poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Od Hokori

Wbijałam paznokcie w plecy chłopaka, starając się nie robić zbyt dużo hałasu. Jednocześnie miałam go cały czas na oku. Chyba nigdy wcześniej nie czułam się tak... Nawet nie wiedziałam jak to nazwać. Jedyne co mnie irytowało, to piskliwy głosik w mojej głowie, który uporczywie powtarzał, że to co robię, to jeden wielki błąd. Kazałam wypchać mu się sianem i zupełnie pogrążyłam się w przyjemności.
Obudziło mnie ćwierkanie ptaków. Otworzyłam powoli oczy i pierwsze co zobaczyłam to był tors Kuro. Z mojego gardła wydobyło się ciche zdziwienie. Dlaczego właściwie zasnęłam? W mojej głowie, jak echo, odbiły się ciche słowa białowłosego, o tym, że mam się niczym nie przejmować i iść spać, bo jestem zmęczona. Westchnęłam cicho, a otulające mnie silne dłonie, przycisnęły mnie mocniej do ciała chłopaka. Zamruczałam cicho, strzygąc uszami.
- Łaskoczesz tymi uszami - zaśmiał się Kuro. Spojrzałam w górę na jego twarz i uśmiechnęłam się lekko. Po chwili poczułam wargi chłopaka na czole, co wywołało u mnie cichy śmiech. Odepchnęłam od siebie chłopaka, wbijając mu paznokcie w klatkę piersiową. Ten prawie natychmiast mnie puścił. Powoli podniosłam się i rozejrzałam po pomieszczeniu, cały czas czując na sobie spojrzenie białowłosego.
- Nie musisz się tak na mnie gapić. Przez ciebie wszystko mnie boli, nie mam zamiaru uciekać. - mruknęłam, sięgając po swoje ubrania. - Przynajmniej na razie.
- Lubię się patrzeć na twoje... - urwał, kiedy podeszłam do niego i gołą stopą kopnęłam go w twarz, niezbyt mocno.
- Milcz, prosty człowieczku. - warknęłam, chociaż celem tego było raczej przekomarzanie. Odwróciłam się do niego plecami, z chęcią założenia na siebie spodenek, jednak straszny głos, którym przemówił Kuro tuż za moimi plecami, powstrzymał mnie przed tym.
- Mówiłaś, że wszystko cię boli? Może chciałabyś spróbować jeszcze raz?
- Z wielką chęcią - oparłam, odwracając się do niego przodem. - Ale może wieczorem - dźgnęłam go palcem w brzuch. Odeszłam kilka kroków od chłopaka i założyłam spodenki oraz owinęłam biust bandażami. A raczej ich resztkami. Znowu muszę je zmienić, inaczej jedyne co będę mogła założyć to pojedyncze paski materiału. Odwróciłam się do białowłosego, który również miał już na sobie swoje spodnie i koszulkę. Uśmiechnęłam się delikatnie i popatrzyłam na swoją bluzę.
- No... I to by było na tyle z czystej bluzy, co? - mruknęłam bardziej do siebie niż do współkompana, jednak nie przeszkadzało mu to w odpowiedzeniu mi na retoryczne pytanie.
- Nie tylko twoja. Moja bluza też jest cała we krwi. Twojej krwi. - drugie zdanie zaakcentował bardzo mocno, posyłając mi spojrzenie z udawaną urazą.
- Kiedyś ci ją wypiorę, nie martw się. - przewróciłam oczami, wychodząc przed budynek i delektując się ciepłymi promieniami słońca.
- Kiedyś - powtórzył chłopak. - Skoczę do wioski po jakieś jedzenie. Nie uciekaj łaskawie i nie wdawaj się w bójki.
- Jedyna bójka jaką mogę tu stoczyć to ta z wiewiórką - prychnęłam, usadawiając się pod ścianą. Żałowałam, że nie mogę zmienić się w kota. Wtedy mogłabym się wylegiwać na słońcu, ile dusza zapragnie. Jednak nie chciałam zbytnio niszczyć szwów, a zmiana ciała, na pewno by je naruszyła. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w najbliższym większym mieście, w którym wciąż miałam do wykonania zlecenie. Na szczęście bal, na którym miałam wykonać swoją misję, był dopiero za dwa dni. Tak czy siak musiałam mieć to na uwadze, siedząc tutaj z Kuro.
Przymknęłam na chwilę oczy i chyba mi się trochę przysnęło, bo obudziło mnie lekkie szturchanie. Otworzyłam oczy, jednak oślepiona promieniami słonecznymi, natychmiast je zamknęłam.
- Co jest? - mruknęłam, zaspana.
- Wstawaj, jedzenie przyniosłem - odparł, starając się ukryć śmiech. Powlokłam się powoli za chłopakiem do środka budynku, by tam ponownie usiąść pod ścianą. Przeciągnęłam się, wyginając lekko całe ciało i ziewając przy tym.
- Może opowiesz coś o sobie, umilając nam posiłek? - popatrzył na mnie, swoimi szarymi oczami, które z każdym dniem podobały mi sie coraz bardziej.
- A może mój drogi mąż, wielki Shinigami, przed którym trwoży się nawet sam król, opowie mi coś o sobie pierwszy? - posłałam mu proszące spojrzenie, kocich oczek, mając nadzieję, ze uniknę jakoś opowiadania o sobie.


Kuro?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz