niedziela, 29 listopada 2015

Od Naoko

Nawet nie zauważyłem, kiedy wokół mnie pojawiła się spora kupka wypalonych papierosów. Zabawne jak podczas totalnego oderwania od rzeczywistości można się zatracić w jej bycie. Próbowałem oderwać myśli od dziewczyny, ale nie potrafił zrobić tego nawet jakiś dachowiec czający się na wiewiórkę, która niczego nie świadoma, przetrzepywała liście w poszukiwaniu jedzenia. Dziwne, bo przeważnie w podobnych sytuacjach się wyłączałem i przyglądałem, jak potoczą dalsze sprawy, ale tym razem coś kazało mi rzucić niewielkim kamieniem w ich stronę, by rudy gryzoń zniknął z pola widzenia kota.
-Zmiękłeś idioto- syknąłem do siebie, zaciągając się ostatni raz, już chyba szóstą fajką.- Stanowczo za bardzo.
Schowałem praktycznie pustą paczkę do kieszeni, udając się z wolna w stronę budynku, gdzie zostawiłem towarzyszkę. Po okolicy krążyło sporo dzieciaków, drących się jak opętane. Głupie istoty. Nie dostrzegają prawdziwego świata, zamiast tego, kryjąc się w tym wykreowanych w pustych główkach.
Plątałem się po chodnikach, nie zmieniając kursu podróży, toteż chcąc, nie chcąc szybko znalazłem się pod drzwiami jadłodajni. Przyjrzałem się z wolna wnętrzu, zanim wkroczyłem do środka, jakbym szukał znajomej męskiej twarzy, która tylko czeka, by znowu dorwać się do Neko.
-Jesteś już- rzuciła dotąd nieznana mi dziewczyna, na którą tylko patrzyłem mrużąc oczy.- Jak udał Ci się spacer?
-Nie mogę narzekać- westchnąłem, wypatrując właścicielki lokalu.
-Znam miasto, więc jeśli chcesz, to chętnie Cię po nim oprowadzę. Powiedzmy tak, za... cztery godziny? Mam dłuższą przerwę, pokaże Ci co i jak. Mieszkam w sumie niedaleko, więc tam również możemy wstąpić na kawę- zaczęła, podchodząc nieco bliżej, na co tylko chwyciłem ją lekko za ramiona, przyglądając uważnie.
-Chwilowo wystarczy mi świeżego powietrza. Nie wiesz, gdzie jest kobieta?- mruknąłem.
-Na zapleczu- westchnęła, wołając kobietę.
-Pewnie szukasz Neko. Jest na górze, pokój nr 6- rzuciła z uśmiechem, wycierając ręce.
Bez słowa ruszyłem w stronę drzwi, prowadzących do pokoi. Nim, jednak udało mi się za nimi zniknąć, drogę zagrodziła mi ruda pracownica.
-To jak? Może w takim razie jutro się gdzieś przejdziemy we dwójkę? Cały dzień mam wolny- rzuciła uwodzicielsko.
-Interesująca propozycja, z której pewnie bym skorzystał, gdybym przybył tu sam. Jak sama dobrze wiesz, towarzyszy mi pewna dziewczyna, której wolałbym nie zostawiać samej sobie. Poza tym jutrzejszy dzień, mogę mieć zajęty. Ona chyba też, jeśli rozumiesz o co mi chodzi- rzuciłem z chłodnym uśmiechem, przechodząc obok niej.
- Jesteście tacy sami- przewróciła oczami.- Gdybyś zmienił zdanie, to wiesz, gdzie jestem.
"Tacy sami"? Co ona pierdoli? Najwidoczniej narzucała się większej ilości klientów, ale w takim razie... co ona tu nadal robi? Chory dzień. Jego dopełnienie nadeszło, gdy przekręciłem klamkę w drzwiach. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to łóżko, na którym leżała... Neko?
Zdziwiłem się, bo wiele razy widziałem ją na nim, ale nigdy bez większej części garderoby.
Stałem jak wryty, przyglądając się jak na jej twarz powoli wkrada się rumieniec.
-To ja może... pójdę do łazienki- rzuciłem szybko, kierując się w jej stronę.
-Nie!- krzyknęła niepewnie- Bo wiesz... tam mam ubrania
-To może lepiej siedź, ja Ci je doniosę- dodałem szybko
-Są brudne- przygryzła wargę.
Stojąc już do niej plecami, zacząłem się śmiać. Z początku starałem się to ukryć, ale w końcu zacząłem się śmiać nieco głośniej. Bez słowa zdjąłem czarną koszulkę rzucając ją w stronę łóżka.
-Czego mnie jeszcze pozbawisz? Jeśli tak bardzo Ci zależy na tym, żebym zrzucił ciuchy, wystarczy powiedzieć- zażartowałem, znikając za drzwiami łazienki.
Kąpiel nie zajęła mi zbyt długo, natomiast spędziłem około kwadransa "piorąc" ubrania dziewczyny, która czekała już pod drzwiami łazienki z ociekającymi włosami.
-Mogę już wejść?- rzuciła niepewnie, zaciskając dłoń na materiale w okolicy brzucha.
-Wyprałem Ci ciuchy, więc chyba już nie ma potrzeby- machnąłem ręką.- może odpocznij w końcu, bo jak będziesz tak dreptać cały dzień, noga szybko nie wyzdrowieje.
Szybko padłem na łóżku, przykładając głowę do miękkiej poduszki. Neko, nie mając zbytniego pomysłu na siebie, również zbliżyła się do wyrka, powoli układając się na nim.
-Zmęczony?- zagaiła
-Poprzednia noc nie należała do najwygodniejszych.
-Zgodzę się. Pani Satoshi kazała przeprosić za to, że nie znalazła Ci nic na przebranie.
-Spoko... już się przyzwyczaiłem do tego, że ktoś permanentnie pozbawia mnie ciuchów- mruknąłem przyjacielsko.
-Tak... wybacz, ale poplamiłam rzeczy, które mi dała.
-Zauważyłem. Przynajmniej moją bluzę oszczędziłaś, za co Ci niezmiernie dziękuję, bo nie miałbym już w czym dziś chodzić. Ta ruda chyba zaśliniłaby cały lokal- zażartowałem.
-Przystawiała się do Ciebie?- spojrzała nieco bojowo.
-Niestety, ale szybko ją zbyłem, chociaż jest uparta i szybko nie odpuści.
-Co za głupia szmata- warknęła.
-Wszystko jest dla ludzi mała- pstryknąłem ją lekko w nos.- A co?
-No nic- mruknęła chłodno- Nie lubię po prostu takich dziewczyn, które za wszelką cenę wcisnąć się przystojnemu facetowi do łóżka.
-A więc uważasz, że jestem przystojny?- zamyśliłem się, chwytając się za podbródek.
Neko po raz kolejny okryła się czerwonym rumieńcem na twarzy.
-No... wiesz...skoro się Tobą... zainteresowała... to pewnie tak sądzi- jąkała się.
-A ty tak nie uważasz?- zacząłem ją podpuszczać, triumfując, gdy ta ponownie wpadała w zakłopotanie.-Bo w sumie przy każdej możliwej okazji starasz się mnie rozebrać.
-Nie prawda! To nie z mojej winy- zaczęła zaprzeczać.
-Wiadome- uśmiechnąłem się.
-Nez, ja mówię poważnie
-Oczywiście, wierzę Ci mała
Podczas, gdy ona z każdym zdaniem, wpadała w większe zakłopotanie, ja fundowałem sobie, coraz lepszy kabaret.
-Ależ ty jesteś irytujący.
-Sama chciałaś, żebym się uśmiechnął- przypomniałem jej.- No co ty. Nie obrażaj się księżniczko.
-"Księżniczko"? A gdzie zapodziała się moja stała ksywka?
-Niektóre panny wymagają specjalnego traktowania raz za czas. Szczególnie te, które sądzą, że jestem przystojny i kradną mi ciuchy.
-A ty znowu z tymi ciuchami- zakryła twarz dłońmi.
Śmiejąc się, podniosłem się z łóżka, wsuwając rękę pod jej kolana, podnosząc na rękach.
-Co ty robisz? Wywalimy się zaraz- zaczęła machać nogami.
-Jak się tak będziesz wiercić to na pewno- rzuciłem łobuzersko.- Stanowczo daleko Ci jeszcze do księżniczki.
W końcu i jej udzielił się nastrój. Oboje żartowaliśmy i dogryzali na wzajem. Stanowczo się rozluźniła, jakby z jej głowy zniknęła sceny sprzed 30 minut. W końcu opadliśmy na łóżko, nadal nie mogąc złapać tchu.
-A podoba Ci się ona?- rzuciła po krótszej chwili ciszy.
-Ta ruda? Niczego sobie, ale to nie mój typ. Nie lubię takich dziewczyn, które liczą, że ciałem zdziałają wszystko. Jest zbyt bezpośrednia i ma zbyt wysokie mniemanie o sobie. Nie wygląda również na zbyt rozgarniętą- wyjaśniłem.- Jej do ideału brakuje wiele.
-Ta? Pod tym kątem oceniasz wszystkie dziewczyny?
-Te, które mnie interesują na pewno. Nie interesowały mnie nigdy takie puste laski. Wolę te, których jest już nie wiele w tych czasach. Ładnych i inteligentnych już praktycznie nie ma.
-Ta... A takie jak pani Satoshi?
-Proponujesz mi związek z matką swojej przyjaciółki?
-Nie, pytam tylko,czy jej typ urody Ci odpowiada. Jest podobna do córki.
-Całkiem ładna.
Nie wiele myśląc, wstała z łóżka, szukając czegoś w telefonie, po czym ponownie zajęła miejsce obok mnie.
-A ta?- pokazała na zdjęciu jakąś dziewczynę. Zapewne znajome z klasy.
-Nie zbyt.
-A ta?
-Całkiem ładna, ale jej sposób "bycia" wygląda na podobny do tej rudej.
Tak też przeszliśmy chyba czterdzieści zdjęć najróżniejszych znanych postaci z telewizji i jej rówieśniczek.
-A któraś Ci się tu podoba?- pokazała mi zdjęcie, na którym była ona i kilka jej koleżanek.
-W sumie to dwie są całkiem niczego sobie- rzuciłem od niechcenia, przyglądając się dłuższą chwilę.
-Które?- spytała zaciekawiona.
-Ta szatynka po lewej z zielonymi oczami...
-Rena- westchnęła- A druga.
-Ta się wyróżnia- machnąłem palcem, wskazując postać w czerwonych soczewkach i czarnych włosach.
-Myślisz, że jestem ładna?- założyła kosmyk włosów za ucho.
-Już mówiłem- przymknąłem oczy.- Niczego sobie jesteś, mała. Słuchaj, tak pomyślałem, że skoro tu trochę zostaniemy, a w pokoju mamy telewizor, to skoczę do wypożyczalni po jakieś filmy na wieczór. W sumie mogłabyś iść ze mną, ale wszystko masz jeszcze mokre.
-No.. dobra.
-Super. To tego... siedź spokojnie i postaraj się nie ubrudzić tego co masz na sobie, bo nie mam już zbyt wiele do zaoferowania jeśli chodzi o ubrania- zaśmiałem się, naciągając bluzę.



<Neko?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz