sobota, 14 listopada 2015

Od Naoko

-Da się załatwić- zerknąłem na nią, a ta szybko się zmieszała, jakby ta uwaga miała do mnie nie dotrzeć.-Słuchaj, rób co mówię, a nic Ci się nie stanie.
-Obiecujesz?- spytała nie pewnie
-Jeżeli jest to tylko możliwe, to ZAWSZE dotrzymuje słowa- położyłem dłoń, na jej ramieniu.- Obiecałem zawieść Cię do ciotki w jednym kawałku, to to zrobię. Ufasz mi?
-Nie wiem czy mogę Ci zaufać
-No i prawidłowo. Nigdy nie ufaj ludziom- zaśmiałem się.-A teraz zarządzam postój.
-Czemu? Dopiero co ruszyliśmy
-Tak, ale Twoja noga chyba nie jest jeszcze gotowa na tak długą podróż.
-Dam radę. Chcę mieć to już za sobą
-Młoda, siadaj- chwyciłem ją za nadgarstek, ciągnąc w swoją stroną.
Dziewczyna chcąc nie chcąc zajęła miejsce na trawie obok mnie. Jej dłoń powędrowała w stronę łydki, którą delikatnie rozmasowywała. Tak też wyglądał każdy postój, który robiliśmy co dwa kilometry.
-Daleko jeszcze?- spytała podczas jednego z nich
-Nie wiem dokładnie, ale wydaje mi się, że przed zmrokiem dotrzemy. Dasz rady?
-Chyba tak-pokręciła głową, patrząc na kończynę.
-Nie widzę tego- mruknąłem- Ale zjebana sytuacja! No nic... wskakuj.
-Co?- zdziwiła się, gdy klęknąłem przed nią.
-Mnie też nie uśmiech się nieść Cię przez kolejne dwie godziny, ale chciałbym dotrzeć na miejsce jeszcze w tym miesiącu, także nie dyskutuj i wskakuj.
Dziewczyna nie pewnie wdrapała się na moje plecy, oplatając delikatnie ręce w okół mojej szyi.
-Hmmm, ważysz mniej niż wyglądasz- skwitowałem chwilę później.
-Em... dzięki?
***
Pod wieczór, gdy moje plecy powoli wysiadały,ukazała mi się dobrze znana droga. Był to znak, że zostało nam już naprawdę nie wiele do przejścia.
-Złaź- rzuciłem do dziewczyny, ponownie klękając, a ta, zsunęła się z moich pleców.
-Jesteśmy już na miejscu?
-Prawie, ale muszę nieco odpocząć. Pozwolisz, że Twój wielbłąd zaczerpnie trochę tchu.
Neko z uśmiechem skinęła głową, po czym przysiadła na trawie, gdy ja zdychałem ze zmęczenia.
-Kiepsko z Twoją kondycją- dodała z żartem
-Wybacz, ale nie przywykłem do noszenia na plechach przykrótkich dziewczynek przez kilka kilometrów- podniosłem głowę.
-Pfff...sam mówiłeś, że ważę mniej niż wyglądam.
-To, że wyglądasz na lżejszą, nie znaczy, że nic nie ważysz- prychnąłem z zawadiackim uśmiechem.- Dobra, zwijaj się królewno.
Mimo, iż ta nadal utykała, na miejsce dotarliśmy niedługo po tym. Duży budynek wprawił moją towarzyszkę w osłupienie. Rzeczywiście ten należał do tych bardziej okazałych z uwagi na to, iż szef nie szczędził pieniędzy na luksusy.
-Pamiętasz co masz robić?
-Trzymać się blisko Ciebie, nie odzywać się i nie być złośliwą.
-Dokładnie, chodźmy- machnąłem ręką, jednak dziewczyna nadal stała w miejscu.
Na jej twarzy malowała się niepewność i lekki strach.
-Nie wiem, czy to dobry pomysł
-Chwilowo najlepszy. Możemy spać również pod drzewem, jeśli tak Ci wygodniej- westchnąłem.
-Niezła alternatywa
-Mała, posłuchaj. Nic Ci się nie stanie. Może to nie są oczytani i elokwentni ludzie, ale honorowi. Nie pozwolę Ci nic zrobić, rozumiesz?- kucnąłem przy niej, odchylając jej grzywkę.
-No, dobra- rzuciła niepewnie, a ja objąłem ją ramieniem
Ech głupi sposób na dodanie otuchy, ale jedyny jaki przyszedł mi do głowy.
Drzwi otwarł nam nie kto inny jak ta gruba świnia. Irytujący chuj, ale chyba pierwszy raz ucieszyłem się na widok jego grubego ryja.
-Widzę, że przyprowadziłeś panienkę. - spojrzał na nią tymi okrągłymi oczkami- Słodziutka jesteś.
-Odwal się od niej- warknąłem, zaciskając pięść- Gdzie Ame?
-Nie wiem, czy to dobry pomysł, żebyś tu przychodził.
-Nie wiem, czy zaraz Ci nie przypierdolę, dlatego odpowiedz mi na pytanie i spierdalaj jak najdalej. I odezwij się do niej jeszcze raz, a rozpierdolę Ci ryj o klamkę- syknąłem.
Ten bez słowa ruszył przed siebie, gestem nakazując iść za nim.
-Wszystko jest dobrze mała- szepnąłem do niej.
Do salonu doprowadziły nas śmiechy moich znajomych. Chyba byli tam wszyscy, którym udało się zwiać po ostatniej akcji, a wśród nich Ame.
-Nez! Ty młody skurczybyku. Jak Ci się udało zwiać?- rzucił Ame, widząc mnie w drzwiach- I przyprowadziłeś kogoś ze sobą.
-Dzięki niej jakoś udało mi się tu dotrzeć. Chyba musimy pogadać- rzuciłem, nie zważając na odgłosy uznania reszty gangu.
-O rany Nez, przyprowadzasz tu taką uroczą istotkę i nie pozwolisz mi jej poznać? Ranisz mnie, tę rozmowę możemy odłożyć na później.
-Wolałbym, żeby nie było jej przy tej rozmowie- brnąłem dalej.
-Niech Ci będzie. Jutro porozmawiamy, a tym czasem, chcę porozmawiać z Twoją uroczą znajomą. Chodź kotku.
Neko rzuciła mi pytające spojrzenie, po czym ruszyliśmy za Ame, do jego pokoju, w którym nie było już żadnych irytujących świadków, komentujących każde stwierdzenie.

<Neko?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz