poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Od Kuro

Siadając ogarnięty ciszą na starej, drewnianej podłodze, zdałem sobie sprawę, że niezbyt dobrze znam moją wybrankę. Miałem o niej wyłącznie niezbyt pochlebne informacje, z resztą po co były mi one potrzebne, kiedy zaledwie tydzień wcześniej marzyłem, by odgryźć jej głowę.
Najwidoczniej nie miała zbytniej ochoty chwalić się swą przeszłością, podobnie jak ja.
-Tyle, że ja nie za bardzo mam o czym opowiadać, a jeśli nawet to nie bardzo wiem co- poskrobałem się po białej czuprynie, próbując ukryć zakłopotanie.
-Nie pierdol, ty biały kundlu- zaśmiała się pod nosem-Czymś na pewno możesz się poszczycić.
-Co najwyżej ilością wypatroszonych ofiar- mruknąłem nieco entuzjastyczniej niż poprzednio.
-Jeśli opowiesz coś o sobie, ja również to zrobię. Pasuje Ci ten układ?
-Tylko pod warunkiem, iż Twoja odpowiedź będzie się składała z więcej niż ośmiu zdań.
-Niech będzie- wymamrotała, przewracając oczami.- A więc?
-Obecnie jestem sierotą. Tak od dobrych dziesięciu lat, może dłużej. Zdążyli mnie, wpierw nauczyć to czego powinni, zanim banda łowców ścięła im łby. Wiedzieli o moim istnieniu toteż dokładali wszelkich starań, coby i mnie wysłać na drugi świat, ale starsza kobieta zlitowała się nad małym, białowłosym dzieciakiem i niczego nie świadoma przygarnęła przybłędę pod swój dach. Tak trenowałem po nocach, żeby pomścić rodziców, aż do momentu, w którym moja opiekunka wydała ostatnie tchnienie. Wtedy jedyną rozrywką było dla mnie polowanie, torturowanie i zabijanie. W skrócie, mój umysł ogarnęła sadystyczna część mnie. Przeniosłem się do wioski, gdzie mieliśmy przyjemność spotkać się pierwszy raz i tam żyłem wśród tych debili, myślących, że jestem wyłącznie jednym z tych prostaków, z jakimi mieli kontakt każdego dnia. Nie chciałem ich wyprowadzać z błędu, więc postawa przykładnego wieśniaka mi odpowiadała. Z czasem żądza krwi nieco zmalała, aczkolwiek morderstwa były przednią zabawą i nie powiem... nadal są. Poza faktem, iż na swoim koncie mam niezły odsetek ludzi w tym ogromną ilość łowców, to nie mam się czym chwalić. Teraz chyba czas w końcu dorosnąć i pomyśleć nad przyszłością-ułożyłem dłonie pod głową, kładąc się wcześniej na podłodze.
-Co masz na myśli?- uniosła jedną brew, przechylając przy tym głowę w bok.
-Liczę na to, że uda mi się ogarnąć nieco to miejsce i zamieszkać z mą lubą-  obdarowałem towarzyszkę szerokim uśmiechem.
-A co jest takiego niezwykłego w tej ruinie? Nie wolałbyś życia w mieście?
-Wolę stronić od ludzi. Poza tym, jeśli nie było mi dane spędzić szczęśliwego dzieciństwa w domu rodzinnych, to chciałbym w nim mieszkać do końca.
-Czyli, że...
-Tak, idąc mniej więcej minutę na północ, trafisz do miejsca, gdzie załatwili mi rodzinkę. Ale to chyba tyle o mnie. Teraz Twoja kolej, marudo- zmieniłem szybko temat, czekając na historię Hokori.

<Hokori?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz