poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Od Kuro

Ciągle wzbraniała się przed dotykiem, a tym bardziej towarzystwem mojej osoby. Nie miałem, więc zamiaru się narzucać. Wolałem, by ochłonęła, nie wspominając o fakcie, że nie miała zbytnio ochoty mnie oglądać. Mimo zakazu, nie potrafiłem patrzeć, jak skurczona stara się tracić jak najmniej ciepła podczas wieczornej pory. Ostrożnie ułożyłem się obok niej, otulając czarną sierścią. Zbudziła mnie... w sumie zbyt duża swoboda ruchu. Otworzyłem oczy, poszukując białowłosej, która stała już przy wyjściu. Jak na złość ta zaczęła uciekać.
Tyle się wysilałem, by jakoś ją poskładać, a ta lekkomyślnie pozwala na pogorszenie własnego stanu. Ręce opadają. Oplotłem palce wokół jej nadgarstków, prowadząc w stronę ruiny, jednak nie obyło się bez skopania mnie i zwyzywania. Za dużo gadała... stanowczo za dużo.
Złożyłem pocałunek na jej ustach, nie pozwalając już dojść do słowa. Ponownie jej pięści zatrzymywały się na mym ciele, jednak tym razem były  one słabsze, aż całkowicie ustały. Straciła siły, odpuściła, czy może tego chciała. Nie miałem pewności, ale tym razem myślałem wyłącznie o sobie. Jeśli mam dać jej spokój, zrobię to, ale wpierw pragnąłem nacieszyć się ostatnimi dniami jej bliskości. Łatwo sobie wyobrazić moje zdziwienie, kiedy poczułem smukłe palce, sunące po moim brzuchu. Odsunąłem na moment głowę, by przyjrzeć się jej twarzy. Straciła swą surowość jaką karmiła mnie od wypadku.
-Czy możesz... mnie w końcu zostawić?- odchrząknęła, przygryzając wargę.
-Oczywiście- mruknąłem, całując jej szyję.
-Przestań- westchnęła cicho, zaciskając dłoń na koszulce.
Każde jej słowo sprzeciwu, zmuszało mnie do robienia jej na złość.
-Zostawisz mnie w końcu?
-Zostawię, zostawię- zsunąłem ostrożnie bluzę z jej ciała, całując ją po szyi.
Nie długo stawiała opór. Jej czujność zmalała, toteż szybkim ruchem, wsunąłem kolana między jej nogi, przez co szybko domyśliła się jakie mam plany co do niej. Nadal brak protestów. Stawałem się coraz śmielszy, pozbawiając ją kolejnych części garderoby, aż do momentu, gdy pozostała na niej sama bielizna. Ta nie chcąc pozostać dłużna, pozbawiła mnie koszulki, odsłaniając klatkę piersiową. Wtedy zdałem sobie sprawę, że ta, leży na twardej ziemi. Uniosłem ją za uda, układając na pokrwawionej bluzie, jaka jeszcze kilka godzin temu służyła mi za prowizoryczne posłanie. Do teraz dziękuję zrządzeniu losu, iż preferuje luźniejsze ubrania. Była wystarczająco duża, by na upartego zrobić z niej śpiwór dla Hokori. Wisiałem nad nią, całując każdy kawałek jej ciała. Spojrzałem prosto w oczy drobnej postaci, bawiącej się już paskiem moich spodni.
-Nadal chcesz, żebym Cię zostawił?
-Zamknij się, idioto- warknęła cicho, na co tylko zaśmiałem się pod nosem.
Przywarłem ciałem do niej, sunąc dłonią po wewnętrznej części uda Hokori, wywołując u niej ciche mruczenie. Nie musiałem ponawiać pytania z klasztoru, by wiedzieć czego chce, toteż dystans między nami zmalał do zera. Ta syknęła wręcz bezgłośnie z bólu, wbijając paznokcie w moje plecy. Delikatne ruchy,stopniowo zaczynały być pewniejsze, dając naszej dwójce nieco więcej przyjemności. Zerknąłem w jej na wpół przymknięte powieki, spod których czerwone ślepia, bacznie śledziły moją twarz. Zawsze chłodne, ukazały melancholijność i nieco... dziecinnej niewinności.



<Hokori?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz