niedziela, 1 listopada 2015

Od Naoko

Cierpliwie czekałem na powrót dziewczyny, zastanawiając się, czy dobrze postąpiłem, wysyłając ją samą. Jeśli teraz ucieknie, będę miał przejebane... w końcu wie jak wyglądam, więc nie trudno mnie namierzą nawet w innym mieście.
Minuty uciekały, a jej nadal nie było. Zacząłem nerwowo chodzić w jedną i drugą stronę, zerkając co chwila w stronę, z której miała przybyć Neko. Zerwałem się, gdy usłyszałem pisk opon i trąbienie. Oczywiście nie miał kto wpaść pod rozpędzoną osobówkę jak nie ta dziewczyna.
-Ty idiotko- mruknąłem w końcu, gdy dotarła do mnie.
Zapłakana, kryła twarz by murze budynku, obok którego staliśmy. Wszystko może teraz szlak trafić, bo ją naszło na myśli samobójcze. Chwyciłem ją za ramię i poprowadziłem w nieco bardziej ustronne miejsce.
-Ogarnij się w końcu! Jak tak dalej pójdzie to zabije Cię zwykła skrzynka na listy. Jeżeli tak bardzo Ci zależy na tym, żeby nie dożyć kolejnych urodzin, wystarczy poprosić. Przynajmniej nie zginiesz jak największa ciota- krzyczałem poirytowany.- Nie zależy mi na tym, żeby trafić do pierdla za Twoją głupotę, bo jak na razie wszystko wskazuje na to, że Ci na tym zależy.
-Ja... przepraszam. Nie widziałam go- szlochała dalej.
-Jasne, że nie widziałaś. Po jakiego chuja patrzeć, czy coś nie jedzie. Nie jesteś pieprzonym Mojżeszem, żeby wszystkie przeszkody rozstępowały się przed Tobą i miałaś tego najlepszy przykład chwile temu- darłem się jak opętany, a dziewczyna nadal zalewała się łzami.- I przestań w końcu ryczeć!
-Nie potrafię! Nie jestem taka jak ty. Nie umiem być wrogo nastawiona na cały świat. Masz wszystko gdzie i martwić tylko o siebie. W przeciwieństwie do Ciebie, mam osoby, które by się o mnie martwiły. Nie wiesz jak to jest być z kimś obcym, bojąc się, że w każdej chwili wbije Ci nóż. I mimo, że jesteś zaledwie kilka kilometrów od domu, nie móc do niego wejść, ani przynajmniej pożegnać się nawet z pieprzoną rybką w akwarium. Co mam Ci jeszcze powiedzieć? Cholernie się boję! Jestem przerażona, bo nie wiem, czy nie dostanę od Ciebie za to, że śmiałam podrapać się po nosie. Nie wiem nawet po co Ci jestem, skoro sam mówisz, że tylko sprowadzam na Ciebie problemy- mówiła przejęta, po czym ponownie zalała się łzami.
Przewróciłem oczami, po czym przyciągnąłem nieco do siebie i uderzyłem z liścia w twarz. Oczywiście niezbyt mocno, ale wystarczająco, by wprowadzić dziewczynę w stan osłupienia.
-Lekcja numer jeden... nie podnoś na mnie głosu, lekcja numer dwa, w tym świecie nie możesz liczyć na nikogo prócz siebie. Mówisz, że są ludzie, którzy się martwią. Co z tego, jeśli za dwa miesiące o Tobie zapomną. Naucz się o siebie dbać i rób to. Lekcja numer trzy- wyciągnąłem papierosa z paczki, którą kupiła- Nigdy nie okazuj słabości. Bądź twarda, szczególnie przy typach takich ja, bo karmią się Twoim strachem i wykorzystują go. To samo robią ludzie w Twoim jak i moim wieku. Nie daj im tak łatwo objąć pozycji. Jeśli okażesz łzy lub strach, przegrałaś. Jeśli przegrałaś, to jesteś zerem, a jeśli jesteś zerem, to jesteś również martwa.
Dziewczyna patrzyła na mnie bez słowa, nadal analizując to co się stało, mimo to słuchała z uwagą.
-Czemu to robisz?- spytała w końcu z dozą niepewności w głosie.
-Mam swoje powody. Doceniam ludzi wiernych, a ty się tym cechujesz. Wróciłaś, mimo, że miałaś najlepszą okazję do tego, by po prostu uciec. W dodatku zapewne spędzimy ze sobą trochę czasu, a dobrze by było, byś nie zachowywała się jak nieporadna lala, bo ten typ dziewczyny w takich sytuacjach w jakiej obecnie się znajdujemy jest niezbyt pomocny. Ale wracając do rzeczy... Lekcja numer cztery, musisz zachowywać zimną krew w najgorszej sytuacji, bo panika i histeria nigdy nie ratują życia. Myśl trzeźwo, a jeśli nie jesteś w stanie tego zrobić, po prostu uciekaj, lub się schowaj. No i lekcja numer pięć, jest tą,  której musisz pamiętać do końca życia- przerwałem jej, patrząc głęboko w oczy.- Nigdy nie kupuj tak parszywych fajek jakie kupiłaś, to syf.
Neko wybałuszyła oczy, analizując to co przed chwilą powiedziałem, a następnie zalała się ponownie łzami, ale tym razem ze śmiechu.
-Przynajmniej to, jak histeria- pomyślałem uśmiechając się pod nosem.
-Wybacz, ale nie wiedziałam, co dokładnie palisz, sądziłam, że wszystkie są takie same- zaczęła w końcu.
-No to widzę, że chyba nie miałaś styczności z papierosami, albo z małą ilością. Chyba muszę Cię douczyć, bo wiele razy będziesz jeszcze miała kurs po fajki. Z resztą... parę rzeczy wypadałoby, żebyś się nauczyła- westchnąłem, opierając o ścianę.- Dobra, a teraz pokaż mi tą nogę.
-Nie ma potrzeby... już prawie nie boli.
-Jesteś błyskotliwą osobą, więc wiesz, że kłamiesz jak ostatnia ofiara losu. Robienie ze mnie debila, nie poprawi rzeczywistego stanu Twojej nogi- mruknąłem, patrząc na siną kończynę.- Złamana nie jest i nie wygląda na skręconą. Co najwyżej... mocne stłuczenie, ale wolałbym się upewnić.

<Haneko?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz