sobota, 5 listopada 2016

Od Saiko

Jej zachowanie było nieco dziwne, ale może faktycznie potrzebowała trochę chwili dla siebie, by ochłonąć po tym co zaszło dziś rano. Nie chcąc tracić cennych chwil, jakim był weekend opuściliśmy z Haruo placówkę, kierując się w stronę domów, by móc pozbyć się ciążących nam toreb z książkami.
-Więc co będziemy robić?- zagaił chłopak
-Jest piątek, toteż możemy odwiedzić nasze ulubione miejsce.
-Liczyłem na taką odpowiedź- westchnął z ulgą, unosząc przy tym kąciki ust.
Poruszyliśmy jeszcze wiele tematów, nim rozstaliśmy się pod bramą domu białowłosego. Szybkim krokiem ruszyłam do siebie, gdzie na wejściu rzuciłam torbą, a ta ślizgiem przedostała się w okolicę gabinetu, znajdującego się na końcu korytarza. Sama miałam niezłą ochotę na piwo, toteż wybór stroju nie zajął mi więcej niż pięć minut. Haruo chyba również zależało na czasie, bo godzinę później stał w moich drzwiach, nie mogąc doczekać się wieczora. Do tego czasu zdążyliśmy zrobić obiad, a i odebrać telefon od Kaito informujący o wykonaniu misji.
-Myślisz, że Maiko wywinie jeszcze jakiś numer? Chociażby dziś- zaczął, biorąc kawałek papryki do ust.
-Wątpię, za bardzo się mnie boi i tego jakie mogą być skutki jej kłamstwa. Sam dobrze wiesz, że zależy naszemu aniołkowi, na zachowaniu pozorów niewiniątka.
-Zastanawia mnie tylko jak ona się dogada z tą małą. Minori, nieprawdaż? Swoją drogą ciekawe czemu była taka dziwna.
-Też to zauważyłeś? Myślałam, że to może przez tą utarczkę.
Chłopak nie miał za wiele okazji, by pogadać z Nakabamą, jednak dobrze wyczuł zmianę jej nastawienia. Coś było nie tak i dopiero po tym spostrzeżeniu mam pewność, że to nie przez przewrażliwienie na jej punkcie odniosłam takie wrażenie.
-Eee... to chyba nie to- wyrwał mnie z zamyślenia.- Chociaż jej nie znam, więc mogę się mylić. Szkoda, że nie widziałaś wściekłości Maiko. Byłaby gotowa rozszarpać predatora.
Oboje roześmialiśmy się głośno, wyobrażając sobie jak drobna lolitka rozgniata ponad dwu metrowego wyszkolonego mordercę, niczym karalucha.
Tak mniej więcej zleciał nam czas, zanim na zewnątrz nie rozbłysły latarnie. Już przy samych drzwiach mieliśmy powodów do śmiechu, a był nim, a raczej były "odświętne" glany Haruo, które próbował nałożyć na nogi. Nie różniły się niczym od tych "codziennych", nie licząc dodatkowych dziurek, wydłużających but, praktycznie pod samo kolano i kilku klamer. Niechlujnie naciągnęłam kurtkę, co oczywiście zdążył mi wytknąć, czego efektem był strzał w jego ramię. W połowie drogi dostrzegłam odrobinę niższego od nas chłopaka, którego dobrze znałam.
-Nie wiecie, gdzie jest Minori?- podbiegł do nas, licząc na jakąkolwiek informacje.
-A... nie ma jej na sali? Coś tam wspominała, może poszła do domu- zaczął metal, zerkając na mnie nieco zdumiony.
-Byłem już wszędzie. W parku, bibliotece, pizzerii, pod szkołą, u niej w domu. Przepadła!- wyliczając, patrzył na mnie, licząc, że ja coś wiem.- Martwię się o nią, bo nawet nie odbiera.
-Spokojnie, nie wygląda na bezbronną panienkę. Na pewno nic się jej nie stało- uspokajał go, co trochę odprężyło Aratę.
-Wiecie... chyba wiem, gdzie się mogła zaszyć- zdębiałam na myśl o miejscu, gdzie mogła się znajdować.
-Dobra, młody- westchnął metal- Daj mi swój numer i obleć wszystko jeszcze raz. Jak się znajdzie to się zdzwonimy.
***
Normą było przejście między kolorowymi, obłąkanymi mieszkańcami tej niezbyt szanowanej dzielnicy. Otwarcie drzwi w momencie poskutkowało napełnieniem płuc zapachu dumy i perfum.
-Nie wierzę, że ją tu zabrałaś- metal spojrzał na mnie chłodno.
-Zakazałam jej tu przychodzić samej. Nie sądziłam, że postąpi tak głupio, by wlec się tu sama. Poza tym nie sądziłam, że zapamięta drogę. Każde z nas potrzebowało kilku wizyt tutaj, by trafić tu samodzielnie- zaczęłam się bronić, jednak to nie zdało się na wiele.
Mimo wszystko Haruo to Haruo- nigdy nie gniewa się do tego stopnia, by wszcząć między nami kłótnie, a teraz mieliśmy coś do zrobienia, a napięta atmosfera, mogłaby nam nieco zaślepić umysł.
-To nie ona?- wskazał palcem na niziutką postać, siedzącą przy barze wśród wysokich typów, zerkających na nią co chwilę. Już dawno nie byłam tak zła, gdy zidentyfikowałam jej sylwetkę pociągającą trunek ze szklanki. Gestem kazałam poczekać przyjacielowi, a sama ruszyłam po zgubę. Szarpnęłam ją za ramie, na co ta była w tak ciężkim szoku, że nawet nie protestowała, chociaż mogła to być również zasługa alkoholu. Nigdy jeszcze nie przebyliśmy tamtej alejki tak szybko, nie zamieniając przy tym nawet słowa.
Wychodząc stamtąd, Haruo doskonale zdawał sobie sprawę, że powinien odejść kawałek, co wykorzystał na zadzwonienie do drugiego chłopaka.
-Czy Tobie już do reszty odebrało rozum?- warknęłam na Minori, nie chcąc robić zbytniego widowiska dla przechodniów.- Chyba wyraziłam się jasno, żebyś tam nie przychodziła. Kto Ci w ogóle sprzedał tego drinka?
-Potrzebowałam tego- mówiła, nie podnosząc wzroku.
-Potrzebowałaś?! Jakie kurwa, potrzebowałaś! Masz jebane siedemnaście lat i ledwo metr pięćdziesiąt. Jesteś idealnym celem dla tych ludzi. Kazałam Ci tam nie przychodzić, nie dla własnego widzi mi się. Ci faceci obok... masz szczęście, że zdążyliśmy. Nikt się tam nie przejmuje takimi jak ty. Nawet jebany barman nie podniósłby wzroku, gdyby Cię stamtąd wyciągali za włosy- darłam się jak opętana, ignorując wzrok ludzi.- Tam są dealerzy, złodzieje, mordercy i handlarze ludźmi. Ty myślisz, że to jest zabawne?! Aż tak masz w dupie to, że Cię nafaszerują prochami i wywiozą w pizdu z kraju?!
-Tak! Mam gdzieś to co się ze mną stanie! Niech mnie wywiozą, poćwiartują, nawet jebaną karmę dla psów mogą ze mnie zrobić, a i tak nikt się mną nie przejmie. Nie mam gdzie mieszkać, mam problemy z Maiko, Umeko nie żyje, a do tego nie mam nawet kasy na życie. Nic o mnie nie wiesz, a jedyne czego teraz potrzebuje się upić i zaliczyć zgon. Nikomu na mnie nie zależy- potok łez spłynął po jej policzkach, czego nie starała się już nawet ukryć.
Patrzyłam na nią przez chwilę w osłupieniu. Nie wiele pojęłam z tego co mówiła, ale zrobiło mi się jej żal. Uniosłam jej podbródek, by ta zerknęła na mnie w końcu.
-Co ty pierdolisz, Tygrysku? Masz przecież Aratę, tego drugiego, no i mnie, a zwłaszcza mnie. W razie problemów zawsze możesz zgłosić się do mnie, a ja Ci pomogę na tyle, ile będę w stanie- otarłam jej policzek, co wywołało delikatny uśmiech na jej twarzy. W tym samym momencie Haruo zbliżył się do nas, grzebiąc coś po telefonie.
-Rozmawiałem z tym chłopakiem. Kazałem mu iść do domu i jutro będzie na ciebie czekał przy parku popołudniu.- zwrócił się do mnie, a następnie spojrzał łagodnie na Minori- A ty co, dzieciaku? Życie Ci nie miłe?
-Najwidoczniej źle oceniłam skalę zagrożenia- rzuciła, patrząc na niego.
-Ech, same problemy z Tobą- poczochrał ją po grzywce- Twój przyjaciel prosił, żebym Ci przekazał, że będzie czekał na ciebie jutro popołudniu przed parkiem. No i żebym Cię solidnie ochrzanił za niego. Chociaż Sai zrobiła to za nas wszystkich.
-Czy wszyscy teraz będą mnie ganić?- przewróciła oczami.
-Należy Ci się, Tygrysku. To co, chyba nici z dzisiejszych planów?
-Najwidoczniej. Nie szkodzi, przełożymy to na jutro. Odprowadzę was- wcisnął ręce do kieszeni, nadal zachowując swoją pogodnie posępną minę.
-Zbieraj się- klepnęłam ją w ramię, podążając za chłopakiem.
-Tyle, że ja... no nie mam, gdzie spać- mówiła niepewnie, wbijając wzrok w chodnik.
-Co ona znowu za głupoty wygaduje! Śpisz u mnie, to chyba jasne. Szybko, bo Cię ulokuje na wycieraczce.
***
Zatrzymaliśmy się pod moim domem, gdzie Haruo objął mnie na pożegnanie, umawiając się przy tym na jutro. Minori natomiast poklepał po głowie, rzucając kolejną przestrogę dotyczącą dzisiejszego wybryku.
-Mam dwa pokoje wolne. Śpisz, albo u mnie, albo w gościnnym. Zaraz dam Ci jakieś moje ciuchy, a jutro pójdziemy po Twoje rzeczy.
- Po moje?
-Noooo, przecież będziesz tu od teraz mieszkać. Jesteś może głodna?
-Raczej nie, chociaż... tak, w sumie, to jednak nie.
-Zdecyduj się, bo mi lodówkę rozmrozisz- spojrzałam na nią, jednak ta nie wyglądała najlepiej.
-Chyba... nie czuję się najlepiej- oparta o futrynę, zerkała na mnie nieco słabo.
-Oho... chyba Ci procenty strzeliły do głowy. Chodź ze mną, tu jest łazienka- zaprowadziłam ją szybko, wiedząc, że pierwszy raz zawsze jest najgorszy, zwłaszcza na pusty żołądek.
***
-Coś ty wzięła?- przysiadłam bok wanny, obserwując jak stara się walczyć z wymiotami.
-Najmocniejsze co było.
-Bardzo mądrze. To teraz trochę pocierpisz za swoją głupotę.
-Daj mi spokój. Ja tu walczę o życie- próbowała mimo wszystko zachować dobry humor.
-Coś mi się wydaje, że śpisz u mnie w pokoju. W przeciwnym razie wszystko mi zarzygasz- zaśmiałam się, widząc jej stan.
-Dziękuję Ci za pomoc.
-Daj już spokój z tymi podziękowaniami. To nic takiego, a już mi się nudno robiło wieczorami samej- machnęłam ręką- To teraz opowiedz mi jak to stałaś się nagle bezdomną.
-Wolałabym nie.
-Ej, to ja ci tu oferuję nocleg, a ty mi nie chcesz nawet zdradzić swojej pełnej historii? Raczej wolałabym mieć pewność, że z mordercą nie mieszkam, wystarczy, że jest tu już jeden psychol. Więc gadaj... oczywiście, jak zwrócisz kolejną porcję- chwyciłam ją za włosy, gdy ta ponownie zaczęła przybierać wszystkie możliwe kolory.




<Minori? Chyba mój najdłuższy wywód>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz