niedziela, 8 listopada 2015

Od Naoko

Neko wyszła z budynku, a recepcjonistka patrzył na mnie podejrzliwie.
-Czy coś się stało?- spytała, niby przejęta.
-Co jak co, ale chyba nie muszę mówić "co się stało"- warknąłem na nią, czując, że miała  z tym coś wspólnego.
Czekałem na odpowiedni moment, by podbiec do samochodu. Ten nadarzył się dość szybko z uwagi na fakt, że gliniarze prawie od razu zbliżyli się do młodej. Rzuciłem niechlujnie na tylne siedzenie rzeczy dziewczyny i czekałem, aż ta podejdzie, ale Ci nie pozwalali jej na to. Na jej twarzy zaczęło pojawiać się coraz większe zakłopotanie. Gdy ta próbowała przecisnąć się między nimi, a jeden z tych dupków chwycił ją za ramię, nie wytrzymałem.
Ogarnęła mnie niesamowita wściekłość... prędzej, czy później się złamie i mnie wyda. Musiałem działać.
Puszczając wiązankę pod nosem, wysiadłem z samochodu, próbując coś na szybko wymyślić. Marynarka dziewczyny okazała się dość użyteczna w całej tej akcji. Odciąłem jeden z rękawów, zawijając w niego większy kamień. Oczywiście nie trudno się domyślić co z nim należało zrobić.
Wymierzyłem dokładnie w samochód tamtych idiotów, rozbijając szybę. Alarm rozległ się prawie natychmiast. W ostatniej chwili ukryłem się, przywołując do siebie dziewczynę.
-Wsiadaj- szepnąłem do niej
Była cała roztrzęsiona, więc kiedy tylko odpaliliśmy samochód, emocje sięgnęły zenitu.
Psy ruszyły za nami, włączając syreny.
-I co teraz?
-Teraz tylko czekać, aż skończy im się paliwo- mruknąłem, lawirując między samochodami, które o tak wczesnej porze były już w ruchu.
W końcu ogon zaczął zwalniać.
-Mamy spokój na kilka godzin. W tym czasie, musimy się gdzieś schować na dzień. Kolejne opóźnienia- warknąłem niezadowolony.- Wiedziałem, że to zły pomysł, by spać w motelu.
Neko milczała. Od kiedy wsiadła do samochodu nie powiedziała nawet słowa. Wpatrywała się jedynie w swoje kolana, kryjąc oczy pod grzywką.
-Zamierzasz tak milczeć całą drogę?- rzuciłem w końcu, ale nadal nie uzyskałem odpowiedzi.- Czego chcieli?
Ta w odpowiedz wzruszyła ramionami.
-Zadałem Ci pytanie! Możesz się kurwa odezwać?
-Byli, bo... pytali o samochód, czy nie wiem, kto nim przyjechał, ale gdy miałam już iść, jeden z nich mnie rozpoznał. Mama musiała pokazać moje zdjęcie bez soczewek. Chciałam już iść, ale oni kazali mi zostać. Chcieli mnie zabrać... myślałam... myślałam, że ty...- nie mogła wydusić z siebie słowa, bo w tym momencie zalała się łzami.
Zjechałem na pobocze, wyciągając kluczyki ze stacyjki.
-Nie rycz młoda- westchnąłem.
Ta rozkleiła się jeszcze bardziej, po czym wysiadła z samochodu, idąc w stronę drzew.
Ruszyłem za nią, łapiąc za rękę.
-Uspokój się! Nie rycz.Wszystko jest już dobrze. Żyjemy, uciekliśmy i nie ma się czym na razie przejmować.
-Wiem, staram się, ale nie mogę... bałam się, że mnie... że zostanę tam i mnie zabiorą. A teraz wiedzą, że ze mną jeździsz i będą mnie szukać i mnie zabiorą. Ja nie chcę tam wracać. Chcę z Tobą jechać do mojej cioci, bo nie chce już wracać do tego miasta, a myślałam, że ty mnie zostawisz- wtedy po jej łzach popłynął strumień łez.
-Młoda przestań!- chwyciłem ją za ramiona.- Pamiętaj, że teraz siedzimy w tym razem. Nie zostawiłbym Cię tak. Musisz być wyjątkową idiotką, jeżeli tak pomyślałaś. W końcu dzięki Tobie zwinęliśmy ten samochód, udało mi się uciec przez policją już drugi raz.
Neko uniosła wzrok, ocierając łzy.
-Czyli, że nie chcesz mnie zabić?
-Powiedzmy, że jestem Ci coś winien- przewróciłem oczami, uśmiechając się pod nosem.- To powiesz mi teraz, czemu tak bardzo zależało Ci na tym, żeby się wynieść od matki?



<Neko?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz