-Jak dobrze, że nic ci nie jest-powiedziała łamiącym się głosem-Nawet nie wiesz jak się o ciebie bałam, Haneko. Nie strasz mnie tak więcej. A teraz chodź już, bo Ren czeka w samochodzie-odsunęła się i zmierzyła mnie krytycznym spojrzeniem-Chyba nie chce wiedzieć, co się z wami w tym czasie działo-pokręciła głową i ruszyła korytarzem w stronę wyjścia. Podążyłam za kobietą ledwo odrywając nogi od podłoża.
Kiedy dotarliśmy na miejsce od razu udałam się do swojego pokoju. Zaraz po zamknięciu drzwi upadłam na kolana, a po chwili położyłam się na ziemi. Nie miałam na nic ochoty ani siły. Nie chciałam tu być. Nie chciałam tu być sama. Wolałabym już spędzić noc z Nez'em w tym durnym szpitalu. Przewróciłam się na plecy i zaczęłam odwijać bandaż. Kiedy już doszłam do końca, który przykleił się do rany syknęłam. W końcu udało mi się oderwać bandaż przy okazji sprawiając, że z rany znowu zaczęła płynąć krew. Poirytowana przewróciłam oczami i podniosłam się powoli kierując do łazienki. Znowu czułam się jakby mnie ktoś wyprał z uczuć. Stanęłam przed lustrem i przyjrzałam się swojemu odbiciu.
-Naprawdę wyglądałam tak beznadziejnie?-szepnęłam. Popatrzyłam sobie w oczy, ale po chwili spuściłam wzrok. Wzięłam głęboki wdech.
-Czego się boisz, kretynko?-mój cichy głos odbił sie echem-Znowu zaczynam gadać do siebie..-mruknęłam i ponownie spojrzałam w oczy swojego odbicia. Uderzyłam się lekko parę razy w oba policzki, zdjęłam resztę ciuchów i weszłam pod prysznic. Puściłam wodę, która uderzyła w moje ciało trochę za mocno. Naprawdę byłam tak obolała, że nawet prysznic sprawiał mi ból. Zimna woda, powoli stawała się coraz cieplejsza. Spojrzałam w dół i zobaczyłam czerwoną od krwi wodę(lol, okres). Zacisnęłam ręce wokół siebie i kucnęłam osuwając się po ścianie. Dopadły mnie okropne wyrzuty sumienia, że nie potrafiłam zdusić w sobie strachu. Gdybym tylko umiała się wtedy zamknąć, gdybym nie zwiała, gdybym nie poszła do parku, gdybym wcześniej się stamtąd zabrała, gdybym... Po prostu zrobiła inaczej. Skuliłam się w sobie jeszcze bardziej, a z moich oczy zaczęły płynąć łzy mieszając się z wodą z prysznica. W końcu podniosłam się i wymyłam porządnie pozbywając się tej całej ziemi. Po około 15 minutach wyszłam spod prysznica, wytarłam się ręcznikiem i najzwyczajniej w świecie rzuciłam się na łóżko. Nie chciało mi się szukać piżamy, czy jakiejś czystej koszulki. Nie miałam siły. Podsunęłam sobie poduszkę pod szyje, a jedną rękę wyciągnęłam w przód.
Czułam się pusto. Ale nie w sensie, że bez uczuć, chociaż tak też sie czułam, ale.. Po prostu brakowało mi kogoś obok. Dziwnie było tak leżeć samej. Brakowało czegoś.. Już sama świadomość, że ktoś leży obok poprawiała człowiekowi humor. A co dopiero jego dotyk czy możliwość przytulenia się. Nuciłam pod nosem jakąś smętną melodię starając się przestać w końcu obwiniać siebie. Tyle, że to faktycznie ja byłam wszystkiemu winna... Nakryłam głowę poduszką chcąc ukryć się przed tym durnym poczuciem winy.. Ale wyrzuty sumienia dopadną nas wszędzie. Nieważne gdzie się ukryjemy. W końcu, po jakiejś godzinie zmorzył mnie sen..
Obudziło mnie uporczywe pukanie w drzwi. Z mruknięciem otworzyłam oczy i zwlokłam się z łózka, by otworzyć drzwi pani Satoshi.
-Oh, obudziłam cię?-spytała, jednak nie czekała na moją odpowiedź-Trzeba zacząć się szykować, już od rana, kochana! Tutaj masz swoją sukienkę, na 10 ma przyjść fryzjerka zrobić nam jakieś szykowne fryzury, a o 14 zaczyna się ceremonia-mówiła wymachując rękami i krążąc w kółko po pokoju. Patrzyłam na nią trochę przyćmiona.
-Niech się pani tak nie denerwuje-powiedziałam ziewając. Kobieta zatrzymała się, popatrzyła na mnie i zachichotała nerwowo.
-Ja się nie denerwuję-powiedziała i westchnęła-No dobrze. Przygotuj się-uśmiechnęła się słabo i wyszła z pokoju. Przez chwilę patrzyłam za nią zastanawiając się czy iść i uspokoić ją, jednak zdecydowałam, że lepiej będzie zostawić ją na razie samą. Sukienkę położyłam na łóżku, chcąc dobrać do niej odpowiednie soczewki. Jakim cudem ja ich jeszcze nie zgubiłam? Jako, że sukienka była czarno czerwona postanowiłam założyć czerwone soczewki.
-Potrzebny mi zimny prysznic..-mruknęłam. Muszę się ogarnąć jeszcze przed ślubem, przecież nie mogę mieć takiego humoru.
Nez?
Czułam się pusto. Ale nie w sensie, że bez uczuć, chociaż tak też sie czułam, ale.. Po prostu brakowało mi kogoś obok. Dziwnie było tak leżeć samej. Brakowało czegoś.. Już sama świadomość, że ktoś leży obok poprawiała człowiekowi humor. A co dopiero jego dotyk czy możliwość przytulenia się. Nuciłam pod nosem jakąś smętną melodię starając się przestać w końcu obwiniać siebie. Tyle, że to faktycznie ja byłam wszystkiemu winna... Nakryłam głowę poduszką chcąc ukryć się przed tym durnym poczuciem winy.. Ale wyrzuty sumienia dopadną nas wszędzie. Nieważne gdzie się ukryjemy. W końcu, po jakiejś godzinie zmorzył mnie sen..
Obudziło mnie uporczywe pukanie w drzwi. Z mruknięciem otworzyłam oczy i zwlokłam się z łózka, by otworzyć drzwi pani Satoshi.
-Oh, obudziłam cię?-spytała, jednak nie czekała na moją odpowiedź-Trzeba zacząć się szykować, już od rana, kochana! Tutaj masz swoją sukienkę, na 10 ma przyjść fryzjerka zrobić nam jakieś szykowne fryzury, a o 14 zaczyna się ceremonia-mówiła wymachując rękami i krążąc w kółko po pokoju. Patrzyłam na nią trochę przyćmiona.
-Niech się pani tak nie denerwuje-powiedziałam ziewając. Kobieta zatrzymała się, popatrzyła na mnie i zachichotała nerwowo.
-Ja się nie denerwuję-powiedziała i westchnęła-No dobrze. Przygotuj się-uśmiechnęła się słabo i wyszła z pokoju. Przez chwilę patrzyłam za nią zastanawiając się czy iść i uspokoić ją, jednak zdecydowałam, że lepiej będzie zostawić ją na razie samą. Sukienkę położyłam na łóżku, chcąc dobrać do niej odpowiednie soczewki. Jakim cudem ja ich jeszcze nie zgubiłam? Jako, że sukienka była czarno czerwona postanowiłam założyć czerwone soczewki.
-Potrzebny mi zimny prysznic..-mruknęłam. Muszę się ogarnąć jeszcze przed ślubem, przecież nie mogę mieć takiego humoru.
Nez?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz