Obudziło mnie ćwierkanie ptaków. Otworzyłam powoli oczy i pierwsze co zobaczyłam to był tors Kuro. Z mojego gardła wydobyło się ciche zdziwienie. Dlaczego właściwie zasnęłam? W mojej głowie, jak echo, odbiły się ciche słowa białowłosego, o tym, że mam się niczym nie przejmować i iść spać, bo jestem zmęczona. Westchnęłam cicho, a otulające mnie silne dłonie, przycisnęły mnie mocniej do ciała chłopaka. Zamruczałam cicho, strzygąc uszami.
- Łaskoczesz tymi uszami - zaśmiał się Kuro. Spojrzałam w górę na jego twarz i uśmiechnęłam się lekko. Po chwili poczułam wargi chłopaka na czole, co wywołało u mnie cichy śmiech. Odepchnęłam od siebie chłopaka, wbijając mu paznokcie w klatkę piersiową. Ten prawie natychmiast mnie puścił. Powoli podniosłam się i rozejrzałam po pomieszczeniu, cały czas czując na sobie spojrzenie białowłosego.
- Nie musisz się tak na mnie gapić. Przez ciebie wszystko mnie boli, nie mam zamiaru uciekać. - mruknęłam, sięgając po swoje ubrania. - Przynajmniej na razie.
- Lubię się patrzeć na twoje... - urwał, kiedy podeszłam do niego i gołą stopą kopnęłam go w twarz, niezbyt mocno.
- Milcz, prosty człowieczku. - warknęłam, chociaż celem tego było raczej przekomarzanie. Odwróciłam się do niego plecami, z chęcią założenia na siebie spodenek, jednak straszny głos, którym przemówił Kuro tuż za moimi plecami, powstrzymał mnie przed tym.
- Mówiłaś, że wszystko cię boli? Może chciałabyś spróbować jeszcze raz?
- Z wielką chęcią - oparłam, odwracając się do niego przodem. - Ale może wieczorem - dźgnęłam go palcem w brzuch. Odeszłam kilka kroków od chłopaka i założyłam spodenki oraz owinęłam biust bandażami. A raczej ich resztkami. Znowu muszę je zmienić, inaczej jedyne co będę mogła założyć to pojedyncze paski materiału. Odwróciłam się do białowłosego, który również miał już na sobie swoje spodnie i koszulkę. Uśmiechnęłam się delikatnie i popatrzyłam na swoją bluzę.
- No... I to by było na tyle z czystej bluzy, co? - mruknęłam bardziej do siebie niż do współkompana, jednak nie przeszkadzało mu to w odpowiedzeniu mi na retoryczne pytanie.
- Nie tylko twoja. Moja bluza też jest cała we krwi. Twojej krwi. - drugie zdanie zaakcentował bardzo mocno, posyłając mi spojrzenie z udawaną urazą.
- Kiedyś ci ją wypiorę, nie martw się. - przewróciłam oczami, wychodząc przed budynek i delektując się ciepłymi promieniami słońca.
- Kiedyś - powtórzył chłopak. - Skoczę do wioski po jakieś jedzenie. Nie uciekaj łaskawie i nie wdawaj się w bójki.
- Jedyna bójka jaką mogę tu stoczyć to ta z wiewiórką - prychnęłam, usadawiając się pod ścianą. Żałowałam, że nie mogę zmienić się w kota. Wtedy mogłabym się wylegiwać na słońcu, ile dusza zapragnie. Jednak nie chciałam zbytnio niszczyć szwów, a zmiana ciała, na pewno by je naruszyła. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w najbliższym większym mieście, w którym wciąż miałam do wykonania zlecenie. Na szczęście bal, na którym miałam wykonać swoją misję, był dopiero za dwa dni. Tak czy siak musiałam mieć to na uwadze, siedząc tutaj z Kuro.
Przymknęłam na chwilę oczy i chyba mi się trochę przysnęło, bo obudziło mnie lekkie szturchanie. Otworzyłam oczy, jednak oślepiona promieniami słonecznymi, natychmiast je zamknęłam.
- Co jest? - mruknęłam, zaspana.
- Wstawaj, jedzenie przyniosłem - odparł, starając się ukryć śmiech. Powlokłam się powoli za chłopakiem do środka budynku, by tam ponownie usiąść pod ścianą. Przeciągnęłam się, wyginając lekko całe ciało i ziewając przy tym.
- Może opowiesz coś o sobie, umilając nam posiłek? - popatrzył na mnie, swoimi szarymi oczami, które z każdym dniem podobały mi sie coraz bardziej.
- A może mój drogi mąż, wielki Shinigami, przed którym trwoży się nawet sam król, opowie mi coś o sobie pierwszy? - posłałam mu proszące spojrzenie, kocich oczek, mając nadzieję, ze uniknę jakoś opowiadania o sobie.
Kuro?
- Łaskoczesz tymi uszami - zaśmiał się Kuro. Spojrzałam w górę na jego twarz i uśmiechnęłam się lekko. Po chwili poczułam wargi chłopaka na czole, co wywołało u mnie cichy śmiech. Odepchnęłam od siebie chłopaka, wbijając mu paznokcie w klatkę piersiową. Ten prawie natychmiast mnie puścił. Powoli podniosłam się i rozejrzałam po pomieszczeniu, cały czas czując na sobie spojrzenie białowłosego.
- Nie musisz się tak na mnie gapić. Przez ciebie wszystko mnie boli, nie mam zamiaru uciekać. - mruknęłam, sięgając po swoje ubrania. - Przynajmniej na razie.
- Lubię się patrzeć na twoje... - urwał, kiedy podeszłam do niego i gołą stopą kopnęłam go w twarz, niezbyt mocno.
- Milcz, prosty człowieczku. - warknęłam, chociaż celem tego było raczej przekomarzanie. Odwróciłam się do niego plecami, z chęcią założenia na siebie spodenek, jednak straszny głos, którym przemówił Kuro tuż za moimi plecami, powstrzymał mnie przed tym.
- Mówiłaś, że wszystko cię boli? Może chciałabyś spróbować jeszcze raz?
- Z wielką chęcią - oparłam, odwracając się do niego przodem. - Ale może wieczorem - dźgnęłam go palcem w brzuch. Odeszłam kilka kroków od chłopaka i założyłam spodenki oraz owinęłam biust bandażami. A raczej ich resztkami. Znowu muszę je zmienić, inaczej jedyne co będę mogła założyć to pojedyncze paski materiału. Odwróciłam się do białowłosego, który również miał już na sobie swoje spodnie i koszulkę. Uśmiechnęłam się delikatnie i popatrzyłam na swoją bluzę.
- No... I to by było na tyle z czystej bluzy, co? - mruknęłam bardziej do siebie niż do współkompana, jednak nie przeszkadzało mu to w odpowiedzeniu mi na retoryczne pytanie.
- Nie tylko twoja. Moja bluza też jest cała we krwi. Twojej krwi. - drugie zdanie zaakcentował bardzo mocno, posyłając mi spojrzenie z udawaną urazą.
- Kiedyś ci ją wypiorę, nie martw się. - przewróciłam oczami, wychodząc przed budynek i delektując się ciepłymi promieniami słońca.
- Kiedyś - powtórzył chłopak. - Skoczę do wioski po jakieś jedzenie. Nie uciekaj łaskawie i nie wdawaj się w bójki.
- Jedyna bójka jaką mogę tu stoczyć to ta z wiewiórką - prychnęłam, usadawiając się pod ścianą. Żałowałam, że nie mogę zmienić się w kota. Wtedy mogłabym się wylegiwać na słońcu, ile dusza zapragnie. Jednak nie chciałam zbytnio niszczyć szwów, a zmiana ciała, na pewno by je naruszyła. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w najbliższym większym mieście, w którym wciąż miałam do wykonania zlecenie. Na szczęście bal, na którym miałam wykonać swoją misję, był dopiero za dwa dni. Tak czy siak musiałam mieć to na uwadze, siedząc tutaj z Kuro.
Przymknęłam na chwilę oczy i chyba mi się trochę przysnęło, bo obudziło mnie lekkie szturchanie. Otworzyłam oczy, jednak oślepiona promieniami słonecznymi, natychmiast je zamknęłam.
- Co jest? - mruknęłam, zaspana.
- Wstawaj, jedzenie przyniosłem - odparł, starając się ukryć śmiech. Powlokłam się powoli za chłopakiem do środka budynku, by tam ponownie usiąść pod ścianą. Przeciągnęłam się, wyginając lekko całe ciało i ziewając przy tym.
- Może opowiesz coś o sobie, umilając nam posiłek? - popatrzył na mnie, swoimi szarymi oczami, które z każdym dniem podobały mi sie coraz bardziej.
- A może mój drogi mąż, wielki Shinigami, przed którym trwoży się nawet sam król, opowie mi coś o sobie pierwszy? - posłałam mu proszące spojrzenie, kocich oczek, mając nadzieję, ze uniknę jakoś opowiadania o sobie.
Kuro?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz