-To jak chcesz to zrobić?- westchnąłem ciężko.
-Myślę, że ta łopata załatwi sprawę. Potem zabierzemy kluczyki i dalej chyba nie muszę tłumaczyć.
Przyjrzałem się całej sytuacji chłodnym okiem, badając każdy szczegół.
-Łopata będzie złym pomysłem. Zostawisz odciski palców, a nie ma czasu, by ją dokładnie z nich oczyścić. Lepsza będzie cegłą, a po skończonej akcji wpakujemy ją do samochodu. Gościa zawlokę do fabryki, zabiorę mu pieniądze i jedziemy.
Haneko skinęła głową i przystąpiła do akcji. Biłem się z myślami, czy jej nie pomóc, bo w sumie jeśli chcesz, by coś było zrobione dobrze, to zrób to sam, ale ostatecznie, niech się dziewczyna uczy. Oparty o ścianę przyglądałem się do momentu, aż głuchy jęk mężczyzny nie dotarł do moich uszu. Gdy dotarłem do dziewczyny, ta miała już w rękach kluczyki, które od razu mi wręczyła.
-Dobra. Teraz siedź tu i patrz, czy ktoś nie idzie. Ja wrócę za moment- poleciłem jej, ciągnąc faceta do środka.
Starannie przeszukałem jego kieszenie w poszukiwaniu pieniędzy. Nie zwlekając wsiadłem do pojazdu, gdzie dziewczyna przeszukała każdy schowek w samochodzie.
-Miał przy sobie jakieś pieniądze?
-Lepiej... miał zajebiste fajki- rzuciłem triumfalnie, pokazując paczkę.
-Za fajki benzyny nie kupisz.
-Ech... nie dasz się nacieszyć drobnostkami. Frajer miał tylko kilka dych. Mam nadzieję, że chociaż bak ma pełny, to z buta pociągniemy najwyżej kilka kilometrów- pokręciłem głową, po czym przekręciłem kluczykiem w stacyjce.
Od razu dotarł do nas nieskazitelny warkot silnika. Fura nie wyglądała na tanią, więc zapewne szybko dotrzemy na miejsce. Większość debili pewnie ruszyłaby z piskiem opon jak to widzieli w tych wszystkich debilnych filmach, ale ta inteligentniejsza mniejszość kierowców, do których należałem, ruszyłem bez zbędnego skupiania na sobie wzroku gapiów z okolicy kilkunastu metrów.
-To gdzie mieszka ta Twoja rodzinka?- podjąłem rozmowę.
-Gdzieś tu. Nie znam dokładniejszej lokalizacji, bo nie byłam tam od dawna, ale wydaje mi się, że trafię-wskazała palcem na mapę,zataczając małe kółko w okolicy jakiegoś miasta.
-No dobra.... to jedziemy- rzuciłem cicho.
Kwadrans jazdy upłynął nam w ciszy. Dziewczyna wyglądała przez okno, przypatrując się przechodniom.
-To... jak to jest z tą Twoją rodzinką?-zacząłem w końcu, starając się nam nieco umilić podróż, która pociągnie się przynajmniej do następnego dnia.
-Co masz na myśli?- spojrzała na mnie.- Chyba nie mam czym się chwalić.
-Uwierz mi, również nie mam powodów, więc nie będę Cię oceniał. W końcu rodziny się nie wybiera.
-Chyba to ja powinnam zadać Ci pytanie pierwsza. W końcu taka była umowa- uśmiechnęła się.
-No niech będzie. Pytaj, więc o co chcesz, ale wolałbym wpierw dowiedzieć się do jak szemranego towarzystwa jedziemy.
<Neko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz