Rozemocjonowana wyszła z pokoju, nadal nie podając przyczyny jej dziwnego zachowania. Potrzebowała samotności, więc powinna się nią nacieszyć. W końcu wróci. Chociaż nie! Co ja pierdole? Jest wieczór, a ona poszła sama, mając na sobie tylko to co zdążyła pochwycić za jednym zamachem.Nie wiele się zastanawiając, sam narzuciłem na siebie ciuchy, idąc jej śladem. Gdy tylko zimne powietrze uderzyło mnie w twarz, pojawiło się pierwsze pytanie: dokąd poszła?
Swoje kroki skierowałem w stronę salonu gier, gdzie liczyłem, że przyszła odreagować, jednak po długich poszukiwaniach jej w tłumie i wypytaniu kilku osób, nie udało się jej odnaleźć. Kolejnym moim celem, były ciemne uliczki, miałem nadzieję, że jej tam nie spotkam. Każda taka pusta, wprawiała mnie w coraz większą frustrację widząc przed oczami zapłakaną w towarzystwie kilku typków.
-Niech to szlag- warknąłem do siebie, gdy trzecia napotkana przypadkiem osoba, stwierdziła, że jej nie spotkała. Co więcej pozostało? To małe miasteczko, więc może zdążyła już wrócić do pokoju.
Odpaliłem papierosa, wracając niespiesznie w stronę lokalu. Zdziwiło mnie zaświecone światło w knajpce, która od dawna była zamknięta. Ostrożnie wkroczyłem do środka, nasłuchując. Stłumiony głos dochodził z części mieszkalnej, toteż udałem się za dźwiękiem, próbując wyłapać pojedyncze słowa.
-Nez, gdzie jest Neko?- spojrzała na mnie przerażona Satoshi.
-Sam jej szukam. Nie wróciła jeszcze?
-Nie dobrze. Doszły mnie słuchy, że jej ojciec kręci się w sąsiednim mieście. Liczyłam, że jest z Tobą, ale teraz zaczynam się martwić.
-Cholera. Co jej strzeliło do głowy, żeby dziś wychodzić- syknąłem poirytowany- No nic, trzeba jej szukać.
-Pomogę Ci. Domyślasz się, gdzie może być?
-Chyba, ale lepiej pójdę sam. Na wypadek, gdyby wróciła, dobrze by było, żeby ktoś ją poinformował o ewentualnej wizycie rodzica.
Nie czekając na odpowiedź, ruszyłem biegiem na ulicę. Gdzie mogła jeszcze pójść? Pozostał mi jedynie park, chociaż liczyłem, że nie będę musiał tam zaglądać. Oczywiście żadna ławka nie była przez nią okupowana. Zrezygnowany siadłem pod drzewem, myśląc, gdzie jeszcze może być.
Długo nie czekałem na odpowiedź. Szum liści przeszyły śmiechy i szamotanina.
Kierując się słuchem, dotarłem do ledwo oświetlonego stawu, przy którym znajdowała się kilku osobowa grupka, a wśród niech, Neko? Jakżeby inaczej.
-Nie wyrywaj się tak. Chcemy Cię tylko nieco rozerwać- dotarł do mnie znajomy męski głos.
Blondyn wraz ze swoją grupką, próbowali utrzymać szarpiącą się dziewczynę.
-Znowu ty?- rzucił na mój widok.- Odstępujesz ty ją czasem na krok, czy łazisz za nią jak pies?
-Chyba dziś kazałem się wam od niej odczepić- warknąłem podirytowany.
-Chyba będziemy musieli dać mu lekcję, chłopaki- zaśmiał się.
-I pokazać jakie zasady tu panują- wtrącił drugi, puszczając Neko.
Dziewczyna niepewnie zbliżyła się w moją stronę, zaciskając pięści na linii klatki piersiowej.
-Wracaj do lokalu. Satoshi tam na Ciebie czeka- mruknąłem cicho.
Ta patrzyła na mnie pytająco, nie chcąc ruszyć się z miejsca.
-Zabieraj się stąd!- krzyknąłem na nią, nie spuszczając wzroku z rywali.
-No panowie, jeśli nie panna, to chociaż kolega nas zabawi. Co prawda liczyłem na innego rodzaju rozrywkę, ale czasem trzeba brać co jest.
Dwóch chłopaków, nieco niższych ode mnie ruszyło w moją stronę, jednak zatrzymali się w jednej chwili, gdy wysunąłem energicznie dłoń z nożem, celując w stronę jednego z nich.
-Więc tak chcesz się bawić- jego oczy zabłysnęły złowrogo.
Blondyn w tym samym momencie wyjął swoje ostrze, czując się już na wygranej pozycji.
Przynajmniej teraz okazał się na tyle honorowy, by rozkazać swoim jedynie obserwację sytuacji, chociaż wychowany w tak szemranej szajce, wiedziałem, że w każdej chwili może zagrać nie czysto. Był wyjątkowo podobny do Ame, dlatego mogłem spodziewać się już wszystkiego.
<Haneko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz