Noc spowiła klasztor w całkowitej, błogiej ciszy, nie przerwanej nawet przez przemykające szczury. Tuż obok, spała Hokori, wtulona w mój bok. Ja sam leżałem, pogrążony w myślach, cały czas myśląc jak powiedzieć jej o drugim "ja". W końcu i ja poddałem się zmęczeniu, więc sam nie wiedziałem, kiedy odpłynąłem, ale tak czy inaczej nie na długo. Pierwsze co dostrzegłem w mroku to czerwone oczy dziewczyny, trzymającej dłoń na moich ustach.
Przedstawiła mi obecną sytuację, w jakiej się znajdujemy, jednak było to zbędne, gdyż obce zapachy, docierające zza drzwi, wpadły do nozdrzy, informując o zagrożeniu.
-Gruby mnich chyba nie będzie zadowolony z prezentu jaki zostawisz im w dachu- szepnąłem z uśmiechem na twarzy na co ta tylko wzruszyła ramionami, sprawnie przeciskając się przez otwór w suficie.
-A ty co znowu robisz? Mieliśmy uciekać?- syknęła cicho, widząc jak pcham niewielką komodę w stronę drzwi.
-Chcę nieco ich spowolnić, dzięki czemu zyskamy na czasie podczas ucieczki- wyjaśniłem, po czym bez zbędnych czynności, wspiąłem się za towarzyszką.
-Teraz mi powiedz jak chcesz stąd zleźć.
-Masz wątpliwości?
-Coś ty- prychnąłem sarkastycznie- To tylko dziewięć metrów.
-Nie doceniasz mnie- zawadiacki uśmiech pojawił się na jej twarzy.
Sprawnie przemknęła między strzelistymi wieżyczkami, stopniowo zmniejszając dystans od kamiennego dziedzińca.
Ostrożnie powtórzyłem jej wyczyn, i gdy tylko moje stopy dotknęły ziemi, wielkie wrota klasztoru odsłoniły grupkę mężczyzn z lekkich pancerzach.
-Za wiele to ta Twoja komoda nie dała- mruknęła,z dożą złośliwości z głosie.
-Dobre i tyle- zaśmiałem się pobłażliwie, ciągnąc ją za nadgarstek.
Brama rozwarła wrota, ukazując wolną, leśną przestrzeń. Wybrukowana droga, ustąpiła ścieżce usianej suchymi liśćmi i starymi igłami drzew. Drzewa tak jak i niewielki orszak pozostawali w tyle, kiedy skromny trucht przerodził się w dziki bieg.
-Wyrabiasz się- uśmiechnęła się z uznaniem, widząc jak przez dłuższy czas dotrzymuje jej kroku.
Noc była moim żywiołem. Doskonale dostrzegałem kształty nawet przy słabym świetle, toteż i pewniej stawiałem stopy, mimo to nadal powstawał cień obawy. Co jeśli nas złapią? Nie możemy przecież biec godzinami, a tak niewielki oddział mógł jedynie być zapowiedzią czegoś gorszego, co czeka na nas w niedalekiej przyszłości. Uniknięcie walki nie było możliwe, a pora sprzyjała właśnie nam. Hokori wyposażona w koci wzrok nie miałaby problemu podczas nocnej walki, czego dała przykład podczas naszego ostatniego starcie.
-Może to nie pomysł na idealną rozrywkę, ale czy przelanie krwi tych kretynów, nie uszczęśliwi świata, tak samo jak i nas?
Propozycja najwidoczniej wydała się kusząca dla drobnej postaci, która ochoczo machała ogonem, obracając zwinnie nożem w dłoni.
<Hokori?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz