niedziela, 3 kwietnia 2016

Od Hokori

Obróciłam nożem kilka razy w dłoni. Szykuje się zabawa. Uśmiechnęłam się pod nosem, mrużąc oczy. Jedyne co mnie martwiło to Kuro. Oddział był niewielki, ale nie było co liczyć, że wszyscy skupią się na mnie. Westchnęłam cicho pod nosem i obróciłam nóż w palcach, zerkając na chłopaka.
- Może będzie lepiej, jeśli schowasz się za drzewem - mruknęłam dość ponuro. Chciałam skupić się na walce, a towarzystwo białowłosego i jego.... Eh, nieporadność w walce, nie była wcale pomocna. Czułam, że przez chwilę chłopak się waha, jednak ostatecznie schował się za większym drzewem. Spojrzałam prosto przed siebie i pierwszy raz, od dawien dawna, poczułam niepewność. Przymknęłam na moment oczy. Muszę się natychmiast ogarnąć. Co się ze mną dzieje? To było dziwne i jednocześnie przerażające. Kiedy otworzyłam oczy nieliczny oddział był znacznie bliżej. Zmrużyłam mocno oczy, przyglądając się uważnie jednej z postaci, kroczącej na początku. Czy to był...? Nie, przecież to niemożliwe...
- Ah, moja droga Soishitsu, ponownie się spotykamy. Może powinienem ci raczej mówić Hokori? - złośliwy uśmieszek wpłynął na wąskie usta bardzo chudego chłopaka.
- Keisuke, ty zdrajco... - zasyczałam, nie podnosząc na niego nawet wzroku. Głowę trzymałam tak, by widzieć ciała wojowników, jednak bez głów. Ten kaptur był naprawdę pomocny.
- Ja? To ty jesteś dziwką jakich mało - warknął i wskazał na mnie ostrzem swojego miecza. - Brać ją. Może być martwa.
Podniosłam spojrzenie na kilku mężczyzn, którzy wyciągnęli błyszczące w świetle księżyca miecze i ruszyli powoli w moją stronę. Jedyne czego chciałam w tym momencie, to dorwać się do gardła tego zdrajcy. Skoczyłam szybko w ich stronę, chcą przemknąć między nimi, jednak wielka dłoń jednego z nich szybko złapała mnie za kostkę. Wojownik pociągnął mnie mocno w dół, a ja zdziwiona nie zdołałam utrzymać broni w palcach, przez co nóż wypadł i ostrzem wbił się w ziemię. Wojownicy szybko mnie unieruchomili... We trzech. Nie mogłam poruszyć ani ręką, ani nogą. Po prostu niczym. Śmiech Keisuke dobiegł do moich uszu. Zmrużyłam oczy i posłałam chłopakowi mordercze spojrzenie.
- Nie masz co próbować - zaśmiał się ponuro, unosząc moją głowę dwoma palcami. - Gdzie masz kolegę?
- Tego parszywca? Uciekł - prychnęłam, przewracając oczami. - Tchórz jak każdy inny prosty człowiek.
- Tyle, że on podobno nie jest zwykłym człowiekiem... - spojrzał na mnie z góry. Warknęłam pod nosem i szarpnęłam się mocno, jednak jedyne co tym zyskałam to bolesne naciągnięcie i tak już wykręconych, stawów. - Widzisz, paru ludzi widziało go z różnymi ranami, jak wymyka się nocą z miasta..
- Tsa? Od kogo to słyszałeś? Od swojej pijanej szmaty? - wysyczałam ze złośliwością. Natychmiast dostałam za to w twarz. Po chwili poczułam w ustach smak krwi. Cholera, musiałam przeciąć sobie policzek.
- Nie masz prawa nawet o niej myśleć - warknął, przystawiając mi nóż do gardła.
- Nie przestrzegam prawa - fuknęłam, a po chwili wypowiedziałam bardzo powoli słowa, które wręcz ociekały jadem - A twojej lalce maniery królewskie pomyliły się z kórewskimi.
Chłopak zamachnął się wysoko i uderzył mnie pięścią prosto w brzuch. Stłumiłam jęk w gardle, próbując zgiąć się w dół, ale ręce wojowników mi na to nie pozwalały.
- Uciszcie ją - warknął, odwracając się do mnie plecami. Uścisk na nogach i lewym ramieniu osłabł, więc postanowiłam się szarpnąć. Jednak po mocnym ciosie w brzuch, moje ruchy były spowolnione. Nim się obejrzałam mężczyzn trzymający mnie za prawe ramię, rzucił mną, jak szmacianą lalką, o najbliższe drzewo. Siła uderzenia gwałtownie wypchnęła powietrze z moich płuc. Z cichym jękiem osunęłam się na ziemię. Ostatnie co widziałam to chuda postać krocząca w moją stronę.
Czułam się jak w więzieniu, nie mogąc się ruszyć ani nic zobaczyć, a mimo to wyczuwając w powietrzu zapach krwi. Muszę się ocknąć, muszę się ocknąć, muszę się obudzić... Już. Teraz. Natychmiast!
Nagle otworzyłam szeroko oczy. Pierwsze co zobaczyłam to Kuro. Tylko, że... Jego włosy ciemniały. Robiły się czarne na moich oczach. Zdziwiona wpatrywałam się w chłopaka, który po chwili przemienił się w wielkiego, czarnego wilka. Shinigami? Kuro to Shinigami? Siedziałam tak przez chwilę, nie mogąc się nawet ruszyć, a co dopiero podnieść. Dopiero po chwili odzyskałam panowanie nad swoim ciałem. Natychmiast się podniosłam i wyciągnęłam z kieszeni pałeczkę. Już po chwili trzymałam w ręce wielką kosę. Pewnym krokiem, ze spuszczoną głową, podeszłam w stronę mężczyzn, zerkając przy okazji na wilka, któremu z pyska ściekała krew. Martwy strażnik leżał pod łapami zwierzęcia.
- Jesteście skończeni - zaśmiał się Keisuke. - Ty głupio pokazałeś nam swoją ludzką postać, a w twoich żyłach krąży teraz trucizna. Jedyną odtrutkę mam ja. Nie masz co liczyć, że ją dostaniesz. Król wydał na waszą dwójkę wyrok śmierci. Każdy kto was złapie ma prawo do zabicia was. Macie z nimi skończyć - nakazał wojownikom, a sam odwrócił się na pięcie i powoli skierował się w stronę klasztoru. Zaczęłam się śmiać pod nosem. Po krótkiej chwili mój głośny, psychopatyczny śmiech rozchodził się po najbliższej okolicy, mrożąc krew w żyłach każdego żywego stworzenia. Nawet chudy chłopak zatrzymał się i obserwował mnie czujnie.
- Jesteście głupi... - mruknęłam zadowolona - Tak bardzo głupi. Wszyscy. Jesteście śmieciami, które zabierają miejsce... Wypadałoby was wszystkich wyrzucić! - mój głos był dużo wyższy niż normalnie, przez co wszystko co powiedziałam było piskiem. - Jest cudownie, taka piękna noc! Zaraz zacznie padać... - uśmiechnęłam się szeroko, patrząc w niebo. - Aż szkoda, że to przegapicie.
Wraz z ostatnim słowem wybiłam się z jednej nogi. Przemknęłam między dwójką strażników, odbiłam się od trzeciego, uderzając go przy tym nogą w głowę. Skoczyłam w stronę jednego z mężczyzn i kiedy byłam tuż za nim, zahaczyłam ostrze kosy o jego tułów i okrążyłam w powietrzu. Ostrze początkowo przecięło tylko lekki pancerz, jednak kiedy zrobiłam okrążenie i skierowałam się w stronę kolejnego wojownika, kosa przecięła mężczyznę na pół. Zatrzymałam się tuż przed kolejnym przeciwnikiem i popatrzyłam mu prosto w oczy. W zielonych oczach widziałam strach, co tylko dodało mi satysfakcji. Przemknęłam między jego nogami, starając się go nie zranić, przynajmniej na razie. Odbiłam się mocno od ziemi i wzbiłam wysoko w powietrze, robiąc salto w przód. Po chwili zaczęłam spadać wprost na czwartego strażnika, który nie mógł się ruszyć. Wysunęłam broń w przód, tak by kosa pierwsza dotknęła ziemi. Ostrze gładko przeszło wzdłuż ciała mężczyzny, przepoławiając go. Kiedy ostrze wbiło się w ziemię, stanęłam na rękojeści kosy i popatrzyłam prosto na piątego wojownika. Ostatni, który pozostał przy życiu, nie licząc, tego którego ominęłam. Użyłam długiej rękojeści jako trampoliny, z której wybiłam się w powietrze. Obróciłam się kilka razy wokół własnej osi, po czym spadłam na ziemię tuż przed ostatniego przeciwnika. Wyciągnęłam z kieszeni nóż i zrobiłam kolejny obrót, wbijając krótkie ostrze w gardło mężczyzny. Z jego ust prawie natychmiast pociekła krew. Po mojej ręce zaczęła spływać ciepła krew. Wyciągnęłam ostrze z ciała i zatknęłam je za pasek od spodenek. Odwróciłam sie na pięcie i pędem ruszyłam w stronę ostatniego wojownika, który nadal stał w miejscu. Chwyciłam mocno rękojeść kosy i wyrwałam ostrze z ziemi, po czym skoczyłam na ramiona ostatniego przeciwnika.
- Przeżegnaj się grzecznie - powiedziałam ze śmiechem i zrobiłam zamach bronią i wbiłam całe ostrze w klatkę piersiową faceta. Przez moment stałam nieruchomo, jednak kiedy wojownik zaczął przechylać się w przód, wyciągnęłam ostrze i skoczyłam w tył, bezpiecznie lądując na obu nogach. Popatrzyłam w stronę chudego chłopaka, który z niedowierzaniem obserwował całe zajście.
- Chyba mi nie powiesz, że tchórzysz, Keisuke! - zaśmiałam się głośno. Rozwścieczony chłopak ruszył na mnie szybkim biegiem, trzymając w ręku nóż. Kiedy był tuż przede mną, uderzyłam go pięścią prosto w twarz. Chłopak zrobił kilka fikołków, po czym wylądował na kolanach. Z szerokim uśmiechem na ustach podeszłam do niego.
- Jak mogłeś myśleć, że taki śmieć jak ty, może pokonać ostatniego, wielkiego łowcę, takiego jak ja. Jesteś śmieszny... - pochyliłam się nad nim i przysunęłam swoje usta do warg Keisuke, utrzymując między mini minimalny dystans. - Jesteś nikim w porównaniu do kogokolwiek. Jesteś nikim w porównaniu do łowców. Jesteś nikim w porównaniu do mnie! - zawołałam, a echo rozniosło się po całej okolicy. Wyprostowałam się i popatrzyłam prosto na wilka. Tym razem w jego oczach było coś więcej, niż ostatnim razem. Wtedy był tylko mord, a teraz... Trudno było mi to określić. Tak czy siak okłamał mnie i tylko to się liczyło. Zrobiłam szybki obrót, odcinając głowę Keisuke, która wzbiła się na niewielką odległość. Przy drugim obrocie kopnęłam jego głowę, która poleciała wprost na wilka. Niebo przecięła jasna błyskawica, a po chwili zaczęło padać. Stanęłam prosto i powiedziałam głośno.
- Jesteś kłamcą. Niczym więcej. Nie zbliżaj się do mnie. Nigdy więcej się nie zbliżaj!
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam przed siebie. Nie wiedziałam gdzie idę. Miałam co prawda zlecenie w najbliższym mieście, jednak teraz mało mnie to obchodziło. Pierwszy raz od kilkunastu lat to ja czułam się zraniona. Ale dlaczego..? Czyżby Kuro aż tyle dla mnie znaczył? Czyżby udało mu się stopić moje serce? Zatrzymałam się i skuliłam w sobie, przyciskając dłonie do klatki piersiowej. Do oczu cisnęły mi się łzy, których nie potrafiłam powstrzymać. Razem z kroplami deszczu spływały mi po twarzy i skapywały na mokrą ziemię. Nagle przez oczami znowu zaczęło mi ciemnieć. Spojrzałam przed siebie. Naprawdę mało widziałam. Poczułam jak nogi zaczynają mi się uginać. Przyłożyłam dłoń do brzucha i zobaczyłam, że jest cała zakrwawiona. Keisuke musiał trzymać nóż, kiedy uderzył mnie pięścią w żołądek. Tylko dlaczego poczułam to dopiero teraz? Kurwa mać. To była moja ostatnia myśl, bo po chwili runęłam na ziemię, tracąc przytomność.

Kuro?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz