ją na parkiet.
-Nie powiesz mi, że odmówisz- zerknąłem na nią unosząc jeden z kącików ust.
-Kto by pomyślał, Nez i taniec towarzyski- skwitowała szyderczo, jednak z nutą uznania.
-Wiele jeszcze nie wiesz maleńka. Nie mów mi tylko, że ty jesteś w tym zielona, bo w to to już chyba Ci nie uwierzę.
Nie czekając na odpowiedź, ułożyłem dłoń w jej talii, a drugą odgarnąłem niewinnie grzywkę, zanim chwyciłem za dłoń dziewczyny.
<Neko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz