Wyciągnąłem kolejnego papierosa z paczki, siadając na zniszczonym parapecie, a raczej tym co po nim pozostało. Dziewczyna spała w najlepsze, gdy latarnie zaczynały gasnąć. Teraz była najlepsza okazja, by ją zabić. W tym momencie pozbawienie jej tchu byłoby najlepszym dla niej, jak i dla mnie, a mimo to, coś kazało mi tego nie robić... przynajmniej teraz.
Patrzyłem jak jej ciało co jakiś czas wykonuje szybkie i nagłe ruchy, a oddech przyspiesza. Może by ją obudzić? E.. niech śpi.
Zdjąłem koszulkę wraz z bluzą, by podłożyć ją sobie pod głowę. Zapewne jeszcze trochę tu posiedzimy, więc można by było przez godzinę się zdrzemnąć. Chociaż nie... ta mała pewnie zwieje, gdy tylko zwęszy okazje. Nie mając nic lepszego do roboty, ułożyłem się na ziemi, wpatrując w młodą. Była ciekawsza niż grzyb na suficie, toteż obiekt mojego zainteresowania był oczywisty.
Nadal miała te odruchy charakterystyczne dla nieco bardziej emocjonujących snów. W końcu niewinne tiki, przerodziły się w szamotaninę, a oddech przybrał żwawsze tempo. Zbliżyłem się cicho wyciągając kolejnego papierosa. Gdy zaciągałem się drugi raz, ta zerwała się energicznie, wydając z siebie wrzask. Zerknęła na mnie, po czym szybko spuściła wzrok. Jej ciało zaczęło drgać, zapewne pod naporem wszystkich odczuć jakie jej towarzyszyły lub temperatury.
-Co masz zamiar teraz zrobić?- rzuciła w końcu, przerywając ciszę.
-Dokończyć papierosa- usiadłem na kanapie obok niej, zaciągając się po raz kolejny.
-A potem?
-Wszystko na spokojnie Neko- uśmiechnąłem się nieco sadystycznie- Pewnie będziesz głodna, więc skołujemy coś do jedzenia.
Zerknęła na mnie jak na wariata, unosząc jedną brew.
-Nie jestem bezdusznym psycholem, który każe Ci uciekać na głodniaka przez kilka dni. Trafiłaś na tego z bardziej normalnych- uśmiechnąłem się, może nieco sadystycznie, czochrając jej grzywkę.
-Czy... zamierzasz się dziś ubrać?- spytała nieco speszona.
-Jak sobie życzysz- zaśmiałem się pod nosem, naciągając koszulkę.- Czujesz się już nieco swobodniej?
-Powiedzmy.
-Dobrze, więc tego... gdzie tu jest jakiś sklep? Fajki mi się kończą, a i coś pasuje skołować do jedzenia.
Neko siedziała cicho, wpatrując w swoje kolana, a jej palce miętoliły kawałek jej garderoby.
-TY?! Mówię do Ciebie- podszedłem, stając ponownie nad nią.
Gdy spojrzała w górę, lekko przestraszonym wzrokiem, jej ciało zesztywniało. Ech... cudowny początek dnia.
-Niedaleko. Ale będziemy musieli przejść koło nieco bardziej zaludnionego miejsca.
-Kurwa-mruknąłem niezadowolony.
W ogóle nie przemyślałem jak się stąd wydostaniemy, nie mając kontaktu z ludźmi. Jeszcze policja...
-Chuj wie, czy te cioty mnie nie wydały.. i po jaką cholerę dalej siedzimy w tym jebanym mieście. Pierdolić... wytrzymasz jeszcze kilka godzin bez jedzenia?
-Mną się nie przejmuj. Długo pewnie i tak nie pożyję- westchnęła, nadal siedząc ze zwieszoną głową.
-Skąd te czarne myśli mała? Myśl o tym co dzieje się teraz. Możemy się całkiem dobrze bawić- usadowiłem się obok niej.
Ta nadal nie wykonała żadnego znacznego ruchu. Spojrzenie topiła w kolanach i była jakby... nieobecna.
-A ty coś taka?- spytałem w końcu.
-Tak sobie- wzruszyła ramionami.
-Może nie jestem jakoś specjalnie towarzyski, czy coś, ale głupi to na pewno nie. Więc?
-Po wczorajszej Twojej postawie wywnioskowałam, że lepiej, żebyśmy nie wiedzieli o sobie za wiele. Ledwo imię z Ciebie wyciągnęłam.
-Nawet mojego imienia nie znasz, szczerze mówiąc, ale w takim razie zróbmy tak. Ja odpowiem na jedno Twoje pytanie, a ty na moje, pasuje Ci?
-Niech będzie- rzuciła nieco swobodniej.
-Więc ponawiam pytanie sprzed minuty- rozsiadłem się wygodniej
<Neko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz