niedziela, 1 listopada 2015

Od Haneko

Skinęłam lekko głową i przysunęłam nogę w stronę Nez'a, który kucnął by ją dokładniej obejrzeć. Wzięłam głęboki wdech i otarłam resztki łez. Może nie był to najlepszy sposób na pocieszenie, ale na pewno skuteczny. Chociaż nie. Pocieszenie to złe słowo. To był dobry sposób na otrząśnięcie. Oparłam głowę o mur budynku i spojrzałam daleko przed siebie. Mimo, że nadal gdzieś we mnie czaił się strach, to miałam wrażenie, że wszystkie uczucia... Uciekają ze mnie. Wpatrywałam się w bliżej nieokreślony punkt z pustką w głowie. Nie czułam już ani smutku, ani żalu. Naprawdę wydawało mi się, że wszystkie możliwe uczucia mnie opuściły. Zasyczałam nagle, kiedy chłopak ścisnął moją nogę.
-Możesz na niej stanąć?-zapytał przyglądając się mimice mojej twarzy. Powoli przenosiłam ciężar na drugą nogę, jednak szybko zaczęła mnie boleć, więc ponownie syknęłam głośno.
-Nie możesz. Dobra, stój na drugiej-powiedział chłopak podnosząc się. Stanęłam na zdrowej nodze i popatrzyłam na niego. Nie był zadowolony z tego obrotu sprawy. Mnie też to nie cieszyło, wiedziałam, że będę go tylko spowalniać. W dodatku dochodziła jeszcze moja matka i mnóstwo przechodniów... Nagle usłyszałam jak ktoś woła moje imię. Przestraszona spojrzałam na Nez'a. Lecz kiedy tylko brunet posłał mi chłodne spojrzenie, strach natychmiast zniknął i zastąpiło go opanowanie. Zacisnęłam mocno zęby i stanęłam na bolącej kończynie. Ledwo zdołałam stłumić w sobie jęk bólu. Kątem oka zerknęłam na znajomego, wydawało mi się czy nie był zbyt zadowolony z tego, że się ruszyłam? Szybko wyrysowałam w głowie trasę ucieczki w miejsce, które było najbardziej odludne. Kiedy już znałam drogę i wiedziałam gdzie podążam, bez ostrzeżenia ruszyłam biegiem z miejsca. Pomimo bólu w nodze i lekkiego utykania, biegłam dość szybko, jednostajnym tempem. Nie musiałam długo czekać na towarzystwo chłopaka. Prawie natychmiast pojawił się obok mnie. Raczej nie był zachwycony moim postępowaniem, ale nie mówił nic. Przynajmniej na razie. Może trochę mi zaufał? W końcu sam mówił, że... To było o wierności, idiotko. Pokręciłam głową, by odsunąć niezbyt miłe myśli. W końcu, po dobrych 10 minutach biegu zatrzymaliśmy się za budynkiem jakiejś fabryki.
-Po co tu przybiegliśmy?-syknął chłopak. Spojrzałam mu prosto w oczy.
-Jeśli dziś po skończonych lekcjach nie pojawię się w domu, to moja rodzicielka zadzwoni na policje i będzie kazała im szukać mnie po całym mieście i okolicy. Będzie kazała przekopać im każdy centymetr ziemi w promieniu 5 kilometrów-powiedziałam poważnie i wychyliłam się delikatnie zza ściany, by zobaczyć kto stoi na parkingu fabryki. Był tam tylko jeden facet, w garniturze, z telefonem przy uchu. Palił papierosa.
-Świetnie-mruknął pod nosem. Spojrzałam na niego.
-Nie pozwoliłeś się ostrzec, że ze mną są same kłopoty-przechyliłam głowę lekko w prawo-Dlatego musimy sie wynosić z miasta. Mam daleką rodzinę, u której będziemy mogli trochę zostać-powiedziałam powoli, jednak widząc minę Nez'a dodałam szybko-Spokojnie, są pokłóceni z moją rodziną i stronią od policji, mają własne problemy z prawem. Poza tym chodzi tylko o zmianę garderoby, bo jak na razie chyba za bardzo rzucamy się w oczy. A przynajmniej ja. Problem jest jeden. Oni mieszkają na drugim końcu kraju. A najszybszym sposobem dostania się tam jest jazda samochodem, czyż nie? Mam nadzieje, że umiesz prowadzić..-zmrużyłam lekko oczy. Brunet tylko prychnął z pogardą. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem-Więc wystarczy zwinąć samochód tamtemu gościowi..-palcem wskazałam mężczyznę w garniturze.
-Niby jak chcesz mu je zwinąć?-chłopak skrzyżował ręce na piersiach.
-Jazda bez kluczyków w stacyjce byłaby dość dziwna. Dlatego łatwiej jest zwinąć mężczyźnie kluczyki..
-Kpisz sobie ze mnie?-warknął. Spojrzałam na niego twardo.
-Mógłbyś chociaż mi zaufać. Wiem, że tego nie zrobisz, ale mógłbyś chociaż udawać. Jakby nie było siedzę w tym razem z tobą. Ty uciekasz przed policją, ja przed rodziną. Oboje chcemy stąd zniknąć-uniosłam lekko podbródek. Chłopak milczał dłuższą chwilę przyglądając mi sie uważnie. Odwróciłam się z powrotem w stronę parkingu. Zastanawiałam się jak podejść faceta, żeby nas nie zauważył. Jednocześnie w mojej głowie odzywał się głosik, który twierdził, że wprawiłam Nez'a w skołowanie. Możliwe. Jestem jedną z tych osób, które prawie natychmiastowo dostosowują się do danej sytuacji. Musiałam się tego nauczyć, przy moich rodzicach nie było innego wyjścia. Przeanalizowałam w głowie słowa bruneta i dopasowałam się do nich. Nagle moją uwagę zwrócił jakiś blask z lewej strony. Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam opartą o stertę cegieł łopatę. Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Wystarczy go ogłuszyć i zwinąć wybrane auto. Włamać się to nie problem, odpalić łącząc przewody też nie-mruczałam cicho. Były to bardziej instrukcje dla mnie samej, niż słowa skierowane do towarzysza. Ten złapał mnie za ramiona i odwrócił do siebie. Przez przypadek stanęłam na bolącej nodze i zagryzłam mocno zęby krzywiąc się z bólu.
-Żartujesz?
-Nie, dlaczego?-popatrzyłam na niego lekko zdezorientowana-Otwarciem i połączeniem przewodów ja się zajmę, nie takie rzeczy trzeba było robić, żeby przeżyć te szesnaście lat i być teraz całą i zdrową-odwróciłam na moment wzrok, lecz po chwili spojrzałam prosto w oczy Nez'a-Nie proszę cię, żebyś zaufał mi bezgranicznie. Nie proszę cię, byś mnie oszczędził. Proszę cię tylko, żebyś zaufał mi na ten jeden moment.. Mi tak samo zależy na tym, żeby stąd uciec jak tobie. Zaufaj mi na te kilka minut...


Naoko?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz