Przez moment patrzyłam na niego zdziwiona, a po chwili, zabierając ze sobą bluzę zniknęłam za ścianą. Tam szybko zdjęłam mokrą koszulę i narzuciłam na siebie wielką bluzę Nez'a. Jej zapach otoczył mnie natychmiast przywracając mi ludzkie uczucia. Jednocześnie uświadamiając, że właśnie przed chwilą zabiłam człowieka.. Szeroko otwartymi oczami popatrzyłam na swoje dłonie, na których były ślady krwi.
-Co ja zrobiłam...?-z mojego gardła wydobył się ledwo słyszalny szept, po którym kolana się pode mną ugięły, a ja, próbując tłumić szloch, wylądowałam na mokrej ziemi. Jak ja mogłam kogoś zabić?! Przecież.. Ja bym tak nigdy nie postąpiła..! A... Może jednak..? Może nie znam siebie aż tak dobrze jak mi się zdaje..? Usłyszałam jak Naoko szura butami poirytowany. To sprawiło, że uspokoiłam się dosłownie natychmiast. Pomyślę o tym kiedy indziej. Nie lubiłam, kiedy Nez był na mnie zły. Miałam wtedy wrażenie, że nawet oddycham źle. Pokręciłam głową podnosząc się. Wtuliłam się bardziej w materiał i podeszłam do chłopaka.
-Co teraz..?-spytałam cicho. Brunet popatrzył na mnie i uśmiechnął się lekko.
-Idziemy coś zjeść, a potem... Sam nie wiem-wzruszył ramionami. Znajdowaliśmy się w beznadziejnej sytuacji, jednak cieszyła mnie jedna mała rzecz. Jeden fakt wywoływał na moich ustach uśmiech. Naoko stał obok mnie i, co najważniejsze, był żywy.
-Zabierajmy się stąd..-mruknęłam ciągnąc go za rękaw bluzki. Brunet popatrzył na mnie z uśmiechem i skinął głową. Z szopy wyszliśmy szybciej niż tam weszliśmy. Szłam kilka kroków przed Nez'em. Już nawet nie zwracałam uwagi na to, że kuleję. Po prostu szłam przed siebie z jedną myślą w głowie. Jestem cholernie głodna. Czułam jak żołądek ściskał mi się w środku z głodu. Coraz ciężej było mi się poruszać. Jedyne co pchało mnie na przód to fakt, że ściga nas mafia i mój ojciec. Na horyzoncie pojawiły się pierwsze budynki. Otworzyłam szerzej oczy i zerknęłam do tyłu na Naoko. Uśmiechnęłam się do niego lekko i przyśpieszyłam kroku.
Kiedy chciałam wyjść na główną ulicę brunet złapał mnie w pasie i ściągnął z powrotem w cisną uliczkę między dwa budynki. Miasteczko było małe, po chodnikach spacerowało naprawdę niewiele osób. A na przeciwko nas był niski budyneczek z wielkim szyldem jadłodajni. Próbowałam wyrwać się chłopakowi, jednak na darmo. W końcu zła odwróciłam się do niego przodem i spytałam
-No co?
-Przecież nie możesz tak tam wejść. Rozpoznają cię i..
-A co mnie to teraz obchodzi?-jęknęłam przerywając mu-Jestem tak głodna, że mogłabym iść prosto na posterunek policji. Więźniom przynajmniej dają śniadanie..-mruknęłam i wysunęłam się z ramion chłopaka. Stanęłam kilka kroków od niego i patrzyłam mu prosto w oczy z uniesioną głową.
-No dobrze..-uniósł ręce w geście poddania. Na moje usta od razu wpłynął szeroki uśmiech. Złapałam do za dłoń, która w porównaniu z moją była ogromna i pociągnęłam przez ulicę do drzwi budynku. Wraz z ich otworzeniem do naszych nozdrzy dotarł piękny zapach świeżych jajek, boczku i wielu innych pyszności, które można zjeść na śniadanie.
-Haneko?!-usłyszałam bardzo zdziwiony głos jakiejś kobiety. Popatrzyłam na kobietę, która z tacą stała przy jednym ze stolików umieszczonych między dwoma siedzeniami.
-Pani Satoshi!-zawołałam uradowana i puszczając rękę Nez'a skoczyłam w stronę kobiety. Ta rzuciła tacę na stolik i przytuliła mnie mocno. Pisnęłam, ponieważ kobieta ścisnęła mnie stanowczo za mocno. Po chwili odsunęła mnie na długość ramion i przyjrzała mi się uważnie.
-Haneko..-szepnęła bliska łez-Tak dawno cię nie widziałam.. Bardzo się zmieniłaś, dziecko!-oparła dłonie na biodrach-I dlaczego jesteś cała mokra? Jesteś może głodna? Kim jest ten młodzieniec, z którym przyszłaś? Wiesz może jak miewa się moja córka? Co ty robisz tak daleko od domu? Uwolniłaś się w końcu od tego tyrana? Masz gdzie się zatrzymać?
Zaśmiałam się serdecznie. Zdecydowanie za dużo pytań. Odwróciłam się i podeszłam do Naoko. Łapiąc go za skrawek bluzki przyciągnęłam go do starszej kobiety o blond włosach.
-To jest Na.. Nez-poprawiłam się szybko-Jest..-zerknęłam na chłopaka w poszukiwaniu pomocy.
-Jestem jej kolegą-skinął głową.
-Ah, tak..-mruknęła kobieta nie do końca wierząc w nasze słowa. Dlaczego dorośli nigdy nie wierzą w słowo "kolega"?
-Obiecuje, że wszystko opowiem pani ze szczegółami, ale czy najpierw mogłaby pani uraczyć nas śniadaniem? Ostrzegam, że nie mamy dużo pieniędzy..
-Ależ, skarbie, jesteś dla mnie jak druga córka-uśmiechnęła się szeroko kładąc mi rękę na ramieniu-Dostaniecie śniadanie za darmo. Tak samo jak pokój, do którego pójdziecie się przebrać zaraz po skończeniu jedzenia. No, a teraz usiądźcie sobie gdzieś. Zaraz przyniosę wam kawy na rozgrzanie-mrugnęła do mnie i zabierając tacę zniknęła za drzwiami prowadzącymi do kuchni. Z satysfakcją popatrzyłam na bruneta i pociągnęłam go w stronę stolika stojącego w kącie. Kiedy usiedliśmy po obu jego stronach Naoko pochylił się w moją stronę i spytał
-Kto to jest?
-To mama mojej przyjaciółki-spojrzałam w stronę kelnerki, która przyniosła nam dwa kubki. Podziękowałam jej z uśmiechem i popatrzyłam ponownie na bruneta-Kiedyś, jak jeszcze mieszkała z nią i jej ojcem, przychodziłam do nich codziennie. Większość czasu spędzałyśmy w towarzystwie jej mamy. Była dla mnie jak druga matka, choć z czasem przychodziłam do nich coraz rzadziej. Aż do momentu, w którym pan Satoshi, a teraz Soichiro, przyprowadził do domu swoją nową żonę. Pani Satoshi nie chciała być wyśmiewana przez inne kobiety w mieście dlatego uciekła zostawiając córkę z ojcem, który miał praktycznie wszystko. Ona musiała zaczynać od zera, ale jak widać..-rozejrzałam się-Udało jej się-uśmiechnęłam się do Nez'a, którego mina nie zdradzała praktycznie nic. Spojrzałam do środka swojego kubka, a mój uśmiech stał się jeszcze szerszy. Zastanawiało mnie jakim cudem ta kobieta przez tyle lat pamiętała, że nie znoszę kawy. Chwyciłam kubek w obie dłonie i napiłam się pysznego, świeżego soku pomarańczowego. Zerknęłam na kolegę, który ponuro mieszał kawą z swoim kubku. Przekrzywiłam głowę w lewo i przyjrzałam mu się uważniej.
-Nez..?-spytałam cicho, ale chłopak nie zareagował. Posmutniałam trochę. Martwiło mnie to co mogło teraz dziać się w jego głowie. Na jakiś czas byliśmy bezpieczni. Pani Satoshi nigdy nie pozwoliłaby na mój powrót do tego tyrana, jak to go sama określiła. Zmrużyłam lekko oczy i przesiadłam się na miejsce obok bruneta. Na to również nie zareagował, więc postanowiłam zwrócić jego uwagę w inny sposób. Zbliżyłam powoli twarz do jego policzka i najpierw trącnęłam go nosem, a po chwili delikatnie pocałowałam. Pod wargami czułam jego kilkudniowy zarost. Chłopak nawet nie drgnął. Jedynie jego oczy powoli przesunęły się w bok by na mnie popatrzeć. Zaśmiałam się pod nosem zakrywając usta obiema rękami.
-Nez, uśmiechnij się-powiedziałam radośnie, po czym przesiadłam się na swoje poprzednie miejsce.
Naoko?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz