Wiedziałem, że zwyczajna, uczciwa bijatyka nie wejdzie w grę. Wystarczyło słowo, by kilkoro chłopaków chwyciło mnie, tym samym, dając mu przewagę.
W tym momencie wkroczyła Neko, wywołując kolejne zamieszanie.
Spojrzałem na nią zły, za to, że ponownie się naraziła. I miałem rację. Blondyn skupił teraz uwagę na niej. Po jaką cholerę się mieszała? Wciągnął ją do tego bagna, które miało być stawem.
-Coś mi się wydaje, że dziewczyna nie ma już szans na ucieczkę.
-Pierdol się i mnie wypuść- warknąłem, próbując się wyrwać, jednak zamiast tego, zarobiłem cios w brzuch od innego. Od razu się zgiąłem, czując, jakby treść żołądka miała przejść mi przez gardło, jednak szybko powróciłem do pionu, nie chcąc pokazać słabości. Tego mnie przecież uczono " Nie daj się do samego końca".
-Twardy jesteś- zaśmiał się- Co Ci tak na niej zależy? Dziewczyn takich wszędzie pełno.
-Jest jedyną osobą, dla której jestem w stanie rozszarpać tego chuja, co śmiał ją tknąć.
-Więc musi być niezła w tych sprawach- rzucił, śmiejąc się.
-Tylko ją tknij- syknąłem, na co ponownie zostałem potraktowany ciosem w brzuch, i to nie jednym.
-Może już wystarczy, co? Jak go wykończysz, wiesz, że potem będziemy mieli przesrane- zaczął jeden, gdy poczułem już chyba siódme uderzenie.
Pół przytomnym wzrokiem wpatrywałem się w postać wyłaniającą się z wody. Mimo, iż było ciemno, a sam zmysł wzroku zaczął odmawiać posłuszeństwa, rozpoznałem drobną sylwetkę z długimi włosami.
-I tak leje jak baba- rzuciłem z cynicznym uśmiechem, chociaż ledwo trzymałem się na nogach.
Zszargana ambicja nie pozwoliła puścić tej obelgi wolno. Urażony chłopak zaczął uderzać z furią w oczach. Na cholerę mi to było, ale miałem nadzieję, że odwróci to ich uwagę od Neko. Stopniowo ból opanowywał mózg, więc racjonalne myślenie przychodziło mi z trudem. Zaciskałem jedynie zęby, chcąc wytrzymać chociaż te kilka minut. Osiemnasty cios okazał się zgubny. Gdy po raz szósty dostałem w żebra z niewyobrażalną siłą, usłyszałem trzask i przeszywający ból.
Moje gardło opuścił krótki krzyk bólu.
-Dobra starczy już! Zabijesz go zaraz kretynie- upomniał go po raz drugi, odpychając go ode mnie, tym samym, uwalniając moją rękę. Nogi miałem jak z waty, więc to było kwestią sekundy, zanim wylądowałem na kolanach, z trudem utrzymując równowagę.
-Zasłużył sobie- zaczął się bronić, jakby całe zajście go nie dotyczyło.
-Starczy chłopaki- Neko rzuciła cicho, mierząc ostrzem w twarz zwijającego się blondyna.-Zabierajcie stąd tą niedorajdę.
-No co ty. My tylko żartowaliśmy- próbowali ją uspokoić, jednak ta tylko uderzyła rękojeścią w głowę blondyna z taką siłą, że ponownie jego twarz zespoiła się z glebą.
-Spierdalać stąd- warknęła wciekła.
Dwóje chłopaków już bez słowa zebrali go z ziemi, po czym oddalili z miejsca zdarzenia.
-Nez, żyjesz?- zbliżyła się do mnie, próbując mnie podnieść.
Jej ciało drżało, tak samo jak kilka dni wcześniej, gdy opuściliśmy siedzibę. Nóż, który przed chwilą tak stanowczo dzierżyła w dłoni, teraz wypadł jej z dłoni, jakby pozbawiona była czucia.
-Kazałem Ci stąd uciekać- wydusiłem z siebie.-Po cholerę zostałaś
Nawet oddychanie sprawiało mi ból, toteż powiedzenie chociażby słowa było dla mnie wyzwaniem.
-Tak, ale... ja nie chciałam, żeby... bo ja... nie mogłam...- plątała się, próbując stłumić emocje.
-Przestań- przerwałem jej, obracając się na plecy, by na moment położyć, jednak nawet to mi nie pomogło. Nie ważne, jak się ułożyłem, ból był okropny, toteż skrzywiłem się nieco.
-Co Ci jest? Dasz rady wstać?
-Leć do Satoshi. Czeka na Ciebie w lokalu- mruknąłem cicho.
-Nie zostawię Cię tu samego. Nie w takim stanie. Co jeśli wrócą?
-To będzie lepiej jeśli stąd znikniesz.
-Ale... Nie dojdziesz tam sam- rozpięła moją bluzę, próbując obejrzeć żebra.- Nie wygląda to dobrze.
-Dam sobie jakoś rady. Słuchaj co do Ciebie mówię i uciekaj.
-Nie- upierała się.
-Precz!- warknąłem na tyle głośno, na ile byłem rady w tym stanie.
Ona siadła obok mnie, przyglądając się zszokowana. Do oczu napłynęły jej łzy.
-Nie. Podnoś się, w tej chwili i przestań być tak uparty. Nigdzie się stąd nie ruszę bez Ciebie. Ja... nie chciałam, żeby tak wyszło.
-Tak się stało i tyle. Nie ma co roztrząsać, a teraz wynoś się, zanim będzie za późno- odepchnąłem ją lekko, gdy próbowała pomóc mi wstać- Proszę, zabieraj się stąd.
<Haneko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz