Skinęłam głową odsuwając się od chłopaka. Już mieliśmy wsiąść do samochodu, gdy zatrzymał nas czyjś głos.
-Haneko?-zapytał ktoś. Nie kojarzyłam tego głosu, chociaż miałam poczucie, że powinnam. Odwróciłam się i zobaczyłam sylwetkę wysokiego mężczyzny, schowany był w cieniu, więc nie byłam w stanie dostrzec rysów jego twarzy. A po samej sylwetce ciała trudno było odgadnąć kim jest ten człowiek. Zmrużyłam oczy.
-Taak..?-spytałam powoli.
-Słyszałem, że twój ojciec jest niedaleko-mruknął wysuwając się z cienia.
-Kiba-warknął Naoko. Zerknęłam na niego szybko do tyłu i z powrotem przeniosłam spojrzenie na brata pamiętnego blondyna.
-Nie bardzo rozumiem co ci do tego-wyprostowałam się bardziej i uniosłam nieco brodę. Miałam tylko nadzieję, że tym razem nie będzie chciał się bić.
-Powiedzmy, że po twoim ostatnim wyczynie chłopaki, tak jakby, uważają cię za członka naszej bandy. A faktem jest, że trzymamy się razem i pomagamy sobie nawzajem-wzruszył ramionami jakby to była tylko taka regułka. Jednak miałam jakieś pojęcia o tego typu grupach i wiedziałam, a Nez pewnie był skłonny to potwierdzić, że to nie jest tylko jakaś tam regułka, a zasada, której wszyscy przestrzegali.
-No dobra.. A co ma do tego twoja banda?
-Możemy go zatrzymać na jakiś czas w tym mieście. Pewnie nietrudno mu będzie się dowiedzieć, gdzie pojechaliście-ponownie wzruszył ramionami. Nie byłam pewna czy mogę mu zaufać, ale chyba nic innego nam nie pozostawało.
-Gdzie jest haczyk?
-Nie ma żadnego haczyka-uśmiechnął się-Kiedyś się odwdzięczysz-zasalutował nam jak w wojsku i zniknął w cieniu. Przez moment stałam w miejscu analizując wszystko co przed chwilą powiedział Kiba.
-Neko-głos Nez'a wyrwał mnie z myśli, więc szybko wsiadłam do samochodu. Dopiero kiedy poczułam pod plecami oparcie odetchnęłam lekko. Jednak byłam pełna obaw, trosk i strachu. Ale przecież nie mogłam tego okazywać. Znowu oberwałoby mi sie od bruneta, że się mazgaję, a na to nie miałam ochoty. Im bardziej się do niego przywiązywałam tym bardziej bolały mnie jego słowa, kiedy był ze mnie niezadowolony.
Przymknęłam oczy i oparłam głowę o zagłówek. Nie miałam ochoty patrzeć jak opuszczamy miejsce, w którym tyle się zdarzyło przez tak krótki okres czasu.
-Wierzysz mu?-zapytałam ni z tego ni z owego.
Naoko?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz