środa, 2 listopada 2016

Od Minori

Nieco nerwowo rozglądnęłam się po korytarzu, jakby bojąc się, że ktoś niepowołany może mnie usłyszeć. Spuściłam na moment głowę, a kiedy ją podniosłam miałam na ustach delikatny uśmiech.
- Chciałam Ci podziękować. Znowu... - na ułamek sekundy odwróciłam wzrok, po czym zerknęłam na białowłosego chłopaka. - Tobie również, Haruo-kun. - skłoniłam się w pół, a chłopak skinął głową.
- Nie masz za co - różowowłosa uśmiechnęła się miło. - Maiko mocno przegięła.
- Zdecydowanie. - poparł ją Haruo, który chyba po raz pierwszy odezwał się w mojej obecności. Wzruszyłam ramionami, patrząc gdzieś w bok. Szybko jednak przeniosłam pogodne spojrzenie na dwójkę starszych znajomych.
- Jakieś plany na jutro? Albo na niedziele?
- Pewnie to co zwykle - zaśmiała się dziewczyna - A co?
- Chcesz się przyłączyć? - nie zabrzmiało to jak pytanie, a raczej oskarżenie, mimo wszystko białowłosy patrzył na mnie dość pogodnie. Pokręciłam głową i popatrzyłam na zegarek w telefonie.
- Będę się już zbierać, mam jeszcze dzisiaj zarezerwowaną godzinę na sali treningowej. - Kłamstwo.
- Idziemy w tą samą stronę, może pójdziemy razem? - zaproponowała Saiko, jednak ja już w połowie zdania zaczęłam kręcić głową.
- Nie chce się narzucać. - Kolejne kłamstwo. - Poza tym śpieszę się. - Większe kłamstwo. - Także... Do zobaczenia w poniedziałek. - uśmiechnęłam się i pospiesznie opuściłam szatnie, chowając się w najbliższym zaułku, gdzie poczekałam aż Saiko i Haruo opuszczą szkołę. Nie było mi dobrze z tym, że ją okłamałam, ale musiałam. Znaczy... Uhh. Pokręciłam mocno głową, odpychając dręczące myśli. To jest tylko kolejna osoba, którą okłamujesz jak zawsze. Powinnaś się przyzwyczaić. Przyzwyczaiłaś się. Tylko dlaczego mi z tym źle...? Podniosłam się powoli i ruszyłam w stronę rzeki. Szłam wolno ze spuszczoną głową, wsłuchana w muzykę płynącą z słuchawek. Mimowolnie wyobrażałam sobie jak będzie wyglądał mój powrót do domu. Śmieszne. Jest piątek po południu. Normalni ludzie śpieszą się do domów, w końcu to juz weekend, czyż nie? A ja? A ja wlokę się najbardziej okrężną drogą, posuwając powoli nogę za nogą, próbując jak najbardziej opóźnić powrót. Żałosne.
Po około dwóch godzinach dotarłam pod drzwi do mojego domu. Przełknęłam nerwowo ślinę i zapukałam. Do moich uszu dotarły szybkie, ciężkie kroki. Po chwili drzwi otworzyły się z rozmachem, ukazując jego wielką postruę. Odsunął się o dwa kroki i wpuścił mnie do mieszkania, jednak kiedy tylko drzwi się za mną zamknęły, spełniły się moje najgorsze przeczucia.
Mój policzek pulsował po mocnym uderzeniu i piekł w miejscu, gdzie spływały łzy. Złapał mnie za ramie, otworzył drzwi i wyrzucił na klatkę jak szmacianą lalkę.
- Nie masz tu czego szukać! - wydarł się i z hukiem zamknął drzwi. Przez chwilę patrzyłam na nie w osłupieniu, uświadamiając sobie powoli co się właśnie stało. Z moich oczu ponownie popłynęły gęsto łzy. Zacisnęłam dłonie w pięści i podniosłam się, wybiegając przed blok. Wyrzucił mnie... Wyrzucił mnie z domu... Momentalnie runęłam na kolana, zalewając się jeszcze większą ilością łez. To było dla mnie zdecydowanie za dużo. Spory z Maiko, choć to był najmniejszy problem, śmierć Umeko, problemy w domu, a teraz jeszcze nie mam gdzie się podziać... Szkoda, że nikt z rodziny nie mieszka tutaj. Pociągnęłam nosem i uderzyłam się otwartymi dłońmi w policzki. Minori, weź się w garść. To nie koniec świata. Ogarnij się. Podniosłam się powoli na równe nogi i popatrzyłam przed siebie. Robiło się już ciemno. Gdzie mogę pójść...? Odruchowo pomyślałam o Aracie, jednak nie mogłam się do niego zwrócić o pomoc. Dobrze wiedziałam, że nie miał dużego mieszkania, a ostatnio jego starszy brat wrócił ze studiów, to już w ogóle nie było miejsca. Hideaki... Nie, jemu się nie chciałam narzucać. Zresztą nie byłam z nim aż tak blisko jak z białowłosym. W głowie zaświtała mi pewna myśl, więc od razu ruszyłam w jej kierunku, bojąc się, że mogę się rozmyślić. Co prawda Saiko mówiła, że mam tam sama nie chodzić... ale w tym momencie było mi obojętne czy ktoś poderżnie mi gardło, czy może jednak zastrzeli.
Na szczęście w lokalu nie było różowowłosej ani nikogo znajomego. Podeszłam do barmana i uśmiechnęłam się miło.
- Najmocniejsze.
- Zetnie Cię z nóg. - popatrzył na mnie uważnie.
- To już mój problem. - wzruszyłam ramionami i usiadłam przy pierwszym lepszym stoliku, wyciągając telefon. 15 nieodebranych połaczeń od: Arata. Przewróciłam oczami i wsunęłam komórke do kieszeni spodni. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Nie miałam ochoty rozmawiać z kimkolwiek. Chciałam tylko coś wypić i odpłynąć. I to jak najszybciej.
Już po jednej szklance tego czegoś nie kontaktowałam tak jak powinnam. Nie wiedziałam nawet czy w dalszym ciągu mam przy sobię swoją trobę. Chociaż w sumie jebać.

Saiko?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz