- Podnoś się młody- szorstkie mruczenie, w którym słychać było tyle respektu co subtelności, obudziło mnie z krótkiej drzemki.
-Spierdalaj frajerze- zasłoniłem oczy ręką, przekręcając się na drugi bok.- Idź truć dupę komuś innemu.
Gruby i łysy idiota, który do teraz nie wiem czemu należy do naszej grupki, uchodził za jednego z największych kretynów z jakimi miałem do czynienia.
-Szef kazał Cię obudzić, bo znowu ma jakiś debilny kaprys. Wstawaj Naoko- szturchnął mnie w łokieć.
W jednej sekundzie podniosłem się, uderzając go w jego spasioną mordę, co posłało jego cielsko na podłogę z hukiem godnym bomby nuklearnej.
-Zapamiętaj to sobie... nigdy nie obrażaj Ame'go, bo dzięki niemu jeszcze żaden z nas nie władował Ci kulki w łęb, po drugie te "kaprysy" sprawiają, że masz za co wozić swoją spasioną dupę do burdelu, a po trzecie... jeszcze raz nazwij mnie "Naoko", a zagwarantuje Ci wycieczkę na drugi świat. Dotarło do Ciebie zakało?- warknąłem, przykładając mu nóż do gardła.
Ten pokiwał pokornie głową, wybałuszając oczy. Fakt, faktem nie spodziewałem się po tej ofierze losu innego zachowania. Trzymał się blisko nas, bo sam nie potrafił zadbać o własne interesy.
Mozolnie naciągnąłem na siebie ciuchy i ruszyłem do "salonu", gdzie spotykaliśmy się przed wypadami. Otrzymaliśmy jak zwykle dokładne informacje, po czym władowali do samochodów. Ame o dziwo kazał mi jechać ze sobą, a że była to jedna z dwóch osób przed, którymi czułem respekt, posłusznie skierowałem się do czarnego Mercedesa.
Szef co jakiś czas wypytywał o o to co robię po "pracy", jak dogaduje się z innymi członkami... było to dla mnie nieco dziwne, ale jak debil tłumaczyłem sobie, że to po prostu troska. W każdym razie po każdej odpowiedzi kiwał osobliwie głową, nasuwając na twarz jeszcze osobliwszy uśmiech.
-Jesteśmy. Wiesz co masz robić?- dodał w końcu, kładąc mi dłoń na ramieniu.
-Jak zawsze- skinąłem głową, opuszczając samochód.
-Doskonale Nez. Jak zawsze lojalny- mruknął przymrużając oczy.
Cóż było moim zadaniem? Osłaniać tych, którzy będą wyciągać pieniądze z sejfu. Tak, głupia robota, bo bank zamknięty i przed włączeniem alarmu, żaden gliniarz nie pofatyguje swojej dupy, żeby sprawdzić, czy za kilka godzin nie straci roboty. Jak zwykle wszystko miało być dopracowane perfekcyjnie... miało.
Gdy weszliśmy już do środka, alarm dał o sobie znać. Ale jak? Ponoć wszystko miało być zresetowane. Nie wiele myśląc puściliśmy się w długą, żeby jakoś ratować honor, ale gdy ledwo przecisnęliśmy się przez drzwi, które miały zostać zabarykadowane do przyjazdu glin, szef i reszta paczki, jak gdyby nigdy nic... odjechała.
-Co za skurwiele- mruknął jeden z tych, którym udało się uciec.
Niestety tu musiałem przyznać mu rację. Po jaką cholerę nie mogli poczekać tych kilku sekund dłużej? Domyśliliśmy się od razu. Dźwięk syren dotarł do naszych uszu momentalnie, a radiowozy wyłoniły się zza zakrętu zaraz po tym. Nie wiele myśląc każdy z nas pędem ruszył w stronę ciemnych uliczek, aby zgubić ogon.
Nie patrzyłem co dzieje się z tamtymi idiotami, ale pewnie kilku złapali. Sam zaś biegłem ślepo nie znając okolicy. Kto by przypuszczał, że o czwartej nad ranem będę potrzebował dokładnej znajomości topografii miasta. Skręcałem w losowe uliczki, nie specjalnie myśląc, gdzie dotrę.
W końcu mój prawy bok zahaczył o coś, przez co runąłem na chodnik. Spojrzałem nienawistnie w stronę kosza na śmieci, a raczej.. w stronę tego, co myślałem, że było koszem. Za mną leżała dziewczyna, wokół której rozsypane były różnego typu przedmioty.
-O kurwa, a co ty o tej godzinie tu robisz?- spojrzałem na nią zdumiony, jakbym pierwszy raz spotkał człowieka.
-Em... proszę?- spojrzała na mnie zmieszana.
-Jebać to, zbieraj się- rzuciłem oschle, podnosząc się z ziemi.
-Co? Ja nigdzie z Tobą...
-Nie powtórzę kolejny raz- warknąłem- ruszaj się!
Chwyciłem ją za nadgarstek, ciągnąc w kolejne uliczki.
-Gdzie tu jest jakiś opuszczony budynek- rzuciłem przez ramię.
-Za tym zakrętem- wskazała palcem, zdyszana.
Nie myśląc długo ponownie szarpnąłem ją, prowadząc we wskazane miejsce. Nie musieliśmy biec długo, by naszym oczom ukazał się budynek, który wyglądał jakby zaraz miał się zawalić. Ściany były czarne od sadzy, kilka okien wybitych, a drzwi jak zwykle zabite deskami... typowa melina.
Nie myśląc długo rozbiłem okno, każąc wejść dziewczynie do środka. Sam wskoczyłem za nią, prowadząc na trzecie piętro.
-Wydaj z siebie chociaż jeden głośniejszy dźwięk, a zatłukę jak psa- warknąłem, nakazując by usiadła w kącie, co też posłusznie zrobiła.
Sam rzuciłem swoimi zwłokami o podłogę, próbując złapać oddech. Kątem oka widziałem, że dziewczyna nie spuszcza ze mnie swojego przerażonego, a jednocześnie zaintrygowanego wzroku.
-Co?- rzuciłem w końcu
-Czemu mnie tu zaciągnąłeś?- rzuciła cicho.
-Byłaś jedyną osobą, która mnie widziała. potrzebowałem się gdzieś skitrać, a że nie znam miasta i wypada się Ciebie pozbyć, uznałem, że warto Cię ze sobą zabrać.
-Jak to... pozbyć?- wybałuszyła oczy.
-Normalnie. Robienie tego na środku miasta nie byłoby chyba mądrym posunięciem.
-Co?! Czemu?- rzuciła pełna strachu.
-Nie martw się Słonko.. to nic osobistego. Po prostu znalazłaś się w nieodpowiednim miejscu i porze- uśmiechnąłem się krzepiąco. - Nie martw się... przysłużyłaś mi się, więc zrobię to szybko.
Zadrżała, wciskając się w kąt. Wyjąłem nóż, po czym czule przejechałem ręką po jej karku, by móc ją chwycić. Wtedy po raz kolejny zobaczyłem niebieskie światła, które zwiastowały tylko i wyłącznie kłopoty. Przejeżdżali powoli, jakby w każdej chwili mieli się zatrzymać.
-Jebana mać- syknąłem cicho, odsuwając nóż od dziewczyny- Można stąd jakoś wyjść od tyłu?
-C-chyba nie...
-Chyba?-zerknąłem na nią poirytowany
-Nie mów tak do mnie. To nie Tobie ktoś kilka sekund temu, wsadzić nóż między oczy. Mam chyba prawo nie myśleć trzeźwo- warknęła upominająco, ale jednocześnie z lekkim przestrachem.
-Pomyśl spokojnie. Możesz mi się jeszcze przydać kilka dni- machnąłem ręką.- Przypominam tylko, że nie mamy wiele czasu na myślenie.
Dziewczyna podniosła się powoli, kierując do wyjścia. Podbiegłem do niej, chwytając za ramię.
-Nie rozpędzaj się tak mała. Idziemy razem, ja decyduje kiedy i gdzie. Jeden zły ruch i film Ci się urwie- szepnąłem jej do ucha.
-Tędy- ponownie wskazała palcem.
Zeszliśmy schodami przeciwpożarowymi do piwnicy. Było przeraźliwie ciemno. Włączyła latarkę, idąc przed siebie. Błądziliśmy przez dłuższą chwilę korytarzami, aż w końcu ponownie ruszyliśmy schodami w górę. Tym razem wszystko była jakby... mniej spalone. Zorientowałem się, że jest to inny budynek, a także, że latarka jest... komórką. Wyrwałem go pospiesznie dziewczynie.
-Co ty odpierdalasz?- rzuciłem wymachując nim na wszystkie strony
-Było ciemno, więc...
-Myślisz, że głupi jestem?! Wychodzimy stąd. Szybko!
Byłem tak wściekły na siebie, że nawet nie zauważyłem kiedy i jak wyszliśmy na zewnątrz. Krążyliśmy kilka minut w poszukiwaniu kolejnego schronienia. Kolejna melina. Pfff... kto by przypuszczał. Wbiliśmy do jednego z.. co lepiej zachowanych pomieszczeń, gdzie leżała stara kanapa. Obok niej znajdował się stolik, również w nie najlepszym stanie.
-Siadaj-poleciłem, wyciągając baterie z jej telefonu.
Ona jak zawsze posłusznie wykonała polecenie i jak zawsze wpatrywała we mnie z tysiącem emocji.
Krążyłem nerwowo w jedną i drugą stronę. Dopiero teraz mogłem spokojnie zapalić papierosa.
-Chcesz?- spytałem, wyciągając w jej stronę paczkę
-Może kiedy indziej-dodała niepewnie.- Jak się nazywasz?
-Na co Ci to?- zaciągnąłem się.
-Sam mówiłeś, że mogę Ci się jeszcze trochę przydać. Skoro mamy spędzić ze sobą dwa dni, to chciałabym...
-Wystarczy Nez- przerwałem jej.
-Osobliwe imię. Ja jestem Haneko, ale może być nawet Neko.
-Ujdzie. To teraz spróbuj się przespać, bo niedługo znowu idziemy. Kanapę masz do dyspozycji.
Zagryzła wargę. Ułożyła się na boku, podkurczając nogi. Nie spuszczała ze mnie wzroku.
-Nic Ci nie zrobię, jeśli o to Ci chodzi. Może jestem chujem, ale nie wykorzystuje lasek w ten sposób, szczególnie małolat- dodałem z uśmiechem, widząc jej reakcję.
-Czemu uciekałeś?- zapytała po chwili
-A co ty taka ciekawska?- zbliżyłem się do niej, kończąc fajkę.
<Haneko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz